09.09.2024
Jazda nr: 1486

Tagi: aurelia, makowice, makowice_sludwia, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest dla mnie bardzo wyjątkowa. To bardzo duże emocjonalne wydarzenie. W końcu mija już 10 lat z Aurelią... 10 lat razem na dobre i na złe... W smutku i w radości: W radości i szczęściu. A może powinienem napisać w radości i w szczęściu bo smutku nie ma? A jednak jest... Akurat w tym roku. Akurat w ten wyjątkowy czas. Ostatnie wpisy na blogu nie uzupełnione. Ciągły smutek i żal. A dziś na domiar złego popsuła się pogoda. Pierwsze dni września, włącznie z rozpoczęciem roku szkolnego przynosiły bardzo wakacyjną pogodę z temp. dochodzącymi do 30℃ i tropikalnymi nocami... Wszystko gwałtownie się zmienia - dość duża zmiana temp. o ponad 10℃. Jednak kto mógł wiedzieć czy to 10 lat temu czy to 5 lat temu, że tak będzie? -> 5 lat Aureli & 5 lat "trasy 100km". Chciałem być ambitny i mimo wszystko przyjechać do Międzyzdroi w dniu dzisiejszym. Wstępnie a ten plan miałem od 4 lat ustawiony - właśnie na 09.09.2024 r. miałem wziąć wolne w szkole. I pojechać. No niestety pogoda. Tylko czy na pewno pogoda tak bardzo by mnie powstrzymała? Niejednokrotnie udowadniałem, że potrafię wiele i jestem ambitny. No ale to było dawno. Czasy się zmieniły. Postarzałem się. Nie wierzę już w siebie czy w swoje możliwości. Obecnie szukałbym stabilizacji w życiu... I innej radości niż samotne podróże. I powiem tak.. Pewnie bym pojechał. Gdybym był w innym stanie emocjonalnym niż jestem. A jestem w takim stanie, że jestem po prostu emocjonalnie rozjebany. A było wiadomo, że dziś będzie jak będzie z pogodą. Mogłem wczoraj zrobić tą trasę oficjalnie a dzisiaj jedynie skromne uzupełnienie - naznaczyć to, że ten dzień jest ważny i choć chwilę spędzić ten dzień z Aurelią... Tak się nie stało... Może jednak najważniejsze jest to, że w ogóle pojechałem? Późnym po południem już prawie noc. I w zasadzie już po nocy wracałem - w jedną z częściej odbywających się tras cyklicznych: MAKOWICE_SŁUDWIA. Jedna z ważniejszych tras w życiu, odbywa się w stronach które najbardziej w życiu znam - w stronach w których spędziłem dzieciństwo i przejechałem tysiące kilometrów nie tylko z Aurelią ale także z poprzednimi rowerami... Wyjątkowe strony, wyjątkowe miejsca i wyjątkowa okazja... Długo czekałem na ten czas w którym spędzam z Aurelią dosłownie 10 lat, które przekładają się na: 60 494 km, pokonanych w 3854:09:47h - podane wartości są włącznie z dzisiejszą trasą oczywiście :) Jeśli ktoś chce bez dzisiejszej można samodzielnie policzyć. Każda trasa to osobna historia. Nie będę wstanie tego wszystkiego tutaj przytoczyć ale na pewno.. postaram się o to - we wpisie podsumowującym 2024 r. zamieszczę specjalny materiał - którym podsumuję te wspólnie przeżyte 10 lat. Dzisiaj nie ma co więcej pisać... To jest historia, która opiera się o 1572 wyjazdy! Z czego opisanych na blogu mamy aż: 1486 wyjazdów (włącznie z dzisiejszym). Bez dzisiejszego: 1485 wyjazdów. Jeśli ktoś jest zainteresowany - zachęcam do przejrzenia wpisów z poprzednich lat, czy poprzednich względem dzisiejszego czy poprzednich, poprzednich... 10 lat czyli 3653 dni. Wynikałoby z moich ilości tras, że "prawie prawie" co 2-gi dzień bywałem na rowerze. Poznałem w tym czasie trochę Polski i Niemiec. Przejechałem bardzo dużo dróg, i tras w woj. zachodniopomorskim, kilka w pomorskim i opolskim. Raz byłem w Czechach dlatego nie chętnie o tym wspominam bo to był jeden krótki wyjazd, i w zasadzie byłem przy samej granicy kraju. To nie to co Niemcy, które odwiedzałem aż: 35 razy. I może nie poznałem ich aż tak mocno bo co to jest takie 35 wyjazdów, skoro w województwie gdzie mieszkam robiłem co najmniej 1000+ wyjazdów i wciąż jest tak wiele do obejrzenia i poznania... To czym będzie takie 35 tras... Jednak dla mnie każdy wyjazd jest ważny, każde wspomnienie. To wszystko zapisane jest na tym blogu. Jest do tego ogromny materiał - zdjęcia, filmy. W tym nagrania z tras, ślady GPS. Setki zdjęć Aurelii na przestrzeni tych lat, na różnych wyjazdach... Jest co wspominać - i ten wpis byłby na to za krótki.. A może stałby się za długi? Przecież nie mógłby być o wiele krótszy niż suma wszystkich dotychczasowych wpisów + trasy, które odbyły się nim miałem bloga.. Skupmy się na tym jak dziś było. Deszczowo, szaro, ponuro i niestety smutno. Jednak znalazłem w sobie dość sił, wiary aby sprostać trudom dnia. I przynajmniej swoim własnym oczekiwaniom, że pojadę. I pojechałem. Zmusiłem się do uśmiechu na zdjęciach, próbując przegryźć łzy.. Aby mieć na przyszłość, jeśli oczywiście przetrwam.. Piękne wspomnienia.. Z tych wyjątkowych chwil. I nie myśleć o tym jak było w tych dniach smutno.. Jak czułem się przybity...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1494

  • Trasa nr [łączna]: 1572
  • Trasa nr [na blogu]: 1486
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 6
  • W tym roku: 138

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1558 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1472 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 23775.9 km
  • Stan Licznika Końcowy: 23794.48 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 23644.46 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2185 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 2204 km

  • Maksymalna prędkość: 29.8 km/h

  • Przejechałem: 18.58 km
  • Przejechałem [msc]: 152.9 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4635.66 km
  • Przebieg roweru [suma]: 60494.24 km

  • Przejechalem w 2024: 4635.66 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 11.5891 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 151.2356 [%] km

  • Czas jazdy: 01:05:27 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3630:43:39 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 290:13:44 h
  • Czas Jazdy Suma (wrzesień): 09:30:58 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3854:09:47 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:35:10 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:06:11 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:49 h

  • Średnia: 17.15 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego stanowi dla mnie dość ważny moment. Wspominane wiele razy 10 lat Aurelii. Kawał czas, za którym kryje się 60k km z Aurelią, wydarzenia, które opisuję cyklicznie co 5 tyś odcinki - można powiedzieć czasu. Czas odmierzam przejechanymi kilometrami a te lecą tak bez opamiętania podobnie jak nasze lata. Co dopiero się z Aurelią poznałem, co dopiero robiłem z nią pierwsze wyjazdy a to już mija 10 lat. Pięknych lat. Podczas których sporo w Aurelię inwestowałem jeśli chodzi o koszty jej utrzymania to nie są one tak duże. To zaledwie: 8694,04 zł (części + serwis). Rozbijając: części: 7403,04 zł a serwis: 1291 zł. Nie robię tutaj bo i po co, analizy uwzględniającej waloryzację czy znaczenie pieniędzy. Bo wiadomo, że 10 lat temu 100 zł znaczyło więcej niż w 2024 r. Widać to na przykładzie mojej pierwszej pracy - gdzie zarabiałem 2300 zł i było to na tyle dużo, że starczało na opłacenie noclegowni - początkowo za 500 zł, potem za 1000 zł i na wyżywienie. A nawet coś zostawało. Teraz mój stan ekonomiczny jest wyższy no może nie 2x. Nie wiele jednak do tych 2x brakuje. Więc pod tym względem... Ten kosztorys nie wydaje się taki zły. O wiele większe koszty mam z utrzymaniem auta. Tam największe idą oczywiście na paliwo. W sumie. W raporcie rowerowym nie piszę kosztów wyżywienia na trasie. Te informacje również stanowiłyby dość istotną kwestię i mogły rzutować na punkt porównania utrzymania auta a roweru, tudzież Aurelii... No cóż.. Zdarzyło się tak, że z końcem sierpnia jestem bardzo smutny, przybity życiem i tak bardzo nieszczęśliwy :( Poszukuję wręcz maniakalnie sensu dalszego trwania i mam nadzieję, że moje bytowanie długo nie potrwa... :( Gdyby jednak tak się stało, że coś by mi się stało w minionych dniach to nie byłoby tego wpisu, nie podsumowałbym 10 lat z Aurelią. I nigdy nie spełnił jednego z moich marzeń jakim jest przejechanie 100 000 km z Aurelią. A jeszcze trochę brakuje. Przy obecnym "wyjeżdżaniu kilometrów" te trochę potrwa jeszcze pewnie z 7-8 lat. Dotrwam niestety do roku 2030, roku w którym prawdopodobnie skończy się ten świat. Mam takie niekoniecznie dobre wizje związane z przyszłością tudzież rozwojem AI, co widać już teraz. Dalszym rozwojem sprzętu elektronicznego i jego możliwościami... A także narastającymi niepokojami w społeczeństwie, konfliktami. I coraz gorszym stanem psychicznym dzieci, młodzieży czy dorosłych. A ci wszyscy stają się bardzo słabi, podatni na manipulacje. I nie radzą sobie z tym co serwuje obecne życie... To spory i globalny problem. Może dzisiejszy wpis nie jest miejscem aby takie rzeczy roztrząsać. Z pewnością jednak te tematy a może i inne powrócą przy tej czy przy innej okazji - opisując bieżące trasy. Tych z pewnością będzie jeszcze setki... Na tych 10-ciu latach życie z Aurelią się nie kończy. Jednak podsumowuje się pewny okres w którym były porażki i zwycięstwa. I trasy po 100 km i nieliczne po 200 km. A także takie krótkie w granicy 10 czy 20 km... Każdy wyjazd jest ważny. Każdy powinien być analizowany z osobna a nie jako całość. Bo za każdym dniem za każdym wyjazdem stoi jakaś historia. Te smutne, zaczynają się od trasy: Niespodziewane wiejskie przygody!. I pozostały ze mną do dziś. Nie zawsze tak jednak było. I nie każdy wyjazd przejawiał się tak wielkim smutkiem czy życiowym wypaleniem: Serca lasu. Bywały piękne dni, stanowiące wyjątkowe wspomnienia... Gdzie podział się ten czas, tamte dni? Czy tamci My?... Wciąż chcę wierzyć, że nie jest to stracone. I jeszcze będzie mogło być jak dawniej.. Piękniej.. Tymczasem dzisiaj jest deszczowo ale nie chłodno. Jedynie smutno za oknem. Dość szybko się ściemniło. Ledwo minęła godz. 19 a już mrok całą okolicę przykrył. Nie zważając na te problemy ruszyłem na dzisiejszą trasę mając nadzieję, że nie będzie już padać. Jednak deszcz mnie jeszcze dopadł... Dopadł mnie pod Słudwiami. Wcześniej tylko siączyło. Jakby z mgły trochę wody się skropliło. Wyjątkowa podróż trwała przez Makowice. Gdzie na lotnisku w miejscu dawnych domków oficerskich zrobiłem mały postój. Kilka zdjęć. I wraz z mrokiem pojechałem dalej. Mijając wieś Czarne, obecnie ta nazwa bardzo pasuje do tej wsi. Ciemno tu i pusto. Tak czarno. Podobnie jak na wielu popegeerowskich wsiach, na których nie wielu zostało... Większość młodych powyjeżdżało. Pozostali takie niedobitki jak np. ja. Co sobie życia nie wyobrażają poza swoją wsią czy nie potrafią żyć w mieście. No ja nie potrafię. Wieś to mój dom.. I tu zostałem.. Zmierzając do Słudwii zmierzyłem się z krótkim aczkolwiek dość intensywnym deszczem. A ten, nie miał kiedy padać. Mógł chwilę poczekać abym zdążył zjechać z trasy... :) Wkrótce wróciłem z końcem dzisiejszego smutnego dnia, ale kończącego się z pewną małą nadzieją, że może będzie lepiej... Dzisiejszy wyjazd to także naprawiona Aurelia po wyjeździe na Niemcy: Rügen: Nationalpark Jasmund. Moja teoria się potwierdziła. W manetce rozsypała się linka, trzymała się na ostatnich drutach co umożliwiło jej dalsze ograniczone ale dalsze działanie. Gdyby pękła do końca zatrzymałaby się na jednym przełożeniu. I jazda byłaby o wiele bardziej utrudnia i o wiele bardziej uciążliwa. Tak się jednak nie stało a linka przetrwała jeszcze jedną trasę: Narnijskie smutki 2. Została wymieniona ale bez regulacji to te przełożenia tak słabiej działały ale się tym nie przejmowałem. Najważniejsze było przejechać się a nie przejmować się tym, że biegi ładnie nie wchodzą czy, że jest mi smutno. A było i to tak jak chyba jeszcze nigdy wcześniej. A możecie mi wierzyć czy nie to nie jedno w życiu przeżyłem... Wracając myślami do tej trasy to od pewnego czasu nie jeździłem na Słudwia. Starałem się tutaj nie jeździć przez przeciągający się remont drogi. I podejście się opłaciło. Ponad miesiąc nie jeździłem na Słudwia od trasy: Trasa Makowice-Słudwia z 31.07. I budowlańcy faktycznie wykorzystali pogodę i możliwości. Nawet jestem skłonny uwierzyć, że do do listopada 2024 r. zdążą z remontem. Teraz już nie mam wątpliwości ów remont ograniczy się jedynie do samej wsi Słudwia a nie całości drogi powiatowej. Częściowo we wsi jest zrobiona ale czy to poważna robota?... Wydaje mi się, chociaż nie mam pewności bo jechałem po nocy i ciemno i jestem w stanie w jakim jestem.. Wydaje mi się, że budowlańcy nie zdejmują płyt z drogi. Dawne kamienne płyty a na nie leją nowy asfalt. Jeśli tak robią to po prostu pogratulować. Bo póki co nic mądrego się na tej budowie nie wydarzyło. Wycięto drzewa i tyle. Rozebrano chodniki. Teraz trwa asfaltowanie drogi - miejscami już jest nowy asfalt. Miejscami jeszcze zostały płyty. No ale mamy początek września. Do listopada jeszcze czas. Być może się uda dotrzymać terminów?! A związku z tym nie pozostaje mi nic innego jak dalej unikać jeżdżenia tą drogą i przyjeżdżania w te strony tak długo jak to będzie możliwe a docelowo pewnie nie dłużej niż do listopada. Przejechałem przez Słudwia. Zmoknięty. W ciemności dotarłem do moich rodzimych Płotów. Jeszcze chwila. Jeszcze moment. I jestem. Tyle, że jestem znowu sam i znowu smutny. Tak bym chciał wrócić i móc się cieszyć trasą, czy wspomnieniami z bliską mi osobą.. Czy to jest tak wiele? Bo tylko tyle w życiu potrzebuję i tylko tyle z życia oczekuję..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

Z powodu pewnego zaniechania, nie wiem jak to się stało. O czym ja myślałem i czy w ogóle myślałem.. Szykując dnia 16.09.2024 r. kartę pamięci na planowany w dniu 17.09.2024 r. wyjazd do Czaplinka - zamiast jak zawsze / od zawsze / odkąd prowadzę bloga a to jest ponad 8 lat, prawie 9 lat... skopiować całą zawartość karty to wszedłem jedynie w folder video i skopiowałem jedynie filmy. Chociaż tyle... Bo mogłoby się okazać, że nawet filmów nie skopiuję. Nie skopiowałem plików GPS. Karta została nadpisana zapisem trasy z dnia 17.09.2024 r. oraz z 18.09.2024 r. O problemie dowiedziałem się właśnie 18.09.2024 r. późnym po południem (było po godz. 18) jak chciałem przysiąść i uzupełniać spore zaległości z wpisami. Z stanem na 18.09.2024 r. mam nie opublikowane wpisy od WPIS=1472. Dzisiejszy dla porównania to wpis 1480. Jeszcze nigdy nie miałem takich zaległości ani takich problemów z blogiem. Miałem się brać właśnie za pisanie wpisu z 31.08 (dopiero 18.09)... Kolejne zaległości. Poprzednie wpisy tj. wpisy do WPIS=1479 był uzupełniony (w stanie na dzień 18.09.2024 r.). Tyle, że brakowało mediów, statystyk i nie był opublikowany. Podjąłem próbę naprawienia swojego błędu. Bezskutecznie. Nie udało się nic wskórać. I odzyskać plików - gdzie ostatecznie przyjąłem porażkę dopiero w dniu 20.09.2024 r. Między 31.08.2024 r. a 12.09.2024 r. - bezpowrotnie utraciłem ślady GPS. I te wpisy tych śladów mieć nie będą / i nie mają. Do sprawy odnoszę się jeszcze we wpisie z 22.09.2024 r: Grzybowo: przywracając ślady GPS - WPIS 1490 z 22.09.2024 r.. Niniejsza notatka, jako uzupełnienie informacji do wpisu dodałem w dniu 27.09.2024 r. (dopiero)... - uzupełniając i publikując zaległe wpisy od wpisu: Szczecińskie testy napędu - WPIS 1472 z 12.08.2024 r.