23.11.2022
Jazda nr: 1137

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego była planowaną nocną wyprawą - coraz szybciej się ciemno robi. Dzisiaj kolejny taki dzień, że tylko ciemno i ciemno za oknem... Chmury same, słońca brak i to z rana i na wieczór. A więc i szybciej się całkowicie ciemno robi, ten mrok tak szybko wszystko ogarnia, że dzisiaj faktycznie myślę tak, że nie dam rady jadąc o godzinie 15 zrobić trasę 20-stkę za dnia. No może inaczej - pod sam koniec już będzie ciemno. No prawie... :) Dzisiaj w zasadzie podobna pora jak się ściemniło względem trasy z wczorajszego dnia: Trasa Makowice-Słudwia. A to podkreśla prawidłowość obserwacji. I tak, ten wyjazd który sobie zrobiłem - to tak jakoś nie szło mi to za bardzo. Późno się wybrałem, nim wyjechałem faktycznie to już minęła 15:30. To się zaraz ciemno zrobiło. Nim mrok okrył cały widoczny świat to było jeszcze chłodno. Dopiero po zmroku się ustabilizowało. Chociaż tak faktycznie zimno nie jest - no było te +3℃, to nie tragedia. To nie to samo co -3℃ o poranku kilka dni temu - wtedy to było tak zimno... A teraz ciepło, fajnie. Miło się jechało - w zaplanowanych nocnych trasach, co jedna to będzie dłuższa i coraz więcej czasu spędzę po nocy na tych wyprawach: "Wstępując w noc". Takie są plany. A jak z realizacją? No spójrzcie sami, plany i jej pierwsze realizacje sięgają 08.11 a dziś mamy już 23.11. To jakby nie patrzeć minęły 2 tygodnie. W tym tempie to nie wiem... Chociaż kolejnych tras nie będzie aż tyle! Planuję na następnej trasie jechać przez Żabówko na Jarchlino i wracać na Resko. I na finał, w bardzo krótkich dniach w których możliwe, że ciemno będzie jeszcze przed godziną 16! Dziś było właśnie w okolicach 16:20. Pojechałbym na Nowogard i wracał na Resko - trasa już poważna, bo to z 60 km będzie z czego ok. 50 km całkowicie po zmroku! Chociaż będzie to tak naprawdę zależało od tego jak późno wyjadę (zakładam zawsze ok. 15:00) - wtedy całkowicie po zmroku zrobiłbym ok. 40 km. Chyba, że jechałbym jak dziś to po zmroku byłoby więcej. Zresztą nie wiadomo kiedy na tą trasę się wybiorę. A nie będzie optymistycznie oj nie. Z każdym dniem będzie coraz krótszy dzień. I będzie coraz trudniej walczyć z tą nocą, która coraz bardziej będzie mi niszczyć pozostałe do końca roku dni. A to nie dość, że tak trudno się jeździ (dzisiaj wyjątkowo) to jeszcze trzeba walczyć ze smutkami :( A te potrafią niespodziewanie zaatakować...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1143

  • Trasa nr [łączna]: 1223
  • Trasa nr [na blogu]: 1137
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 12
  • W tym roku: 181

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1211 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1125 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 11561.9 km
  • Stan Licznika Końcowy: 11601.69 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 11595.53 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 24176 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 24216 km

  • Maksymalna prędkość: 32.2 km/h

  • Przejechałem: 39.79 km
  • Przejechałem [msc]: 338.75 km
  • Przebieg roweru [rok]: 7046.94 km
  • Przebieg roweru [suma]: 48301.25 km

  • Przejechalem w 2022: 7046.94 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 17.6174 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 120.7531 [%] km

  • Czas jazdy: 02:09:52 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2836:16:39 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 465:22:28 h
  • Czas Jazdy Suma (listopad): 22:56:44 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3059:42:47 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:54:44 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:34:16 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:53 h

  • Średnia: 18.51 km/h
Dzisiejsza trasa, przyniosła walkę z szarą codziennością. I w końcu odwilż - plusowe temp. znikał śnieg, Gdzie nie gdzie tylko utrzymywały się jego resztki. Za to utrzymują się dalej perfidne ludzkie działania, które tak wiele razy były na blogu opisywane. No po prostu obrzydzenie mnie bierze jak mam się znowu do tych tematów cofać. Znowu o tym myśleć bo to znowu się dzieje. Znowu dzieje się źle... No ale od początku bo już sam wyjazd nie był prosty, zjechałem nieco szybciej ze szkoły aby dobrać się do całego garnka zupy gulaszowej. Wzmocniony posiłkiem ubrałem się nieco cieplej z możliwością jakby co zmiany sposobu ubioru - zamiast dwóch koszulek termicznych jedna, ale bluza na to, aby było cieplej. Na dół to typowy ubiór. Grubsze spodnie i rajtuzy. I tak można było jechać. Tylko trafiłem na problem po rozładowywanych baterii, niczego nie miałem po ładowanego, coś wykombinowałem jednak. Moja liczba baterii NP-BP X trochę zmalała po akcji z przed kilku tygodni gdzie po prostu wywaliłem te nie dobre, psujące się - i które mnie wkurwiały na trasie bo zawsze istniało ryzyko, że pizdnie i się nagrywanie wyłączy. I o ile nagranie sobie naprawię nie ma problemu o tyle bezpowrotnie tracę ślad GPS bo nie zapisuje się on przyrostowo do pliku (jak film) tylko z pamięci podręcznej jest ładowany z chwilą zamknięcia pliku. Podejście bardzo złe i szkodliwe. Gdyby chociaż ten GPS był zapisywany co 5 min jakiś po prostu krótki czas. A tak nie jest bo jest zamykany dopiero po ponad godzinnym czasie trwania jednego nagrania! Więc straty są naprawdę poważne podczas nagrania po dłuższym czasie. No ale dobra. Bo rozpisuję się nie o tym o czym powinienem. Teraz się poprawię - te kombinacje, problemy z początku nieco wydłużyły mi wyjazd, bo bym jechał chwilę po 15 a jechałem już w okolicach 15:30 jeśli już nie po 15:30. Dopiero. Unosiła się taka lekka wieczorna mgiełka. I było dość chłodno dopóki nie zrobiło się ciemno. Trasa znana, miejsca znane - droga przez Wyszogórę na Łosośnicę i powrót przez Resko. I ta mroczna historia głównie dotyczy odcinka od Wyszogóry do Łosośnicy. Coraz większa liczba po wycinanych drzew, całe hektary zrujnowane. To tam głównie w tych niegdyś leśnych odcinkach pozostawało najwięcej białego śniegu, prześwitywał w zapadającym w mroku świecie. A to była moja pierwsza walka. Od początku toczyłem także walkę z tym, że wyjątkowo ciężko mi się jechało. Cholerny tylny hamulec mną stop czepia się pokrzywionego tylnego koła, na którym jeżdżę bez jednej szprychy. Czuć te bicie od niego. Irytuje także przerzutka tylna, która nie chce działać poprawnie szczególnie na małych przełożeniach (32t i 28t). Po prostu się tam jakoś nie ustawia. Główną winę za to ponosi skrzywienie ramienia przerzutki. A swoje dodaje również zużycie napędu (łańcuch ma ponad 10k km) jest wydłużony i zniszczony. Ta historia się przeplata w moich wpisach zbyt wiele razy, zbyt wiele razy piszę, że obecny napęd ma po prostu "pecha". Już od pierwszych kilometrów był trafiony. A więc trudno oczekiwać po nim nabijania rekordów. A do tego ciągle mam z tym jakiegoś pecha, jak nie gałąź wbija się w przerzutkę a to się dzieje regularnie to pojawiły się problemy z tylnym kołem. I możliwe, że ostatecznym gwoździem do trumny tego napędu będzie właśnie tylne koło - jego śmierć i dalsze problemy sprawią, że pojadę i wymienię napęd. A jak nie koło to pewnie się przerzutka wywali do końca. To wszystko jest ze sobą tak połączone. I walczę i z tym i z wiatrem. I rzeźbą terenu. Każde wzniesienie dzisiaj ciężko odczuwam próbując robić je na wyższych przełożeniach - 24t a nawet 21t. Te koronki są mniej używane i mniej zużyte. Najbardziej mam zużyte licząc od największych (biegi 1,2,...,8): 32-28-24. A im w dół kasety im bliżej 11t tym mniej. Jakoś sobie jednak z tym radziłem. Do Łosośnicy jakoś dojechałem. A nie długo za nią jak już minąłem Miłogoszcz było mi bardzo ciężko. Teren jest tutaj nie ciężki, ale też nie płaski. A ja już taki przybity jadę... I tak w połowie drogi dosłownie (21 może 22 km trasy) mam większy kryzys. Spadek sił. Wydaje się, że jeszcze tak daleko... I jakoś to mi nie idzie. Walczę jednak dalej i im bliżej Reska tym już lepiej. Pojawia się jednak inny problem. Gdy byłem pod Reskiem, zjazd na Piaski. Wracają do mnie wspomnienia z wakacji 2021 r. Jak sobie po szkole, jechałem w taką trasę. A potem wracam późnym po południem do domu. Tam obiad, z matką spędzam po południe. I jest fajnie... Nie jest tak samotnie i źle. Kolejny dzień i znowu wracam do szkoły... Do Trzygłowa. Jakoś się w tym miejscu odnajduję w tej rzeczywistości, w tej bezpiecznej przystani. Jest mi jednak tak smutno w tym momencie, bo mimowolnie myślę a co jeśli się trochę w życiu pozmienia i nie będzie do kogo wracać? Ta myśl długo mnie nie opuszczała, i dalej było mi smutno :( A wróćmy do tego wpisu, tamtego czasu: Piaski czasu. No dobra będąc szczerym jak już Resko minąłem to o tym tak mocno nie myślałem. Myślałem wtedy aby dojechać, starałem się dalej na ile to było możliwe trzymać śr. prędkość w granicach 20 km/h. I jakoś to szło... Trasa minęła, kryzys minął. Pozostał jedynie smutek w sercu, zasilany tym co się dzieje dookoła. Jak mocno, bezmyślnie i bez wyraźnej przyczyny jest wszystko dookoła niszczone... WSZYSTKO. Coraz więcej lasów pada ofiarą tych rabunków. A przede mną coraz więcej takich dni jak dziś. Smutnych, pełnych nie pewności i samotności :(

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa23listopada2022zdj1.jpgtrasa23listopada2022zdj2.jpg


Mapa przebiegu trasy :)