16.04.2023
Jazda nr: 1211

Tagi: JS, busz_zboz, drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa to odwiedziny bardzo fajnej trasy z cyklu moich tras "cyklicznych". Właściwie to odwiedzam większość cyklicznych, których nie odwiedzałem tak po prostu w 2022 r. To był zresztą rowerowo dziwny rok - sporo km to fakt, chociaż do najlepszych lat trochę brakowało i trochę się tras zrobiło. Może za mocno skupiłem się na odkrywaniu nowych dróg i miejsc a przy tym praktycznie oddaliłem się od robienia co niektórych tras cyklicznych, które pozostają poniekąd zapomniane jak np. ta trasa Buszującego w Zbożu. Kilka dni temu o niej myślałem. I tak postanowiłem, że jak w ten weekend nie pojadę np. nad morze - bo mam w planie jechać na Świnoujście - zobaczyć co tam się dzieje z budową tunelu na drodze S3 i może udałoby mi się (mało legalnie) przejechać rowerem po tunelu drogi S3? :)) Póki nie puszczą ruchu samochodowego - wiadomo. Bo wtedy mogłoby być to nieco trudniejsze - chociaż - na upartego w nocnych godzinach, w weekend... A komu to by przeszkadzało. Wtedy ruch aut znikomy to by śmignął... :) No ale teraz bym spróbował. Gdyby się nie udało to pozostanie taki wariant "wytrych". No i jak widać po wpisie nad morze się ostatecznie nie wybrałem. Może pojadę na majówkę i wtedy się pokręcę przy tej budowie drogi S3 włącznie z tunelem pod Świną, która połączy Świnoujście. A tak miałem okazję wrócić do Trasy Buszującego w zbożu, którą ostatni raz robiłem 601 dni temu czyli 1 rok 7 msc i 24 dni: Trasa buszującego w zbożu z 23.08.2021 r.. Okres 600 dni czy w przeliczeniu na kilometry - 12079 km temu (bez dzisiejszej trasy) - nie jest jednak jakoś szokująco duży. Bywały gorsze... A z drugiej strony to jednak prawie 1 rok i 8 msc... To trochę jest. Już mi brakowało tej trasy. A co ciekawe zarówno 23.08.2021 r. jak i dziś jechałem tym prostszym wariantem trasy - omijając pole pod Łopianowem. Jechałem przez Kocierz (bokiem tak). No ale i tak przez warunki było ciężko. Dzisiejsza taka deszczowa niedziela. Oczywiście ładnie się zrobiło dopiero gdy wróciłem z trasy do domu - no oczywiście. Bo jak mogłoby być inaczej... :) Złośliwość świata, opaczności. I dzisiaj mogę powiedzieć, że ta złośliwość nie była kierowana wobec mnie a także wobec współtowarzyszki dzisiejszych zmagań - JS. No ale tak bywa co mam powiedzieć - dla kwietnia to taka normalna pogoda, już się z tym spotykałem. Nawet dzisiaj opowiadałem JS o takich dwóch moich trasach właśnie z 2021 r.: Dargosław: Pałac von Neste i Dobre trasy (z 27.05.2021 r.). No i tu też się należy małe sprostowanie - trasy są z maja 2021 r. a ja z jakiegoś powodu kojarzyłem je z kwietniowymi zmaganiami. Skąd mi się to wzięło? No może ta pogoda w maju 2021 r. była taka bardziej kwietniowa niż majowa i stąd?... Nie wiem skąd ta pomyłka - jednak piszę sprostowanie co prawda przedstawiałem to w opowieściach jako kwiecień a to jest tak naprawdę maj 2021 r. Taka ta pogoda... Taka jak dzisiaj. Niby to pada czy nie pada. Tak bardziej wkurwia niż robi coś pożytecznego. A aby było gorzej to taka zła deszczowa pogoda to miała być wczoraj -.- A wczoraj było ładnie pod tym względem. A zresztą ten deszcz miał być po południu w moich stronach... A po południu świeci słońce. Tyle są warte te prognozy pogody podawane w telewizji czy w internecie. Tyle są warte co cała propaganda co z tych mediów się wylewa...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1218

  • Trasa nr [łączna]: 1297
  • Trasa nr [na blogu]: 1211
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 8
  • W tym roku: 51

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1285 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1199 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 14027.2 km
  • Stan Licznika Końcowy: 14098.51 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 14023.51 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 26501 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 26572 km

  • Maksymalna prędkość: 45.2 km/h

  • Przejechałem: 71.31 km
  • Przejechałem [msc]: 427.83 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1743.55 km
  • Przebieg roweru [suma]: 50797.8 km

  • Przejechalem w 2023: 1743.55 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 4.3589 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 126.9945 [%] km

  • Czas jazdy: 04:13:02 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3004:16:20 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 119:34:32 h
  • Czas Jazdy Suma (kwiecień): 25:57:32 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3227:42:28 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:14:42 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:20:41 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:00 h

  • Średnia: 16.91 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego dla mnie była przebiegiem trasy Buszującego w zbożu. Tym łatwiejszym przebiegiem. Może gdyby nie pewne szczegóły, nienależyte przygotowanie się do trasy byłoby inaczej. Pokusiłem się o to, że jest po prostu ładnie - w miarę ciepło. Okolice +10℃ i mimo, że prognoza mówi, że odczuwalna niższa to właśnie nie czułem, żeby było zimno. Nawet mimo tego deszczu... Nie jechałem grubo ubrany - koszulka termiczna i moja ulubiona szara bluza, która towarzyszyła mi na nie jednej trasie. Przelotnie padało raz mocniej, raz mniej, potem się uspokajało. Aż do momentu nadejścia kolejnych chmur. I tak pojechałem ostatecznie tym łatwiejszym wariantem dzisiejszej trasy. Zamiast wziąć buty do wybrudzenia... To wziąłem te które biorę do szkoły. Bo są lżejsze i nie jest mi w nich tak ciepło. Nie pomyślałem o tym, że będę się przedzierał po błocie, po polu... I ostatecznie wobec tego się nie przedzierałem. Przynajmniej dziś. Jeszcze mam w planie, że sobie na Buszującego pojadę. Teraz dni coraz dłuższe to mógłbym nawet po szkole się wybrać - i może za dnia zdążę jak odpowiednio szybko wyruszę i pójdzie mi to sprawnie. W dzisiejszą trasę ruszałem jednak nie przygotowany. Ani nie naładowałem akumulatorków do kamerki. No kurde... Nie pomyślałem o tym - chociaż tyle dobrego, że wczoraj (15.04) oczyściłem kartę pamięci. I tak ruszyłem w tę szarą pogodę, gdzie po drodze zaczęło lekko kropić. Jakaś taka nerwowa ta droga się wydaje. Jest normalna niedziela, a ruch na DW108... Skąd się ci błazny tu biorą... Zwykle ich tyle nie jeździło. A teraz im odwala. Po drodze pod koniec drogi DW108 już za Uniborzem, do dzisiejszych zmagań dołączała JS, która dojechała tu z Gryfic i w Gryficach zakończyła dzisiejsze zmagania z wynikiem nieco ponad 50 km...! :) I tak sporo. Takie nawet 50 km trasy sporo znaczą. A dzisiaj jeszcze takie zniechęcające warunki. Nawet mnie to irytowało. A przecież zwykle nie patrzyłem na pogodę tylko robiłem swoje. Dzisiaj było mi jednak jakoś trudno się przełamać. Ostatecznie się udało. I w coraz wyraźniejszych oznakach wiosny ruszyłem w tą piękną trasę z JS. . Mijaliśmy tam Golczewo, a potem drogę do Stuchowa przez Ciesław. I tu już nie jest tak fajnie. Kolejne fale zbrodni, kolejne wyrżnięte drzewa. W Ciesławiu i za nim w stronę Stuchowa. O tych zbrodniach nic nie wiedziałem więc ranią na nowo. Zresztą już za Ciesławiem były takie ładne lasy. Teraz te po lewej stronie w kierunku Stuchowa są jedynie wspomnieniem. Wszystko bandyci wycięli i zniszczyli. Wszystko... To samo stało się z wieloma drzewami wzdłuż drogi DW105. Widziałem to kilka razy w 2022 r. Gdy często jeździłem na Kamień Pomorski samochodem. Może już przywykłem. No ale zdaje się, że przez cały 2022 r. rowerem w tych stronach drogi DW105 nie bywałem... Jednak te odrażające zbrodnie postępują. I kolejne drzewa zostały wyrżnięte między Stuchowem a Gryficami wzdłuż drogi DW105. A myślicie, że to koniec tych zbrodni? Dowody na kolejne są pod Kocierzem. Cała polna droga, wyłożona ofiarnym drewnem, w dwóch kolumnach rozłożone... No kurwa jakaś droga krzyżowa czy jak to interpretować?... Zbrodniarze przed niczym się nie cofną... Wszystko dookoła niszczą i rujnują... Przykry widok towarzyszył na niełatwym fragmencie drogi DW105. Ten fragment do Gryfic zawsze mnie się tak dłużył, i jest nieco cięższy - trochę wzniesień... Jest jednak do przebycia - nawet tam się trochę popisałem :P I pod Zaleszczycami na małym wzniesieniu rozpędziłem się do 45 km/h. Potem goniłem gościa na przełajówce... Tylko on trzymał coś w granicach +35 km/h... I ciężko mi było go przegonić, choć wystartowałem za nim w myśl niepisanej zasady, że jak jakaś kolarzówka czy jej odmiana przełajówka wyprzedzi mnie z sakwami to się gościa dogoni i pokaże jego miejsce w szeregu. Aby się nie poczuł zbyt ważny i, że jest lepszy. No cóż, tę potyczkę przegrałem - był szybszy. Mnie już obciążało 50 km trasy, i większa masa i roweru i własna :) No i tak dojechaliśmy pod Gryfice. Tutaj jeszcze odwiedziny znajomych na chwilę. I powrotu czas... JS została w Gryficach a ja pojechałem dalej przez budowane nowe rondo w Gryficach - ale chujnię tam zrobili przy skrzyżowaniu ul. Broniszewskiej i ul. Dąbskiego. Małe te rondo, gówno takie... Nie wiem czy z tego nie będzie więcej problemów niż korzyści. I jak mają się tam zmieścić duże zestawy ciężarówek? No to jest przecież... No nie wygląda to ciekawie. Dalej było jednak gorzej. Droga w stronę Łopianowa i na Kocierz to jest jakieś wypaczenie rozsądku... No jak można doprowadzić drogę do takiego stanu?! A szczególnie taki fragment z płyt za dawnym składowiskiem odpadów w Smolęcinie... Tam po prostu kurwica na to wszystko bierze. A na samym końcu na samym dole jeszcze te wyrżnięte - wprost mówiąc zamordowane drzewa. Ostatnie takie dobijające obrazy. A przede mną ostatnie kilometry. Te oczywiście pokonane w deszczu bo jakby inaczej... No i tak się kończy niedzielny wypad na rower.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)