13.04.2024
Jazda nr: 1398

Tagi: wiejskie_przygody, drzewa |

Dzisiejsza trasa była dość ambitna, ze zmienną aurą pogody (jeśli chodzi o zachmurzenie). Cały dzień mocniej wiało. A trzeba się przygotowywać na to, że idzie zmiana pogody... Prognozowane załamanie pogody - TwojaPogoda.pl - 12.04.2024 r.. Z tego co sprawdzałem to już jutro miało być gorzej: 13.04 i padać cały dzień. A dzisiaj prognozy są bardziej optymistyczne i pokazuje jedynie przelotny deszcz. No cóż co ma być to będzie... Dzisiaj się nastawiłem na jazdę. Kolejny raz miałem nadzieję, że będzie ładnie i w końcu doczekam się tego cholernego zachodu słońca w Starej Dobrzycy na którego poluję tak długo czyli od trasy: Brak "Dobrzyckiego zachodu". Od tego dnia i rowerem i samochodem próbowałem i się nie udaje. W ogóle ten rok jest jakiś pechowy i trudno o te zachody słońca, które wcześniej zdarzały się dość często. Szczególnie na początku roku, na wiosnę gdy nie dochodziło do zachód tak późno jak godzina 21... To często je łapałem. A w tym roku? Do tej pory mam tylko dwa zanotowane na blogu. Słabiutko... Nastawiłem się, że dzisiaj tak będzie. Z rana było pięknie - pełno słońca... Tyle, że wiało. No ale dobra... Przeżyję ten wiatr. Bliżej godzin po południowych wybrałem się na tą trasę pełną przygód, nie będąc do niej odpowiednio przygotowany ale miałem więcej szczęścia niż mogło to wynikać z przygotowania się do tej trasy. No bo z rana włączyłem sobie historię moich tras, wszystkie pliki GPS - w programie GPSTrackEditor i miałem sprawdzić jakimi leśnymi drogami w okolicy Starej Dobrzycy nie jeździłem. Aby po prostu zaliczyć te drogi czekając na zachód słońca, który dzisiaj następował o godzinie: 19:57. Ja byłem oczywiście znacznie szybciej na miejscu, i kręciłem się po okolicy. Nie sprawdziłem jednak tych dróg i pojechałem... Zaczynając trasę gdzieś po godzinie 14 już na miejscu. A gdyby tego było mało to nie oczyściłem karty pamięci w kamerce. Miałem niby te 5h nagrywania. Założyłem, że wystarczy i ledwo starczyło tak naprawdę... Założyłem także, że zrobię te 50 km. Tu także się udało ale to głównie dlatego, że zrobiłem parę kilometrów po asfalcie - gdybym się trzymał głównie nieznanych dotąd leśnych dróg to by się nie udało. Te drogi w większości były trudne do przejechania jeśli w ogóle. Rozjebane, rozjeżdżone przez ciężki sprzęt który uczestniczy w rozboju przeciwko Polskim Lasom. Aż rzygam tym tematem a dzieje się nadal i to na ogromną skalę na jaką trwają wycinki, wszystko jest masowo wycinane i wywożone. Drogi rozjebane, nie idzie jechać. Miejscami jeszcze błoto i inne utrudnienia... Idzie się naprawdę wkurwić i to nieźle... Takie akcje zniechęcają od jeżdżenia po lasach. A do tego następuje powrót robactwa. Komary są coraz śmielsze i wkrótce pewnie nastąpi ich zmasowany atak. Nie ma wyjścia zamawiam dzisiaj Muggę. Nie mniej: jazda po lasach była ciężka. Drogi rozjebane. Jakimś cudem jednak trafiałem na nowe drogi, którymi nie jeździłem. Jednak... To mała kropla wobec potrzeb - jeszcze tyle dróg muszę poznać w samej okolicy Dobrzycy a nie mówiąc dalej - czyli w okolicy Iglic, Głuszkowa. Dzisiejsze dzieje na ten przykład zaprowadziły mnie do nieznanej mi dotąd drogi prowadzącej do Orzeszkowa! Sam byłem zaskoczony, że z Dobrzycy wyjechałem w Orzeszkowie. Potem poznałem inne drogi w okolicy Dobrzycy a aby nabić kilometry zrobiłem jeszcze trasę od Starogardu pod Prusin skąd odbiłem na Gardzin i wróciłem do Dobrzycy - dosłownie zajechany. Przekroczyłem te 50 km ale jakim kosztem... Wymęczyłem się... Komary mnie podziubały. Gdyby był zachód słońca i zostawałbym to pewnie jeszcze mocniej by mnie zżarły. No ale przynajmniej już bym tu nie wracał. A tak... Będę do skutku walczył! I się nie poddam. A przy okazji oczywiście pozwiedzam okolicę, jeśli znajdę w sobie dość sił aby walczyć z tymi trudno przejezdnymi leśnymi drogami, które są kompletnie zniszczone przez te skurwysyństwo co przyjeżdża do lasów tylko po to aby je niszczyć i ograbiać. Skala wycinek i zniszczeń jest ogromna, zauważalna w każdym miejscu w jakim niegdyś rosły drzewa. To taka poza robactwem - ujma dla trasy. A tak to było naprawdę fajnie, intensywnie i fajnie. Po nie całych 20 km już chciałem się poddać - gdy pierwszy raz byłem pod Starogardem. Chciałem wracać... I się poddać po prostu, tak było mi ciężko po pierwszych kilometrach po lasach, w tym błocie i rozjebanych drogach, którymi niespodziewanie wyjechałem w wspominanej wsi Orzeszkowo. W tej wsi często bywałem, i kilka razy z JS również :) Na naszych licznych trasach... Serca lasu 2 i Historiami lasu. A może ja tu tak często nie jeździłem jak mnie się wydawało? Chociaż kojarzę, że jeszcze tu byłem nim poznałem JS... -> Lasami i polnymi drogami. Dobrze pamiętałem, ale fakt w tych okolicach często nie bywałem... Przynajmniej w okolicy samej wsi Orzeszkowo.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1406

  • Trasa nr [łączna]: 1484
  • Trasa nr [na blogu]: 1398
  • W tym tygodniu: 5
  • W tym miesiacu: 9
  • W tym roku: 50

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1471 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1385 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 20518.8 km
  • Stan Licznika Końcowy: 20573.81 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 20436.51 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 33000 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 33055 km

  • Maksymalna prędkość: 37.9 km/h

  • Przejechałem: 55.01 km
  • Przejechałem [msc]: 286.25 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1415.02 km
  • Przebieg roweru [suma]: 57273.6 km

  • Przejechalem w 2024: 1415.02 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 3.5375 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 143.184 [%] km

  • Czas jazdy: 04:12:06 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3431:27:10 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 90:57:15 h
  • Czas Jazdy Suma (kwiecień): 17:45:57 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3654:53:18 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:58:26 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:49:09 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:26 h

  • Średnia: 13.1 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego dokładnie w dzisiejsze po południe czyli drugą część dnia, poprowadziła mnie w okolice Dobrzycy. Znowu polowałem na zachód słońca. Podobnie jak na początku tygodnia: Znowu brak: "Dobrzyckiego zachodu słońca". A przy tej okazji realizowałem mój nowy zamysł - co najmniej jednej dłuższej trasy w tygodniu i jakaś typowa do 50 km (jak dziś). Uzupełniające mogą być krótsze. Zależałoby mi przy tym aby od kwietnia do października robić - min. 500 km msc czyli przez 7 msc po 500 km = 3500 i co najmniej 350 km przez pozostałe miesiące (styczeń - marzec i listopad grudzień) czyli 5 msc po 350 km = 1 750. Daje to stabilnie to, że przekroczę w roku 5k km. Czyli te minimum, które ustanowiłem sobie na podsumowaniu 2017 r.: Ostatnie wyzwanie - dzień 2 i Podsumowanie 2017 r.. Oczywiście starałbym się aby mieć w miesiącach kwiecień - październik nieco więcej ale nie poniżej 500 km. I to samo dotyczy pozostałych miesięcy. Docelowo chciałbym tak działać od przyszłego - 2025 r. ale nic nie stoi na przeszkodzie aby już teraz się postarać - w tym i tak nie łatwym miesiącu. Nieco łatwiej jest jeśli pogoda sprzyja a nieco gorzej jeśli będzie mniej sprzyjająca. No dzisiaj powiedzmy, że sprzyja. Było ok. +20℃ spodziewałem się, że będzie gorzej ale było ciepło. Jednak nie jechałem w krótkich spodenkach czy koszulce. I może i dobrze? Przynajmniej komary miały trudniej... :) A późniejsze po południe i tak było chłodniejsze. A tak jeszcze się pochwalę, od okolic świąt Wielkanocnych (w roku 2024 r.) na blogu są małe zmiany. W wpisach jest ładnie wyodrębnione i podzielone kilometry zrobione odpowiednio: w roku, w msc, na minionej trasie (czyli "dzisiaj") i odniesienie do całości :) Dzięki temu będę mógł pilnować tych km robionych w miesiącu... I może się uda? Nie jest łatwo ale trzeba walczyć. Dziś również zawalczyłem o moją trasę ale o tym za chwilę. Idąc chronologicznie: postanowiłem zawalczyć o zachód słońca. I niestety go nie było. Tego nie mogłem jednak wiedzieć. A, że przy okazji poznałem nowe fajne drogi to tylko korzyści same! Wyjazd był fajny nawet bez zachodu na który jednak liczyłem... No nie mniej nie poddaję się i będę walczył - spróbuję jeszcze raz a jak trzeba będzie to i kolejny! Wyruszyłem z pod Dobrzycy, stanąłem pod Dobrzycą od strony Starogardu. I pierwsze co zrobiłem to pojechałem na koniec wsi. Jak się jedzie w stronę Iglic to po prawej stronie wyłania się taka leśna droga "w dół". Nigdy wcześniej nią nie jechałem. Pierwsze co chciałem zrobić to zobaczyć gdzie prowadzi. Zaraz przy tej drodze było takie małe jeziorko. I drewniana chata. Chciałem zrobić tam kilka zdjęć bo ładnie to wyglądało ale posesję pilnują wielkie psy, raczej nie nastawione przyjaźnie. A do tego ogrodzenie wydawało się dość liche, więc pojechałem dalej. Po zniszczonej leśnej drodze, na której wyjechałem w jeszcze bardziej zniszczone drogi. Dookoła sporo możliwości. A ja wybrałem tą "bardziej na wprost". I tak wyjechałem niespodziewanie w Orzeszkowie, jak się okazuje drogą, którą nigdy nie jechałem! Zresztą podobnie z tego Orzeszkowa wyjechałem, znajdując się znów na szerokiej drodze przy Dobrzycy. Tam jest wszystko rozjebane. Trwało tam również bardzo wiele wycinek. Postarałem się teraz objąć kierunek w stronę Dobrzycy aby wyjechać przy moście przez rzekę Mołstowa. Dokładnie te miejsce, w które zabrałem JS: Trasa Dąbie - Powalice - Dobrzyca. I kierunek jakimś cudem obrałem dobry! Mimo wielu dróg dookoła jechałem dobrze prosto do celu! Po drodze mijałem prawie zwalony most przechodzący przez rzekę Mołstowa. Most na wprost Głuszkowa. Nie odważyłem się jednak tam pojechać. Jest w katastrofalnym stanie. Wystające gwoździe, połamane stopnie... Nie... To nie dobry pomysł. Pewnie jacyś bezmózgowcy pchali się tu samochodami czy ciężkimi quadami. I zniszczyli ten drewniany most... A tak mógłby służyć dalej... Nie daleko tego mostu była droga, na którą polowałem. Blisko "wodospadu" przy drodze na Bernakowo: Wodospad Mołstowa. Piękne i klimatyczne miejsce... :) A ja nigdy nie jechałem na drogach obok niego. Aż do dziś... W pewnym sensie się udało. Trochę z drogi zboczyłem bo wyjechałem zaraz pod wioską ale i tak było ok! :) To były dopiero pierwsze kilometry jakie robiłem. Wracałem stąd przez Dobrzycę pod Starogard. Była tam jeszcze jedna ciekawa droga, która mnie interesowała. A ona akurat prowadziła do innego klimatycznego miejsca przy rzece Jasienica. A może to jej odpływ? Zaspokoiłem swoją ciekawość i podjechałem. W między czasie wiele razy się chmurzyło i poddawałem w wątpliwość to czy będzie dzisiejszy zachód słońca. Ostatecznie nie było ale były na to dość mocne nadzieje... A te zniknęły wraz z końcem dnia. Ja jednak czułem się już zajechany po pierwszych kilometrach leśnych dróg. Nawet nie miałem 20 km przejechanych dopiero ok. 18. Założyłem jednak, że pod samochodem będę miał gdzieś z 25 km i dobra... Wystarczy! Zacząłem więc wracać na Starą Dobrzycę... Aż do momentu gdy odbiłem w lewo, w leśne drogi, którymi jechałem w stronę Reska. Tak mnie się przynajmniej wydawało. Dojechałem tak pod Gardzin nie zdając sobie z tego sprawy! Okolica wydawała mi się na tyle ciekawa, że wyjąłem drona aby zrobić krótkie ujęcia. W tym momencie okazało się, że mam nie naładowane baterie w dronie. Gdyby był zachód słońca to byłby problem - zrobiłem mimo wszystko krótki lot, kilka ujęć (video i zdjęcia). I zacząłem ładować baterie. Dzisiaj się już dron nie przyda ale przynajmniej baterie są naładowane :) Chwilę później wiedziałem, że to Gardzin. Wracając z niego zrobiłem jeszcze objazd blisko jeziora Dobrzyckiego, i zacząłem jechać drogą w stronę Mołstowa. Tam nie dało się jednak dojechać. Cała droga w wodzie - wstawiłem zdjęcie: Droga do Mołstowa. Taka mało jeżdżona polno-leśna droga blisko jeziora Dobrzyckiego. Gdyby dało rade dojechać do Mołstowa to bym pewnie z niego przez Starogard wracał na Dobrzycę. A tak wróciłem do drogi - pod Dobrzycą tak swoją drogą i pojechałem na Starogard. W tym momencie wydawało mi się, że ok. 17 km to jeszcze dużo (do 50 km). Jednak te 50 km z powodzeniem przekroczyłem. Dojechałem do Starogardu gdzie już się chmurzyło. Zrobiłem objazd po rondzie, i pojechałem pod Prusin czyli w kierunku Reska drogą DW152. A to był najgorszy kawałek trasy nie licząc leśnych dróg. Ten odcinek tak mi się dłużył... W końcu dotarłem. A stąd skręciłem na Gardzin. Gdzie wiedziałem, że nie będzie zachodu... Słońce schowało się za chmurami i koniec nadziei... Miałem jeszcze 39 min nagrywania (miejsca na kamerze). I przekroczyłem 50 km... Wróciłem bez żalu do Dobrzycy. Co pojeździłem co zobaczyłem to moje. A ten zachód? Powalczę jeszcze o niego innym razem :) Dzisiaj szkoda, że nie było bo mógłby już być no ale szukajmy pozytywów - będzie większa motywacja by tu wrócić. No ale czy znajdę motywację do przebijania się po tych wątpliwych jakościowo leśnych drogach?... Czas pokaże... A w zasadzie kolejne wpisy...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)