Dzisiejsza trasa z pewnością nie należy do najlepszych i najbardziej udanych. Miałem na niej taki głupi pomysł jakim jest zmierzenie się ze szlakami zdradzieckich dróg, które wchodzą w część lasów pod nieudolnymi rządami lasów nadleśnictwa Resko. Do sposobu prowadzenia przez nich gospodarki leśnej można mieć wiele uwag. To jest po prostu kuriozum co tam się dzieje. Opisywałem to nieco szerzej we wpisie: Zdradliwe oblicza lasów "Zdrada całkowita". Minęło od tego wpisu kilka tras, kilkaset kilometrów także... A w tym czasie te gnoje nie próżnowali. Zjebali dalej ten las, jeszcze bardziej go wykarczowali i poniszczyli. I tak pozostaje ten cały śmietnik nad którym nikt nie panuje! Jak mnie ten las wkurwia... To jest nie do opisania. Bywałem tu kilka razy w tym roku przy różnych trasach i ciągle się coś tu działo, albo źle pojechałem albo coś... Te miejsce nie jest dla mnie przyjazne. A do tego jest bardzo niebezpieczne. Najebane tego syfu wszędzie, przejść się nie da. Jak te kurwy dbają o ten las?! Te leśnicze ścierwo. Dzisiaj się tak wjebałem w tam w jedną gałąź na zjechanej do granic przyzwoitości leśnej drodze, ta gałąź wpierdoliła mi się w tylną przerzutkę tak mocno, że wygięło wózek w górę. Jeszcze chwila i jebnęłoby w szprychy i mogłoby dojść do uszkodzenia koła, które tanie nie było. I wcale długo się nim nie zdołałem nacieszyć... Od trasy: ZS: Papiernia 2 & Olejarnia. Sam proces załatwiana koła też nie był łatwy bo wszędzie oczywiście nie mają niczego leserzy jebani. Nieco więcej opisywałem to we wpisie: ZS: Papiernia. A więc w sumie po te głupie koło jeździłem dwa razy do tego cholernego Szczecina... A teraz mógłbym się z nim pożegnać. I wpakować w kolejne koszty w które nie jestem w ogóle przygotowany! Sytuacja z końca lipca 2022 r., mnie rozjebała, w kolejnych dniach rozjebała mi fundusze na cały miesiąc. Więc patrząc realnie na obecnie mijane dni tak od 01.08... To nie jest życie tylko wegetacja bo tylko czekam na to aby mijały kolejne dni i kolejne i tak byle do wypłaty 25.08. I byle się do tego czasu nic nie spierdoliło... Nieudane wojaże: Świnoujście. Wydarzenia z 26.07 w krótkim czasie pociągnęły ogromne koszty, wymianę sakw, za które się tak brałem... Bo wiedziałem, że to są koszty. I dlatego nie chciałem się w nie teraz pchać. A to niestety. Wymiana sakw, naprawa Aurelii. Na całe szczęście się dało i póki co się nic nie dzieje. I oby tak zostało... A dzisiaj to wszystko znowu się zaburzyło. I przez co?! Przez niepojętą chciwość leśników?! Tych śmieci pierdolonych. Co oni tu narobili... Jak wszystko jest wyniszczone, zrujnowane. I jakoś nie widać działania projektu: Chrust+, czy masowego wywozu chrustu przez zwykłych obywateli. Bo nie dochodziło by do takich sytuacji... Nawet w pierwszej chwili nie pomyślałem aby zrobić zdjęcie. Skończyło się na serii wulgaryzmów i próbie zadziałania... Na szczęście wózek dało się wygiąć, przeginając go mocniej przestał ocierać o szprychy. Pojechałem dalej. Z tymże, przerzutka wymaga regulacji. Nie chce wbić najwyższego biegu na kasecie (32t). Wszystko stoi na poprzedniej (30t). I jak tak ma być do wymiany napędu to mnie trafi... Na niektórych wzniesieniach na 28-32t jest mi ciężko podjechać. I mam nie wykorzystywać kasety w pełni? Na pewno przerzutka dostała przez tą aukcję. Do tego gówna turona to jakoś często lubują się gałęzie i inne niebezpieczeństwa. Więc na co mi było tam jechać. A pomyślałem sobie tak, że już długo nie padało. Gdzieś od końca lipca może dłużej o kilka dni. Tylko jeden dzień chwilę pokropiło i zrobiło się chłodniej (w dn. 05.08). Ale opad rzędu z 2 mm maksymalnie. Więc bez większego znaczenia. A związku z tym, że nie padało prócz planowanej dzisiaj wizyty w Narnii - której swoją drogą dawno nie byłem. Postanowiłem zawitać na szlaki zdradzieckich dróg. Zorientować się jak z przejazdem. Czy strumyk wyschnął itd. Podjechałem więc od strony Gostynia bo tak było mi prościej. A tam niespodziewane prace na polu, wszystko zjebały i wręcz uniemożliwiły. Nie mieli kiedy gnoje się brać za prace w polu?! Może w innych okolicznościach inaczej bym na to spojrzał ale w tych?! Ogranicza mnie czas, bo od poniedziałku (15.08) ma być deszczowo, burzowo i brzydko. Więc znowu wszystko będzie zalane, uaktywni się robactwo, które teraz występuje w ograniczonej ilości... I już tych szlaków nie zaliczę bo jak?... Więc koniecznie muszę przed planowanym deszczem zdążyć się zmierzyć z tym nie łatwym wyzwaniem. Pojechałem więc niechętnie na Dobiesław, i w ten las. A tam... Tragedia na każdym kroku. Dosłownie od wjazdu tragedia, rozpierdolone drogi, nasypane tam grube kamienie. Dalsza niekontrolowana wycinka, i sianie spustoszenia. Finałem było wjebanie się ścinki z drzewa w przerzutkę... Są też dobre wieści. W lesie nie ma robactwa. Bajoro błota wyschło prawie do zera. Na te bajoro powoływałem się ostatnio we wpisie: #1055. Teraz jest praktycznie przykrym wspomnieniem. I nie stanowi już schronienia dla komarów. Strumyk też wyschnął. Jedynie dojść, dobić się do miejsca z wkładką, i z trudem przejść z rowerem i już. Kawałkiem po polu, tam się nie pojedzie. Tyle piachu, że nie idzie iść. Ale przeprawić się można... Na siłę, w określonych warunkach, które nie będą zawsze występować ale się da. Pozostaje jedyny problem to prace rolników. Nie mieli gnoje kiedy kosić tych pól tylko teraz?... Wkurwia mnie to... A na wkurwianiu się dziś tak szybko się nie kończy. Bo jeszcze byłem w Narnii. A tam kolejna tragedia. Kolejne wycinki, i to na szeroką skalę. Te miejsce traci swój niepowtarzalny urok... Na zawsze... A wszyscy którzy do tego doprowadzili powinni tracić swoje nic nie znaczące życie... I tak zjebaniem tej trasy było nic innego jak las ciągnący się od Dobiesławia pod Policko. Co tam się dzieje... Co oni tam odpierdalają... Nie ma żadnych służb kontrolowania tego?!...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1082
Trasa nr [łączna]: 1162
Trasa nr [na blogu]: 1076
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 120
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1150 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1064 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9419.41 km
Stan Licznika Końcowy: 9457.97 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9451.81 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 22033 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 22071 km
Maksymalna prędkość: 40.2 km/h
Przejechałem: 38.56 km
Przejechałem [msc]: 239.84 km
Przebieg roweru [rok]: 4903.25 km
Przebieg roweru [suma]: 46157.56 km
Przejechalem w 2022: 4903.25 km
Podroż dookoła świata (2022) 12.2581 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 115.3939 [%] km
Czas jazdy: 03:03:48 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2695:24:20 h
Czas Jazdy Suma (2022): 324:30:09 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 14:59:37 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2918:50:28 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:29:56 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:15 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:28 h
Średnia: 12.64 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego uwidaczniała wszystko co najgorsze w projekcie "zdradzieckie drogi". Właśnie dziś wpadłem na pomysł aby dodać do tych wpisów taki tag, jako projekt. Projekt który ma szansę zakończyć się za 2 dni. Planuję w piątek (12.08) przyjechać tu znów. I zawalczyć o te przebicie się. O jeździe nie ma mowy. To tylko przebicie - udowodnienie, że się da i, że to zrobię. Już dziś bym dał radę i miał to z głowy gdyby nie ci rolnicy. Warunki wprost idealnie - nie padało długi czas, robactwo wymarło bądź nie atakuje. Mnie dziś zaatakowały dosłownie 2 muchy końskie - na drodze między Gostyniem a Dobiesławiem - gdy wbijałem na pole porobić zdjęcia... :) A tak to gdzieś w tym lesie w Dobiesławiu dosłownie 1 komar mnie przyuważył. A tak nie ma robactwa. W kolejnych dniach bez deszczu byłoby tylko lepiej... Bo nie dość, że robactwa byłoby jeszcze mniej to jeszcze coś dobrego miałoby miejsce. W kolejnych dniach zaczęłyby chwasty wysychać... Te cholerne pokrzywy, i inne kłujące i nie tylko dziadostwo. Tylko to marzenia, na które nie ma co liczyć bo od poniedziałku (15.08) ma się wszystko zepsuć. A więc będzie więcej wody w glebie, i znowu wszystko szlak trafi. Zamiast wyschnąć to wyrośnie na nowo. No i znów komary żyć nie dadzą. A tak przynajmniej ich nie ma... No ale dobra. Wspomniałem, że dzisiejsza trasa uwidoczniała to co najgorsze - i tak i coś jeszcze - jest z wizualizowaniem pewnych obaw jakie mam, miałem odnośnie dalszego życia opony przedniej w Aurelii. Ta ukończyła dosłownie wczoraj 30k km: Trasa "50-tka": "30k km opony!". A ja miałem związku z tym odpuścić jeżdżenia po lasach i innych dziwnych miejscach. A tym czasem co się stało? Wpieprzyłem się tu w takie bagno... Szkoda gadać. Postanowiłem dzisiaj, że wrócę jak najszybciej na tą trasę, zakończę ten projekt i będę czekał na to aby od finału minęło jak najwięcej czasu... Aby szybciej zapomnieć i aby szybciej to mogło się jakoś ułożyć i już serio będę unikał jeżdżenia po lasach i nie wiadomo czym. Nie ma po prostu co ryzykować. Opona Schwable Mundial z 11.10.2018 r., ma już te ponad 30k km za sobą w różnych warunkach, w różnych terenach. Starczy już dla niej tych przygód... A tym czasem po wyniesieniu się z Dobiesławia dostarczyłem jej kolejnych przygód w Narnii. Tam było jednak spokojniej. Tylko dalej boli to jak mocno tą Narnię zniszczyli. Te moje ukochane miejsce, które znam od tylu lat! Dość powiedzieć, że znam je o wiele dłużej niż Aurelie, z którą znamy się prawie 8 lat... Nie mniej wizyta w Narnii była milsza i była tym czego oczekiwałem... Może czego dzisiaj potrzebowałem. Wrócić do jakieś stabilności, znanego i ważnego dla mnie miejsca. Problem jest jednak taki, że powoli nie mam już do czego wracać tak bardzo się zmieniło i tak mocno się może zmienić w kolejnych dniach przez nie malejącą ludzką chciwość i niepojęte skurwysyństwo. Naprawdę polecam dowiedzieć się więcej. Kliknąć w tag: "drzewa" i popatrzeć na inne wpisy, na których kląłem i pokazywałem ogromne zbrodnie dokonywane przez te kurwy jebane jakimi są leśnicy. Jebane ścierwo, które powinno być likwidowane za to co oni robią. Szkodą całemu eko-systemowi. Szkodą nam wszystkim. Także tak kończyła się dzisiejsza trasa w ten piękny słoneczny i ciepły dzień, który wypełniały same niepowodzenia. Najwidoczniej jeżdżenie po lasach nie jest mi pisane. Więcej w tym niebezpieczeństw, wkurwiania się niż przyjemności...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)