W dniu dzisiejszym odbyłem następującą trasę: pojechałem drogą nr 108 w stronę Golczewa - i pojechałem nią aż do miejscowości Truskolas gdzie skręciłem na drogę w stronę Nowogard przez wieś Wierzchy. Miałem w planie małą trasę po pobliskim lesie przejechać - i w tym celu wjechałem w ten las. A nadmienię, że dzisiaj miałem w planie zrobić trasę 50-tkę klasyczną właśnie tymi stronami, ale stwierdziłem w trakcie jazdy, że dzisiaj nie dam rady - raz, że wyjechałem dość późno (zbliżała się godzina 20-sta), a dwa byłem już zmęczony po całym dniu spędzonym nad morzem w Międzyzdrojach gdzie jednak trochę pochodziłem. Jedynym pocieszeniem dzisiejszego dnia była pogoda - było bardzo fajnie i cieplutko - i pięknie kończył się dzień - bardzo kolorowo - bardzo piękny zachód słońca - o którym wspominam w tytule wpisu - to on towarzyszył mi podczas wyprawy przez las - tuż za zjazdem z Truskolasu w stronę Nowogardu - pobyłem tu dosłownie chwilę i wgłąb w lasu nie wjeżdżałem z prostej przyczyny - te cholerne krwiopijce żyć mi nie dawały ! Jeszcze w maju będąc ku końcowi VI semestru na studiach - zakupiłem w aptece taki spray na komary i inne cholerstwo. Śmierdzi jak nie wiem - ale skuteczny - w żadnym razie ! Wypróbowałem go dzisiaj mimo spryskania się dokładnie tym preparatem oraz spryskania roweru - komary i tak mnie atakowały - musiałem więc zaniechać moich planów - zostałem jednak jeszcze chwilę - zrobić niepowtarzalnie piękne zdjęcia wdzierającej się czerwono-pomarańczowej kuli światła w ten gęsty, ciemny i chłodny las ... ten ostatni zaułek który nie spenetrowali jeszcze ludzie i żyje tu jedynie banda bezwzględnych krwiopijców. No i chwilę później już wracałem tą samą drogą czyli z Truskolasu skręciłem w drogę na Szczecin - i przejechałem przez Mechowo, Sowno i znalazłem się już w domu - kończąc dzisiejszą wycieczkę. Może to nie było to co sobie planowałem i bez sensownie zamontowałem dzisiaj moje dodatkowe oświetlenie na rower (tj: Magishine F3) - gdyż nie wracałem po zmroku, ale myślę, że mimo wszystko było warto pojechać :-)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 32
Trasa nr [łączna]: 118
Trasa nr [na blogu]: 32
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 32
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 118 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 32 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 0 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 125.87 km
Stan Licznika Końcowy: 146.45 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 26.67 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 39 km
Maksymalna prędkość: 30.3 km/h
Przejechałem: 20.58 km
Przejechałem [msc]: 195.65 km
Przebieg roweru [rok]: 941.39 km
Przebieg roweru [suma]: 4688.99 km
Przejechalem w 2016: 941.39 km
Podroż dookoła świata (2016) 2.3535 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 11.7225 [%] km
Czas jazdy: 01:09:49 h
Czas Jazdy Suma (blog): 61:06:36 h
Czas Jazdy Suma (2016): 61:06:36 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 12:16:01 h
Czas Jazdy Suma (ever): 284:32:44 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:09 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:54:35 h
Średni czas jazdy do tej pory: 01:54:35 h
Średnia: 17.9 km/h
Dzisiejsza trasa - chodź była krótka ale za to była bardzo piękna. Możliwe, że gdyby nie to, że byłem jednak dzisiaj padnięty juz i nie miałem tyle sił na jeżdżenie - to bym próbował zrobić dłuższą trasę. Spotkałem się jednak z innym problemem - ze zbyt dużym atakowaniem przez robactwo - oraz na noc robiło się już znacznie chłodniej niż w dzień a nie byłem dzisiaj zbytnio na to przygotowany - dlatego obmyśliłem plan taki, że dziś zrobię sobie taką krótką trasę a np. jutro pojadę już na właściwą 50-tkę :) Plan okazał się dobry, trening został zaliczony - a nie zawsze liczy się tylko przejechana odległość - czasami ma również znaczenie to, co podczas tej trasy się widzi, przeżywa czy jak się spędza ten czas. Dzisiaj spędziło się go wyjątkowo i jedyne co może mnie smucić to fakt, że spędziłem ten czas samotnie nie mogąc dzielić tych chwil z żadną bliską osobą :( Z dzisiejszej trasy płynie jeszcze jedna ważna informacja ! Dzisiaj zacząłem już weryfikować stan licznika nr 2 - to co wskazuje zostało podane na stronie. To taki kijowy biały licznik (niestety także bezprzewodowy) zakupiony wraz z dniem zakupu roweru - niestety ten licznik to jakaś porażka - wskazania ma słabe, wiecznie są z nim problemy. A co najgorsze - nie włącza się sam z chwilą ruszenia się rowerem z miejsca - przez co często o nim zapominam jadę sobie w najlepsze a on jest wyłączony - także co mam mieć z niego za pożytek to ja nie wiem. Nie mniej postanowiłem go teraz przetestować i zacząć z niego korzystać - to tak na wszelki wypadek gdyby coś się z tym głównym licznikiem (który ma już z 10 lat jak nie więcej) - coś dziać. O tym jak się licznik (ten biały licznik nr 2) sprawiał - pewnie jeszcze nie raz napiszę przy okazji kolejnych wpisów.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)