Dzisiejsza trasa poprowadziła mnie w mokre, i błotniste oblicza lasów. Za to jest pięknie. Piękna pogoda, nieco wieje ale i tak jest ładnie. Nieco chłodnie ale i tak jest fajnie. A ja zamiast korzystać jak najwięcej to zmarnowałem sporo czasu na przedzieranie się po zarośniętych drogach, takich nie oczywistych miejscach. Zaowocowało to oczywiście! Odkryłem naprawdę wyjątkowe i fajne strony. Niekoniecznie jednak udało się osiągnąć zamierzone cele. Chciałem pojechać do nie wielkiej wsi Kamień Rymański pod Rymaniem. Tyle razy co ja tutaj w okolicy byłem a nigdy tam nie wjechałem! Czas najwyższy byłoby to zmienić co nie? Niestety nie dziś. Plany planami a się nie udało. Byłem pod tym Kamieniem Rymańskim jednak obrałem nie tą drogę, która do niego prowadzi. Wydawało mi się, że jadę poprawnie. Jednak nie. Sporo czasu zmarnowałem na przebijanie się po błocie, ogromnych kałużach, które przedzierały całą polną drogą, którą mijałem bokiem tenże las - przez MM nazywanego Lasem Północy ;) Tenże las mimo, że trochę tu już tu jeździłem - wciąż ma wiele tajemnic i dziś odkrył kolejne w tym nieznane dotąd miejsca, łączące się oczywiście z tymi, które na przestrzeni wielu tras zdołałem poznać. Dzisiejsza trasa przynosiła również inne refleksje. To może dlatego, że od ostatniej trasy minęło 4 dni...: Trasa Makowice-Słudwia z 24.10. Nie jeżdżę tak regularnie jak powinienem. Słabo mi idzie październik w tym roku, mało wyjazdów i mało kilometrów. Jeszcze ta cholerna pogoda. Od wspomnianej trasy 24.10 trochę padało, przez kolejne dni również. I efekt jest jaki jest - wszystko zalane, mokro. I błoto takie, że się zniechęcam od jeżdżenia. Dzisiaj miałem nawalać kilometry - planowałem dobić do 40. A muszę się zadowolić tym co mam - czyli ponad 20 km... A, że i tak trochę wyszło... Moje wielogodzinne przedzieranie się przez las, zarośnięte drogi, potem mokradła i powalone drzewa - co trwało ponad 3h z przerwami na fotki itd. I nie całe 2h jazdowe zaowocowało przejechaniem jedynie 13 km. Dopiero po 13 km, gdy wyjechałem w znane mi strony (główna droga do Powalic - PŻ 14), odżyłem i nieco lepiej mi jazda szła. Jednak zmęczenie swoje zrobiło. I robiło się chłodniej. Ambicje do jeżdżenia spadły. Jednak ostatkiem sił podjechałem nad jezioro w Studnicy, otulone w szarej barwie kończącego się dnia.. Z nie licznymi przebijającymi się kolorowymi liśćmi... Więcej to przebija się zbrodni, nielegalnych ogromnych wycinek, powalonych przez siły natury drzew - te są jednak brudne, zhańbione więc nie będą usunięte. Lepiej wyrżnąć zdrowe, wciąż żyjące drzewa... W trasie dało się również odczuć pewną dozę ryzyka. Mamy koniec października. Taka sytuacja nigdy nie miała miejsca... Aby pod koniec października żołędzie atakowały. Przejazd przy Dębach albo i postój w takich miejscach był dość ryzykowny. Zawsze coś może spaść. Pal licho ze mną... Gorzej jeśli trafi w Aurelię... Czy w kamerkę na niej. Przecież te żołędzie trochę potrafią ważyć. A wraz z opadaniem nabiera pędu a więc i masy... Kto to widział aby na koniec października te cholerstwo dopiero leciało... W analogicznej sytuacji mogłyby dalej kasztany atakować! A te przecież już opadły... A żołędzie wciąż atakują. Wciąż wiele drzew nie zmieniło kolorów - oczywiście te drzewa, które wciąż są między nami. A z każdym rokiem te jesienie coraz smutniejsze i drzew coraz mniej.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1325
Trasa nr [łączna]: 1404
Trasa nr [na blogu]: 1318
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 158
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1392 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1306 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 18388.9 km
Stan Licznika Końcowy: 18415.74 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18296.34 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 30866 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 30893 km
Maksymalna prędkość: 19.7 km/h
Przejechałem: 26.84 km
Przejechałem [msc]: 261.92 km
Przebieg roweru [rok]: 6061.26 km
Przebieg roweru [suma]: 55115.51 km
Przejechalem w 2023: 6061.26 km
Podroż dookoła świata (2023) 15.1532 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 137.7888 [%] km
Czas jazdy: 02:56:39 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3291:09:42 h
Czas Jazdy Suma (2023): 406:27:54 h
Czas Jazdy Suma (październik): 17:56:02 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3514:35:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:37:49 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:34:21 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:02 h
Średnia: 9.15 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była zaplanowaną leśną trasą. Tak jakoś chciało mi się pojechać w las, tam do Studnicy (pod Skrzydłowem) i zwiedzać tamte wciąż nie odkryte drogi. A tak patrząc po mapie to wcale ich tak mało nie ma. Szczególności przy samym jeziorze wciąż wiele dróg nie odkryłem. No nie mniej podjąłem dziś próbę odkrycia części nowych dróg. Plan miałem taki aby możliwie lasem podjechać pod Kamień Rymański, potem wrócić lasem pod jezioro i tam się pokręcić. Plan się do końca jednak nie powiódł. Wjechałem w nowe, nie znane drogi leśne. Kiedyś może był tu normalny przejazd, który dochodził do Skzydłowa, drogą leśna, która kończy się na mapie w punkcie: 53.91455,15.48247. Jednak idzie dalej. Są słupki graniczne, kiedyś była tam droga, obecnie mocno zarosła. Jednak nie na tyle aby nie dało się przebić. Przemęczyłem się poruszając się wzdłuż rzeki Mołstowej, odkrywając przepiękne oblicza tej rzeki, i tutejszych stron. Gdzieś w tej okolicy: 53.9185,15.4848. Da się tutaj dostać bardziej cywilizowanie najlepiej na pieszo ;) Od strony Czarnkowa / Skrzydłowa, dokładnie od strony gospodarstwa z numerem na mapie "40" -> (53.92415,15.47770). Z boku gospodarstwa jest polna droga, wchodząca w las. Można ulec wrażeniu, że to prywatny dojazd na posesję ale nic bardziej mylnego. Nie jest to ich prywatny dojazd. Tak można się wbić w las, a dalej wyznaczonym szlakiem dostać się pod rzekę. Jest tam pięknie... :) Ładny spływ rzeki Mołstowej. Zrobiłem kilka ujęć w tym miejscu, i stąd miałem tor przeszkód... Złamane drzewa co kawałek. A potem mokra ziemia, nie szło jechać było tak ślisko na trawie, i ziemi zmoczonej wodą. A gdyby tego było mało to wszędzie królowało błoto... Rozjechane drogi, przez nielegalne wycinki drzew, które rujnują urok tych wyjątkowych miejsc... Oczywiście zwalonych drzew nikt nie zabierze to nie jest pieniądz. Wartość mają zdrowe, dorodne drzewa... Tak wyjechałem z tej dżungli na chwilę jadąc wzdłuż drogi DW112. I zamiast jechać tak na drogę w stronę Powalic i tam odbić na Kamień Rymański to ja skręciłem do Rzesznikowa gdzie swoją drogą również nigdy nie byłem. Minąłem całą zadbaną wieś. Aczkolwiek ma słaby punkt - droga z kamieni... Śliska i niebezpieczna. Nie wspominając, że przyjemność jazdy po takich drogach: żadna. Minąłem nie mniej wieś, podążając za młodzieżą, która ewidentnie podążała w jakimś konkretnym kierunku. Tak minąłem wieś, gdzie czekało kilka dróg. Ja akurat skręciłem w prawo - co doprowadziło mnie do ciekawego miejsca. Części dużego gospodarstwa "Cieplucha". A tam sztuczne stawy, kwiaty i inne takie miejsca... Bardzo sympatycznie to wygląda. I jest ogólnodostępne :) To jakieś centrum ogrodnicze: Centrum Ogrodnicze Cieplucha. A nawet nie wiedziałem, że coś tu jest! Przypadkiem je odkryłem. Fajne miejsce. Na pewno tu jeszcze wrócę. A tym czasem kilometry czekają. I czekała mnie jeszcze jedna irytująca przeprawa. Pojechałem drogą równoległą do gospodarstwa. Patrząc od wyjazdu z Rzesznikowa to była droga na wprost. To nie była droga na Kamień Rymański jak się domyślacie. Tam powinienem odbić w lewo. A tym czasem wbiłem się w drogę na wprost. Wszystko było tam zalane, mokro i błota. Miejscami był problem aby się przebić. O jakiejkolwiek jeździe: zapomnij. Mimo wielu pokus, które pojawiły się po ok 2 km zmagań może dalej, gdzie polna droga, przecinała się z nasadzeniami kukurydzy (z lewej strony) a z prawej zachęcały leśne drogi do wjazdu. Nie poddawałem się, wierząc do końca w to, że zaraz będzie ta wiocha, zaraz będzie! Nie była. Co najlepsze te wszystkie boczne drogi, które mijałem nie są zaznaczone na mapach. Można domniemywać, że nie istnieją... Nie mniej ja jechałem prosto, aby nie spodziewanie znów wjechać w las, nieco lepsze drogi. I tak niespodziewanie wyjechałem przy leśniczówce (PŻ 14), którą wielokrotnie mijałem w drodze na Powalice. Nigdy jednak na wprost niej nie jechałem a teraz z tych stron na wprost wyjechałem! :) Niespodziewana akcja, która utrwala mnie w przekonaniu, że jeszcze wiele te lasy mają tajemnic do odkrycia. Zresztą niektóre przykłady dowodzą, że nawet w lepiej znanych mi lasach coś może mnie zaskoczyć: Zbłąkanymi lasami Truskolasu. A co dopiero w tych północnych lasach, jeszcze obszerniejszych i jeszcze mniej przeze mnie poznanych (na tę chwilę). Liczę na to, że kiedyś - jeżdżąc regularnie poznam je lepiej. Tym czasem wracałem powoli. Byłem już zniechęcony na widok każdej zjeżdżonej, i pełnej błota drogi. Więc kurczowo trzymałem się utwardzonej drogi pożarowej. Zajechałem jeszcze na chwilę na jezioro Popiel. Zrobiłem tam kilka zdjęć. I pojechałem do samochodu - stawałem w Skrzydłowie na samym wjeździe w ten las. I teraz musiałem się przemęczyć na powrocie, jadąc kamienną drogą, która denerwowała mnie już w Rzesznikowie. A na koniec dzisiejszej trasy: powtórka... No normalnie powtórka z rozrywki ;)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)