Trasa z dnia dzisiejszego wymagała trochę "kombinacji", ostatecznie się jednak opłaciło... :) Wyszła z tego fajna trasa, mile spędzone po południe w nie spodziewanie pogarszającym się wieczorze podczas którego zrobiło się tak ciemno. W wyniku czego doszło do intensywnych opadów deszczu. Zdążyliśmy jednak zjechać z trasy - na ostatnią chwilę przed rozpadaniem się, zdążyłem przyczepić Aurelię na samochód. Mimo wszystko - dzień bardzo fajny i to jest najważniejsze... A to, że wieczór przyniósł niespodziewane opady deszczu... Mniejsza o to. Dzisiejsza trasa była zaplanowana już kilka dni temu - i nie bez powodu na piątek - na spokojnie... Chociaż ta długość dnia jeszcze tej spokojności nie oferuje. Po 18 jest już ciemno. To trochę mało czasu na jazdę - nie mniej w takim półmroku udało się wrócić pod Gryfice. W kolejnych tygodniach oczywiście będzie łatwiej - gdy dni będą nieco dłuższe. A teraz jest to co jest i tak jest lepiej bo już do 18 widno. I fajnie - jednak było ciężko dzisiaj się zorganizować. Musiałem szybciej z rana wyjechać aby stanąć samochodem w Gryficach, w końcu po południu potrzebowałem samochód. Przynajmniej taki był zamysł, że się jeszcze z pieskiem przejdzie. To fajnie by było móc gdzieś podjechać - także, wcześniej wstać, przyjechać. Dopiero z Gryfic jechałem do szkoły a z niej wracałem do Gryfic aby potem ruszyć w dalszą trasę! :) Dookoła Gryfic w zasadzie, wzdłuż "ścieżki zdrowia" przez Lubin do Barkowa, drogą którą co dopiero odkryłem - spodobały mi się jednak te dotąd nieznane strony przy Barkowie: Brodnikowe tajemnice & Narnia. Zaproponowałem wtedy JS, że może się wybierzemy? I dzisiaj była na to okazja... :) JS też się spodobały te strony - są wyjątkowe i dotąd przez nas nie znane. A gdy było się już w Barkowie to zrobiliśmy objazd przy domkach letniskowych w stronę plaży w Barkowie. Przy powrotnej drodze zajechaliśmy na ten mały cmentarz a raczej to co z niego zostało. To taka mała wersja lapidarium - największa na jakiej byłem jest w Trzygłowie. Podejrzewam jednak, że w dawnych czasach ten cmentarz w Barkowie zajmował większą powierzchnię. Zredukowali go dosłownie do kilku grobów w kolejności od najstarszych (XIX w.) po współczesne i płytę pamięci, która miała wspominać o tych co tu spoczęli... Już w tym momencie robiło się nieco szarawo i czuć było to, że wkrótce się ściemni. A samo powietrze było takie jakieś dziwne... Nie przeszkadzało to jednak w dalszej trasie, która prowadziła nas przez Grębocin po Baszewice i ostatecznie Trzygłów. Wszystko po to aby wrócić przez Jabłonowo do Gryfic. Na tym krótkim odcinku drogi już w zasadzie z Trzygłowa na Jabłonowo - JS nabrała chęci do walki! :) Po dłuższej przerwie od roweru włączyła się ambicja, której ostatecznym rezultatem był dodatkowy objazd Gryfic (w stronę Borzyszewa), powrót ul. Owocową do ul. Pomorskiej i ostatecznie wracaliśmy ul. Nowy Świat. Nie ukrywając miałem w Jabłonowie pewne wątpliwości, takie dziwne ciemne chmury krążyły przy Gryficach i ostatecznie przyniosły trwającą ok. 2h ulewę (z różną intensywnością) ale jednak.. Gdyby taki deszcz nas po drodze złapał to nie wiem czy dalej ta trasa byłaby wspominana tak miło ;) Technicznie to był mój pomysł i to ja wyciągnąłem JS na trasę... Jednak nic nie zapowiadało, że dzisiaj miałoby się coś dziać. Szczęśliwie jednak, już pod osłoną chłodniejszej nocy zrobiliśmy ten dodatkowy objazd po mieście - dzięki któremu JS przekroczyła ponad 30 przejechanych kilometrów. Ładny wynik! Gdyby teraz jeździć w miarę regularnie to mogłaby osiągnąć naprawdę wiele! :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1393
Trasa nr [łączna]: 1471
Trasa nr [na blogu]: 1385
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 37
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1458 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1372 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 20145.3 km
Stan Licznika Końcowy: 20193.97 km
Stan Licznika Końcowy2*: 20074.57 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 32626 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 32674 km
Maksymalna prędkość: 46.2 km/h
Przejechałem: 48.67 km
Przejechałem [msc]: 239 km
Przebieg roweru [rok]: 1035.12 km
Przebieg roweru [suma]: 56893.7 km
Przejechalem w 2024: 1035.12 km
Podroż dookoła świata (2024) 2.5878 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 142.2343 [%] km
Czas jazdy: 02:56:10 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3408:37:11 h
Czas Jazdy Suma (2024): 68:07:16 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 15:44:57 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3632:03:19 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:58:07 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:50:28 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:49 h
Średnia: 16.59 km/h
Dzisiejsza trasa zaczynała się wczesnym porankiem, miałem za sobą nie przespaną noc podczas której się dziwnie czułem. W nocy bolało mnie gardło, ogólnie miałem problemy ze snem i czułem się nieco słabiej. Nie mniej nie zrezygnowałem z dzisiejszych planów - a te w pełni się udały i nadal miałem siły do jazdy! To może nie będzie tak źle? Na razie truję się neosiną, może uda się uniknąć większych problemów... W sumie nie mogę być chory - w przyszłym tygodniu są plany, sięgające początku marca - gdy ustawiałem się z KW i WG na trasę w Czaplinku. Cały czas zbieram na to siły i możliwości, które obecnie oscylują w okolicy 100 km. Myślę, że jestem wstanie przejechać te skromne 100 km... :) Dzisiaj swoją drogą przejechałem nie całe 50 km. I w sumie dałbym radę jeździć dalej - no ale dobrze, że wróciliśmy tak jak wróciliśmy. Bo akurat się wróciło, pakuję Aurelię to zaczęło z lekka kropić. Zdążyłem schować się w aucie nim się mocno rozpadało. Deszcz zaatakował i to poważnie!... Dzień był jednak ładny i nic na to nie wskazywało.. Wschód słońca, fajnie i miło już z rana - i w miarę ciepło. Jechałem jedynie w grubszej bluzie. Ciuchy zimowe idą w odstawkę! Idzie wiosna... I jest tak jak wspominałem - początek trasy z pewnego miejsca w Gryficach, stąd pojechałem przez Jabłonowo do Trzygłowa. I w sumie fajnie się jechało. Wydaje mi się, że z Gryfic ten dojazd do szkoły jest lepszy niż z domu - może dlatego tak rzadko jeżdżę do szkoły bo jednak nie jest to takie fajne? A ten Gryficki wariant jest robiony tak rzadko: Gryficka Trasa Pracy - jest jednak ciekawszy i lepiej mi się tak jeździ. No i jest też ciut bliżej... Tylko czy to ma takie znaczenie dla mnie? W końcu poważne trasy robię. A okazuje się, że może mieć to znaczenie... W końcu tak z rana to chciałoby się jednak szybciej dojechać - a z Gryfic tak jest. Szybciej, wygodniej. A ten powrót zwykle nie ma takiego znaczenia. Aż przypominają mi się moje trasy do pracy w Szczecinie... Przez nieszczęsny okres "prawie" kalendarzowego roku... To nie były dobre czasy... Pominę to. Jestem w szkole, i nawet jestem tu tak długo jak mogę aby jak najpóźniej wyjechać do Gryfic. To też uwłaczające, szkoła niby do 16 otwarta ale z rowerem tyle nie zostanę. A nie zostawię Aurelii byle gdzie. A znowu "z tyłu" nie wyjdę jak konserwator wychodzi szybciej i wszystko pozamyka to Aurelia zostanie zamknięta i koniec nigdzie nie pojadę... Także nie zadowolony z takiego układu ale przed 15 musiałem jechać. W wyjątkowych okolicznościach jakie są dziś z powodzeniem zostałbym nawet do 16. Mam co robić to spokojnie - nie nudziłbym się. I wtedy sobie spokojnie pojechał i odebrał JS aby jechać z nią dalej. Wyszło jednak jak wyszło... Tak to jest jak się jest od innych uzależniony. No ale dobra. Jestem w Gryficach, poczekałem ile trzeba. I pojechaliśmy, mijając Gryficką wiochę przez park miejski i wyjeżdżając dalej na ul. Zdrojową. W tym regionie spory ruch - i biegają, i jeżdżą na rowerach. Pojechaliśmy tak do wspominanego Lubina, momentami było mi nieco gorzej ale oczywiście o tym nie mówiłem :c I tak co by nie mówić JS była szybsza ode mnie dzisiaj. Próbuję się usprawiedliwiać tym, że od kilku dni jeździłem codziennie ale to chyba nie to. Obawiam się, że jakieś choróbsko mnie dopada. Zawsze wygląda to tak samo... No mam nadzieję, że nie - zawsze ją mam - no ale jak coś się dzieje to i tak mnie rozłoży. Wiem to po dzisiejszej nocy nie ciekawa... Daje to znać o tym, że coś się dzieje. Jednak jeszcze nie na tyle mocno abym nie dawał rady jeździć dalej - dzisiaj mimo wszystko dałem radę jechać. Za Lubinem było lepiej - na fragmencie którym jechaliśmy po drodze DW109 - tutaj rozpędziłem się do prawie 50 km/h! Zabrakło mi przełożeń... Przerzutka tylna prosi się o serwis... Od początku gdy jest założona nie była jeszcze regulowana i teraz jest problem na cięższych biegach (mniejsze koronki kasety) coś ewidentnie ociera. I w sumie to mnie dzisiaj ograniczyło. Bo gdyby nie to to pojechałbym! Pewnie bym te 50 km/h przekroczył i to mimo dużych drgań jakie wywołuje rzucające się na boki tylne koło, które jest rozjebane. W charakterystyczny sposób "piszczy i stuka". To dźwięk zarzynanych szprych. Mówiłem o tym JS ale chyba mi nie uwierzyła, że ten dźwięk który burzył harmonię dzisiejszej trasy pochodzi od szprych! :) No nie mniej jedziemy dalej.... Minęliśmy Lubin i pozostawał ten kawałek drogi do Barkowa. Tutaj miejscami jest ciężko. Poniszczona droga przez wycinki, nadal zalana po ulewach, które trwały tyle miesięcy (od października 2023 r. do luty 2024 r.). Dało się radę jednak i tutaj przejechać... A gdy minęliśmy już Barkowo - to z górki :) Nie było większych wyzwań poza podjazdem pod wzniesienie z Baszewic w stronę Trzygłowa. Dzień powoli się kończył i robiło się szaro - nie mniej Trzygłów mijaliśmy jeszcze w takiej "jasności". A bliżej Gryfic było już ciemno. W tym momencie nie zdawaliśmy sobie sprawy, że walczymy z czasem i siłami natury. Te zbierały siły, i zmierzały w naszym kierunku aby zaatakować ulewnym deszczem. Balansowaliśmy tak zadowoleni nie zdając sobie sprawy co się dzieje dookoła - mimo, że było widać po tych ciemnych chmurach... Tym razem się udało. Jednak przyjdą jeszcze takie dni, że nie raz się zmoknie. Zresztą nie raz się w deszczu jeździło... Tak się zdarza i nic się na to nie poradzi. Dzisiaj szczęśliwie się wróciło, trasa bardzo fajna i mile spędzone piątkowe po południe. Oby do następnych wspólnych tras - czas szybko minął. :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)