16.08.2019
Jazda nr: 453

Tagi: iglice, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest moją pierwszą długo weekendową wyprawą, na której wybrałem się do Iglic, gdzie niegdyś z kolegą z Reska pojechałem, do Pałacyku w Iglicach - nieDZIELNI rowerzyści - Iglice Pałac. Od tamtej trasy sporo się wydarzyło, było sporo nowych przygód, pomysłów i wiele życiowych zmian jak ukończenie nauki na studiach MGR, ukończenie kursu z Administracji AD i baz danych SQL i zdanie certyfikatu M$ - MTA DATABASE FUNDAMENT. A także moja pierwsza praca i pierwsze miesiące w pracy. Po takim czasie, postanowiłem sam pojechać dzisiaj na tą trasę. A z kolegą z Reska, jeśli będzie na to chętny, to jak najbardziej pojadę! Bo dzisiaj byłem tylko na oględzinach. Do środka nie udało mi się wleźć, co uważam za małą porażkę. Pozostaje taki pewny niedosyt. Pozostaje też żal, i smutek po niszczejącej historii tego miejsca, i pięknych w wielu obliczach tego słowa znaczeniu Iglicach, które tracą jeden z najwyrazistszych elementów kultury, dziedzictwa tych ziem. Piaski czasów, z czasem ścierają pamięć o osobach, miejscach i związanym z tym wydarzeniach. Prowadziłem w tym celu w tym roku projekt o historii, która jeszcze pozostała na Lotnisku Makowice: Na szlakach historii - "Lotnisko w Makowicach" i temat był kontynuowany na trasie: Makowice-Lotnisko: "trasa wielu tytułów". Kontynuując tą myśl, przeprowadzę takie szlaki historii właśnie w Iglicach. Właśnie w tym roku. Póki jeszcze jest co przeprowadzać. W Listopadzie 2018 r., po wielu latach, właściwie od czasów dzieciństwa odwiedziłem na nowo ten Pałacyk w Iglicach. Teraz gdy mija od tego wydarzenia 9 msc, na nowo je odwiedzam. Z nadzieją, że wkrótce znów tu zawitam. Na dłużej, tym razem z wejściem do środka. Najchętniej wszedłbym wszędzie gdzie się da, i jest to jeszcze w miarę bezpieczne. Mam także postanowienie aby co roku tu powracać. Z wielką nadzieją, że w następnym roku będzie jeszcze dokąd powrócić. Lata zaniedbań i braku inwestycji w te miejsce, prędzej czy później przyczyni się do jego zawalenia. Pozostaną tylko wspomnienia. Zdjęcia, filmy. Pozostanie nade wszystko żal, i smutek. Podobno ów miejsce jest terem prywatnym! Z zakazem wstępu. Kpina jakaś. A chciałbym tak aby właściciel przyjechał i osobiście pogonił.. To wtedy ja bym jego pogonił. Bo co skurwysyn przez tyle lat zrobił (a właściwie nie zrobił), że stan zabytku jest w takim stanie jakim się obecnie znajduje?!
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 456

  • Trasa nr [łączna]: 539
  • Trasa nr [na blogu]: 453
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 8
  • W tym roku: 112

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 531 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 445 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 259.53 km
  • Stan Licznika Końcowy: 301.56 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 297.8 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12665 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 12691 km

  • Maksymalna prędkość: 42.2 km/h

  • Przejechałem: 42.03 km
  • Przejechałem [msc]: 346.58 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3295.24 km
  • Przebieg roweru [suma]: 20443.23 km

  • Przejechalem w 2019: 3295.24 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 8.2381 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 51.1081 [%] km

  • Czas jazdy: 02:51:34 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1062:07:55 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 205:50:49 h
  • Czas Jazdy Suma (sierpień): 21:00:18 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1285:34:03 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:37:32 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:50:17 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:45 h

  • Średnia: 14.75 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego rozpocząłem tuż przed godziną 13. Wróciłem z porannych zakupów, i małych inwestycji w Aurelię. A mianowicie klocki hamulcowe jej kupiłem. Komplet dla przodu i tyłu od razu. Pozostała regulacja, która od razu się nie udała i na trasie, trochę ocierało przednie koło o nowe klocki. Całkiem możliwe, że po prostu koło krzywe. Ile mi się udało, tyle na trasie regulowałem. Nie mniej zrobiłem tą ważną inwestycję. Miałem nadzieję, że zmienię klocki, linki i pancerze wraz z inwestycją w nowy napęd. ALE. Nie wiem ile jeszcze ile pojeżdżę na nowym napędzie. Nawet jeśli 400-500 km, to w tym czasie mogę się na spokojnie zabić, czego przykładem jest ostatnia trasa: Trasa ze Szczecina z 14.08.2019, gdzie z niemożności wyhamowania, nie wiele brakowało abym wpierdolił się w autobus -.- Także, taka historia. To zainwestowałem w klocki. Nie mniej wcale nie brałem jakiś lepszych. Tylko normalne po 12 zł /komplet. I tak się zniszczą i tak. Lepsze tylko drożej kosztują a wcale na dłużej nie wystarczają. Także nowe klocki, mała inwestycja. I można jechać. Pogoda nie rozpieszcza, maksymalnie kilka kresek ponad 20℃. Ale za to przeważnie pochmurnie, i wietrznie. Czuję się jak na jakąś jesień. A to możliwe. Połowa Sierpnia. To już bliżej Jesieni. A wraz z nią, coraz bliżej smutku :( Teraz jednak nie o smutku napiszę! Ruszyłem w tą trasę, czasem żwawo, czasem trochę wolniej. Tak dojechałem do Reska. Przed Reskiem a dokładnie przed Prusinem, mijałem skurwysynów, którzy karczowali tutejszy las. Na pomoc im, jak wariat zapierdalał kolejny tir.. tak zapierdalał, z tego Prusina, że w dziw zachodzę, jak się na drodze skurwysyn jebany trzymał. Nie chcę się denerwować. Więc chwilę tylko spojrzałem, ile niewinnych drzew wyrżniętych w lasach przed Prusinem zostało. Sporo. Dawno tego zjawiska nie obserwowałem.. Naiwnie miałem nadzieję, że może się skończyło. Ale nie. Po prostu trwało w miejscach w których nie bywam. Pomińmy to. Naprawdę. Na coś przyjemniejszego jak, piękna i zadbana droga rowerowa w Resku. Nie to co w Szczecinie. W Szczecinie to jest syf. Tu jest fajna dróżka, którą wyjechałem z miasta, i odbiłem na Łabuń Mały. Dojechałem tak pięknymi wiejskimi terenami do Łabunia. Kawałek lasem się przechadzałem.. Gdzie dało radę tam jechałem.. Nie mniej postanowiłem nie wracać przez las i Łabuń Mały. Co prawda nie ma robactwa żadnego i wszelakiego, ale jest gęsty piach. Aurelia się w tym kopie. Ciężko się jedzie. Dojechałem jednak pod Iglice. A tu dziwna sprawa. Wszędzie mokro, wody rozlane! Czyżby padało?! Po drodze tutaj nie padało! Dziwne! Taka już ta pogoda jest. I tak wkróce podjechałem pod ów Pałacyk. Nim się tam dostałem, forsować się z bramą musiałem. Trochę ciężko, odsuwać jedną ręką, ciężką bramę, aby drugą ręką wprowadzać tam Aurelię a za chwilę samemu wejść :)) Nie łudźcie się jednak, kadry bądź nagranie z tej dzielnej walki, tylko dla wybrańców! Na koniec wycieczki okazało się, że niepotrzebnie się tak męczyłem. Bo było inne wygodniejsze wejście -.- No nie mniej znalazłem się na miejscu. Zrobiłem rekonesans co i jak. Porobiłem parę fotek. I odkryłem, że tu straszy! Dudnienia jakieś się tutaj rozchodziły, głosy, rozmowy. I inne hałasy..! Czyżby jakieś zjawy, zmory i czarty wszelakie, te ziemie, te mury zamieszkują?! Trzeba będzie to sprawdzić! Zrobiłem tutaj rekonesans, i odkryłem lepsze wejście / wyjście. Trzeba tylko trochę po zaroślach przejść! Ale lepsze to niż szarpać się z bramą. I powrót. W szarą, zmienną pogodę. W pierwszą stronę jechałem przez Łabuń Mały a wracałem przez Łabuń Wielki. Trochę szaro, trochę słonecznie. Jakoś się jechało. Wkrótce minąłem Resko, gdzie dosłownie na wyjeździe z Reska spotkała mnie ścina deszczu! Czym prędzej zjechałem na chodnik, prowadzący do Prusina aby wjechać do budy przystankowej, znaleźć jakieś nakrycie na licznik Thorn, na którego trochę wody spadło. Przez to się rozłączył na jakiś czas. I znów się załączył - tym razem.. Ale błąd załapał, bo mu wskoczyła max prędkość 199 km/h. I muszę ten parametr odczytać z GPSu. Zaniżały mi się przez tą awarię, bo licznik chwilowo nie działał, wartość przejechanych kilometrów różni się znacząco od tego co podaje GPS - jakieś 4 km. I to będzie moment gdy odjeżdżam z wiaty przystanku (buda przystanku) w Prusinowie, i zatrzymuję się przed Jarzysławem. Akurat jakieś 4 km. I czas jazdy do dodania aby się zgadzało.. I kolejny parametr naprawczy licznika głównego Thorn, aby nie wprowadzać zamętu na blogu. W tym miejscu pożalę się na w miarę nowy licznik Thorn. Ten skurwysyn pozwala sobie co jakiś czas nie działać. I tak czynił dzisiaj. Do Iglic działał. Po Iglicach do Prusina nie działał. I właśnie gdy padł mi Thorn to zaczął łaskawie działać. Ale gdy licznik Thorn znowu zaczął działać to Sigma 800 się znowu zbuntowała. Jak mnie wkurwia ta Sigma. Syf i śmieć jakiś. Nie mówcie tylko, że to wina dwóch liczników. Gdy przez pewny czas miałem tylko Sigmę, też się zdarzały takie akcje, że kurwa nie chciała przez całą trasę działać. A na kolejnej śmiga. Nie mniej jeśli chodzi o główny licznik Thorn, będę musiał wymyślić jakąś ochronę na niego :) A tym czasem trasa trwała. Coraz bliżej w rodzinne strony.. Czasem z wiatrem, czasem pod wiatr.. Jakoś dojechałem :)) To zawsze jakaś przygoda. I nowe doświadczenie! Szkoda tylko, że ten piękny czas, do którego z takim sentymentem wracam nie potrwa wiecznie i lada dzień powrócę do ograniczającej mnie, i unieszczęśliwiającej rzeczywistości - bytu i mieszkania w Szczecinie.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa16sierpnia2019zdj1.jpgtrasa16sierpnia2019zdj2.jpgtrasa16sierpnia2019zdj3.jpgtrasa16sierpnia2019zdj4.jpgtrasa16sierpnia2019zdj5.jpgtrasa16sierpnia2019zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)