07.09.2024
Jazda nr: 1484

Tagi: Niemcy, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa była dość ciężka. Piękna w ciekawej aranżacji ale przede wszystkim ciężka. Wiele trudów wynika nie tylko z tego jak dobijająco wyglądają moje ostatnie dni, niosąc tyle żalu i smutku. Także awaria Aurelii swoje robi... Mam problem ze zmianą biegów. Prawdopodobnie linkę szlak trafił. Biegi wysypały się dość szybko.. Bo już na początku dzisiejszej trasy i pozostałem w bardzo ograniczonych przełożeniach aczkolwiek wciąż działających. I nie wiem cieszyć się z tego, że w ogóle jakieś działały? No w sumie.. Jakaś pociecha to jest.. Nie ma jednak jak jechać tyle kilometrów... I wpakować się w problem. Tak sobie myślę, gdybym w ostatnich dniach jeździł więcej to jeszcze przed weekendem i wyjazdem trafiłbym na awarię... :( Nie dobijałaby mnie w najmniej oczekiwanym momencie - jakim jest np. dzisiejszy wyjazd... Do Rugii w Niemczech. Nie jest to łatwa ani szybka droga. Oczywiście w perspektywie paru miesięcy ten dojazd może się poprawić nawet o 40 min! Tyle, że strona Polska nie jest problemem a raczej wygodny dojazd od strony Niemieckiej już tak. A do tego nasiane tymi nieoznaczonymi fotoradarami... Na tych drogach... Nie ma w zasadzie gdzie się rozpędzić i jakby nie patrzeć to z 3h się jedzie a to nie mało... Jednak co ważniejsze: warto. A już na pewno warto przyjechać na dłużej niż na kilka godzin. Akurat przyjechałem na chwilę... Na kilka godzin dosłownie... Z stanem emocjonalnym takim jakim jestem... Co ważniejsze jednak od dawna chciałem tu przyjechać. Pierwszy termin był planowany na długi sierpniowy weekend dokładnie na 15.08. Zdarzyło się jednak tak, towarzyszka podróży z którą miałem jechać nie dopełniła wszystkich zobowiązań - np. wyrobienia paszportu dla psa.. Czy uaktualnienia swojego dowodu osobistego - choć tutaj nie szukałbym powodu do odwołania wyjazdu... To już szukanie na siłę... Przecież data ważności dowodu nie sprawia, że przestajemy być obywatelami kraju. I nie ma pewnie żadnego wpływu na potwierdzenie ewentualnej tożsamości. Jest takie ryzyko, że na terenie Niemiec mogłaby być weryfikacja. Ja akurat nie trafiłem na kontrolę na przejeździe przez granicę w Świnoujściu od strony ogrodów działkowych - bo akurat z tej strony przejeżdżałem a nie przez Ahlbeck. Nie żałuję jednak przyjazdu - droga fakt męcząca jakieś 3-3,5h jazdy w jedną stronę. Nie jest to mało... Jeśli chodzi o odległość w kilometrach to nie jest tak źle to raptem 250-270 km. Jedynie gdzie czas się trochę zmniejszyć może to po ukończeniu budowy drogi S3 po Polskiej stronie dokładnie od Troszyna po Świnoujście. W mediach podaje się nieprawdziwą retorykę, która sugeruje, że do końca 2024 r. inwestycja zostałaby ukończona: Droga S3 - eswinoujscie.pl. Nie wierzę w to. Patrzę na to realnie i na to, że zbliża się czas zimowej przerwy w budowie dróg. Oczywiście jeśli pogoda pozwoli to prace będą pewnie kontynuowane no ale jeśli nie... To będą to kolejne opóźnienia. Realnie jeśli udałoby się zrobić tą brakującą drogę S3 do wakacji 2025 r. To byłby naprawdę wielki sukces! I skróciłby się czas dojazdu do Świnoujścia do tunelu o co najmniej 40 min. Bo w sumie tutaj najwięcej się traciło - na jednostronnym ruchu, wahadełka. Duży ruch aut. I inne tymczasowe utrudnienia związane z budową drogi. Akurat w kierunku Świnoujścia nie często się wybieram... To nie mam jakiegoś z tym problemu no ale gdy się wybiorę... To fajnie by było już komfortowo jechać jak dzisiaj. No dobra jeszcze z rana za dnia to nie problem. A jak już wracałem zmęczony po nocy a wcale nie była późna pora.. Tylko ja zmęczony no to tak kiepsko jeszcze się włóczyć przy tych sierżantach pilnujących jeden pas ruchu... Czy w ogóle ciężko wyjechać z placu budowy w który zamieniono znaczną część miasta Świnoujście. To jednak problem który minie - miejmy nadzieję, że w tym realnym czasie czyli do wakacji 2024 r. No dobra trudy dojazdu są. Trudniejsze po stronie Niemieckiej. Głównie jechałem drogą B110 do Anklam i tam odbijałem na drogę B109 do Greifswald skąd zjeżdżałem na B96, którą dostałem się do wyspy. Już pierwsze widoki robiły wrażenie i utwierdzały mnie w przekonaniu, że było warto. Jednak utrzymywało się pewne poczucie winy czy smutek, który mnie drążył związany z tym, że przyjechałem tu sam. To trochę nieuczciwe :( Fajnie tu jest. Tylko spędzać ten czas samemu gdy może samemu przyjeżdżają ci co mieszkają na miejscu a w domu i tak mają rodziny i ktoś na nich czeka bo w innych okolicznościach jest to dość smutne :( Warto było to jedno, drugie, że po nie całych 3 km trasy miałem problem z przerzutką. Działały mi tylko biegi na średniej zębatce: 1-3 gdzie, manetka oszukiwała. Pokazywała o przełożenie, o koronkę więcej niż było... Jak ustawiłem 1 na 32t to było 30t. To bardzo utrudniało jeżdżenie pod wzniesienia. A tych nie brakuje. Ograniczone przełożenia utrudniały normalną jazdę. Mam wrażenie, że na 1 blacie z przodu, a nie na średnim (2 blat) na którym często jeżdżę - te biegi działały jeszcze inaczej ale również ograniczały się maksymalnie do 2 kliknięć i powrotu. Obstawiam, że w manetce linka pękła. Mniej prawdopodobne ale również możliwe, że może przerzutkę szlak trafił? W sumie wszystko się zdarzyć może prawda?... Mimo trudności nie zrezygnowałem. I walczyłem o tą trasę aby przeżyć tą fajną przygodę. A to w sumie się udało..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1492

  • Trasa nr [łączna]: 1570
  • Trasa nr [na blogu]: 1484
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 136

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1556 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1470 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 23719.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 23763.91 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 23613.89 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2129 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 2173 km

  • Maksymalna prędkość: 42.7 km/h

  • Przejechałem: 44.31 km
  • Przejechałem [msc]: 122.32 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4605.08 km
  • Przebieg roweru [suma]: 60463.66 km

  • Przejechalem w 2024: 4605.08 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 11.5127 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 151.1592 [%] km

  • Czas jazdy: 03:02:13 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3852:20:00 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3628:53:52 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 288:23:57 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 07:41:11 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:55:18 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:07:14 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:56 h

  • Średnia: 14.61 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego rozpoczynały trudy dojazdu w te piękne miejsce! Mam za sobą kolejne ciężkie dni, pełne nieopisanego smutku i żalu. Do tego zmienna pogoda jak na idącą jesień nic nowego... Daje się to wszystko we znaki. Pierwszy tydzień w szkole również nie był za łatwy. Ja w takim stanie jakim jestem i tłumy ludzi którzy koniecznie czegoś ode mnie chcą... A najchętniej zostałbym sam bo nie chcę mieć z nimi teraz nic wspólnego. Z racji tej, że większość z nich chce ode mnie coś teraz bo teraz coś potrzebują. A ja np. będę potrzebował rozmowy czy towarzystwa i takiego nie dostanę... :( To tak się izolowałem od ludzi. To pierwszy tydzień - zawsze są problemy w szkole. W tym roku jednak szczególnie jest duża dezorganizacja. Sporo się dzieje. Do tego prowadziłem pierwsze lekcje - w sumie kończy się na zajęciach wstępnych i tudzież wymaganiach przedmiotowych i tego co będziemy się uczyć. A ja sam nie wiem czego się będziemy jeszcze uczyć. Jeszcze nie mam przygotowanych materiałów na zajęcia. Jakiś zarys tego co bym chciał robić z młodzieżą mam. No ale jestem w takim beznadziejnym stanie emocjonalnym, że sobie tego nie wyobrażam... Także pierwsze dni są dość ciężkie. Są u mnie problemy ze snem i regularnym jeżdżeniem rowerem pomimo tego, że pogoda właśnie dopisuje! Wczoraj się trochę humor poprawił. Miałem pewne spotkanie po południu. I było chwilowo lepiej. Chwilowo pomyślałem, że może trudniejsze dni minęły a przynajmniej teraz minęły... Może to dawało jakąś motywację aby mimo wszystko przyjechać i pojechać w tą trasę? Zaplanowałem sobie w sumie jeszcze w sierpniu, że na jesień pojadę na tą Rugię. Chciałem ją zobaczyć. Nie zawiodłem się. Jest pięknie. Nie będzie to może tani wyjazd, ale myślę, że warto przyjechać tutaj chociaż na weekend. Aby mieć więcej czasu i nie mieć wizji tego, że trzeba wracać. Do tego są tutaj znaczne odległości to nie jest mała wyspa jak ta pod Kamieniem Pomorskim - Wyspa Chrząszczewo, że z powodzeniem można nawet pieszo ją obejść mając cały dzień zapasu. Niemiecka Rugia to inne wyzwanie. Sporo dróg, miejsc. Wiadomo wszystkiego na raz nie zobaczę. Skupiłem się dzisiaj na polecanym przez przewodnika Nature Tripe regionie wyspy: Nationalpark Jasmund. Wycieczkę zaczynałem za miejscowością Lietzow. Wzdłuż drogi B96. Miałem już tutaj stanąć - do parku Jasmund tylko kilka km. Pomyślałem sobie tak, tutaj jest fajnie. Ładnie wszystko widać. Zrobię pierwsze ujęcia z drona i pojadę dalej do tego Jasmund i wrócę. Nim pojadę czy wrócę to akurat kilometry zrobię ;) Bo tak miałem jeszcze gdzieś 17 km wg. nawigacji. Nie stanąłem jednak w Lietzow. Bo trzeba płacić za parkingi w Є. A ja polish janusz turist... Stanąłem na polnej drodze - wjazd na pole w rzeczy samej już za Lietzow - ok. 2 km może bliżej za tą miejscowością. Tutaj była moja baza i darmowy postój. Stąd wróciłem drogą rowerową, usytuowaną wokół dość górzystego terenu, który znajdował się przy wsi Lietzow. Taka wieś.. ale dookoła woda, jakaś duża posiadłość, skryta w lesie. Świetnie z drona widziana: Posiadłość w lesie Lietzow. No w sumie nawet nie posiadłość... To mały zameczek... Tutejsze wzniesienia były dla mnie jednak nie do pokonania. Coś się dzieje przy Aurelii i jej napędzie ale każdy ma to w dupie. Serwisant któremu do tej pory ufałem... Kolega WG u którego robiłem serwis. Nikt mi nie wierzy. Pewnie mam kurwa urojenia. Zresztą się wkurwiłem dzisiaj. I dzwoniłem do WG aby mu powiedzieć co o nim myślę. Trudy dzisiejszej trasy, awaria Aurelii do tego mnie skłoniły... A może też smutek z którym żyję tyle dni... To wszystko bywa takie dobijające... No dobra ale te wzniesienia. Niepokojące to jest. Przecież mam doświadczenie obecnie ponad 60 000 km tylko z Aurelią ale nawet jak te doświadczenie było mniejsze niż 60 000 km to i tak było spore. Za mną było przejechanych setki jeśli nie tysiące różnych wzniesień z różnym poziomem trudności... I przy różne ilości załadowanego sprzętu w sakwy. Zresztą z sakwami jeżdżę od zawsze.. To nie jest problemem! Mam doświadczenie... przejechałem z nimi (z sakwami) właśnie te tysiące kilometrów. A rzadko się zdarza abym woził powietrze. Zwykle specjalnie dokładam różne rzeczy aby było ciężej. Nie rozumiem co się dzieje z Aurelią. A może ze mną? Skąd ten dziwny stan w którym nie jestem wstanie podjechać. Prędkość pod górkę spada mi do okolic 5 km/h a już poniżej nie jestem wstanie zachować równowagi. Obrót korbą jest tak ciężki, że nie daję rady. Nie męczyłem się jednak długo z tym efektem. Przyjechałem do wspomnianej pierwszej wsi Lietzow. Na jej końcu na moście łączącym jakby kolejną "wyspę" tworzącą dużą wyspę Rugia - robiłem pierwsze zdjęcia i pierwsze ujęcia dronem. I wracałem stąd - znaczy jechałem dalej do wspomnianego parku Nationalpark. Póki co jechałem prosto przed siebie do krańca wyspy... Nie ujechałem jednak daleko. Byłem może 1 km może 1,5 km od miejsca gdzie zaparkowałem auto - gdy szlak trafił biegi. Nie szło już przerzucać biegów... Podłamało mnie to ale tylko chwilowo... Nie poddałem się i pojechałem dalej... Zdenerwowało mnie to jednak. Bo też nie miało się kiedy psuć. W ostatnich dniach jeśli już jeździłem to przy domu. Tu mogło się zepsuć! A nie w takim ważnym momencie, ja tyle kilometrów od domu. Dopiero zacząłem moją przygodę. I już muszę ją kończyć?... No nie. Było trudniej. Znacznie trudniej. Ale jakoś zrobiłem te jeszcze 39 km ... Jakoś dałem radę. Jechałem póki co dalej prosto wzdłuż drogi B96 aż do miejscowości Sagard. Tutaj odbiłem w lewo. W sumie tak pokierowała mnie DDR'ka, która zaraz i tak się skończyła. Odbiłem na drogę L30. I jechałem znowu prosto, podziwiając piękne widoki, miejsca. I ciesząc się piękną pogodą. Tutaj nad Bałtykiem nie było tak gorąco - gdzieś w granicach do 25℃. W głębi lądu, czy w Polsce cieplej bo dzisiaj temp. dochodziła do 30℃. Nie często się zdarzają tak ciepłe wrześnie. W pierwszych dniach szkoły w tym roku również było bardzo ciepło. Czyli z temp. w okolicach 30℃ jeśli chodzi o moje regiony (pomorze zachodnie, powiat Gryficki) i ponad 30℃ jeśli chodzi o cieplejsze regiony Polski. Teren był tutaj trochę górzysty. Miejscami było trudno jechać... Spory turystyczny ruch aut. Sporo rowerów. Dawałem jednak radę.. I jechałem tak dalej prawie pod widoczne morze! Odbijałem potem w prawo na Nipmerow, w drogę L303 gdzie miałem cały czas pod górkę. Tereny naprawdę niezwykłe ale ciężkie do przejechania. Cały czas pod górkę i pod górkę... Nie dojechałem ostatecznie do Nipmerow ani dalej. I tak naprawdę nie dojechałem też do samego National Park Jasmund. Byłem blisko ale nie dałem rady. Odbiłem na wieś Lohme. Tam pojechałem na obiad do restauracji Panorama Hotel Lohme, gdzie sprawiłem sobie słynnego niemieckiego Rumpsteka. Był mały problem z komunikacją. W sumie wykorzystałem CHATGPT aby napisał co chcę, ale nie pomyślałem, że zapytają czy coś do picia... I w sumie o to pytali ale już ich chyba nie zrozumiałem - co to kurwa znaczy: drinken. No ale tak jest jak człowiek ze wsi, do świata... Mam jakieś umysłowe opóźnienia z myśleniem... Może to przez sytuację w jakiej jestem. W końcu od wielu dni praktycznie nie sypiam tylko ciągle na nowo i na nowo przeżywam wszystkie błędy jakie w życiu zrobiłem :( To bywa bardzo dołujące i dobijające... Tak bardzo potrzebuję tego kontaktu, którego nie mam.. No ale przyszedł ktoś z obsługi co zna Polski i szło się dogadać. W pewnym momencie pomyślałem, kurwa co ja zamawiam. Może tu problem... Ale chyba nie... Ehh :) Nie wiele brakowało by się udało. No ale może następnym razem pójdzie sprawniej. Bo pewnie tu wrócę. Na Rumpsteka! ;) Niemiecki stek dobry. Jedynie frytki to nie porozumienie... Twarde, nie dobre. No ale to przynajmniej jest prawdziwy stek. Nie jakieś oszustwo jak w Polsce, gdzie podadzą kotlet mielony i powiedzą, że jest to stek. A jeśli chodzi cenowo to może dla niemców jest to w miarę tanio, no ale jak na nasze lokalne możliwości i zwykle cieniutką pensję to takie 32,90 Є... Jakieś 140 zł. W sumie euro dwa razy kupowałem i nie pamiętam czy tym samym kursem czy innym - to bym mógł policzyć ile dokładnie ale dobra. Raz to nie zawsze, na wycieczce jestem i chociaż za parking nie płacę! To chociaż tak mogę. A już w sumie chciałem pojechać na jakiś obiad. I akurat natrafiła się jedyna (blisko) taka wieś, gdzie coś mogłem dostać. Po obiedzie zrobiłem objazd rybackiego Lohme. Zrobiłem zdjęcia i loty dronem po skrytej kamieniami plaży. Pięknie tu.. Niestety trzeba było wracać.. Kawał drogi przede mną. A sił już brakuje... A jeszcze do domu wrócić... Gdybym mógł to chętnie bym tu jeszcze został. No ale nie mogę. Więc wracałem powoli początkowo tą samą drogą, którą przyjechałem. Różnica zrobiła się dopiero w miejscowości Bobbin wzdłuż drogi L30. Tutaj odbiłem na drogę dla rowerów do Sagard. I pojechałem nieco inną drogą do Polkvitz i stąd do Sagard - gdzie dzięki tej wycieczce przejechałem większą część miasteczka Sagard. W pierwszej części mojej wyprawy całkowicie omijałem te miasteczko. Nie potrzebnie... Jest co zwiedzać i można by było w nim się zatrzymać dłuższą chwilę. No ale to nie dziś. Innym razem... Z Sagard nie miałem już większego wyjścia jak nie wracać na Lietzow... Kolejny raz mijać wzniesienia i z górki... I tak byle dojechać do auta. Na drodze spory ruch. W końcu dotarłem. Spakowałem się i udałem w drogę powrotną mając mały niemiecki incydent. Jak coś z niego wyniknie i się wydarzy to jeszcze bardziej się wkurwię... I zdenerwuję... Już pod samym Świnoujściem w Zirchow te niemieckie zjeby ustawili "30 km/h" na wiosce. Bo niby szkoła i te sprawy. I chyba ich foto - pupka na kasę pstryknęła mi zdjęcie. Miałem ciut powyżej 40 km/h - może 42-43 km/h. Gdzie jednak kurwa tolerancja?! W Polsce by poleciał z prędkością 50 km/h i nic by się nie stało... Sobota, kurwa wieczór bo to już po godzinie 19. Jakie kurwa dzieci i jakie odpierdalanie?! Ruch aut tutaj prawie żaden. A jakieś dzieci czy mieszkańcy wsi?! Dosłownie nikogo nie ma. To jak traktować takie chamstwo inaczej niż zamach na kasę?! Jeszce nie wiadomo co z tego wyniknie no ale oczywiście piszę gorsze scenariusze aby się potem nie zawieść... I tyle by było z tej fajnej mimo zdołowania i awarii Aurelii wycieczki... Dobija mnie jednak fakt tych awarii Aurelii i ich ilości... Dużo się dzieje ostatnio. Może nawet za dużo?... Teraz już za późno na inne spostrzeżenia no stało się. No ale czy to nie jest ostateczny dowód na to, że lepiej było zostać w domu niż robić tyle kilometrów. Męczyć się z awarią Aurelii... I jeszcze ryzykować mandat za znikome jak na polskie standardy przekroczenie prędkości?!... Nie porównujmy też zarobków czy skali. Wiadomo, że dla Niemców zarabiających w euro to jest inne odniesienie niż dla nas... jako "nie, Niemców". Może tak, może nie powinienem się nigdzie z domu ruszać. Tylko dalej smucić się w pokoju... I może to byłoby lepsze eh...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa07wrzesnia2024zdj1.jpgtrasa07wrzesnia2024zdj2.jpgtrasa07wrzesnia2024zdj3.jpgtrasa07wrzesnia2024zdj4.jpgtrasa07wrzesnia2024zdj5.jpg
Z powodu pewnego zaniechania, nie wiem jak to się stało. O czym ja myślałem i czy w ogóle myślałem.. Szykując dnia 16.09.2024 r. kartę pamięci na planowany w dniu 17.09.2024 r. wyjazd do Czaplinka - zamiast jak zawsze / od zawsze / odkąd prowadzę bloga a to jest ponad 8 lat, prawie 9 lat... skopiować całą zawartość karty to wszedłem jedynie w folder video i skopiowałem jedynie filmy. Chociaż tyle... Bo mogłoby się okazać, że nawet filmów nie skopiuję. Nie skopiowałem plików GPS. Karta została nadpisana zapisem trasy z dnia 17.09.2024 r. oraz z 18.09.2024 r. O problemie dowiedziałem się właśnie 18.09.2024 r. późnym po południem (było po godz. 18) jak chciałem przysiąść i uzupełniać spore zaległości z wpisami. Z stanem na 18.09.2024 r. mam nie opublikowane wpisy od WPIS=1472. Dzisiejszy dla porównania to wpis 1480. Jeszcze nigdy nie miałem takich zaległości ani takich problemów z blogiem. Miałem się brać właśnie za pisanie wpisu z 31.08 (dopiero 18.09)... Kolejne zaległości. Poprzednie wpisy tj. wpisy do WPIS=1479 był uzupełniony (w stanie na dzień 18.09.2024 r.). Tyle, że brakowało mediów, statystyk i nie był opublikowany. Podjąłem próbę naprawienia swojego błędu. Bezskutecznie. Nie udało się nic wskórać. I odzyskać plików - gdzie ostatecznie przyjąłem porażkę dopiero w dniu 20.09.2024 r. Między 31.08.2024 r. a 12.09.2024 r. - bezpowrotnie utraciłem ślady GPS. I te wpisy tych śladów mieć nie będą / i nie mają. Do sprawy odnoszę się jeszcze we wpisie z 22.09.2024 r: Grzybowo: przywracając ślady GPS - WPIS 1490 z 22.09.2024 r.. Niniejsza notatka, jako uzupełnienie informacji do wpisu dodałem w dniu 27.09.2024 r. (dopiero)... - uzupełniając i publikując zaległe wpisy od wpisu: Szczecińskie testy napędu - WPIS 1472 z 12.08.2024 r.