Trasa z dnia dzisiejszego jest ciekawą i nieco przekombinowaną przygodą. O co chodzi w przekombinowanej? Bo w sumie szykując się na ten wyjazd wczoraj nie wiedziałem do końca jak potoczy się dzisiejszy dzień. A potoczył się tak, że byłem od rana w Nowogardzie potem w Kamieniu Pomorskim (autem) i z powodzeniem mogłem wziąć ze sobą Aurelię co byłoby rozsądne! No ale nie pomyślałem, że dzisiejszy wyjazd tak się potoczy jak się potoczył... Dzisiaj odbywała się wycieczka rowerowa ze Szczecina do Golczewa. W wyjeździe brał udział MK i GŻ. I wstępne plany zakładały, że GŻ pojedzie ze mną do mnie i wróci sobie ostatnim pociągiem. W między czasie jednak plany się zmieniły i wycieczka nie kończy się w Golczewie a w Pobierowie... Miałem dobre wczorajszego dnia przeczucie, czy nie wziąć roweru ze sobą i z Kamienia Pomorskiego pojechać do Golczewa i wtedy z chłopakami wrócić nad morze. I w Kamieniu mam samochód i stąd z końcem dnia wrócę... No ale wyszło jak wyszło... Zawsze z opóźnieniami :D Na ostatnią chwilę wracałem z Kamienia Pomorskiego do siebie, pakowałem rower i z rowerem do Golczewa bo jeszcze jechać do Golczewa. Nie zdążyłbym - a jeszcze miałbym pod wiatr to dodatkowe utrudnienie. Autem to tak 20 min i jestem to nie to samo co ponad 1h rowerem... :) Przy niesprzyjających warunkach gorzej. Ostatecznie blisko zachodu słońca ale jeszcze nie o tej porze wracałem z nad morza a dokładnie z Kamienia do Golczewa gdzie miałem auto. Gdybym jechał z domu to i do domu bym wrócił - tylko wtedy wracałbym na Gryfice a nie na Golczewo. Wyszło jak wyszło - jak często bywa nieco przekombinowana trasa. Za to był to fajnie spędzony dzień. I chociaż na chwilę mogłem się zobaczyć z organizatorem dzisiejszej trasy niejakim Pawłem K. Znać osobę znam ale nie osobiście - do dzisiejszego dnia. Dla mnie trasa nie była tak duża i ambitna jak dla pozostałych uczestników - dla nich skończyła się na wartości 250 km.. Dla mnie tylko 74 km... ale co ważne - mimo trudności zachowałem na dystansie dość ładny jak na mnie wynik śr. prędkości w granicy 20 km/h. I przejechałem się i tak ładnie w taką ładną pogodę jaka była dzisiaj - niby nie upał tak do 26℃ i na wieczór szybko temp. spadała było jednak przyjemnie ciepło. Wszystko nie może być jednak idealne poza organizacją, może jej brakiem? No niestety ale takie kluczowe zmiany założeń wyjazdu w trakcie jego trwania nie można nazwać organizacją... Gdybym wczoraj wiedział, że przebieg trasy będzie jaki będzie to faktycznie ruszyłbym z Kamienia Pomorskiego a tak wyjazd do Golczewa był zbędny - bo co by nie mówić w Golczewie i tak byłem i tak. Mogłem jedynie ulegać małej i jak na ironię "kuszącej" perspektywie nie jechania... :) Rozleniwiam się, opcja życia bez roweru jest kusząca i wydaje się o wiele prostsza... Nie dałem się jednak omamić tym kuszącym myślom i mimo małego zmęczenia - po prostu zadziałałem i pojechałem. Cały dzień przetrwałem tak jakby na jednym "tchnieniu". W tej pięknej historii oczywiście pojawiają się złe sytuacje - a tą sytuacją jest nic innego jak utrapienie z sypiącym się napędem w Aurelii...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1465
Trasa nr [łączna]: 1543
Trasa nr [na blogu]: 1457
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 12
W tym roku: 109
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1529 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1443 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 22637.7 km
Stan Licznika Końcowy: 22711.9 km
Stan Licznika Końcowy2*: 22561.88 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1046 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1120 km
Maksymalna prędkość: 34.2 km/h
Przejechałem: 74.2 km
Przejechałem [msc]: 429.5 km
Przebieg roweru [rok]: 3553.05 km
Przebieg roweru [suma]: 59411.63 km
Przejechalem w 2024: 3553.05 km
Podroż dookoła świata (2024) 8.8826 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 148.5291 [%] km
Czas jazdy: 03:37:51 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3563:24:48 h
Czas Jazdy Suma (2024): 222:54:53 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 26:55:32 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3786:50:56 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:14:38 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:02:42 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:57 h
Średnia: 20.52 km/h
Dzisiejsza trasa miała ciekawy przebieg :) Gdybym miał nieco więcej czasu na jeżdżenie to pewnie trasa byłaby bardziej ambitna i z powodzeniem skończyłaby się na ponad 100 km... No ale te 70 km i tak nie jest źle! I z całkiem ładnym pomimo problemów czasem bo z śr. 20 km/h. Nie spodziewałem się, że tak ładnie polecę a warunki czy teren wcale taki łatwy nie jest... Wzniesienia są: wiadomo. A do tego wiatr i większa temp. Osobiście lubię jeździć w upały no ale nie jest to pogoda na szaleńczą jazdę. Wpływ na to w sumie miała jazda w grupie do pewnego momentu przynajmniej się starałem za nimi nadążyć. A skończyło się tak, że jechałem wolniej z tyłu z GŻ. I nie było źle :) Tylko, że jak już wracałem to też pędziłem... I to trochę niepokojące. W sumie nie musiałem ale pędziłem... Wyjazd jak już wielokrotnie było wspomniane rozpoczął się w Golczewie przy jeziorze. Dawno tu nie byłem i jak się rozpędziłem to wyjechałem za jezioro i się wracałem i oczywiście na około... Zamiast jechać po plaży to chciałem po kładce no ale wtedy się ratownicy o to srali ;) Nudzi im się pewnie. Bo ogólnie kąpielisko jest zamknięte. Zakwitły sinice i jest zakaz kąpieli. I to był w sumie powód zmian w dzisiejszej trasie - która wycieczki ze Szczecina nie kończyła się w Golczewie (i z powrotem) a zakończyła nad morzem a tu dokładnie w Pobierowie. Jednak jak już ruszyliśmy i tak były pewne niepowodzenia albo często zmieniają się plany i nie wyłapuję wszystkiego. To takie pierdoły - na początku była mowa o Dino w Golczewie. Na początku nie mogłem skojarzyć gdzie pomimo tego, że byłem wiele razy no ale ok! Jedziemy do Dino. Potem była mowa, że jadą na Kamień Pomorski i tam nad morze. Zaproponowałem wtedy aby jechać spokojniejszą drogą z Mechowa na Margowo. I wyjeżdża się praktycznie w samym Kamieniu... No ale okazało się to, nie aktualne. Byłem pewny, że jadą na Kamień no ale jechali do Świerzna aby stąd odbić na Gostyń i do Pobierowa. No cóż.. :) W drodze do Mechowa byłem jeszcze pewny tego co się dzieje dalej niekoniecznie ale dobra.. Pojechałem z nimi do początku Pobierowa i tam się rozłączyliśmy MK, GŻ pojechali z Pawłem K i chyba jego żoną(?) dalej a ja zacząłem wracać na Łukęcin i z Łukęcina do Kamienia Pomorskiego. Tam jeszcze zajechałem na chwilę do JS i udałem się w drogę powrotną do Golczewa wzdłuż drogi DW106. Kilka wzniesień i trochę problemów które wynikają z psującego się napędu. Dosłownie pierwsze kilometry trasy - jeszcze Golczewo - łańcuch nie chciał się na kasecie ułożyć i tak na niej rżnął. I dalej już szło - na okrągło na różnych przełożeniach nie tylko tych najbardziej zniszczonych. Często leciał po kasecie ten łańcuch powodując taki nieprzyjemny zgrzyt. A jeszcze dzisiaj w drodze do Świerzna mówiłem do GŻ, że może jak ten napęd przeżyje do jesieni to już nie będzie miał wyjścia. Zimę przetrwać musi i na koniec zimy - najlepiej w ferie - w lutym 2025 r. dokonywać wymiany na nowy. Mam skompletowany napęd tylko jeszcze nie brałem się za jego wymianę. Jednak im dłużej dzisiaj jechałem tym moje ambicje malały. Powątpiewam czy w takim stanie rozkładu w jakim jest ten napęd przetrwa on nawet do końca miesiąca a co dopiero dalej. Przecież lepiej nie będzie to raz.. A dwa - po kilku czy kilkunastu km będzie się odczuwało skutki rozbitego napędu jeszcze bardziej. Co dopiero czyli można powiedzieć te 70 km czy trochę mniej może te 50 km temu jeszcze miałem nadzieję, że zrobię na tym napędzie rekordowe wyniki... Czy chociaż te 10k km. A te 50 czy 70 km później myślę tylko czy w ogóle skończę trasę nim zdoła się ten napęd rozwalić do końca :D Jak te życie szybko i nieoczekiwanie potrafi się zmienić prawda?... Dotarłem ale to jet wkurwianie się a nie jazda. A mimo to w niezrozumiały dla mnie sposób - utrzymałem jak na mnie i moje możliwości - wysoką śr. prędkość - te 20 km/h... Przecież ja nie jeżdżę z takimi prędkościami a coraz częściej mnie się zdarza.. Ciekawe... :) Dzisiaj nie było zachodu słońca - przynajmniej dla mnie - nie wiele brakowało ale nie czekałem na niego. Zmęczenie po całym dniu dawało się we znaki i lepiej było wcześniej wracać, dojechać do domu... I można dopiero odpoczywać. Towarzysze dzisiejszej podróży mają nieco gorzej - ostatecznie wracali przez Kamień no ale mimo wszystko czekało ich jeszcze trochę km do domu... No może 200 bym nie zrobił no ale na cały dzień - coś w granicy tych 150 km? Może byłoby to osiągalne. I może będzie mi dane się o tym przekonać gdy będę już na urlopie... :) A tym czasem kolejna fajna przygoda i co za tym idzie trasa dobiegła końca. Szkoda, że problemy z napędem tak negatywnie wpływają na odbiór wyjazdu. Nie był to zły wyjazd no ale tak przeskakujący łańcuch, tak rżnący po koronkach kasety... Nie jest to miły dźwięk i zbyt często się powtarzający się bywa irytujący i wkurwiający...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)