Trasa z dzisiejszego dnia, to niedługa ale efektywna przejażdżka, głównie w terenach leśnych. Rzadko kiedy wybieram na przejażdżkę takie trasy - ze względu na nadmiar owadów w lasach, zalane i nieprzejezdne leśne drogi, które były prawdziwą plagą 2017 r., co wiązało się również z wieloma przykrymi doświadczeniami, które na ten przykład były rzadkością w roku 2015 r., ale to już inna historia, często wspominam o lecie 2015 r., i odbytych wówczas trasach. Części z nich do dzisiejszego dnia nie udało mi się odtworzyć. Być może w tym roku jednak, odtworzę tamte trasy, a może przy okazji zrobię jakieś nowe wyzwania? ;) W końcu przede mną jeszcze tyle dróg, tyle wsi, do zbadania tyle nowych możliwości się szykuje. Nie pozostaje nic innego jak przetrwać jeszcze kilka tygodni zajęć na uczelni i zająć się na poważnie rowerem - na poważnie, bo robiąc w miesiącu ponad 1000 km ;) Co już uważam za ładny wynik. Jak to jednak będzie to się zobaczy. Na razie moje myśli i rowerowe plany koncentrują się wokół zbliżającej się majówki. Jednym z treningów przed majówką i fajnie spędzoną trasą jest właśnie wyjazd dzisiejszym dniu :) Trasa w okolicach Wicimic i tamtejszych terenów leśnych - pomysłodawcą i przewodnikiem trasy był kolega z Reska, z którym gdy jest taka możliwość wybieram się w trasy rowerowe :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 220
Trasa nr [łączna]: 304
Trasa nr [na blogu]: 218
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 33
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 300 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 214 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 4382.89 km
Stan Licznika Końcowy: 4434.95 km
Stan Licznika Końcowy2*: 4379.65 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 4124 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 4177 km
Maksymalna prędkość: 38 km/h
Przejechałem: 52.06 km
Przejechałem [msc]: 391.26 km
Przebieg roweru [rok]: 881.8 km
Przebieg roweru [suma]: 11752.61 km
Przejechalem w 2018: 881.8 km
Podroż dookoła świata (2018) 2.2045 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 29.3815 [%] km
Czas jazdy: 04:09:42 h
Czas Jazdy Suma (blog): 526:35:23 h
Czas Jazdy Suma (2018): 59:31:02 h
Czas Jazdy Suma (kwiecień): 25:40:46 h
Czas Jazdy Suma (ever): 750:01:31 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:34:05 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:48:13 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:37 h
Średnia: 12.54 km/h
Dzisiejszą trasę rozpocząłem - w ostatniej chwili przed godziną 11 (tak się złożyło, że gdy wyjechałem z pod osiedla była godzina 1059). Jednak trasę rozpocząłem od małego testu. Zmieniłem ustawienie kamery, aby była skierowana nieco niżej, i pojechałem za Płot w kierunku Sowna, po czym wróciłem. Wróciłem do domu, sprawdziłem na komputerze ten mały zapis, i wychodząc skorygowałem kamerę. Rzecz w tym, że nie jestem zadowolony z jakości niektórych nagrań, ale nagranie z piątku (20.04 - Trasa: Szlaki zbrodni trasy "50-tki", jest wyjątkowo słabe. Obraz mocno prześwietlony, w ogóle nieostry, mało wyraźny - co by nie mówić: BRZYDKI. Przywykłem do tego, że czasami z różnych przyczyn, czy to pogoda czy innych, po prostu jakość nagrania jest jaka jest, ale nie żeby aż tak! Na wzór stawiam jakość nagrań głównie z 2016 r., ale większość z 2017 r. też jest ok. tylko pojedyncze wyszły jakieś słabsze. Tak aby nie pogłębiać tego problemu, przed dzisiejszym wyjazdem zmieniłem ustawienie kamery, przetestowałem je i okazało się OK - tylko skorygowałem pion nagrywania, z czym właśnie w pierwszych miesiącach 2018 r., jest problem -, że nie które nagrania są tak jakby pod kątem. Tym jednak nie ma co się przejmować. Najważniejsze jest to, że posiadam dane (czyli nagrania), a skoro je posiadam to zawsze mogę w taki czy inny sposób poprawić. A kwestia jakości nagrań z roweru kamerą, po posiadaniu tej kamery przez ponad 2 lata i zrobieniu na niej grubo ponad 500 godzin nagrań (i ponad 200 tras), wiem doskonale jak się z nią obchodzić, i od czego co może zależeć. Więc poprawiłem ustawienie kamery - bo ja rozumiem, że pojedyncze kadry mogłyby z powodu warunków wyjść nieco gorsze, ale nei cały film - a tak mamy w trasie z 20.04. Po poprawkach, ostatecznie wyjechałem z osiedla o godzinie 1121. Czasowo stałem zasadniczo OK - byłem z kolegą umówiony na 12 godzinę, za miejscowością Dąbie. Miałem tam do pokonania ok. 12 km (12 km w 40 min?) - na spokojnie! Wykorzystałem to, że mamy normalny niedzielny dzień. Przejechałem całe miasto, co dziwne, widziałem busy BartWala zmierzające w stronę Koszalina (DK6) - nie wiem co oni tu robią, dziwne takie rzeczy, sam także wybierałem się w stronę Koszalina bo bardzo ruchliwej drodze DK6, gdzie cuda się dzieją. W ostatnich miesiącach obserwuję coraz większą ilość narwanych kierowców, posiadających głównie te pierdolone suvy, i zapierdalających nimi bezmyślnie ;) Sezon letni się powoli zaczyna, to wariatów na drogach ino coraz więcej. W takich nieprzyjemnych warunkach wybrałem się dokładnie za skrzyżowanie z Kocierz-Gostyń Łobeski, dokładnie pod miejsce (53.8334, 15.2983), gdzie przebiega budowa fragmentów drogi S6. Jest tu wylany asfalt, cała droga moja. Pomyślałem sobie, że dojadę tak do samego skrzyżowania z Modlimowem, gdzie odbiję na Kocierz. Nic bardziej mylnego. Nie da rady tak zrobić. Co prawda na samą S6 wjechałem. Jacyś geodeci się na niej kręcili, jakieś pomiary robili. Ale nic nie mówili, przejechałem ok 2km i droga zamknięta bramą. Za bramą jeżdżą walce, i inny ciężki sprzęt. Wylewają tam świeżą warstwę asfaltu -.- To się władowałem. Wyjścia nie było jak zawrócić z powrotem skąd przyjechałem i pojechać jednak po DK6. Strata czasu, przez co wiedziałem, że na spotkanie się spóźnię. Dojechałem starą drogą DK6 do skrzyżowania Modlimowo-Dąbie i skręciłem na wieś Dąbie, zdążyłem tą wieś minąć, i znalazłem się przy leśnej drodze (53.842482, 15.372157) - na Wicimice, skąd w dalszą drogę ruszyłem z kompanem :) Pojechaliśmy tą leśną drogą przez Wicimicki do Wicimic. I cała dalsza trasa opierała się głównie o jeździe po lasach - wszystko w bliskiej okolicy wsi Dąbie skąd ruszyliśmy. Nie powiem, przejażdżka po lesie była dość miłą odmianą. Nie ma jeszcze komarów ani much ani innego upierdliwego robactwa! A dobra, wróć - w lesie przywitał mnie dosłownie jeden komar, tak JEDEN KOMAR ;) A tak to nic nie ma. Jeżeli lato będzie gorące i suche to komarów też nie będzie. A jak lato będzie takie jak w poprzednich latach to niestety, takie wyjazdy częste nie będą i będę raczej unikał leśnych ścieżek. Dzisiaj ich nie unikałem. Przejażdżka po lesie szła w najlepsze, gdy w jednym momencie, w jednej części lasu okazało się, że droga została zamknięta i nie ma powrotu! ;) Kolega miał skojarzenia z filmem: Wrong Turn, co przełożyło się na tytuł trasy. Kto może wiedzieć co za zło a może wręcz przeciwnie jakieś przygody, miały czekać za taśmą przecinającą leśną drogę. A co tam czekało? A nic ciekawego w sumie, wyrżnięte drzewa -.- Podczas dzisiejszej trasy zaobserwowałem i potwierdziłem ciekawą hipotezę. Otóż, w miejscach gdzie ludzie nie niszczą przyrody, nie wycinają drzew itd. Nie ma problemu z przejazdem rowerem, nie ma wilgotnej gleby, ani kałuż, a gdzie się biorą za takie akcje, to stan przejazdowej drogi się pogarsza, co potwierdziłem dzisiaj w kilku miejscach które mijaliśmy. Parę kilometrów po lasach, w idącej wiośnie, gdzie coraz więcej drzew ma już listki, musiało się kiedyś skończyć - i trasa się skończyła, za wsią Dąbie. W miejscu, z którego zaczynałem pamiętną trasę z 19.02.2017: Wietrznie, Mokro Lodowato. Podczas dzisiejszej wycieczki wspominałem także trasę z 03.05.2017: Podążać za marzeniami, tylko kurde byłem pewny, że działo się to w MARCU a to był jednak MAJ. Dobrze pamiętam tą trasę i rozmawiałem o niej z kolegą, gdy byliśmy na drodze z Wicimic do Starej Dobrzycy. Tylko czemu byłem pewny co do miesiąca? Możliwe, że pogodowa aura mnie zmyliła, bo jak na MAJ było bardzo chłodno, nieprzyjemny silny wiatr.. I to jedno z pierwszych większych wyzwań jakim musiałem podołać w ubiegłorocznych trasach. Teraz mamy już nowy 2018 r. I przede mną nowe wyzwania i nowe trasy. Póki co jednak, opuściłem z kolegą leśne drogi, odprowadziłem go pod tajemne miejsce, skąd odjechałem dalej w swoją drogę. Wkrótce wróciłem na DK6, chodź miałem ochotę jechać po S6 ale to było niemożliwe. Całą drogę się przyglądałem tej S6 i przyglądałem - i kurna robią tam coś, leją asfalt, potem po nim jeżdżą i znowu leją. A gdyby zabawek mieli mało to jeździ ciągnik i podlewa ten asfalt aby nie był suchy (ciekawe po co?) ;) I tak sobie jadę, i sobie pomyślałem, że pojadę na Gostyń Łobeski, przez Gostyński Bród zajadę do Słudwi przez Żwirownię i tak powrócę. W sumie na tej Żwirowni, i na tej drodze z Brudu Gostyńskiego dawno nie byłem, byłem tam tak naprawdę ostatni raz w dniu 01.05.2016 na trasie: Żwirownia Słudwia i dalej. A w 2017 r., próbowałem jechać przez ten Gostyński Bród ale to było nie możliwe - błoto, komary. Co innego dzisiaj, co prawda sił już nie miałem tyle co na początku trasy, bo się dzisiaj trochę zmęczyłem i trochę chłodno dzisiaj, większy wiaterek. Ale pojechałem! I nie żałuję. Pomęczyłem się tam trochę, bo skurwysyny przy Żwirowni drzewo tną. Nawet sobie znak postawili, że jest zakaz wjazdu bo drzewo tną a co ja na to? A ja na to, że TAKIEGO ;) I sobie pojechałem. Koło Żwirowni, sporo piachu było, i ciężko się jechało na moich cienkich kołach, gdzie nie dawałem rady jechać tam podprowadziłem rower. Wyjechałem gdzieś przy końcu wsi Słudwia, którą wkrótce opuściłem i powróciłem do domu - po długiej, przyjemnej i fajnej trasie. Spędziłem dzisiaj miło czas, i pożytecznie :-) Zwiedzając poniekąd znane, poniekąd nie znane drogi :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)