W dniu dzisiejszym zrobiłem nie dużą trasę - głównie też test, jak będzie się zachowywać koło przy rowerze po centrowaniu co się zresztą centrowaniem nie okazało - bowiem to były tylko naciągnięte szprychy. Co na nie wiele się zdało. Jeszcze dzisiaj pogoda podobnie jak wczoraj była niezwykle kiepska - wiał bardzo silny wiatr. Który tylko ochładzał odczuwalną temperaturę na dworze. Wczoraj jak jechałem z rowerem do innego serwisu, to miałem w planie pojechać właśnie rowerem. Baa, chciałem w ogóle jeszcze wczoraj sprawdzić co z tym rowerem czy jest OK. Ale ta pogoda mnie zniechęciła i w ogóle brak na to chęci mnie zniechęcił. Udało się jednak dziś - ale też nie jechałem na długo i daleko a to z dwóch powodów. Po pierwsze jakoś dzisiaj mi się nie chciało nawet. Od wczesnych rannych godzin ciężko pracowałem nad zakresem moich prac dla raportu: PracaNaWakacje2017 a ogrom prac i tak mam ogromny i tak jakoś nie mogę się z tym wszystkim wyrobić to nade wszystko jeszcze ta wietrzna pogoda. Silny wiatr, który utrudnia jazdę. Mimo wszystko, dość niechętnie po południu - dokładnie już po godzinie 16 wybrałem się w tą małą przejażdżkę. Ruszyłem z osiedla, przez całe miasto i wyjechałem na drodze w stronę Makowic. Już po chwili jazdy coś czułem, że jest coś nie tak z rowerem. Bardzo źle się jedzie, ciężko na tych samych przełożeniach biegów coś się blokuje i ciężko się kręci no i same tylne koło daje się we znaki - trzęsie tym kołem, nie jedzie prosto (stabilnie). Dużo prawdopodobne jest, że sztyca jest uszkodzona. Co prawda nie czuć jej luzu na wysokości sadełka tylko po bokach, co wcale nie musi oznaczać, że wszystko jest OK. Bo tak nie jest. Możliwe, że ten defekt sprawia pewne takie wrażenie, jakby tył roweru osiadał bardzo na tylnym kole. Ale to nie jedyny problem z jakim się zmagam. Znowu się rozregulowują biegi. Możliwe, że po prostu przerzutka się zużyła już - napracowała się - w końcu jest ze mną od początku przez te wszystkie kilometry i nic już z tego nie będzie dobrego. Mogłem już tą sztycę zmienić - 32 zł nowa. Ale rozważam aby nie brać z tymi amortyzatorami bo to głupota. Słabe to, amortyzator szybko pada i mogą się cuda dziać. Co nie zmienia jednak faktu, że szprychy które były wczoraj naciągane dzisiaj się poluzowały i nie wszystkie są mocno naciągnięte. Nie wiem czy nie będę reklamował albo w ogóle nie oddam tego koła bo to jednak nie wina tylnej piasty aby powodowała problemy jakie miałem z rowerem a z napędzania roweru nie wymieniany był tylko suport. Jak jego wymiana już nic nie da... to będzie oznaczało, że wydałem na marne wiele pieniędzy na części, bez potrzeby wymieniałem części w rowerze bo i z tego i tak nic nie będzie i nadaje się to jedynie na złom na nic więcej. Zaczął się psuć, pora zmienić. Nie ma sensu przy tym grzebać i zgadywać. Tym bardziej, że nikt w serwisie nie chce mi powiedzieć dlaczego nie działa i co sprawia, że tak jest. Nawet jak przejadą się rowerem to tylko kawałek koło swojego sklepu - nawet 1 km nie zrobią na nim a to może się okazywać za mało aby móc wyczuć te problemy i zobaczyć jak ten rower się zachowuje podczas jazdy. Dla mnie to takie olewanie tematu. Jak można powiedzieć, że wszystko jest OK jak nie jest. Mam porównanie do tego co było z początku 2016 r. Gdy żadne takie cyrki nie miały miejsca -.-
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 110
Trasa nr [łączna]: 195
Trasa nr [na blogu]: 109
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 45
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 192 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 106 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 66.88 km
Stan Licznika Końcowy: 86.1 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 19.29 km
Maksymalna prędkość: 36.3 km/h
Przejechałem: 19.22 km
Przejechałem [msc]: 19.22 km
Przebieg roweru [rok]: 1341.32 km
Przebieg roweru [suma]: 7207.94 km
Przejechalem w 2017: 1341.32 km
Podroż dookoła świata (2017) 3.3533 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 18.0198 [%] km
Czas jazdy: 01:14:25 h
Czas Jazdy Suma (blog): 233:06:50 h
Czas Jazdy Suma (2017): 97:27:54 h
Czas Jazdy Suma (czerwiec): 01:14:25 h
Czas Jazdy Suma (ever): 456:32:58 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:14:25 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:09:57 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:07:09 h
Średnia: 15.58 km/h
No nie mniej przechodząc już do samej dzisiejszej trasy - pojechałem do Makowic. Pojechałem na lotnisko - zrobiłem jedno okrążenie i kawałek tam zawinąłem. Dopóki jeszcze miałem z wiatrem to się fajnie jechało ;D ale w przeciwną stronę pod wiatr jechało się bardzo ciężko. Nie poddawałem się jednak i ciągnąłem to dalej. Dalej i dalej jechałem aż przejechałem i wróciłem. Nie było sensu więcej jeździć. Dzisiaj chciałem tylko zrobić mały trening - miałem co prawda w planie dzisiaj robić bardzo fajną, długą trasę - ponad 90 km. Ale ta pogoda i niechęć do jazdy jaka dzisiaj była wykluczyła mi tą możliwość. W ogóle to dla mnie dość smutne i przybijające, że ciągle coś nie działa w tym rowerze. Naprawdę wydałem na jego naprawy sporo kasy - kupiłem w końcu tyle części i na co mi się to zdało? Problemy pozostały, kasy już nie mam. A jeszcze się okazuje, że nowe koło jest krzywe, nie centrowane i nie kręci się równo. Ma bicia. Przypuszczam, że ma to wpływ na to jak dobrze się jedzie. W ogóle zaczynam tego żałować, że wziąłem się za naprawy. Tyle co w to pieniędzy włożyłem to miałbym już połowę kwoty na drugi rower. Aurelię w końcu kupiłem za 1600 zł. A części + serwis, ponad 800 zł mnie wyniosły. Także to połowa kwoty na drugi taki sam trekking - który z pewnością przez kolejne 2 lata służby dobrze po czym by się zepsuł i znów się nadawał do wymiany. Po mi było napęd wymieniać. Co prawda kasetę nie zjeździłem - ale łańcuch i kolbę tak. A wymieniając i tak musiałem wszystko. Dodatkowy mój koszt to manetka 8 biegowa, chodź ją to może bez potrzeby brałem. Mogłem ją kupić dopiero gdyby rower był naprawdę sprawny. I tutaj nie rozumiem jak inni ludzie mogą mieć rower latami, mogą robić na nim 10 tyś+ km i nie mieć jakiś większych problemów ze wszystkim a ja mam wiecznie pecha do wszystkiego. Jak nie chujowa opona, która ciągle się przebija i majątek idzie na nowe dętki, to inne problemy. To bardzo smutne. To w sumie najważniejsza część moich dywagacji z dziś. Przecież nie będę narzekał na to jak silnie wiał wiatr i jakie było to złee. A tak swoją drogą - zamieniłem w końcu nieudany licznik który miał być zapasowym licznikiem do mnie - kupiony wraz z kupnem roweru na nowy. Normalny licznik na kabel - wybór padł na Sigmę 800. Podłączyłem ją wczoraj - i dziś ją przetestowałem. Sprawdza się świetnie. Wpisałem odpowiednią wielkość koła (2180 mm) i działa. Chętnie zobaczę jak sobie poradzi w deszczu gdy mój główny wysiada. Zresztą wysiada przez wiek. A tak zawsze w zapasie będzie drugi, jeden i drugi na jednej trasie raczej nie padną to wolę mieć coś w zapasie. Wcześniej z takich możliwości nie mogłem korzystać gdyż tamten licznik był po prostu kijowy i kosztował 100 zł. Bezprzewodowy syf. Ciągle z nim problemy są. Jak nie rozłączał się sam, to brakuje mu opcji aby sam startował. A chrzanić coś takiego. Tutaj są lepsze rozwiązania. Po prostu licznik jest włączony cały czas ;) I jest OK. Chociaż z tego zakupu jestem zadowolony i nie powinna się już pojawić taka sytuacja jaka miała miejsce 28.05 - gdy po prostu licznik padł. Dane przepadły i tyle je widziałem.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)