Trasa z dnia dzisiejszego, biorąc pod uwagę wydarzenia z wczorajszej trasy: Zjebana trasa & Narnia. Pięknie wkomponowuje się w moje postanowienia przed kilku miesięcy aby jednak oszczędzać przednią oponę, na której przejechałem już sporo tras. Nawet strach liczyć ile ich było! :P A może zróbmy to na szybkiego - jakieś 771 tras - dzisiejsza jest 772 trasą. Z tego okresu należałoby jeszcze odjąć dni gdy jeździłem po 2 trasy i wyszłoby ile mieliśmy dni rowerowych i ile dni. Na tę chwilę nie jest ten przelicznik taki istotny, do tematu będę wracał ale to wtedy gdy naprawdę będzie to konieczne czyli np. w ostatnim dniu życia tej opony albo przy okazji innego bardzo ważnego wydarzenia jak np. 50 tyś km z Aurelią. Do tego wydarzenia oczywiście dążę, z każdą kolejną wspólną trasą. A tym czasem pięknie wpisuję się w nie konsekwencje, i jeżdżenie po bezdrożach. I o ile wczoraj był to jakiś koszmar i ogólnie ujmując problem - i to spory! To dzisiaj było nawet przyjemnie - taka nie spodziewana trasa kawałkiem lasem, kawałkiem polnymi drogami. Niespodziewanie wyjechaliśmy w Skowronach. W sumie się tego spodziewałem, że jeśli uprzemy się na jazdę w kierunku w którym zmierzaliśmy to taki będzie efekt :) Jednak nic nie mówię, trasa JS dzisiaj ;p Niech prowadzi! :P Poza tym, że niekonsekwentnie podszedłem do niektórych kwestii, dzisiejsza trasa minęła spokojnie. Nieco się "ustawiła" ta cholerna przerzutka, która wczoraj nieco oberwała. Może wyginanie wózka to nie jest najmądrzejszy pomysł. No ale co mam zrobić? Nie mam za dużego wyjścia jak ciągnąć to do końca życia napędu. A ten w zasadzie od trasy: Nieudany serwis i trasa ma przejechane: 8857 km do wczorajszej trasy oczywiście, nie wliczając dzisiejszej. A to, że na trasie #875: Goleniów: test nowego osprzętu. Były poprawki i kolejne koszty... Nie zmienia faktu, że już na trasie #874 zrobiłem pierwsze km dla napędu. Różnica będzie tylko dla przerzutki o te nie całe 35 km. Zresztą dla łańcucha czy kasety która u mnie sporo ponad 10k km, te 35 km na in minus czy in plus nie gra żadnej roli. Jednak ja jestem niepoprawnie poprawny i każdy kilometr ma znaczenie ;) No ale dobra. Napęd już swoje przetrwał, przerzutka może tak? Raczej nie Shimano Alivio M410 przeżyła dłużej i w zasadzie mógłbym z niej dalej korzystać. Tylko prewencyjnie już wymieniłem bo nie wiadomo ile by pociągnęła a szykowało się kilka dłuższych tras w sezonie 2021 r. I szkoda by było to przerywać przez serwis. Dziś nie mam już tego "problemu". Sezon 2022 r. się powoli kończy, zostało w moich planach dosłownie kilka dłuższych tras do zrobienia. A reszta to takie uzupełnianie dni, i przygód. Może dalsze zwiedzanie okolicy - tak nieco lepiej. Jak np. dzisiaj ;) Dzisiaj też takie zwiedzanie, jakaś nowa dróżka doszła. Wcześniej była nie odkryta. I tak się można bawić przez jesień i zimę. A jak przy okazji coś pieprznie do końca to trudno. Będę starał się uratować tego Turney RD-TY300 aby przetrwał do wymiany napędu. A kiedy wymiana napędu? No tak myślę, że maksymalnie do marca 2023 r. Raczej dłużej tu nic u mnie nie wytrzyma. Chyba, że się szybciej rozleci. No ten napęd jest to już mój 5 napęd (zestaw: kaseta, łańcuch, korba) i moja 2 przerzutka, nie miał łatwego życia już od pierwszych 100 km. I ciągle coś go dobija. Więc nie zdziwiłbym się jakby był niezależnie od przebiegu jaki osiągnie (a już osiągnął spory), najbardziej dojechanym napędem w mojej historii (Względem 1-wszego najmniej dojechanego) gdy wymiana była trochę za szybka... :) Ale to tylko niepotrzebne koszty nic się nie stało. Teraz jestem mądrzejszy i dobijam te napędy aż za bardzo. I tak zboczyłem trochę z kursu tej fajnej aczkolwiek pod niektórymi względami niekonsekwentnej trasy, która ciągnęła się dosłownie cały dzień! Bo zaczęła się ok. 7 rano gdy wyjeżdżałem do szkoły, a skończyła przed godziną 21 gdy wróciłem po wycieczce z JS, zaliczając na koniec trasy "typowy" zachód słońca - czyli po prostu nudny, a do tego w tym miejscu w którym byłem (pod Barkowem) nie miałem dobrej pozycji do jego podziwiania o tej porze roku.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1083
Trasa nr [łączna]: 1163
Trasa nr [na blogu]: 1077
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 121
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1151 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1065 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9457.97 km
Stan Licznika Końcowy: 9509.5 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9503.34 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 22071 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 22123 km
Maksymalna prędkość: 32.3 km/h
Przejechałem: 51.53 km
Przejechałem [msc]: 291.37 km
Przebieg roweru [rok]: 4954.78 km
Przebieg roweru [suma]: 46209.09 km
Przejechalem w 2022: 4954.78 km
Podroż dookoła świata (2022) 12.387 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 115.5227 [%] km
Czas jazdy: 03:30:51 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2698:55:11 h
Czas Jazdy Suma (2022): 328:01:00 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 18:30:28 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2922:21:19 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:38:38 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:39 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:31 h
Średnia: 14.72 km/h
Dzisiejsza piękna, choć długa trasa zaczynała się z takim chłodnym porankiem. Na telefonie i w internecie pokazywało pogodę na poziomie +8℃. Ale nie było tak zimno. Jednak z rana pojechałem długich spodniach i polarowej koszulce. No normalnie jakby jesień była. I powiem tak, że było mi w tym trochę za ciepło. Zgrzałem się w tym gdy się w szkole przebierałem w lżejsze ciuchy. A w związku z tym, że w szkole nie wiele się działo dzisiaj, miałem luz i tak musiałem poczekać na JS... Więc pasowałoby mi zostać dłużej. Nawet do godz. 15. Bo tak - ciepło to było na dworze i nic by się nie chciało. W grubych, starych murach szkoły tak nie było. Dalej chłodno i przyjemnie się pracowało nad swoimi projektami - robiłem między innymi zaległości w raporcie Citroena C3, aby dobić ten raport co ostatecznie zrobiłem do końca lipca 2022 r. I mam za ten okres zamknięty raport. Siłą rzeczy nie zrobię tego za sierpień 2022 r. bo ten trwa... Ale za to zrobiłem inne drobne rzeczy jak małą zaległość w raporcie kosztorysu & części Aurelii, a także zacząłem robić tam małą poprawkę w sekcji kosztorysów aby to było bardziej czytelne, zgromadzone tam rozrzucone bez ładu dane ładnie po grupowane. No ale nie zdążyłem. Jeszcze nawet godz. 13 nie było i zostałem ze szkoły pogoniony. Nim jednak pojechałem dalej - jeszcze musiałem poczekać na mały dowóz. Rano pamiętałem aby zabrać - miałem zabrać czapkę cienką długą z samochodu i to zrobiłem ale także jedną z daszkiem. I z daszkiem nie wziąłem. Więc musiałbym dziś jeździć nienaturalnie bez czapki... No i dobra zadzwoniłem po ojca aby mi podwiózł a on mi podwiózł zimową... Jeszcze grubszą niż miałem rano... No kurwa... Dobra... Pojechał raz jeszcze a ja zamiast od razu z Trzygłowa lecieć na Gryfice, na jakiś obiad czy kebaba podleciałem na skrzyżowanie Gryfice - Trzygłów (z drogą DW109). Tu na ojca poczekałem i w końcu przywiózł co potrzeba. I poleciałem w końcu na te Gryfice. Tam zajechałem ostatecznie na kebaba, z kebabem zrobiłem małe turnee po Gryficach, aby w końcu gdzieś osiąść i go zjeść. Na koniec było małe spotkanie z JS i ostatecznie nasza wspólna trasa. Ta przebiegała w fajnych ale nie fajnych stronach. Tak, fajne jak nie ma samochodów, bo wiejskie strony i w ogóle. A nie fajne bo te gnoje w autach się nie umieją zachować. A debile z Urzędu Miasta Gryfice włącznie z tym pożal się boże burmistrzem chcą tym kurwom w autach drogę robić od Gryfic do Rotnowa (kierunek Modlimowo). Po co zrobić całą nie? Tylko połowę zrobimy...: Modernizacja drogi Gryfice - Rotnowo (Gryfice24.online). Dobra pomijając ten debilizm, trasa była fajna. Odbiliśmy stąd na Lubieszewo, z Lubieszewa pojechaliśmy prosto. Zrobiłem kilka fajnych fotek! :) I wyjechaliśmy w Skowronach. Ze Skowronów wróciliśmy już normalną trasą do Gryfic do okolicy ul. Żwirki i Wigury gdzie się na dziś rozstaliśmy. Pojechałem w stronę zachodu słońca... Jednak dziś nie grała mi w duszy piosenka o zachodach słońca tylko nieco inna. Już w szkole się tą piosenką uraczałem: "Narysuję Ci", słów Justyny Sieradzkiej w wykonaniu Ani Kucharskiej & Tomka Trust: Piosenka: Narysuję Ci. Jest prześliczna... Dziś nie mogłem się wprost od niej uwolnić: Wiatr z północy wnet rozwieje myśli trudne
Ja uśmiechem czułym oczaruję cię
I zrozumiem co jest w życiu najcenniejsze
ze swych ramion, proszę nie wypuszczaj mnie
. Czy ładniejsze wersy z jednej ze zwrotek: (...)Dobry los skrzyżował po coś drogi nam
Pośród tłumu ludzi dał nam się odnaleźć
bym nie była sama, Ty byś nie był sam. Piękna prawda? :) ♥ Myślałem o słowach tej piosenki i sobie ją nuciłem szczególnie w drodze powrotnej, mijając powoli nadchodzący zachód słońca... A te zachody, będą coraz szybsze... Niestety... Dziś np. następował już o godzinie 20:37. A pamiętam czas, gdy zbliżała się godzina 22, i dopiero przez zachód słońca żegnał się z nami dzień... No cóż, wszystko co dobre tak szybko mija :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)