Trasa z dnia dzisiejszego jest realizacją ciekawego konspektu, który planowałem do realizacji jeszcze w 2021 r. na jesień (gdzieś właśnie wrzesień - październik). Wtedy jednak nie udało mi się do tej myśli wrócić. A w tym tygodniu a dokładnie dzisiaj skusiła mnie na to pogoda. Wciąż ładnie, ciepło. A do mnie powróciły siły i kryjące się za nimi możliwości. Nic nie stało na przeciw temu aby nie spróbować i nie zawalczyć o tą trasę, która miała mieć tylko 100 km długości w najlepszym razie. Dzisiaj wyszło odrobinę więcej, wynika to z dwóch powodów. Raz, że trasę liczyłem na początek i koniec już z granicy z Niemcami lub na końcu miasta. A nam doszedł jeszcze przejazd przez miasto. A to dodatkowe kilometry oraz liczyłem trasę na mapie google jako: "rower". A ona tak potrafi mieć dziwne szlaki, których normalnie się nie da znaleźć. Jakimś polem, lasem. To jest najczęściej w ogóle nie opisane, nie oznaczone i nie jestem trafiać na te drogi. A więc jadę jak samochody. A więc na ogół na około... Dobijając kilometrów. Nie inaczej było dzisiaj, przeciągnąłem na tym wyjeździe nie tylko siebie ale i towarzysza dzisiejszych zmagań GŻ. Zresztą koledze już dawno proponowałem, że jak będę jechał w tą trasę przez Świnoujście na Wolgast to go wezmę ze sobą. I ten dzień w końcu nadszedł! I tak tą trasę odsuwałem i odsuwałem. We wrześniu bym nawet nie dał rady. Miałem słaby ten wrzesień - chorowity - i słabo mi szło. Dopiero niespodziewanie w październiku powróciły siły! Znów czuję, że mogę wiele. Tylko jeździć i jeździć! Całkiem możliwe, że tak wpływa na mnie ta naprawdę korzystna pogoda - temp. wysoko dwucyfrowo nawet po 17-18℃ wciągu dnia! To nie jest najgorzej - jak na wiosnę. Jeszcze nie długą chwilę dni w miarę długie... To nic tylko korzystać! I tak nastawiłem się już w weekend, że sobie na początku tygodnia wtorek - środa pojadę. I tak wypadło w ten wtorkowy dzień! Mimo, że prognozy były na ten dzień zmienne, ostatnie jakie miałem były mało korzystne (przelotne opady deszczu i duże zachmurzenie) - te jednak w ogóle się nie sprawdziły. Fakt, często było pochmurnie, był mocniejszy wiatr. Na szczęście nie padało. I było naprawdę przyjemnie. W taką pogodę można robić trasy! I tak wyruszyliśmy z nadmorskiej Świnoujskiej przystani wgłąb niemieckiego lądu... No dobra, nie będę ukrywał miałem wątpliwości - czy się uda, czy dam radę. Już długi czas nie robiłem poważniejszych tras, no może poza tą: Jesienny Łobez. Prawda jest taka, że to ta trasa z 14.10 skłoniła mnie do zawalczenia jeszcze o coś dłuższego w tym roku rowerowym. Na to ostatni czas tak naprawdę. W listopadzie byłoby już trudno wybrać się na takie trasy. A, że pomysł nie jest nowy no to tym bardziej! Zrealizować go by wypadało. Kilku moich planów na końcówkę tego roku się nie udało i nie uda zrealizować - dotyczyłoby to trzech dłuższych tras - dwudniowa po Berlinie (Szlakiem Muru Berlińskiego) oraz przez Stargard - Chociwel na Węgorzyno. I taka trasa z Białogardu na Świdwin. Te tematy są oczywiście otwarte. Myślę jednak, że powrócę do nich nie szybciej niż od wiosny 2023 r. I teraz - bo tego do tej pory nie robiłem. Będę sobie zapisywał moje plany na trasy. I odhaczał to co zrobiłem. Co roku miewałem sporo planów i pomysłów. Nie wszystkie udało się realizować. A o większości już pewnie nawet nie pamiętam... Więc teraz będę do tego podchodził solidniej!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1128
Trasa nr [łączna]: 1208
Trasa nr [na blogu]: 1122
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 166
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1196 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1110 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 11030.6 km
Stan Licznika Końcowy: 11142.15 km
Stan Licznika Końcowy2*: 11135.99 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 23645 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 23756 km
Maksymalna prędkość: 39.9 km/h
Przejechałem: 111.55 km
Przejechałem [msc]: 522.99 km
Przebieg roweru [rok]: 6587.32 km
Przebieg roweru [suma]: 47841.63 km
Przejechalem w 2022: 6587.32 km
Podroż dookoła świata (2022) 16.4683 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 119.6041 [%] km
Czas jazdy: 06:33:13 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2804:47:58 h
Czas Jazdy Suma (2022): 433:53:47 h
Czas Jazdy Suma (październik): 34:30:48 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3028:14:06 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:27:55 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:36:50 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:11 h
Średnia: 17.03 km/h
Dzisiejsza przygoda rozpoczynała i kończyła się w Świnojściu - przebiegała głównymi drogami między landami w Niemczech, drogami: B110 i B111. Mijaliśmy tam górzyste ciężkie tereny, np. w stronę wyspy Uzdam, którą z jednej strony okala bałtyckie morze a z drugiej Achterwasser czyli zatoka wyspy Uzdam, która wpływa w Bałtyk. Przepięknie tam jest. Aż chciałoby się tam wracać i wracać. Szkoda, że dojechać tam tak trudno - raz, że trzeba minąć Świnoujście a np. w sezonie to nie takie łatwe. A potem przebić się przed niemieckie nadmorskie miejscowości - Ahlbeck - Heringsdorf i Bansim. Przebijamy się w najprostszej formie po drodze L266 i dopiero wjeżdżamy w drogę B111, która prowadzi nas do Zinnowitz a potem celu podróży jakim jest Wolgast. Tam jest kawał wykańczającej drogi a po drodze mnóstwo utrudnień - remonty, całe rozkopane miasto to nie tylko domena Świnoujścia gdzie wiele się dzieje - szczególnie na drodze prowadzącej do miasta, i w samym mieście też - sporo się dzieje... Sporo zamieszania, pogubić się w tym idzie. Zresztą rano się w tym pogubiłem tu ulica zamknięta a tam nie przejezdna, a to źle pojechałem. A to na koniec jeszcze na miejski prom skręciłem... I straciłem tylko trochę czasu nim zdążyłem gdzieś stanąć (blisko dworca PKP) i samego promu. Do promu miałem dosłownie 600 m. W końcu jednak dotarłem i pojechaliśmy z GŻ w tą trasę. Dojazd do Wolgast nie był prosty. Tego się spodziewałem - jednak nie jechałem przy plaży tylko najpierw wzdłuż drogi L266 a potem wbijaliśmy w drogę B111. W większości przy drodze są ścieżki rowerowe więc nie jest tak źle. Tylko jest sporo ganiania z lewej na prawą stronę i z powrotem... Jednak i tak lepiej tak jechać niż bliżej morza jak jechałem pierwszy raz na Zinnowitz: Trasa Świnoujście - Zinnowitz. Fakt, że jechałem dało jakieś doświadczenie i pozwoliło lepiej zaplanować tą trasę. Nic jednak nie pozwoli sobie poradzić z kryzysem wytrzymałości... A wiara maleje wraz z rosnącą ilością gnoi i oszustów co popykają sobie na elektrykach. A przecież nie były to łatwe drogi - do samego Zinnowitz można było sporo energii stracić, a potem na dojeździe do Wolgast też. Do swoją drogą ciekawego miasta, ładnie się prezentuje. Kulminacyjnym jego punktem jest ogromny most nad ciśniną Peenstrom - most zaś zwie się: Peenebrücke Wolgast. Gdy wpisze się tą nazwę w wyszukiwarkę, są jego niesamowite zdjęcia! :) Widoki też piękne. I cóż, szybki przejazd przez miasto, kolejne remonty. I nawigacyjne małe problemy :D Szukaliśmy zjazdu na drogę L26. Ale nie było do końca jasne gdzie to ma być. W mieście czy za? Kilka postoi, i ryzyk - kwizyk. No ale się udało! Kawałek za Wolgast było skrzyżowanie na Lassan. I to było to! Kolejna piękna droga, gęsto zarośnięte drzewa. Pola dookoła i widok na na tą zatokę wyspy Uzdam. Pomimo tego, że było tu trochę wzniesień i jechaliśmy pod wiatr czułem się wypoczęty i dobrze mi się jechało. Kryzys nastąpił na długo potem gdy w końcu wjechaliśmy w drogę B111, która prowadziła już prosto do Świnoujścia. Do którego swoją drogą było 40 km. Te strony wydawały się znajome. I słusznie! Byliśmy w końcu pod Anklam. Kolega GŻ chyba też tu był? Przez Anklam wiedzie trasa Dookoła Zalewu Szczecińskiego. Tylko przy Anklam nie jedzie się od razu po drodze B111, bo ścieżka rowerowa tak trochę od niej odbija. Ja w tą ścieżkę zresztą wjechałem ale to było kawałek od skrzyżowania ze wsią Daugzin, z której wyjechałem. Dlatego może od razu tych storn nie poznałem. Teraz jednak szła ostatnia przygoda na dzisiejszej trasie. W miarę płasko albo z górki. Aż do miejscowości Usedom. Tam wszystko się zmienia - wkracza się w taki leśny teren gdzie są takie dosłownie hoopki - z góry w dół, i znów w górę. Może nie trwa to długo, jest jednak wystarczająco ciężko. Po przejechaniu tych kilku hoopkek czułem się wykończony. Jednak krótka przerwa, energetyk i byłem wstanie jechać dalej. Do Świnoujścia było już nie daleko. Jednak dalej jechało się przy takim leśnym terenie. Aż w końcu dojechaliśmy. Powoli zbliżał się zachód słońca. A my jechaliśmy po rozkopanej prawie w całości ul. Grunwaldzkiej (DK93) w Świnoujściu. W tym roku kilka razy w Świnoujściu byłem i z problemem rozkopanej tej drogi się spotykałem. A to nadal się ciągnie. Jedno z większych utrudnień jakie tu aktualnie panują. No i tak się doczłapaliśmy do przeprawy promowej. Już na niej, naszą trasę zwieńczył zachód słońca podziwiany z poziomu promu, którym wracaliśmy do Warszewa. Tu zaczynaliśmy i tu skończyliśmy. To nie był jeszcze jednak koniec przygód na dziś. Dzięki temu, że dziś było bezchmurne niebo jeszcze za panującego jasnego światła udało się wyjechać ze Świnoujścia i wielkiego placu budowy drogi S3, który to ciągnie się do Wolina a nawet kawałek za Wolin - dokładnie do istniejącego fragmentu drogi S3 - obwodnicy Parłówka. Z Parłówka do samego Szczecina jest już ładna droga (dwupasmowa). A tutaj? Trzeba się jeszcze trochę przemęczyć przez te wszystkie remonty i rozbudowania, które się dokonują. A tych zmian jest naprawdę sporo. No i cóż, piękna historia i fajnie spędzony dzień właśnie mija...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)