21.07.2018
Jazda nr: 260

Tagi: MM, iglice, wiejskie_przygody, urbex, zach_slonca |

Dzisiejsza trasa następująca dzień po dniu względem poprzedniej (z 20.07) - z testowania nowego osprzętu u mojej Aureli, jest moją pierwszą trasą na zmienionym napędzie. Pierwszą faktyczną trasą, bo ta testowa się nie liczy za bardzo. I tak dzisiejsza trasa - w końcu jakiś fajny wypad. A także wypad z kolegą z Reska, z którym nie jeździłem od wiosennej trasy Wrong turn. To są jakby nie patrzeć 3 msc. W tym czasie tak się złożyło, że nasze ścieżki się nie przecięły na rowerowych szlakach aż do dzisiaj. Aż do dzisiejszego wyjazdu z Reska, w zasadzie dookoła Reska. Gdzie byliśmy zdradza tytuł wpisu - potulne tereny (albo tylko ja tak mam?), z pierwszym kojarzeniem wiodą do wsi Potuliny, którą w tej rowerowej ekspansji odwiedziliśmy. Taki miałem w zasadzie zamysł, zaliczyć kilka takich wiosek w okolicy Reska, w której nie miałem do tej pory okazji być. Jestem spragniony nowych przygód rowerowych, pozwiedzać nowe szlaki! Bo od kilku tygodni w zasadzie w nowych miejscach nie miałem okazji bywać (chodź mijam się z prawdą) bo w pierwszych dniach Lipca jednak nowe szlaki odwiedzałem - The lost. I kontynuuje te Lipcowe ekspansje (które zawiodły mnie np. do wsi Zagórcze -> Zagórcze), dzisiejszą wyprawą. Już od kilku dni marzą mi się na nowo długie rowerowe wyprawy! Więc moja handra, jaką pewnie powodowała sytuacja życiowa, i zła pogoda, przeminęły! Na nowo świeci słońce i otwierają się możliwości. Pozostaje pytanie czy moje możliwości siłowe (tudzież moja kondycja) pozwolą mi na nowo cieszyć się wakacjami, wakacyjną aurą? Tego pewnie każdy z was, i ja sam przy okazji - dowiecie się z kolejnych wpisów, które będą się tutaj cyklicznie pojawiały. Póki co, wybrałem się dzisiejszego po południa (ruszyłem po godzinie 15), na dzisiejsze tereny - w tereny Potulin (miejscowość Potuliny). I co chyba ważniejsze, ekspansja nie była samotną misją. Chodź marzy mi się długa, najlepiej kilkudniowa - samotna wyprawa rowerowa. To byłoby coś! Spełnić takie marzenie. A może koleje przekornego losu i nieprzewidywalnego życia, rzucą mnie w wir takich zdarzeń, takich możliwości podczas których będzie mi dane wybrać się w taką kilku dniową wyprawę? ;) No nic nie ważne - bo się tak zabieram do dzisiejszej trasy i się zabrać nie mogę! Ruszyłem w trasę po godzinie 15. Chodź dzisiaj miałem na to średnią ochotę. Ale skoro pojawiła się możliwość przejażdżki - jak mógłbym odmówić! Dzisiaj się po prostu słabiej czułem! Ale nie żałuję, że pojechałem. Trochę ruchu na świeżym powietrzu i było lepiej - może nie od razu ale z czasem! Ruszyłem po godzinie 15, aby na godzinę 16 dojechać do Reska, do kolegi domu. Nie spodziewałem się tego, że dzisiaj będę z taką łatwością szybko jechał. Przeważnie moja szybkość przekraczała 20 km/h. I to jakoś bez większych nakładów sił, jeżdżę trochę szybciej niż wcześniej. Dziwna sprawa - zauważyłem ją już na wczorajszej trasie (test osprzętu). A dzisiaj się trend potwierdza - ciekawe czy to coś znaczy? ;)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 262

  • Trasa nr [łączna]: 346
  • Trasa nr [na blogu]: 260
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 11
  • W tym roku: 75

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 342 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 256 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 6498.73 km
  • Stan Licznika Końcowy: 6541.38 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 6486.08 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6249 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 6292 km

  • Maksymalna prędkość: 35.7 km/h

  • Przejechałem: 42.65 km
  • Przejechałem [msc]: 390.14 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2988.23 km
  • Przebieg roweru [suma]: 13859.04 km

  • Przejechalem w 2018: 2988.23 km
  • Podroż dookoła świata (2018) 7.4706 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 34.6476 [%] km

  • Czas jazdy: 03:15:38 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 659:29:27 h
  • Czas Jazdy Suma (2018): 192:25:06 h
  • Czas Jazdy Suma (lipiec): 26:26:53 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 882:55:35 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:24:16 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:56 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:31:02 h

  • Średnia: 13.12 km/h
Trasę w dniu dzisiejszym kontynuowałem z kolegą z miejscowości Resko. Wyjechaliśmy z stamtąd po godzinie 16:30. Na czas dojechałem, może nawet byłem chwilę szybciej - ale to nic ;) Nawet jakbym chciał się spóźnić to jakoś nie potrafię. Podświadomie robię wszystko aby zdążyć! Wkrótce, w dzisiejsze po południe rozpoczęła się fajna trasa i nowa przygoda. Mamy takie sobotnie po południe, spory ruch na drogach. Na drodze do Reska (po DW152) mijało mnie sporo samochód, także sporo wyprzedzało. Ruszyliśmy przez takie obrzeża Reska w stronę wsi Prusim. Nawet nie znałem tych stron. Za chwilę na tyle straciłem orientację, że byłem przekonany, że już jesteśmy w Prusinie a my jeszcze w Resku byliśmy xD Z Reska jednak na Prusim się skierowaliśmy - dzisiaj kolega był przewodnikiem, po tych terenach, z Prusina ruszyliśmy bezpośrednią drogą do Potulin (Potuliny), mijając przy okazji Łabuń Mały. Za Prusinami zostały jeszcze PRLowskie PGR-y :)) Kawał pięknej historii, i lat świetności Polskiej Myśli Technologicznej a także Polskiej Wsi. Lata do których wracamy - mentalnie, i ustrojowo. I wcale nie uważam tego za coś złego :-) Za Prusinem mijaliśmy fajne wiejskie tereny, łąki, pola, trochę lasem jechaliśmy - którego się jednak trochę obawiałem. Sporo latającego cholerstwa lata i kąsa. Może nie same komary bo tych w tym roku - faktycznie jest mało, ale takie przerośnięte muchy latają. Osaczają ofiarę, i wbijają się w nią -.- To są tzw: końskie muchy. Wkurwiające - trudne do zabicia i niestety szybkie. Oczywiście same komary też są, o czym zdążyłem się przekonać na zdradzieckich terenach wiejskich dróżek ;) Mam kilka pogryzień z dzisiejszego dnia - głównie po nogach, i jedna na ręku - nie zdołałem pozbyć się szkodnika, który zdążył mnie już pokąsać : Droga do Potulin była dość prosta, w takich moich ulubionych klimatach - wiejskich. Urok wsi jest nieopisany <3 W samych Potulinach też było fajnie - fajnie zwiedzić kilka pozostałości po PRLu. Między innymi dworek, i jakieś pozostałości gospodarstw, które jeszcze się nie zapadły. A mnie przez myśl przeszło, aby wjechać w te ruiny rowerem! A może innym razem, bo dzisiaj tego planu nie zrealizowałem. Zresztą w wielu wsiach, pozostały takie pozostałości. Na można powiedzieć - rodzimych Makowicach także. Ale te są użytkowane przez rolników - więc nie są takie "niczyje". Czy to jednak powstrzymałoby mnie przed wejściem tam, nawet jeśli wiem, że to prywatny teren? Odpowiedź pozostawiam Wam samym do przemyślenia ;)) Dalej z Polutin już tak wesoło nie było - niby tylko 5km drogi, przez las, i trochę polną drogą do Iglic. Ale właśnie tutaj zostałem najbardziej pogryziony dzisiaj - chwila w lesie wystarczyła. Chwila w lesie nie tylko za Potulinami ale i przed wystarczyła do tego aby dowieść, że te kilka dni bez deszczu jakie mamy to jeszcze za mało aby wszystkie pola, ścieżki leśne zdążyły wyschnąć po bardzo ulewnych dniach w połowie Lipca. Gdzie nie gdzie pozostają wielkie kałuże, błoto. Albo wręcz przeciwnie - wyschnięty, gęsty suchy piach, po którym jechać jest ciężko - o czym się dzisiaj kilka razy przekonałem. W końcu nie bez powodu nazwałem te ścieżki zdradzieckimi. Chwila nieuwagi i można wyrżnąć! I tak dzisiaj raz wyrżnąłem już za Iglicami przy wsi Łabuń Mały - gdzie podbiłem na grząskim terenie, prawie się wywaliłem. Ale skończyło się na dziwnym obiciu, środkowej części siedzenia o kont siodełka -, że się tak nieprecyzyjnie wyrażę ;] Drogi leśne, polne wkrótce się skończyły. Z ciepłego powiewu powietrza czuć było nadchodzący zmierz, kończący się dzień i coraz chłodniejsze powietrze - które zaczęło powoli witać już w okolicy Iglic, do których wkrótce wjeżdżaliśmy. W Iglicach przywitała nas watacha beztrosko biegających psów. Problem, który opisywałem w linkowanym dzisiaj wpisie: The lost. Problem jest bardzo szeroki i dotyka w zasadzie wszystkie wsie. A szkoda. Wystarczy trochę wyobraźni. Czym byłaby Polska wieś bez psów?! Nie mam nic przeciwko psom, ale sposób ich przechowywania - trzymanie całe życie na łańcuchu, czy trzymanie groźnych gatunków psów nie jest niczym dobrym. Tak sobie luzem biegające psy, które były w Iglicach także nie są niczym dobrym! Wkrótce z kolegą minęliśmy Iglice, zrobiliśmy sobie przed ostatni postój. Byłem przekonany, że pojedziemy drogą przez Łabuń Wielki (byłoby tą drogą do pokonania 8 km). Ale nie! Kolega miał inny plan, aby pokazać inną drogę. Tuż za Iglicami biegnie taka ścieżka, niebezpiecznie skręcająca w zalesione tereny wsi Iglice. Nigdy nie wiedziałem dokąd ta droga prowadzi, nigdy nią nie jechałem. Aż do dzisiaj :) Na szczęście droga nie prowadzi przez sam gęsty las, czego się obawiałem zważywszy na późną porę dnia, i coraz większą ilość robactwa, którą było przez kilka kilometrów słychać. Ich bzyczenie, podlatywanie.. głosy żądzy natury - zewu krwi kolarzy ;)) Tak na szczęście nie było a same ścieżki nie były dalekie, szybko zaczęły się zabudowania wiejskie, i ciągnące się wioski - rozbudowujący się Łabuń Mały i Prusin - duża, rozciągnięta wioska. Która bardzo się rozbudowuje. Z tej strony Prusina (od strony Łabunia Małego) nie miałem jeszcze okazji być. Drogę widywałem wielokrotnie. Ale nigdy plany czy chęci nie pozwalały mi się nią przejechać. I tak do dzisiaj. Dzisiaj taka okazja się nadarzyła! Dzisiaj zwiedziłem kilka nowych ścieżek! Wkrótce wróciliśmy do Reska. Tam zostałem jeszcze dłuższą chwilkę. Umyło się Aurelie, która się nieco zabłociła i wybrudziła bo dzisiejszych leśnych i polnych szlakach - zdradzieckich szlakach tych zdradzieckich dróg. I wkrótce zarówno rower jak i ja byłem gotowy do odjazdu. Niebezpiecznie zbliżała się godzina 20. Było już chłodno. I tak pojechałem. Jeszcze z zachodem słońca nie miałem okazji jechać - ale słońce już nisko świeciło. A ja w miarę możliwości ciągnąłem jazdę z prędkością > 20 km/h, jak się zmęczyłem to mniej. Jak odzyskałem sił to więcej. Jak już z Reska ruszyłem tak do domu się już nie zatrzymywałem. Szkoda, że dzisiejszy dzień, dzisiejsza historia dobiegła końca. Wielka szkoda. W domu - pozostało mi zrobić kolację, wykąpać się i spędzić koniec dnia przy oglądaniu 27 sezonu serialu The Simpson - którym raczę się od prawie 3 msc (od trasy Wyzwanie - próba determinacji).

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa21lipca2018zdj1.jpgtrasa21lipca2018zdj2.jpgtrasa21lipca2018zdj3.jpgtrasa21lipca2018zdj4.jpgtrasa21lipca2018zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)