Dzisiejsza trasa niestety, podkreślam: niestety okazywała się być samotna Miałem nadzieję, na podróż z JS. Już jakiś czas temu planowałem ten wyjazd. W końcu się udał. Jednak po niemieckiej stronie trochę zbłądziłem. Nie jest to jednak istotne jak to, że mamy ten wrzesień. Jak zwykle będzie pewnie tak, że część z moich planów się nie powiedzie. A trochę ten wrzesień mam ambitny. Pytanie tylko czy dam sobie z nim radę? Nie liczę na to, że będzie tak pięknie jak w 2021 r., gdy we wrześniu zrobiłem: 1065 km w 25 trasach. No ale kto wie. Wrzesień się dopiero zaczął. Robię w nim dopiero moje pierwsze trasy. Jednak te uderzenie jesieni, te coraz krótsze dni (już koło godziny 20 jest ciemno). Uderzają we mnie być może bardziej niż zwykle. I ten chłodny powiew wiatru... W ogóle ta pogoda od początku września jest taka sobie. Niby jest ciepło ale tak nie jest. Jakoś nie mogę się przemóc a mam tak już od końca sierpnia aby jeździć w czymś lżejszym niż ciuchach na zimę. W tym co jeżdżę jest mi za ciepło. I się tylko pocę. Ale i tak się nie mogę przełamać. Te nagłe uderzenie jesieni, przychodzi tak depresyjnie, niby jest to spodziewane ale zawsze się ma nadzieję, że będzie później i później. Z roku na rok mam chyba coraz gorzej, coraz gorzej tą jesienną porę roku znoszę. Ta zresztą na dobre się nie zaczęła a już mnie męczy. Mimo tego, dzisiejszego poranka wyjechałem na tą ciekawą trasę. W poniekąd znane mi a poniekąd dopiero do poznania przepiękne strony w okolicy Cedyni, Osinowa Dolnego i samych rzeczonych Siekierek. Na trasie odwiedziłem dziś również przepiękny Moryń. Nie wielka miejscowość z barwnymi jeziorami, jednym wielkim Moryńskim jeziorem i ciekawą historią. Była to jednak tylko przelotowy punkt na mojej wycieczce. Dziś odwiedziłem znacznie więcej włącznie z Cedynią. Trasa nie powiem - fajna, fajne miejsca. Warto by było tutaj zostać na dłużej niż na chwilę - no choćby na weekend aby więcej tu pojeździć. Są to jednak strony bardzo wyniszczające fizycznie. Sporo wzniesień i to nie łatwych. Był to sprawdzian nie tylko dla mnie ale i dla napędu, który już trochę ma przejechane. Aż boję się liczyć ile, ale i tak na dniach będę musiał tego policzenia dokonać, wpisując pewne informacje do raportu Części. Nie mniej wszystko wskazuje na to, że napęd się kończy. Pytanie tylko czy przezimuje czy padnie szybciej. Oto jest wielka nie wiadoma... Na razie to się kręci jak te życie bez sensu. A ile tak potrwa? Czy przetrwa ten czas "Wrześniowej Kampanii" jeżdżenia, wraz z pierwszymi dniami października, dającymi tą ostatnią nadzieję, na jakieś dłuższe wyjazdy w tym roku? Niż tylko gdzieś blisko koło domu. Na tę chwilę nie wiem. No mam nadzieję, że to się jakoś ułoży i będzie działało - najlepiej tak do Lutego / Marca 2023 r. Wtedy będzie najlepszy czas na wymianę. Zresztą o wymianie, tym napędzie jeszcze wspomnę w drugiej części dzisiejszego wpisu. A w tej tak powiem, że naprawdę szkoda, że dziś nie towarzyszyła mi JS. Umówiłem się z nią jednak tak, że przyjadę z nią tutaj w przyszłą niedzielę! :) Będzie z tego taka korzyść, że w Hohenwutzen nie pojadę nie tą drogą co trzeba :) A dziś trochę zbłądziłem, słabo łapiący po Niemczech internet na nie wiele mi się zdawał bo mijane miejscowości nie występowały na mapie (na mapie mają inne nazwy). Także niepotrzebne kilometry zrobiłem. Ale koniec końców do Siekierek powróciłem. I trasę tak jak chciałem i tak zrobiłem. Przy okazji mam dodatkowe ślady i dodatkowe kilometry, które nie były planowane. Także mogę tu śmiało powrócić bo warto! :) A i co z ważnych rzeczy... Wróciłem do robienia pięknych zdjęć moim niezastąpionym Sony DSC HX350. Dokładnie po przerwie, do robienia większej ilości zdjęć nim wróciłem 30.08.2022 r. już od trasy: Zbłąkane Wicimice. I tak sobie dzisiaj parę fajnych fotek porobiłem. Oczywiście parę fajnych fotek Nikodemem Z FC również. Jednak moim głównym aparatem zawsze miał być i znów tak będzie, że będzie nim Sony DSC HX350. To moja osobista radość z robienia zdjęć, i dobre chwile, które łączą te pasje (rower, zdjęcia, przygody i zwiedzanie, a także pisanie). Wszystko ze sobą się ładnie zazębia.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1099
Trasa nr [łączna]: 1179
Trasa nr [na blogu]: 1093
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 137
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1167 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1081 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 10176.7 km
Stan Licznika Końcowy: 10262.55 km
Stan Licznika Końcowy2*: 10256.39 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 22790 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 22876 km
Maksymalna prędkość: 45.2 km/h
Przejechałem: 85.85 km
Przejechałem [msc]: 136.42 km
Przebieg roweru [rok]: 5707.75 km
Przebieg roweru [suma]: 46962.06 km
Przejechalem w 2022: 5707.75 km
Podroż dookoła świata (2022) 14.2694 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 117.4052 [%] km
Czas jazdy: 04:52:22 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2745:32:17 h
Czas Jazdy Suma (2022): 374:38:06 h
Czas Jazdy Suma (wrzesień): 07:17:11 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2968:58:25 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:38:36 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:44:04 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:54 h
Średnia: 17.64 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego to nie tylko "niestety" samotna trasa co powtarzam i będę powtarzał do końca wpisu. A nawet później jeśli będzie trzeba! To nie tylko problemy z napędem, które dawały się dzisiaj we znaki. Przez te wzniesienia już na wyjeździe od Morynia w stronę Cedyni chciałem pocisnąć sobie na najmniejszej zębatce na korbie. A to niestety nie dało rady tak! Na jednych z lżejszych przełożeń (nie zarejestrowałem, które dokładnie) łańcuch zaczął dziwnie przeskakiwać, mielić się tam. Musiałem i tak z trudem przejść z powrotem na przełożenie "2" na korbie. Dziwnie się dzieje z tym napędem. Ale dużo może zależeć od przerzutki. Mam w planie po niedzieli podjechać do serwisu, wymienić linkę i pancerz do przerzutki. Może dobrze ją wyregulować i jeszcze te z 2-3 msc podziała? No kto ją wie. Ale napęd tak, trochę już dostał w tym swoim życiu i więcej nie wiem czy przyjmie. Może jeszcze w kilometrach nie jest to rekord, ale wiele wskazuje na to, że to najbardziej dobity napęd jaki miałem. Więc czas dalej zbierać części na nowy. A szykują się większe wydatki! Bo będzie potrzebny prawdopodobnie przeplot koła tylnego. Te koło co mam nawet tych 10 tyś km nie przejechało i się rozsypało. Na trasie: "Płotowskie wojaże - dzień 1/2". Wywaliło mi 2 szprychy. I to była jednak oznaka, że coś jest nie tak. Po kolejnym dniu, na którym przejechałem na tym rozwalonym kole, nie małe kilometry: "Płotowskie wojaże - dzień 2/2". Postanowiłem nie liczyć ani na WG ani na nikogo. I pojechałem do jednego, drugiego serwisu. I dupa. Nikt mi nie chciał tego koła od ręki zrobić. Więc - zawożąc te koło (16.08) do serwisu, pojechałem z powrotem do serwisu w Nowogardzie - 17.08. Po to aby podmienić kasetę do starego koła, które mam obecnie jako zapasowe. Naprawiłem te koło ;) Było zepsute w 2020 r., naprawiłem w 2021 r. Długa historia, nie ma co do niej wracać. No nie mniej do gry wróciłem po dniu przerwy: Trasa 50-tka:
"mimo wszystko i <2,5h!". I od tamtej trasy do dziś, włącznie z dziś a to jest już: 619 km, jeżdżę na tym naprawionym kole (zastępczym). I nie wiem ile bym tak jeździł. Bo minął tydzień, drugi. A te skurwysyny z serwisu się nie odzywają. A gdy w końcu 01.09.2022 r. byłem i tak w Nowogardzie i tak to zajechałem do skurwysynów. A tam kłamią wprost, że koło było zaraz naprawione i nikt się po nie, nie zgłasza. A oni dzwonili po odbiór. Jasne kurwa. No i wziąłem te koło. Z tymże, twierdzą iż jest w chujowym stanie i raczej na pewno szprychy znowu popękają. Czyli skurwysyn w autoryzowanym serwisie Krossa w Szczecinie, skurwysyn.... Tu są same skurwysyny. Spierdolił tą robotę. No trochę wytrzymało ale nie tyle co powinno. Także mimo wszystko - chcę wrócić na te koło, i tą piastę Novatec F482SB. Obecnie dobijam moją dawną (Novatec 802SB) wraz z jej obręczą, która miała przejechane przy wymianie: 1939 km (chyba)? Dane tu są dość nie pewne. To taki burdel jest, wymiana koła, to jasne. Ale osobno obręcze, piasty. No ale na to wygląda, że to dość świeża była sprawa z serwisu z 08.04.2020 r. Wtedy wymieniałem obręcze, i robiłem przeplot kół. I tym samym miałem załatwione dwie piasty. W tym rzeczoną Novatec 802SB. W 2020 r. kupiłem nowe koło z piastą FX TX500, na którym zrobiłem 10661 km. I straciłem te koło po kolejnym nieudanym serwisie w dniu 24.07.2021 r. Także - miałem zawsze kurwa pecha w życiu. To jednak nie wynika z błędów moich a serwisantów. Jednak jeśli chodzi o te koło Novatec 802SB, na wzmocnionej obręczy stożkowej (36 szprych), teraz mam 32 szprychy w Novatec F482SB (no ale jeździłem, do czasu), to nie chcieli mi skurwysyny go naprawić. Do wymiany tylko bębenek. No ale w serwisie Konik w Szczecinie ogarnęli temat. I dzięki temu przez 3 tygodnie od trasy: Trasa 50-tka:
"mimo wszystko i <2,5h!". Do dziś miałem na czym jeździć. A tak jak to sobie wyobrażają, że normalnie jeżdżąca osoba na tydzień, dwa a może na miesiąc porzuci jeżdżenie bo skurwysynom ciężko ogarnąć temat?! Powinni to z dnia na dzień zrobić. Kurwy zajebane... Wkurwia mnie to jak nic. A jeszcze te bezczelne kłamstwa, dowaliło mnie to do końca. Cyrk mam teraz, i wkurwia coś takiego. No jakby te koło jednak wytrzymało to i tak prewencyjnie wymienię. Znaczy - szprychy inne i obręcz. Tych chujowych szprych (rzekomo cieniowane ale to takie nie są) już nie chcę. Zwykłe normalne szprychy za 50 gr. Takie nie pękają. No i oczywiście nowa obręcz. I tak jeździć dopóki nie dobiję piasty Novatec F482SB. A wtedy nigdy więcej 32 szprychy tylko po 36 szprych jak mam w Novatec 802SB. No i mam nadzieję, że dostrzegacie to, że wszystkie problemy tak naprawdę są przez niekompetencje i błędy serwisów?... No i tak się kurwa teraz 3 tyg bujałem. Skoro tyle się pobujałem to ten weekend jeszcze się przebujałem. Czyli tą krótką aczkolwiek bardzo fajną trasę zrobiłem. Jutro też jest zaplanowany wyjazd z WG i KW. Tym razem po Golczewie. Miałem w ogóle robić to w ten piątek, przekładać tą kasetę, na tamte koło. I rozpisać ten burdel w raporcie. No ale w piątek i tak miałem co robić, nie pasowało mi to za bardzo. Więc zostawiam to sobie na spokojnie na przyszły tydzień. A co do dzisiejszej trasy no cóż. Szkoda, że sam pojechałem. A tak było bardzo fajnie! Otwarty w pełni most w Siekierkach. Dziś było oficjalne otwarcie niemieckiej strony. Sporo polityków i gości. Fajna atrakcja, sporo ludzi. A ja tak w tym Hohenwutzen trochę drogę powaliłem jak już pisałem. Miałem jechać przy Odrze i to dosłownie, a odjechałem od niej dalej na drogę w stronę Wriezen... Skąd my to znamy prawda? Ano stąd: Trasa Siekierki - Eberswalde. No dobra no. Ważne, że trafiłem. Nowe drogi zaliczyłem i nowe przygody, które są już za mną... :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)