Trasa z dnia dzisiejszego jest zaplanowaną na kilka tygodni wstecz wyprawą, która miała poprowadzić mnie w stronę, w ślady ów pałacu, dworu rodziny von Neste, choć źródła historyczne podają także innych właścicieli tego niegdyś znakomitego majątku. O samym pałacu dowiedziałem się właśnie kilka tygodni temu przypadkiem - w serwisie Gryfice24.online pojawił się art.: Pożar mieszkania w Dargosławiu, a to w ostatnim czasie nie pierwsze zdarzenie dotyczące tej niewielkiej wsi. Zaciekawiła mnie ona w sumie, słyszałem tą nazwę parę razy. Wiedziałem, że jest to wieś gdzieś nie daleko, gdzieś te strony. I tak wpisałem sobie jej nazwę w wyszukiwanie internetowe, i pierwsze co wyskoczyło to Pałac w Dargosławiu. Już na zdjęciach a nie które są z zeszłego roku czy dalej, było widać, że miejscówka jest w bardzo złym stanie. Rozwalona z każdej strony, zniszczona, dziurawe podłogi. Jednak zainspirowało mnie to miejsce by tam jechać. Było to w dniu 08.05. Miałem jechać do tego pałacyku zaraz po planowanej eksploatacji nr dwa zamku Jonawitów w Swobnicy: Zamek Joanitów 2. Niestety niespodziewane przeziębienie wykreśliło moje plany. Powróciłem do nich dzisiaj. Taka niestabilna pogoda. Wieje, zimno. Jest deszczowo. Jednak miałem nadzieję, że będzie fajnie. Nadzieje minęły szybciej niż mogłem się tego spodziewać, z planów jednak nie zrezygnowałem. Mam w ogóle na ten tydzień takie ambitne plany trzech trudnych prac. Pierwszym na trasę ok. 70 km miał być wyjazd do Dargosławia. Trochę drogę jednak pomyliłem i ostatecznie trasa okazała się dłuższa. Kolejnym planowanym wyjazdem jest przejechanie szlaków Dobrej Trasy a ostatnim w tym trio jest przejechanie szlaków Buszującego w Zbożu, którego jeszcze w tym roku nie zaliczałem.. Ambitnie! :) Pogoda jednak może wpłynąć na te plany, to nie są proste kilometry. A ja wciąż czuję osłabienie po przeziębieniu - pomimo tego, że mija już od nich jakiś czas.. Co prawda niedługi ale jakiś mija. Nachodzą ponadto na to pewne oczekiwania odnośnie rowerowych planów i wcale nie łatwych wyzwań przed obliczem jakich staję. Niespodziewanie jestem kwalifikowany do 147 UltraBike 2021 r. Są oczekiwania, że pojadę. Tak poznałem nowego rowerowego kolegę z Płotów (BB), miał w ogóle dzisiaj jechać ze mną na ten Dargosław, ale niespodziewanie zrezygnował.. Poznałem go jednak na trasie tuż po moim przeziębieniu, gdy zacząłem wracać do formy. Można rzec - zacząłem wracać do gry: "Znowu w grze". Patrząc po ilości wpisów, ilości kilometrów przejechanych od tego wydarzenia było to naprawdę nie dawno.. Ostatecznie jednak dzisiaj w tą niezwykłą przygodę pojechałem sam! A jak będzie z pozostałymi planami jak ten 147 UltraBike edycja Czerwiec (05-06.06), z I maratonem rowerowym w Płotach (19.06).. Jeszcze nie wiem.. Jeszcze się wszystko okaże, jeszcze sporo przede mną..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 839
Trasa nr [łączna]: 920
Trasa nr [na blogu]: 834
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 94
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 911 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 825 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11394 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11474 km
Maksymalna prędkość: 34.6 km/h
Przejechałem: 79.87 km
Przejechałem [msc]: 758.81 km
Przebieg roweru [rok]: 3477.07 km
Przebieg roweru [suma]: 35488.43 km
Przejechalem w 2021: 3477.07 km
Podroż dookoła świata (2021) 8.6927 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 88.7211 [%] km
Czas jazdy: 05:58:18 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2021:54:43 h
Czas Jazdy Suma (2021): 221:21:03 h
Czas Jazdy Suma (maj): 47:11:08 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2245:20:51 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:56:57 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:21:17 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:36 h
Średnia: 13.39 km/h
Dzisiejszy rowerowy wyjazd nie był prosty, w ogóle się na taki nie zapowiadał już od samego poranka. Dość pochmurno, ciemne złowieszcze chmury przenikały przez szare niebo, nie pozwalały przebić się żadnym promykom nadziei.. Szaro, i wietrznie. Na szczęście miałem z wiatrem. Przynajmniej od rana. Mimo wszystko spakowałem się na wyjazd, odpowiednio przygotowany z zapasem śniadania do jedzenia na cały dzień (ze smażyłem sporo chleba, z 6 jajek), ruszyłem pełny nadziei na szlaki mojej dzisiejszej trasy, która łączyła nie tylko nowe przygody, ale także dzień spędzony w pracy. A nowe przygody były.. A wśród nich niezwykłe zjawiska pogodowe jak np. nisko nad polem unosząca się tęcza. Jednak z rana nic nie zapowiadało, że będzie fajnie. Tylko wiało, wciąż pojawiały się niespodziewanie chmury, lekkie opady deszczu i znowu chmury.. Tak mijał mi krótki dzień w pracy. Dzisiaj egzaminy ósmoklasistów. I krótsze dni pracy. Ja już wczoraj kończyłem po godzinie 12. Dzisiaj zeszło trochę dłużej, ale też w miarę szybko jeszcze przed godziną 13 ruszyłem na nową podróż. Na zwiedzanie pałacyku w Dargosławiu. Ruszyłem najpierw do Gryfic, do MediaExpert, odebrać zamówienie. Po ostatniej akcji z naprawą / wlutowaniem na stałe kabla USB do radia - straciłem gdzieś kartę microSD, a na niej ruskiej hity i inne takie. Miałem w ogóle przygotować sobie super playlistę. Odfiltrować piosenki, wybrać. A tygodniami się za to zabierałem i ostatecznie tego nie zrobiłem. A teraz na domiar złego tej karty w ogóle nie mam. Więc taki jest finał tej akcji. Pojechałem więc po nową kartę, jeszcze towarzyszyło mi słonko na niebie, które wkrótce zniknęło za chmurami niosącymi przelotne opady deszczu. Czasem intensywniejsze.. Wkrótce także rozpoczęła się właściwa przygoda, póki co drogę DW105 znam, nic nowego mnie tam nie spotykało aż do skrętu na wieś Pruszcz. Nowe strony, nowe drogi, w zasadzie brak dróg. Ta szybko się zakończyła. Wraz z końcem wsi nie było drogi tylko ubita polna trasa. Tam pierwszy raz złapał mnie deszcz. Wkrótce we wsi Bielikowo znów. Gdy z Bielikowa jechałem już na Mołstowo a z niego bezpośrednio na Dargosław, znów gonił mnie deszcz. Ten na szczęście zaczął padać gdy byłem już na miejscu, gdy zwiedzałem ten pałac. Robiłem zdjęcia. Nie byłem tu sam. Lokalna młodzież dość często tu gości. Są ślady ich działania, przytargane fotele, flaga RP. Śmietniko z puszek po piwsku. I sam pałacyk. Niegdyś naprawdę piękny. Teraz to straszna ruina. Sypie się z każdej strony. Podłogi zawalone, wejście na drugie piętro, takie niepewne. Wszedłem. Ale czy następnym razem też się uda? To jest wątpliwe. Prowadzą tam jedyne schody, które są w coraz gorszym stanie. Do tego przeciekający niedawno - parę lat temu - remontowany dach nie pomaga. To wszystko się mocno sypie.. Szukając informacji o Pałacyku natrafiłem na taką stronę na Fejsie: Ratujmy Pałac w Dargosławiu. Jest tam sporo zdjęć z przed wielu lat. Można obejrzeć jak te miejsce wyglądało parę lat temu. Bo obecnie to jest coś strasznego. Myślę, że najbliższe lata będą decydujące aby ten pałac stał się historią. Tu nawet mury się sypią. Niekoniecznie naturalnie.. Bo może ktoś pomaga temu aby te miejsce niszczało, stąd wygląda ono tak źle.. Znalazłem jeszcze jedne informacje o tym pałacu, warto spojrzeć: Informacje o Pałacu w Dargosławiu (zabytki.tomekzuk.com). I cóż, moja wycieczka dobiegła już końca. Postanowiłem wracać inną drogą niż przyjechałem, przez Jarkowo, Gorawino. Droga miała tak wieść przez tą wieś, ale coś źle skręciłem i tak.. I wyjechałem na drodze w kierunku Trzebiatowa. Skapnąłem się, że coś jest nie tak kilka km dalej, we wsi Uniestowo. Stąd w deszczu, który nie mijał, wciąż się pojawiał i jeszcze kilka razy pojawił wracałem już na właściwą drogę. Ale do samego Gorawina nie wjeżdżałem. Nie mniej poznałem sporo nowych dróg, i naprawdę niezwykle pięknych miejsc. Te wsie, te walory przyrodnicze dookoła.. I sporo zabytków, opuszczonych miejsc. Tu szczególną uwagę zwracam na wieś Starnin. Do której pewnie powrócę. Moja piękna przygoda, i zwiedzanie nowych miejsc zakończyła się za wsią Starnin. Na drodze Rzesznikowo - Kołobrzeg. Tą drogę znam :) Na niej przebiega I-wszy Płotowski maraton rowerowy (19.06).. Pogoda znowu robiła się kapryśna. Taka deszczowa, taka tęczowa i niespodziewanie słoneczna. Do ostatnich kilometrów już taka była. Deszcz złapał mnie przed Rzesznikowem, złapał mnie także za Modlimowem. Na tej ostatniej prostej.. Jakoś dojechałem, zrobiłem dziś spory dystans, i byłem dość mocno zmęczony. Ta pogoda, ten wiatr, to wszystko daje się we znaki. W większości trasy miałem wiatr boczny bądź w plecy, nie mniej jednak pogoda dość kapryśna wykańczała mnie bardzo mocno.. A przede mną wizja kolejnych wykańczających rowerowych dni..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)