24.02.2024
Jazda nr: 1374

Tagi: morze, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa pozwala przetestować wczorajsze działania - wymianę klocków hamulcowych: Spontaniczna: Szkoła & Serwis i może poza tym, że dalej wkurza mnie te tylne koło... To jest lepiej :) Przynajmniej na razie te hamulce działają ale i tak jest tak, że momentami się tak ciężko jeździ. Nie pomaga również pogoda - a dokładnie silniejsze podmuchy wiatru. Jest już ładnie i słonecznie ale ten wiatr - bywa wykańczający. Nie wykończył jednak trasy tylko co najwyżej ja się mogę czuć wykończony przez ten wiatr. Dawał się we znaki zarówno wczoraj jak i dziś. Dziś niepotrzebnie obniżał odczuwalną temp. Gdyby nie wiatr można by było poczuć się jak na prawdziwej wiośnie... A teraz jeszcze w lutym - to tylko takie złudne pragnienie tych wiosennych dni. A te przecież nadejdą - tyle, że nie na długo. Po krótkim wiosennym okresie, znowu przyjedzie jesień i za nią kolejna zima. Mam wrażenie, że z każdym rokiem coraz trudniej znoszę te nieustanne zmiany pór roku. Może to wynika z tego, że życie mija za szybko a wraz z nim wszystkie wydarzenia, które przeplatają się wraz z życiem? Idealnie widać to na przykładzie niniejszego bloga. Ile to już wpisów, ile to już czasu - w tym roku 10 lat Aurelii. A niedługo później będzie 10 lat bloga - to już teraz 1382 wpis z tras i 8 wpisów podsumowania roku. Szybko przemija czas, w którym tak wiele się zmienia... No ale dzisiaj nie o tym. Nie będzie aż tak smutno bo nostalgicznie. Piękniejsza historia kryje się za dniem dzisiejszym - to ponowne ruszenie na Wyspę Kormoranów, którą po raz pierwszy widziałem na smutnej trasie: Komary: totalne opętanie. Minęło już wiele dni, i co za tym idzie: kolejne wyjazdy. W otaczającym świecie pojawia się jeszcze więcej wątpliwości i smutku. W końcu 2 września to dzień gdy zmarła bliższa z rodziny osoba - abstrahując od tego co to za rodzina, i jakie dalej sytuacje w niej wystąpiły. No już nie mówiąc o tym co przyniesie przyszłość. Z jakiegoś powodu o zmarłych się nic nie mówi - może z takiego powodu, że nie mogą się odnieść do czynów jakie za życia poczynili. Fakt pozostaje jednak faktem - kolejne wyjazdy, historie i wspomnienia. A życie nie staje się piękniejsze a smutniejsze. A miało być tak pozytywnie jednak jak widzę przez pryzmat dat przeszłe wydarzenia to jakoś nie dostrzegam w nich radości. To jednak wydarzenia z września, które wracają wraz z dzisiejszą przygodą, która jest w sumie konsekwencją wyjazdu z dnia 10.02. Wówczas zdecydowałem się, że pojadę do Kamienia bez roweru. I ostatecznie była to dobra decyzja. Wstępnie miałem jechać rowerem i robić taką trasę jak dziś - czyli przyjechać na Wyspę Kormoranów do punktu z którego dobrze ją widzę czyli do wsi Połchowo. Tyle, że niedziela 10.02 to był szary deszczowy dzień. I ten rower by się nie udał. Zrobić ujęcia się udało - w mrocznej mglistej atmosferze. Mgła wszystko wypełniała - latałem dronem tuż po przedłużających się deszczach. I potem pomyślałem aby zrobić tutaj ujęcia w ładniejszą pogodę. O np. jak dziś... Słonecznie. W tym celu zresztą przyjechałem specjalnie z Kamienia Pomorskiego do Połchowa. Zrobiłem tutaj ujęcia. I wracając robiłem jeszcze ujęcia na rozlanych polach między Dusinem a Skarchowem. Jest tu taki podmokły teren. Po ulewnych deszczach, które towarzyszyły nam niezmała od 4 miesięcy to trudno się dziwić, że te tereny w całości pozostawały pozalewane. Obserwowałem je jeszcze 10 lutego. Wtedy nie udało mi się tutaj polatać dronem - dzisiaj również średnio - mając jedynie jedną baterię. Większość wykorzystałem na wyspę. Nim się naładuje to czas ucieka - do robienia ujęć na tych polach pod Dusinem - robiłem dwa podejścia nim ostatecznie jakieś ujęcia zrobiłem. Nadszedł czas powrotu - ten następował nową nieznaną dotąd drogą przez piękną wieś Buszęcin. Znajdują się tam malownicze strony, które będę chciał jeszcze zobaczyć. Dzisiaj nie było na to za wiele czasu, trzeba było wracać do Kamienia aby wkrótce wybrać się na romantyczny zachód słońca... Tym razem bez roweru - ale i tak było fajnie i zachód się udał - na przystani w Kamieniu...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1382

  • Trasa nr [łączna]: 1460
  • Trasa nr [na blogu]: 1374
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 12
  • W tym roku: 26

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1447 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1361 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 19856.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 19897.18 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 19777.78 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 32337 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 32377 km

  • Maksymalna prędkość: 31.3 km/h

  • Przejechałem: 40.58 km
  • Przejechałem [msc]: 384.57 km
  • Przebieg roweru [rok]: 738.31 km
  • Przebieg roweru [suma]: 56596.89 km

  • Przejechalem w 2024: 738.31 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 1.8458 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 141.4922 [%] km

  • Czas jazdy: 02:14:55 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3389:37:22 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 49:07:27 h
  • Czas Jazdy Suma (luty): 24:12:52 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3613:03:30 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:01:04 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:53:22 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:10 h

  • Średnia: 18.17 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego łączyła przeszłość, znane historie i miejsca wraz z nowymi wydarzeniami - i odkrytymi miejscami jak wspominana już miejscowość Buszęcin, którą wracałem do drogi DW107, z której jeszcze kawałek trasy do Kamienia miałem - a swoją drogą to trudno powiedzieć, że jedynie wracałem... Pędziłem bo tak mnie się spieszyło to gdzie się dało i na ile dawałem rady na tyle pędziłem z większą prędkością... Najgorsze jest jednak to, że dzisiejszy dzień a co za tym idzie trasa obudziła mniej miłe wspomnienia jeśli chodzi o wspomniany 2 września - to wówczas jechałem przez miejscowość Połchowo. I widziałem wyspę Kormoranów zwaną również Gardzką Kępą. Od dnia 2 września chciałem tam jeszcze wrócić ale aż do końca 2023 r. nie było to możliwe. Dopiero dzisiaj z końcem lutego 2024 r. powróciłem w te miejsce rowerem, a z początkiem lutego byłem samochodem. Całkiem różne oblicza tego samego miejsca z uwagi na warunki pogodowe. Po deszczach gdy było szaro i mglisto dawało to swój urok, jednak prawdziwe piękno widać dopiero dziś gdy przez większość dnia było czyste niebo. Nie było na nim ani chmurki. Zrobiłem ładne ujęcia gdy już udało mi się tu dojechać. A cała droga do Połchowa to była droga pod wiatr... Ciężko się jechało. Jednak cel jaki miałem mnie prowadził. A w drugą stronę za to było łatwiej, bardziej sprzyjający wiatr dla mnie był. Nie było to jednak takie dobre bo szybko minąłem Dusin a bateria w dronie się nie naładowała sensownie było mniej niż 20%. Nie wystarczyło mi to na długo, szybko padło. Jednak na tych polach a w sumie podmokłych łąkach spędziłem dłuższą chwilę czasu - podziwiając piękno natury.. Zdawałem sobie sprawę, że mam słabo naładowanego drona i niepotrzebnie go odpalałem. Postanowiłem pojechać stąd z myślą: "a dobra" jeszcze tu przyjadę nim zdążą te jeziora opaść. I z tą myślą mijałem najbliższą wieś Skarchowo. Na jej końcu się zatrzymałem. Sprawdziłem stan naładowania drona... I myślę, że jeśli dojdzie bateria do co najmniej 40% to może zaryzykuję. Jeszcze jakieś ładne ujęcia zrobię. I w sumie zaryzykowałem. Trudno mi było popuścić tej szansy... Wróciłem pod te zalane pola, na tych rozlanych łąkach. I jakieś ujęcia zrobiłem. Ile się udało i co się udało to jest... No niestety jedna bateria do drona to mało - co to jest te 30 min zabawy... A przy gorszych warunkach nawet mniej. To jest nic w przeciwieństwie do potrzeb - gdybym miał co najmniej dwie baterie to nie problem - wrzucam drugą baterię i robię ujęcia przy tej drugiej lokalizacji. No ale niestety - w przyszłości na pewno zaopatrzę się w zapas baterii - przydadzą się. Teraz nie pozostawało mi nic innego jak ładować drona dalej i powoli wracać... Aby nie wracać tą samą drogą do Kamienia, przy zalewie Kamieńskim - drogę którą dość dobrze znam - wybrałem się przez miejscowość Buszęcin. W ogóle nieznanych mi stronach - ale za to jakich ładnych. Widać tutaj prawdziwą wieś, którą pamiętam z lat dzieciństwa. Widać, że w takich miejscach czas się zatrzymał. Świat idzie do przodu nieustannie się zmienia a niektóre wyjątkowe miejsca trwają nie naruszone. I tak jest właśnie w Buszęcinie, po którym zrobiłem mały objazd. Tu nawet drogi nie ma! Są jedynie płyty, które służą za drogę. Zarwane, połamane i zniszczone. Ciężki przejazd ale za to widoki... Taką wieś uwielbiam... Wyjechałem stąd nie mniej dość szybko i znalazłem się pod Rekowem wzdłuż drogi DW107. A stąd już prosta droga... do Kamienia... Prosta i szybka - momentami prędkość była bliska 30 km/h. Gdzie było gorzej tam wolniej nie mniej starałem się jechać jak najszybciej aby jak najszybciej powrócić co się w sumie udało. Jeszcze miałem mały zapas czasu nim wybrałem się z JS i Agresorem na dzisiejszy zachód słońca w Kamieniu Pomorskim. I tak wszystkim pamiętałem, że aparatu nie wziąłem - został przy rowerze, który na dzisiejszy zachód słońca nie pojechał. Będą jeszcze okazje i na takie wyjazdy! Rok dopiero się zaczyna. Jeszcze wiele przygód nas czeka... :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)