Dzisiejsza trasa znowu mi się smutno kojarzy. Kolejna smutna trasa, kolejny smutny dzień. Czy kiedyś się uda wyjść z tej sytuacji, czy kiedyś znów jak dawniej będą normalne, piękne trasy, w których nie będę musiał opisywać, wspominać o kolejnych zbrodniach, które mają tutaj miejsce?! Bo to jest naprawdę straszne, co się dzieje. A jest coraz gorzej. Ta cała zaraza, te całe skurwysyństwo szerzy się coraz dalej i dalej. Moją Narnię, wyjątkowe dla mnie miejsce, które znam od lat.. Jeszcze za czasów chodzenia do Technikum w Płotach je odwiedzałem, jest strasznie niszczone w ostatnich latach. Proceder ten, często opisuję od pamiętnego 2017 r., gdy zaczęły się masowe wycinki. Wszystko pieprznęło, i zaczął się horror, który z roku na rok przybiera na sile. Nie opisane skurwysyństwo w niszczeniu mojej Narnii nabrało na sile przez cały 2020 r., w czasie tzw. "pandemii". To ta tzw. "pandemia" doprowadziła do tak licznych tragedii, czegoś z czym do dziś się nie pogodziłem. A widząc to, że moje miejsce jest nadal niszczone, jest czymś rujnującym... Jak można się pozbierać po takich stratach, żyć dalej. Udawać, że nic się nie dzieje?! Zamknąć się w domu, w swoim pokoju i żyć przeszłością, zaklętą w starych fotografiach, skrytą w odmętach świadomości.. To idealny przepis na depresje. A wiecie jak się depresja kończy? Tak samo jak wszystko. Wszystkie drogi nie prowadzą do Mrągowa jak śpiewał Cezary Makiewicz lecz do bram zza światów. Tu gdzie początek tam i koniec naszej drogi. Czasem ta droga krótsza a czasem dłuższa bywa.. Lecz każdy w końcu stanie przed tą bramą.. Każdy zostanie osądzony. I być może to będzie szybciej niż później.. W końcu ostatnia umiera nadzieja. Poza nią nie ma już nic. Nic się w życiu nie liczy.. A te zbrodnie, co tak mocno mnie dobijają, pchają w stronę tej depresji.. Gdzie jak gdzie, ale moja Narnia?! To było moje sanktuarium, miejsce wyciszenia, zrelaksowania, znalezienia na nowo tej nadziei w rysującej się wątpliwej przyszłości.. A wkrótce te miejsce, będzie żyło tylko w moich wspomnieniach, w moich snach..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 800
Trasa nr [łączna]: 881
Trasa nr [na blogu]: 795
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 55
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 872 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 786 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9534 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9574 km
Maksymalna prędkość: 33.1 km/h
Przejechałem: 40.18 km
Przejechałem [msc]: 527.09 km
Przebieg roweru [rok]: 1578.72 km
Przebieg roweru [suma]: 33590.08 km
Przejechalem w 2021: 1578.72 km
Podroż dookoła świata (2021) 3.9468 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 83.9752 [%] km
Czas jazdy: 02:28:44 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1902:37:55 h
Czas Jazdy Suma (2021): 102:04:15 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 32:28:31 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2126:04:03 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:01:47 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:51:21 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:42 h
Średnia: 16.29 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest smutna i nie fajna. Choć fajnie się zaczęła, taka zmienna pogoda. Wciągu dnia trochę padało, chmurzyło się, rozpogadzało. Ja już późno, było gdzieś po godz. 14 jak ruszyłem, pojechałem taki zrezygnowany. Liczyłem na to, że dzisiaj w końcu zrobię dłuższą trasę. Tak koło 90 km. Miałem nadzieję jechać do pracy na rowerze, po pracy przez Nowogard, na Dobrą, na Żelmowo na Resko.. Planuję tą trasę od tygodni.. Miałem na nią pierwotnie jechać po wizycie w serwisie w Nowogardzie [*]: Serwis Nowogard. Prawdopodobnie ostatni raz tam byłem.. Pracownik, który już nie raz naprawiał mi Aurelię, do którego mam zaufanie już tam nie pracuje.. Zaufany serwisant, i naprawdę zdolny. Wiedział co robi, znał się na tym. Sam jest/ był zapalonym rowerzystą.. Wszystko się wokół zmienia, plany się zmieniają, życie przemija.. Taki zrezygnowany, że znowu mi się nie udaje.. A jeszcze ten COVID, te całe cyrki i problemy z dostępnością części rowerowych. Postanowiłem skompletować do końca części na wymianę napędu w Aurelii. Rzecz jasna nie robię tego dzisiaj czy jutro. Ale już nie długo trzeba będzie. Napęd zbliża się do 10k km. Osiągnie te kilometry wraz z dniem, gdy Aurelia przekroczy 35k. A więc już dużo nie zostało. A obecny przebieg na napędzie: 8890 km jest już spory. Łańcuch się już wyciąga, najgorzej działa przerzutka tylna, ma już problemy, a wyciągnięty łańcuch, zjechane kółka prowadzące nie pomagają. Najlepiej trzyma się korba. Co prawda najwięcej jeżdżę na najmniejszym blacie (28t), ale nie widać po nim tego.. Na starej korbie dość szybko było widać zniszczenia tu nie. A na pewno nie jest to zaleta tego, że trochę - podkreślam trochę, jeździłem na środkowym blacie. Korba i tak miałaby problemy z nowym łańcuchem. Szczególnie na najmniejszym blacie (28t), o środkowy (38t) się nie martwię. Także pojechałem do sklepu rowerowego w Gryficach, zakupiłem nową korbę, zakupiłem dodatkowo nowe zapięcie dla Aurelii, uLocka rowerowego. W starym zapięciu zepsuł się ostatni kluczyk.. Wspominałem o tym we wpisie: ZS: Sprawównki. A, że jestem już po wypłacie to zaszalałem. Napęd mam kompletny: łańcuch, korba, kaseta i przerzutka kupiona. Jedynie zastanawiam się nad ewentualną obligatoryjną wymianą co najmniej tylnego hamulca na mocniejszy, z klockami z wymienną wkładką - na hamulec: SHIMANO Deore BR-T610. I ewentualnie nad wymianą błotników. Obecne są połamane, klejone wielokrotnie i to wszystko szlak trafia. No ale zobaczę czy się zdecyduję na coś jeszcze czy na razie nie. Na razie mi te hamulce jakoś działają, więc nie będę zmieniał chyba.. I wracałem sobie z Gryfic, drogą przez Jabłonowo pod skrzyżowanie Trzygłów - Rzęsin. Co tu się wyprawia to tragedia.. Nie miałem sił, ochoty na to patrzeć, stawać i robić zdjęcia. W ostatnich tygodniach, dniach w pracy często widywałem przejeżdżające przez Trzygłów w stronę Gardomino ciężarówki wywożące drzewo. Teraz już wiem, skąd oni je brali. Był tutaj za Jabłonowem nie wielki las, parę hektarów. Słowo klucz: BYŁ. Bo obecnie nie wiele z niego zostało. Wszystko wyrżnęli, zniszczyli. Tak samo dzieje się w mojej Narnii, do której wkrótce wjechałem. Jechałem dziś do niej przez miejscowość Waniorowo. Za Waniorowem, lasy całe też wyrżnięte, zniszczone. Wjazd do Narnii zniszczony. A mnie po prostu trafia, krew mnie zalewa, jak widzę, że te śmiecie te kurwy jebane znowu tam wjeżdżają. Znowu niszczą.. Wszystko niszczą skurwysyny bez rozumu... Im dalej tym gorzej. Do tego wiele drzew - zaznaczonych do kolejnych wycinek. Stąd wiem, że lepiej nie będzie, bo zbrodnie będą nadal trwać.. Wszystko wyrżnąć, zniszczyć, zaorać. A tego miejsca - mojej Narnii, szczególnie mi szkoda. To przecież wyjątkowe dla mnie miejsce. Do którego lubię - być może lubiłem wracać. Teraz już sam nie wiem... Wkrótce tak nie śmiało żegnało mnie słońce, żegnał dzisiejszy dzień.. Pełny smutku i żalu, ponurych chwil.. I mimo, że rozpoczyna się weekend, jakoś nie szczególne mnie to cieszy.. Mniej też cieszy mnie zaplanowane na jutro tj. 27.03 wydarzenie - premiera mojej książki "Kraina Snów 2: Pałac jak ze snu".. Wszystko w życiu się zmienia, oczywiście na gorsze.. A wszystko co piękne już minęło..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)