Trasa z dnia dzisiejszego jest w końcu tą oczekiwaną dłuższą historią, i następuje zaraz po tej krótszej: Krótszą historią. Co prawda nie przebiłem dziś granicy 50 km. Jednak myślę, że gdybym miał na to więcej czasu, nic nie mogłoby sprawić aby tak nie było. A po prostu po szkole późno wyjechałem. A jeszcze w między czasie parę fotek zrobiłem. I tak zleciał mi dzień na rowerze. Trasa ewidentnie rozwija wczorajszą myśl, z tą różnicą, że tym razem postanowiłem wrócić przez Waniorowo aniżeli przez nie jechać, oraz wydłużyłem sobie nieco trasę jadąc pod granicę Baszewic, by odbić na Grębocin. Piękny zachód słońca podziwiałem właśnie w Grębocinie. A stąd już powoli w nadchodzącym mroku, miałem nie wielką odległość do pokonania do domu... A to ważne bo w końcu ten nieudany zakup lampki: Olight Magicshine RN 3500 jest przeszłością. Postanowiłem zwrócić i jeszcze 25.09 to była niedziela zwróciłem. Jednakże produkt przez paczkomat (zwrot przez allegro) dokonałem dopiero we wtorek (27.09). Jednak temat zamknięty. Obecnie nie mam światła. W zasadzie z moim Magshine to tylko te mocowanie jakoś zrobić, a akumulatory no trzeba wymienić. Zamówić, pojechać i zrobić. Na razie to jakoś trzymało ale nie tak długo jak powinno. A skoro jestem z produktu zadowolony i już kilka razy ją regenerowałem no to trzeba w to dalej iść. Nie ma co rezygnować z czegoś co świetnie działa. To jednak nie była jedyna myśl jaka mi dziś towarzyszyła. Tych było sporo! Związane między innymi z obecnym napędem Aurelii, który już swoje przeszedł i powoli się kończy - tak sobie o nim myślałem, ile ja na nim przejechałem. Ile w ogóle z Aurelią przejechałem. I tak się zastanawiałem czy byłoby możliwe przejechać jeszcze z 3k km na tym napędzie? Powinienem osiągnąć tą granicę gdzieś tak do Marca 2023 r. Oznaczałoby to mimo wszystko rekord km dla wszystkich napędów... I na pewno spore jego zużycie. Te już teraz jest naprawdę ogromne! Biorąc pod uwagę fakt, że obecny napęd sporo przeszedł... No te 10k km to jednak nie jest mało. A zresztą teraz już nie będzie mi na niczym zależało. Zaraz będzie październik a po nim listopad... Już nie będę jeździł dłuższych tras. Wiele moich planów pójdzie w zapomnienie (przynajmniej na razie) jak np. trasa na Wolgast ze Świnoujścia. Czy kilka innych planów. Oczywiście w październiku mogę o nie które plany jeszcze powalczyć ale to już taka ostatnia szansa na to jeśli pogoda i siły pozwolą. Biorąc pod uwagę oczywiście to, że mam zarżnięty napęd, dość sporo przejechane (znacznie ponad 30k km) na przedniej oponie. Więc zdarzyć się naprawdę może wszystko. A jeśli założyć, że nie będę już jeździł nigdzie dalej. Czyli pokręcę się tu co najwyżej koło domu gdzieś... To co zależy mi jeszcze jeździć i jeździć na tym napędzie? Najwyżej padnie no trudno. Kiedyś musi się jego żywot skończyć. Do wiosny 2023 r. byłby czas. Dopiero na wiosnę nie chciałoby się ryzykować awarii. Na wiosnę chciałoby się na nowo ruszyć gdzieś dalej. A być może również ruszyć gdzieś w Polskę?
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1114
Trasa nr [łączna]: 1194
Trasa nr [na blogu]: 1108
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 17
W tym roku: 152
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1182 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1096 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 10587.7 km
Stan Licznika Końcowy: 10619.1 km
Stan Licznika Końcowy2*: 10612.94 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 23202 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 23233 km
Maksymalna prędkość: 29.2 km/h
Przejechałem: 31.4 km
Przejechałem [msc]: 493 km
Przebieg roweru [rok]: 6064.33 km
Przebieg roweru [suma]: 47318.64 km
Przejechalem w 2022: 6064.33 km
Podroż dookoła świata (2022) 15.1608 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 118.2966 [%] km
Czas jazdy: 01:56:50 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2770:17:10 h
Czas Jazdy Suma (2022): 399:22:59 h
Czas Jazdy Suma (wrzesień): 32:02:04 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2993:43:18 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:53:04 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:39 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:12 h
Średnia: 16.24 km/h
Dzisiejsza trasa była naprawdę udana! Jeszcze bardziej niż ta z dnia wczorajszego. Przyniosła mi piękne zdjęcia, z tej zaczynającej się jesieni. I choć tak sobie myślę, że większości z moich rowerowych planów na koniec roku (miałem realizować we wrześniu) ale się nie udało, to już nie zrealizuję... To mimo wszystko warto będzie dalej próbować i walczyć zrobić krótsze ale też fajne trasy, w tych coraz wyraźniejszych jesiennych barwach! Bo z tego co rezygnuję, to tak naprawdę rezygnuję jedynie z dłuższych wyjazdów. Ale jakieś krótsze to można ogarnąć bo czemu nie. A takich co prawda nie mam już dużo w planach ale pojedyncze są (jak np. trasa przez Starogródek do Łobza) czy trasa w okolicy Kamienia Pomorskiego z JS... Czy ostatecznie trasa na piękne jezioro pod Skrzydłowem. To są tak naprawdę krótkie trasy (tak do 50 km). Więc z powodzeniem można je zrobić. A w innej porze roku nie będą tak wyjątkowe. A znów jesienne barwy, nie będą zbyt długo trwały. Wkrótce znikną... Zostaną gołe, szare i pozbawione nadziei drzewa. Póki ich nie wyrżną. Bo jak o to chodzi to dzisiaj w lesie między Potulincem a Sownem rżnęli i to równo... I jak co roku powtarzająca się historia z kolejną plagą skurwysyństwa. Nie znającego żadnego umiaru ludzi, rozjeżdżających całe lasy swoim samochodowym złomowiskiem. I już na potęgę gnają po te cholerne grzyby. Większość i tak wypierdolą, bo przecież tego nie zeżrą... I to ma być zabawa?... Dobrze spędzany wolny czas? -.- .... Poszli by sobie normalnie, przejechali rowerkiem, pochodzili. To co robią mądrego?! I z roku na rok powtarza się ta sama historia. Taka i dziś była... No cóż, zakończę wpis słowami, że dzisiejsza dłuższa historia oczywiście będzie pięknie zapamiętana! I tak się złożyło, że mimo, że dłuższa była wciąż za krótka...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)