08.04.2019
Jazda nr: 384

Tagi: powr_czas, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest naturalną konsekwencją trasy z przed kilku dni: Trasa na Szczecin z 04.04, gdy przyjechałem do Szczecina na rowerze. Dzisiaj z niego wyjeżdżam. W tym tygodniu jeszcze Szczecin odwiedzę mając obronę MGR - w czwartek, ale to już samochodem. Otwarta pozostaje kwestia czy zdecyduję się przyjechać w weekend, na kolejny wyjazd z Gryfusem, wyjazd na którym się zarżnąć idzie, z taką prędkością jaką oni tam jadą, i jeszcze śmią to nazywać turystycznym wyjazdem.. Nawet się nie zdąży nic pooglądać jak się tak szaleje. Właśnie taki sobotni wyjazd, który jest moim nowym rekordem odległości w tym roku (bardzo mało brakowało do 117 km), tak mnie wymęczył, zmęczył, że uwzględniając jeszcze zmienną kwietniową pogodę, miałem dzisiaj nie małe wyzwanie w drodze powrotnej. Wciągu dnia pogoda się mocno zmieniła, z bardzo ciepłej, wiosennej aury - prawie nic nie zostało, zrobiło się strasznie zimno i nieprzyjemnie. Do tego zerwał się silny wiatr, który mocno utrudniał mi jazdę już za węzłem Osina, przez obwodnicę Nowogardu - i dalej, to już była taka masakra, że nie dawałem rady jechać. I zmęczenie dawało o sobie znać, i pogoda nie pozostała dłużna. Do tego mocno zapakowana sakwa, też nie pozostawała bez winy.. I tak się namęczyłem, że wiele razy rozważałem czy nie chrzanić tego, i nie zjechać gdzieś na pociąg. Powstrzymały mnie jednak koszty takiej zabawy. Nie stać mnie na pociąg. Złodzieje nie zależnie od długości czasu liczą sobie 10 zł za przewóz roweru to raz. Dwa nie mam już zniżki na bilet. A zdaje się, że bilet ze Szczecina 100% płatny to jakieś 18 zł! To nie, z rowerem wyszłoby 28 zł. To za drogo. Nie wiem w sumie ile. Rzadko jeździłem PKP, ale jak jeździłem to na studenckiej zniżce wychodziło mi jakieś 6 zł? Może mniej? Nie pamiętam w sumie. Dawno nie jeździłem pociągami. To możliwe, że pełna opłata nie jest taka droga jak sobie wmówiłem. Trzeba było jednak mieć jakąś motywację aby dalej jechać, mimo wyraźnego zmęczenia, co spowodowała zbyt szybka trasa w sobotę. Już samo to, że w sobotę na trasie: Szczecin - Ueckermünde zrobiłem ponad 100 km, ale jeszcze z jakim tempem! Same 100 km miałem ze średnią nieco ponad 20 km/h, co jest moim najlepszym wynikiem w życiu na dystansie 100 km. Od pokonanego dystansu do 150 km dla I dnia trasy Dookoła Zalewu 2019 r., trochę brakuje. Chcę patrzeć na to optymistycznie - wmawiając sobie, że jeszcze 3 tyg, w tym czasie zrobię pewnie jeszcze z 500 km.. Więc parę tras zrobię, będę miał troszkę lepszą formę, będę troszkę mocniejszy, więc moja granica możliwości troszkę się przesunie. Obecnie ta granica jest gdzieś w przedziale 120-130 km. Oczywiście wpływ na siły będzie miało wiele czynników, w tym sama pogoda. Jak dla mnie na takie trasy musi być przede wszystkim ciepło i bez wiatru. Bo jak mam ileś kilometrów jechać pod wiatr, to ja się przy tym zarżnę.. I nie zrobię tylu kilometrów. Zróżnicowany teren po jakim będziemy jechać, też będzie problemem - inaczej jest przejechać całą trasę, i to na spokojnie - asfaltem, a inaczej trochę w terenie, trochę asfaltem. Jakby na to nie patrzeć, będzie to wyzwanie, może się wydawać, że 150 km to nie dużo, i wmawiać, że każdy da radę tyle zrobić, bo łaskawie grupa robi przerwy w maratonie.. Może i da radę zrobić taką trasę. Nie twierdzę, że nie, bo sam jestem przykładem tego, że da radę zrobić nawet 200 km wciągu dnia. I to jest osiągalne dla każdego. Ale nie kurwa z takimi prędkościami... Spokojnie, powoli.. Trzeba myśleć jak długodystansowiec, dawkować siły. Wtedy jest się wstanie więcej zrobić. A nie zapierdalać jak głupi.. W ostatnich dniach zdarzyło mi się tak zapierdalać, przez 50 km.. i potem był problem aby wrócić: Na szlakach S6 - Kołobrzeg. No ale nie ważne. Dzisiaj chodź bardzo, bardzo, [...bardzo...], ciężko, dojechałem. Jakoś dojechałem. I wcale tak często nie stawałem - o nie ;] Po wiele kilometrów, robiłem nim decydowałem się zatrzymać. Chodź oczywiście prędkość jazdy zawrotna nie jest, na co wpływ ma między innymi ta cholerna pogoda, która już nie jest taka piękna i wiosenna jaką była przez weekend.. Robi się znowu zima, która może potrwać kilka dni.. Eh. Cholerny Kwiecień. A chciałoby się, żeby już każdego dnia śr. temp. przekraczała 20℃. To, w połączeniu z długimi dniami umożliwi rozsądne trenowanie.. :) A przypominam, że do Zalewu pozostały tylko 3 tyg.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 387

  • Trasa nr [łączna]: 470
  • Trasa nr [na blogu]: 384
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 6
  • W tym roku: 43

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 465 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 379 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 11222.2 km
  • Stan Licznika Końcowy: 11304.51 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 11213.48 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 10952 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 11035 km

  • Maksymalna prędkość: 39.4 km/h

  • Przejechałem: 82.31 km
  • Przejechałem [msc]: 332.59 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1474.37 km
  • Przebieg roweru [suma]: 18622.36 km

  • Przejechalem w 2019: 1474.37 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 3.6859 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 46.5559 [%] km

  • Czas jazdy: 05:27:10 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 948:12:00 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 91:54:54 h
  • Czas Jazdy Suma (kwiecień): 20:24:38 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1171:38:08 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:24:06 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:08:15 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:00 h

  • Średnia: 15.1 km/h
Dzisiejsza trasa niestety rozpoczęła się dla mnie późno. Szybciej nie dałem rady. Dopiero po godzinie 11. Byłem jeszcze dzisiaj na tym cholernym ZUT. Omówić z promotorem kwestię związaną z prezentacją do pracy dyplomowej. Tak w ogóle gdyby nie mógł przekazać uwag przez maila -.- Możliwe, że wtedy nie miałbym za sobą tak ciężkiego weekendu. Bowiem przez 4 ostatnie jazdy od czwartku do dzisiaj włącznie zrobiłem aż: 285,24 km. W najlepsze tygodnie, w wakacyjne, gdy jestem w pełni sił, w sezonie.. nie zdarza się, a przynajmniej nie często robić po 300 km/ tydzień. Bo to jest naprawdę spore wyzwanie. Teraz tym bardziej duże bo w zasadzie długie trasy następują po sobie, a dla mnie to jest szczególnie męczące, robić długie trasy jedna po drugiej. Jakoś jednak dałem radę. Ruszyłem po godzinie 11. Wcześniej chwilę czasu zajęło mi spakowanie i przygotowanie się do wyjazdu. Wyprowadziłem rower z pokoju w akademiku i z akademika. Przynajmniej tym razem obyło się bez konfrontacji na portierni. Wyruszyłem - ruszając na wprost ul. Ku Słońcu do skrzyżowania z ul. Sikorskiego. Już pierwsze kilometry były dla mnie specyficzne i ciężkie. Czuć po mięśniach zmęczenie, ciężko się jedzie. Pogodowa aura też taka chłodna, mimo tego byłem ubrany tak bardziej wiosennie, chodź taki ubiór bardziej pasował na weekend aniżeli na dzisiejszy chłodny dzień. Cieńsze długie spodnie, czapka z daszkiem, krótka koszulka i bluza. Taki ubiór towarzyszył mi aż do obwodnicy Nowogardu, gdzie zmieniłem czapkę z daszkiem na cienką ale normalną czapkę, bo zrobiło się za zimno. Na początku trasy towarzyszyło mi słoneczko. Było w miarę ciepło i przyjemnie. Ruszyłem w pełnym wariatów drogowych dniu. Dzisiaj miałem cały wysyp pojebańców na drogach. Tylko trąbić się nauczycieli, i szaleć. Skurwysyny jedne. Skądś się biorą setki śmiertelnych ofiar miesięcznie na drogach. A znikąd indziej się nie biorą jak z takich bandyckich zachowań na drodze, których dziś było bardzo wiele. Sam ruch też był duży. Na początku tego nie odczuwałem, udałem się przez Plac Kościuszki, na Bramę Portową i dalej na Wyszyńskiego. Za Wyszyńskiego zjechałem na zjebaną, chodnikowo-zjebaną ścieżkę rowerową. Większość tej DDR to jest jakieś nieporozumienie. To było przetrwanie dojechać do Dąbia.. Po tej pseudo DDR, po której się rozpędzić nie idzie. Jakoś dojechałem, chodź trochę czasu i sił to zajęło. Wszędzie dookoła jest tak obiecująco i ładnie, zielenią się listki na drzewach, kwitną kwiaty.. Najpiękniejsze są jabłonie.. <3 Piękne widoki, wkrótce się skończyły. I prosta trasa też. Mijałem Szczecin, zaczął się Załom. Nie długo za nim Pucice, i za mną pierwsze 20 km drogi. Jak sobie pomyślałem, że jeszcze 60.. o kurwa.. Nawet na tej chujowej, drodze przez Załom, Pucice do Rurzycy i dalej do Łoźnicy był spory ruch aut. W tym nielegalnie wjeżdżających tu ciężarówek. A co tam, rozjebać tą drogę do końca, chodź ciężko powiedzieć, że zostało tu coś do rozjebania. Mijałem także postępujące zasiedlanie tych terenów. W zasadzie pod samą Rurzycę ciągnie się jedno wielkie miasto. A nie dojeżdża tu dziwnym trafem komunikacja miejska.. A gdyby tak dojeżdżała, można by było rower zapakować i podjechać sobie np. do Goleniowa. Byłoby bliżej. Eh. Marzenia :) Pewnie nigdy Szczecin nie będzie skomunikowany pod aglomeracyjnymi miejscowościami. Tutaj w zasadzie - wierząc mapie, jest kilka wiosek. To jedno wielkie osiedle się robi, wciąż powstają nowe drogi, kolejne działki są sprzedawane. W te miejsca, pod Szczecińskie, graniczące z jeziorem Dąbie, oczywiście powrócę. Powrócę w osobnym projekcie, w którym zjeżdżę specjalnie te wioski, pokażę jak to wszystko się tu zmienia. Dzisiaj tylko tędy przejeżdżam - i obserwuję jak jeszcze kilka msc temu nie było w pewnych miejscach nic, a dziś już buduje się kolejny dom. Ludzie jednak bardziej postawią na indywidualny transport niż publiczny - więc komunikacja miejska nigdy nie będzie tu docierać.. A powinna chociaż do Klinisk Wielkich dojeżdżać.. No cóż. Ciężka droga, chodź przyjemniej się jedzie w aglomeracyjnych zabudowaniach, które kończą się wraz z Rurzycą, gdzie zaczynają się leśne tereny, towarzyszące aż do Łoźnicy (Park Przemysłowy Goleniów). Koło drogi S3, do gminnej drogi do Goleniowa, jeszcze nie tak dawno, kilka msc temu rosło kilkaset drzew. Tak. Rosły. Już ich nie ma. W trasie na Szczecin z 04.04, co prawda nie zwróciłem we wpisie na to uwagi. Ale w myślach jak najbardziej. Jadąc samochodem kilka razy i widząc tą rzeź drzew, aż mną nosi, aby skurwysynów rozpierdolić na miejscu. Dzisiaj śmiecie przyjechali, zbierać chwałę swych czynów.. Jak to teraz wygląda, jak wszystkie zabite, powalone, została jedna wielka pusta plama.. Ślady ludzkiej chciwości, na wiele lat widoczne. Zaraz za tą rzeźnią, minąłem tablice: Goleniów. Ciekawa sprawa. Bo jeszcze w 2018 r., Goleniów zaczynał się nie całe 3 km dalej. Teraz już tak szybko się zaczyna?! Co to za jakaś nowa mania, zmieniać granice miast, wiosek?! Obserwuję od miesięcy tą dziwną tendencję.. No nic. Byłem już w Goleniowie, ledwie do połowy trasy się zbliżałem. I minąłem kolejną szansę podarowania sobie dzisiejszej trasy. Zajechania na pociąg z Goleniowa i dobra. Ale nie. Jadę dalej. Minąłem Goleniów i większego wyboru nie miałem jak nie wjechać na drogę S6. Kawałkiem dostępna dla aut, po dwóch pasach drogi, ale dalej za węzłem Lotnisko Goleniów do węzła Osina, wyłączona droga z ruchu aut była. Po placu budowy, dzisiaj już mniej niż w czwartek jeździło aut -> (Trasa na Szczecin). I dzisiaj nikt się do mnie nie czepił. W sumie nie mam jak jechać to nie mają prawa się czepić. Stara DK6 jest zamknięta jeszcze.. A jednym pasem jechać przy samochodach jest mało rozsądne. Sielanka nie trwała długo, z raptem z 7 km. W miarę dobrze się jechało aż do węzła Osiny, gdzie odpierdoli tak, że ja pierdole. Wczoraj w radioszczecin.pl o tym pisali: Przyspieszenie budowy S6 radioszczecin.pl, a dzisiaj rano w TOR pisali o tym: TOR: otworzenie drogi od węzła OSINA do obwodnicy Nowogardu. Okazało się, że to prawda. Droga otwarta po dwa pasy w jedną stronę. Wszystkie prace się tutaj zakończyły. Trwają ostatnie prace porządkowe przy Olchowie, i starej DK6. Wszystko się już skończyło, zmieniło. A jeszcze kilka dni temu jechałem tą drogą, mając całą dla siebie. A wtedy chamski skurwysyn z budowy, miał obdukcję, że tędy jadę! Dobrze wiedział, że za kilka dni tą drogę dla aut otworzą. I szkoda było chujowi?! Gdyby tego było mało to ci chamscy kierowcy, co dopiero dostali tą drogę już kurwa szaleją.. I co drugi kurwa trąbi.. Żałosne ścierwo. Ja tą drogą już od paru miesięcy jeżdżę. A te kurwy będą sobie trąbić. Co im bardziej się należy?! Od wczoraj dostali przejazd drogą. Kilka dni temu, czepił się pierwszy raz na budowie, typ, że tędy się nie jeździ.. A co teraz kurwa jest jak jechać?! Jak wariaci już szaleją?! Jak mnie to wkurwia. Jak takie pajace bez mózgu sobie trąbią. Może ten klakson zastępuje im brak przyrodzenia i mózgu?! A w przypadku kobie tylko mózgu. Gdyby tego było mało to jechałem pod wiatr, ciężko się jechało. Wkrótce mijała godzina 16. I zrobiło się bardzo zimno. Po drodze, tuż za wiaduktem na Olchowo, nie dość, że widziałem jak BartWal popierdala przez Kikorze na Olchowo (pewnie PKS GRYFICE) to samo robi, bo co te bezmózgi mogą mądrego zrobić, to jeszcze widziałem fajne auto :) Z kamerą 3D. Dowiedziałem się, co to za firma, co to za mapy. Bo to nie jest Google. Google ma fajniejszą kamerę 3D. To jest taka firma: HERE WeGo. To cóż, poczekam na aktualizację map, i będzie można mnie zobaczyć jak nielegalnie jadę drogą S6 XDD Dzisiaj specjalnie tak pojechałem.. DK6 jeszcze cała nie jest gotowa, nie mam większego wyboru. I chyba będę musiał zmienić moje plany co do finału trasy S6 zaplanowanego na 01.05 lub 03.05. Do tego czasu raczej cała droga Nowogard - Goleniów będzie otwarta dla aut. Obecnie nie jest otwarty tylko mały 7 km fragment. Trwają ostatnie prace przy przebudowie / remoncie, czy co oni tam robią - starej drogi DK6, i nie których zjazdów / wjazdów na obwodnicę. Zakładam jednak, że te prace do końca kwietnia się zakończą. To tak wszystko szybko się dzieje. Pozostaje problem tylko z obwodnicą Płotów, która nadal nie jest gotowa, i odcinkiem II drogi (Nowogard - obwodnica Płotów). Tutaj jest cyrk, i ten cyrk nadal trwa. I niestety jeszcze jakiś czas potrwa. Tutaj też nie mogę mieć pewności, że maksymalnie do 03.05, będzie się dało przejechać przez obwodnicę Żabowa, czy będzie się dało wjechać na wiadukt przed Lisowem, wiadukt, na który czekam od Maja i Sierpnia 2018 r., i się doczekać nie mogę, bo chujowa firma Mosty-Łódź leci sobie w chuja, tak samo jak pogoda sobie leci. Dać kilka dni naprawdę ciepłej aury.. I zabrać to w taki bestialski sposób, w ten chamski przejściowy stan pogodowy, jaki dziś był?! No tak się nie godzi. Straszne wietrzysko, zimno. To oznacza zmianę pogody. Niestety zmianę na gorsze co potrwa parę dni. Ta zmiana zaczęła się już u początku obwodnicy Nowogardu dla mnie. Było po godzinie 16. Założyłem normalną czapkę, nie czapkę z daszkiem i tak pojechałem dalej. Ciężko mi było przejechać przez obwodnicę Nowogardu. Chodź dalej było gorzej. Wjechałem właśnie na dalszą budowę S6. Ten niebezpieczny cyrk jaki ma tu miejsce od wielu miesięcy.. Od Nowogardu do Lisowa.. Od Lisowa jeszcze się jedzie starą drogą DK6 to jest normalnie. Ale właśnie: JESZCZE. Do tej pory BartWal czy PKS GRYFICE musiały korzystać z drogi S6. Omijać takie dziury jak Olchowo, Kikorze, czy Glewice. Ta sielanka się jednak skończyła. Przynajmniej jeśli chodzi o Kikorze i Olchowo. Wkrótce, do końca miesiaca będzie dotyczyć także Glewic, gdy droga DK6 będzie w całości otwarta. Problem jest na drodze budowanej przez konsorcjum Mosty-Łódź, którzy się opierdalali, nie pracowali. I nadal są słabo zaangażowani w pracę. A ja przez to jeszcze bardziej musiałem się męczyć z przejazdem chociaż do Żabowa. Mimo, późnej pory i coraz gorszej pogody - spory ruch aut w tym ciężarówek się utrzymywał. A tutaj jest wąsko, ciężko przejechać.. Źle się jedzie. Masakra. I tak do Żabowa się pomęczyć. Jechałem pod wiatr, ledwo co dawałem radę jechać. Zatrzymałem się jeszcze przed samym Żabowem gdzie dostrzegłem rury z gazociągu! Pisałem o tym we wpisie: Trasa na Szczecin z 04.04, i piszę teraz, że się trochę pomyliłem - albo zrobili do dzisiaj tyle XD, że te rury są już pewnie gdzieś za Żabowem w stronę Potulinca. Chodzi o to dla przypomnienia: Makowice-Lotnisko: "W pogoni za rurami". Tą teorię potwierdzę, prawdopodobnie w tym tygodniu, gdy pojadę na Makowice, a potem śladami budowy gazociągu :) Aby się zorientować ile rur pozostało na lotnisku w Makowicach, oraz gdzie do tej pory zdążyli dojść. Jeśli rur na lotnisku będzie mało, to raczej bez sensu będzie jechać do Żabowa, wystarczy do Potulinca. Ale to się zobaczy. A póki co dojechałem do tego cholernego Żabowa. Im bliżej domu - tym gorzej. Słońce schowało się za chmurami. Wiało coraz mocniej, coraz gorzej się jechało. Te ostatnie kilometry, ehh. Masakra.. Ale się namęczyłem aby dojechać do Lisowa, i dopiero w Lisowie przerwę zrobiłem. Ale już ledwo co jechałem. I z Lisowa jeszcze do domu parę kilometrów.. Masakra. Przyjechałem taki padnięty. Jak na dzisiaj to było dla mnie za dużo. Ja po takim ciężkim weekendzie mogłem robić dzisiaj z 20 km a nie 80! Dać radę dałem i to najważniejsze, ale kosztowało mnie to sporo sił.. i sporego zaangażowania. Właśnie w Żabowie minąłem ostatnią szansę, skrócenia sobie trasy i pójścia na pociąg. Po Żabowie już nie miałem wyjścia, musiałem dojechać :) W domu jeszcze nie było ojca dzisiaj, to nie mógłby mnie autem w razie czego zabrać. Więc musiałem jechać.. Mimo, zmęczenia, mimo wiatru i nieprzewidywalnych zawirowań pogodowych trzeba było jechać.. jechać.. i dojechać.. :))

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa08kwietnia2019zdj1.jpgtrasa08kwietnia2019zdj2.jpgtrasa08kwietnia2019zdj3.jpgtrasa08kwietnia2019zdj4.jpgtrasa08kwietnia2019zdj5.jpgtrasa08kwietnia2019zdj6.jpgtrasa08kwietnia2019zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)