Trasa z dnia dzisiejszego była udanym fajnym wyjazdem! Zaplanowanym (w pewnym sensie) jeszcze w tygodniu. W sumie zaplanowałem, że gdzieś pojedziemy. A gdzie dokładnie to już nie. W sumie JS chciała jechać w Golczewskie strony, tutejsze lasy i drogi, które wciąż są tajemnicą nie odkrytą. I pewnie tak będzie zawsze, że nie ważne ile razy się będzie bywało w tych stronach prędzej czy później i tak się pojedzie w niezamierzonym kierunku. Jednak zgubić się tu? Nie da się za bardzo :) W końcu drogi w okolicach są znane, więc prędzej czy później wyjechałoby się w znanym kierunku - z tymże, że nie koniecznie tam gdzie się chciało. A to już znana historia (przypadłość?). Powtarza się w setkach tras, które pokonuję po lasach. Prawie zawsze źle pojadę, niekoniecznie tak jak trzeba. A czy to zawsze wina braku orientacji w terenie? No może nie zawsze - ale często. Myślę, że często to również wina chciwości ludzi, których chciwość przekracza wszelkie granice. Zaczynamy nowy rok a stare błędy zostają. Ślady działalności ludzkiego ścierwa są coraz bardziej widoczne. W postaci wyrżniętych kolejnych leśnych terenów. Dzisiaj mieliśmy takiego pecha, że często z JS natrafialiśmy na ślady tych zuchwałych zbrodni. A gdyby było tego mało to w lasach widać było pracujące ekipy tego ścierwa, które zabierały martwe, zabite drzewa. Byli oni widoczni przy Truskolesie dwukrotnie (po lewej i prawej stronie) drogi DW108. I na początku i na końcu trasy. Na końcu trasy stanęliśmy z nimi w oko w oko. Zrujnowali leśną drogę, niszcząc ją kompletnie na odcinku na którym kręcili się ciągnikiem. Przy pomocy którego zabierali wyrżnięte drzewo. Jednak ślady ich działalności są o wiele większe niż możliwość ich zapamiętania - wycięty pokaźny kawał lasów przy Błotnie (DW106), i ogołocone tereny w środku lasów, które niegdyś (jeszcze kilka lat temu) tak gęsto obrastały Golczewo i okolice. A dzisiaj to tylko wspomnienie, że coś tam było. Często w opinii durnego i zniewolonego społeczeństwa pojawia się opinia, że przecież ci bandyci sadzą nowe drzewa... Mam i na to argumenty. Nasza droga powrotna za Sosnowicami w stronę Upadłego. Młody las, młode drzewka - wszystkie leżą i czekają na rzeź. Nawet młodnikowi skurwysyny nie popuszczą i go wycięli... Dzisiaj jak tych śmieci widziałem to im wprost życzyłem aby ta bela drewna spadła im na te durne łby i ich zmiażdżyła na miejscu. Dla takiego skurwysyństwa nic innego tylko śmierć - w myśl zasady: życie za życie. Trudno na to patrzeć, przechodzić obojętnie. Mimo, że temat pojawia się od wielu lat. W ciągu każdego rowerowego roku widuje się te skurwysyństwo i skutki ich działań... To jakoś trudno do tego przywyknąć. Czasem jest się zmęczonym już tym tematem i się nie pisze. W tym roku jednak na nowo mam siły walczyć z tym skurwysyństwem. To co się dzieje w Polskich Lasach już dawno wymknęło się z pod kontroli. Rżną wszystko i nie przejmują się tym co będzie w przyszłości. Jakie skutki dla natury przyniosą te działania... Tak się źle dzieje z tym światem. A dziś było na co patrzeć - w końcu co rusz, nasza trasa przecinała się przez jakieś lasy a może właściwie miejsca gdzie były kiedyś lasy? - Truskolas, Szczytniki (pojechaliśmy bokiem) - na Grabin, Błotno, a z niego Łęgno czy Buk. Miejsca gdzie niegdyś bywałem. A teraz mam wątpliwości czy chcę tu wracać. To przykłady z miejscowości, wsi które dziś zjechaliśmy. A gdybym miał opowiadać co się dzieje przy lasach od Dąbia przez Iglice po Rzesznikowo? (dalej nie jeździłem to nie wiem)... Skurwysyństwo nie zna granic. I jak nie mieć mieszanych uczuć w tym momencie gdy właśnie takie bezgraniczne skurwysyństwo miesza się z pięknem natury, którą mijaliśmy? Ten bezkres wiejskich stron - pola, łąki i pastwiska. Gdzie nie gdzie drzewa czy lasy, które jeszcze nie padły ofiarą tzw. "pilarzy" a w rzeczywistości pozbawionych człowieczeństwa barbarzyńców. Co może wygrać w tym dualizmie uczuć, które przeszywa nas przy każdej kolejnej drodze? Na trasie łączyły się i dawne wspomnienia i nowa rzeczywistość. A ta nie pasuje do trwałości wiejskiego klimatu. Tam bowiem nie powinno się nic przez lata zmieniać. To nie miasto, w którym tak prędko toczy się życie, że trudno nadgonić za zmianami, które tam następują. To powinna być oaza spokoju, zrozumienia i wyciszenia. Jednak w tych nowoczesnych czasach - nawet na wsi, nie jest już ani pięknie ani spokojnie...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1176
Trasa nr [łączna]: 1255
Trasa nr [na blogu]: 1169
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 9
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1243 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1157 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 12529.4 km
Stan Licznika Końcowy: 12576.7 km
Stan Licznika Końcowy2*: 12501.7 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 25070 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 25111 km
Maksymalna prędkość: 29.3 km/h
Przejechałem: 47.3 km
Przejechałem [msc]: 221.73 km
Przebieg roweru [rok]: 221.73 km
Przebieg roweru [suma]: 49275.98 km
Przejechalem w 2023: 221.73 km
Podroż dookoła świata (2023) 0.5543 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 123.19 [%] km
Czas jazdy: 03:58:28 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2900:30:12 h
Czas Jazdy Suma (2023): 15:48:24 h
Czas Jazdy Suma (styczeń): 15:48:24 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3123:56:20 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:23 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:45:23 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:59 h
Średnia: 11.92 km/h
Dzisiejsza trasa jak wspomniałem łączyła wiele wspomnień z dawnych lat. Po części pozwalała odkrywać nowe drogi (dla JS) nowe dla nas i dla mnie. A także wrócić w nostalgiczną podróż do przeszłości. Do dawnych spokojnych lat, gdy świat nie wydawał się być taką otchłanią zła i zepsucia. Trudno teraz powiedzieć, wydać tu jakikolwiek osąd, czy takie postrzeganie świata było związane z dziecięcym wiekiem czy wraz z naszym dorastaniem świat zmienił się z krainy szczęścia, w przedmieścia piekielnych czeluści? Nie ma dnia by nie było jakiś tragedii. Wypadków, morderstw, nie wyjaśnionych śmierci - tak tylko zostawię: #nagle. Polecam wpisać np. na Facebooku ten hasztag. Nie ma dnia aby nie było śladów działalności ludzkiej chciwości pod postacią niszczenia natury dookoła nas. I karania za te zniszczenia nie winnych zwierząt, których dom i życie dotyczyło właśnie tych lasów. Tak - kara się ich za błędny ludzkiej zgnilizny. Te biedne zwierzęta szukając pokarmu i sensu swojej egzystencji - są narażone na spotkania z pędzącymi autami, czy zbliżania się do ludzkich osad. Skąd są oczywiście płoszone. A często wybijane. W końcu po co przychodzą nie?! Nie dostrzega się tego, że to ludzie doprowadzili do takiego stanu rzeczy. Różne myśli i uczucia przenikają przez nas, wędrowców dzisiejszej trasy. W której wszystko się może zdarzyć. Trasę zaczynaliśmy w leśnym parkingu przy Truskolesie, stąd ruszaliśmy ostatnio - dokładnie tydzień temu: Leśne Spodziewanki. Towarzyszce dzisiejszej podróży JS, tak się podobały te strony, że chciała tu wrócić. Więc jesteśmy! Ruszamy w nieznane w kierunku miejscowości Grabin. Poprowadziłem koleżankę przez Imno, znaną mi od lat drogą z miejscowości Grabin przy Szczytnikach. Pięknie tam było. Można było wrócić w wspomnieniach do chwil z przeszłości związanych z tym miejscem: Trasa na Czermnicę, Trasa Dąbrowa - Truskolas. Kolejnym przystankiem był sam Grabin. I tutejsza tajemnicza przez pole droga. Byłem pewny, że któraś prowadzi na Błotno. I choć tak nie dojechaliśmy do Błotna (a byliśmy blisko :() - i tak było fajnie! Z Grabina widać Błotno, byliśmy na dobrym tropie, tylko zasugerowałem JS, że zjedziemy na wioskę i pojedziemy drogą. A to był błąd, bo gdybyśmy się za szybko nie poddali to byśmy polnymi drogami do Błotna dojechali. I właśnie w samym Błotnie, JS chciała zobaczyć pewną drogę przy której widzieliśmy Grabin. Nic się nie stało. Będą jeszcze okazje. W tym roku dni będą coraz dłuższe, więc jeszcze się tutaj na pewno wybierzemy! A tym czasem historia poprowadziła nas na Łęgno. Bywałem tu w przeszłości... Było więcej drzew... :( Mieliśmy się tutaj trzymać prawej strony aby ominąć miejscowość Buk, Kłodzino i wyjechać od tyłu w Kłębach. Jednak na pewnym skrzyżowaniu dróg, gdzie było ich aż 3! Zwątpienie zwyciężyło i zamiast jechać prawą stroną w prawo, pojechaliśmy w lewo... :) I wyjechaliśmy na końcu miejscowości Buk. Mijając tutejszy dawny dworek, a obecnie Bibliotekę Książnicy Pomorskiej w Szczecinie. No ciekawe miejsce - gdybyśmy pojechali zgodnie z planem nie znaleźlibyśmy się tutaj! A dziwne, że wciąż daję się wodzić za nos tym lasom przy Golczewie. W końcu wiele razy tu byłem... PRL-owska historia, Poznając Lasy Golczewa. Nie mniej do Kłębów, do których chciała jechać JS i tak dojechaliśmy. Nie przez las, ale dojechaliśmy ;) W sumie się nie da, nie dojechać tutaj. Nawet jak się źle pojedzie i tak się gdzieś wyjedzie... :) Koniec końców byliśmy w Kłębach, przy dawnym młynie, i czymś co mogło być niegdyś jeziorkiem. A stąd już szybka trasa do Golczewa na pizzę! :) Po całym dniu przygód apetyt dopisuje. Po tym jakże zdrowym obiedzie, zaliczyliśmy jeszcze mały urbex za Golczewem - to było takie pójście na kompromis, bo w planach była dłuższa przejażdżka przez ul. 9 Maja do kolonii Samlino a potem na osadę Żabie. I dopiero powrót przez Upadły na Sosnowice -> Podłęcze i Ościęcin. Dzisiaj jednak nie jechaliśmy tą dłuższą trasą i od razu wracaliśmy na Sosnowice. A więc po drodze mały urbex, w dawnej fabryce / firmie. A nawet nie wiem co to jest za zakład. Ciekawie wygląda nie mniej... :) To był nasz pierwszy wspólny urbex w tym roku! :) A dobra, w zasadzie to był pierwszy urbex w tym roku. Dla mnie też :-) I powrót Sosnowice - Podłęcze. Tu też wiele razy bywałem. Dziś było jednak romantyczniej, gdy promienie zachodzącego słońca przedzierały się przez wciąż rosnący tu las... Pięknie :333. A potem nieco gorzej i trudniej - typowa leśna droga, walka ze zmierzchem. Jednak jakoś dojechaliśmy do Podłęcza. A z niego na Ościęcin to już chwila... I ostatnie wyzwanie na dziś powrót z Ościęcina do parkingu gdzie parkowaliśmy. Nie lubię tej leśnej drogi z Ościęcina. Kojarzy mi się jakoś nie dobrze - zwykle z trudnościami, z którymi trzeba się zmagać. Jednak dla JS byłem wstanie się przemóc i pojechać aż natrafiliśmy na sporą przeszkodę. Bandę tych skurwysynów, którzy wywozili zamordowane drzewo. Przy tym doszczętnie niszcząc tą i tak mało przyjemną w jeździe leśną drogę... Na finał trasy musi się coś przydarzyć no po prostu musi... Pozostawmy jednak ten incydent bez komentarza. Cały dzień był bardzo fajny, spędzony w wyjątkowym towarzystwie. No i w końcu trochę kilometrów przybyło! Cała trasa która łączyła i drogi wiejskie, leśne i asfalty (mieszany tryb) - dała prawie 50 km! A to już ładny wynik. Widać wracam do formy po chorobowym incydencie. I byle tak dalej, z każdym dniem będzie ubywać nocy... Z każdą trasą przybywać kilometrów. I tak zbliżać się będzie czas 50k km z Aurelią! :) A jeszcze tak dodam na koniec - na dzisiejszej trasie pojechałem już na sprawnym kole. Planowana po trasie: Trasa Makowice-Słudwia z 26.01 - planowana serwisowa akcja się powiodła. Teraz tylko na wymianę czeka cały napęd i można śmiało i odważnie wjechać w nieznane przygody, które czekają na odkrycie w rozpoczynającym się dopiero 2023 r...!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)