Trasa z dnia dzisiejszego poprowadziła mnie i JS w stronę trochę znanych a trochę nieznanych nowych stron. W sumie jest tak, że w okolicy jeździłem sporo. A zawsze pomijało się uszczegółowienie tych dróg. Jak już jeżdżę to cykliczne trasy. Jednak jeszcze w 2022 r. postanowiłem z tym skończyć i poznawać nowe drogi - nie tylko w swojej najbliższej okolicy ale także dalej! Na początek w obrębie województwa. Tu jest sporo dróg do odkrycia. I sporo miejsc, które mogą skrywać pewne nieznane tajemnice! I tak dzisiaj z parkingu pod Truskolasem wyruszyłem z JS w tą magiczną podróż. Towarzyszyła nam wietrzna ale stabilna pogoda. Co z tego, że wiało? Skoro było w miarę ciepło. A to tylko +5℃. Jednak słoneczny dzień robił swoje. I miło było tak wyrwać się z przytłaczającej codzienności. Plany co do trasy niestety trochę się pozmieniały. Pierwotnie ten wyjazd miał wyglądać inaczej. Przejeżdżałoby się przez Golczewo i okolice. Jednak kwestie formalne i tudzież czasowe ograniczenia nie za bardzo na to pozwoliły :( Trzeba było nieco skrócić dzisiejsze podboje. Choć i tak było fajnie. I przejechało się kilkoma nieznanymi dotąd drogami! Na początku byliśmy pod miejscowością Wierzchy - odkrywając pierwsze oznaki wiosny. Szukałem tu domniemanego przejazdu do wsi Zatocze. Ilekroć tam jestem tylekroć mnie to nurtuje. Jednak moje cele nie były trafne. Domniemana droga do Zatocza nie zaczynała się w tym miejscu. Jednak nic nie szkodzi, że tu zajechaliśmy. W tej okolicy rozciągał się piękny widok na pola! A z nich było już widać nasze dalsze cele. Mimo ograniczeń czasowych i faktu, że dość powolnie szła ta podróż w zmiennych trudnościowo warunkach - dojechaliśmy do końca. Do wsi Dąbrowa Nowogardzka, skąd czekało nas jeszcze kilka kilometrów powrotu drogą DW106. A potem jeszcze kawałek drogą DW108. Mimo wszystko myślę, że było jednak warto. Zawsze tak długo czekam na te kolejne spotkania i kolejne trasy do pokonania z JS. I zawsze jest za mało i za mało. Dziś też było za mało :( Mimo, że trochę zrobiliśmy (ponad 50 km). A do tego znów we znaki dawał się ten mój zajechany napęd. Może to dobrze, że jego dni są policzone? W najbliższy weekend (25.02) jeśli nic nie stanie na przeszkodzie - zostanie zmieniony. I to przed 50k km z Aurelią. Choć miałem taką nadzieję. To teraz na to nie liczę. Nie są to może jakieś duże kilometry do tej jazdy... Jednak ryzyko bardzo wzrosło. Wystarczy, że coś pieprznie w przerzutce i to koniec. Jestem załatwiony - w wariancie optymistycznym tylko nie mam biegów. W wariancie który pewnie się wydarzy - w ogóle nie będę mógł jeździć bo pewnie trzaśnie coś ważnego w tej przerzutce bądź do końca rozlecą się kółka na których jeździ łańcuch. A to będzie koniec. Nie wymienię kółek bo się nie spasują z wyrobionym łańcuchem i nie będzie to po prostu ze sobą współgrać. No i pewnie tak się skończy ta historia tego dobitego napędu. Pal licho jeśli miałoby się to dziać przed ważną trasą 50k km z Aurelią. Gorzej jeśli w trakcie trasy. Więc nie ma co - nie będę ryzykować. Wymieniam napęd. Póki co każda moja trasa to jakieś ryzyko. A obecnie i kombinowanie jak tu przetrwać do 05.03 aby z jednej strony nie przebić brakujących do 50k km, a z drugiej strony jednak zbliżyć się do sensownych wartości (49950 przebiegu całkowitego) z maksymalnie z +/-5 km różnicy. To wystarczy. Wszystko jednak będzie się opierało o pogodę. A z tą może być znowu różnie...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1187
Trasa nr [łączna]: 1266
Trasa nr [na blogu]: 1180
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 20
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1254 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1168 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 12892.2 km
Stan Licznika Końcowy: 12947.43 km
Stan Licznika Końcowy2*: 12872.43 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 25363 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 25418 km
Maksymalna prędkość: 33.8 km/h
Przejechałem: 55.23 km
Przejechałem [msc]: 370.79 km
Przebieg roweru [rok]: 592.52 km
Przebieg roweru [suma]: 49646.77 km
Przejechalem w 2023: 592.52 km
Podroż dookoła świata (2023) 1.4813 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 124.1169 [%] km
Czas jazdy: 04:16:20 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2927:14:58 h
Czas Jazdy Suma (2023): 42:33:10 h
Czas Jazdy Suma (luty): 26:44:46 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3150:41:06 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:25:53 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:07:40 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:58 h
Średnia: 12.94 km/h
Dzisiejsza trasa - pełna przygód i magii nieznanych terenów - skończyła się koniec końców pozytywnie. Choć można ująć to tak, że miała swój burzliwy przebieg. Jakiś taki nerwowy dzień. Zresztą może ten tydzień był taki nie ciekawy - kończył się zresztą niespokojną pogodą: Weekendowa wichura (18-19.02) - Twojapogoda.pl. Mnie tam w szkole za bardzo nic nie szło. Po prostu ciągnie się ta spierdolina życiowa... No ale dzisiaj nie musiało tak być. Zaczynała się fajna trasa, w piękny dzień. Słonecznie. Trochę wiatr wiał ale bez przesady. Jechaliśmy z parkingu przy Truskolesie, skąd już zaczynała się jedna z tegorocznych naszych tras: Szlakami przygód! - to w końcu ta trasa zainicjowała pomysł kontynuowania takich leśnych jazd w tych różnych ciekawych miejscach. I tak zaczęliśmy od lasu pod Truskolasem. Gdzie nie wiedząc czemu wiele z tutejszych dróżek nie jest oznaczonych na mapie! W sumie nie pomyślałem - bo to był spontan dzisiaj. Planowałem inną trasę. Wyszła inna trasa, aby po prostu jechać cały czas prosto przez drogę w którą wbiliśmy się do lasu (czyli na wprost leśnego parkingu). Powinna nas ona bezpośrednio wyprowadzić w Imnie, do którego zmierzałem w nieco bardziej pokrętną trasą. A w lasach to wiadomo - porozjeżdżane te drogi, zniszczone. Czasem błoto. Przejechać się nie da. A jak nie błoto to tak powysychane, że nie da rady jechać. Inaczej: ja nie dam rady jechać. No nie mniej trochę te lasy tutaj ogarniam - jeździłem w końcu po nich - co nie oznacza, że mam orientację w terenie. Nie mam jej. Tylko z jakiegoś powodu zawsze znajduję drogę do domu. Z Imna pojechałem z JS do Szczytników. A tam szukałem drogi na Zatocze. Jednak szukałem nie w tym miejscu co trzeba. Teraz patrząc na mapę - już chyba wiem, którą drogę jeszcze muszę sprawdzić. I jeśli to nie ona. To naprawdę nie wiem jak tam dojechać :( Tajemnicza droga, historia z nią związana ciągnie się od lat gdy trochę jeździłem w tamtych stronach: Nowe przygody!. <---Tu sytuacja jest gruba jak mówimy o trasach, które miały miejsce ponad 40k km temu... A dokładnie: 43 346 km temu. Nawet zacytuję o co chodzi: (...)O ile do wsi Zatocze dojechałem (53.784700, 15.136624 - to ta wieś) to do grubej białej linii na mapie, drogi prowadzącej na wprost do Truskolasu nie dojechałem.. Nic się nie zmieniło przez te ponad 40k km i wiele tras. A w tych stronach jeszcze kilka razy byłem - nigdy nie znalazłem drogi którą wyjadę na Truskolas. Zawsze wyjeżdżałem na Łęczną. Czy w stronę Sowna. Nigdy tam - a o to inne przykłady z przeszłości ciekawych tras przy Zatoczu (może nie tak odległych jak 40k km temu ale jednak i tak wartych uwagi): Wiejskimi marzeniami oraz Droga we wspomnienia. No cóż - wspomniałem, że dzisiejsza trasa to tak naprawdę spontan. No do pewnego stopnia :) Planowałem inaczej. Wyszło inaczej. I w sumie nie przygotowałem planów. Pojechaliśmy na pałę. I tak jadąc na pałę pojechaliśmy do Wołowca. Z stamtąd przez Orzeszkowo - gdzie odkryliśmy fajny dawny dwór: Dwór w Orzechowie pojechaliśmy do Grabina. Skąd bez problemu trafiłem do Błotna. Nie popełniłem tego błędu co w styczniu :) Z Błotna jakimś cudem dojechaliśmy do Dąbrowej Nowogardzkiej, po drodze mijając wieś Wierzchęcino. Posiłkowałem się tu mapą, i chciałem wyjechać w Radziszewie, skąd pojechalibyśmy do Dąbrowej. A jakimś cudem pojechałem do Dąbrowej bezpośrednio :D No cuda. Naprawdę. Ja i mój brak orientacji. Jak to się stało nie wiem. To był tylko kawałek drogi gdzie straciliśmy czas. Taka przez las, zalana wodą, rozjeżdżona. Sporo błota. Jednak cel osiągnięty. Będąc w Dobrąowej Nowogardzkiej pokazałem JS te piękne tutejsze jezioro. Sam zresztą zawsze je mijałem a nigdy tu nie zajeżdżałem. Dziś była okazja. Fajnie tu jest :) Fajnie tak spędzić z kimś czas... Wyjeżdżając z Dobrąbrowej były małe zgrzyty. Spokojnie - nie między nami :) Tylko na przerzutce - nie wchodziła właśnie na najlżejsze moje przełożenie (32t). Tak zgrzytało, łańcuch łamało, że aż się zatrzymałem sprawdzić co się dzieje. I odkryłem - po prostu połamały się naostrzone zęby na kółku. Część jest zaostrzona - takie szpile. A część urwana. No kończy się ten napęd. Ewidentnie się kończy. Trudno oczekiwać tego, że zaryzykuję dobijania go na 50k km Aurelii. Jak nie będę miał wyjścia to nie. Wiadomo. W innym razie - nie ma co ryzykować. Tylko w sobotę tak jak jestem umówiony z kolegą MK ze Szczecina (25.02) - pojechać i zrobić ten napęd. Coraz fajniejsza pogoda, dłuższe dni. Kusić będzie na dłuższe wyjazdy. Nie chciałbym mieć niespodzianek i jakiś awarii. A w tym stanie napędu o to nie trudno. Można pokusić się o to aby dobić go do rekordu czy nawet pociągnąć na nim do 13k km (o ile przerzutka na to pozwoli) - tylko to musiałyby być kontrolowane trasy blisko domu (np. takie 50-tki). Bo w razie awarii będzie łatwo mnie zgarnąć. Odpadałyby więc jakieś dłuższe wyjazdy - gdzieś dalej z samochodem. Musiałbym się jeszcze do kwietnia ograniczać. A i tak kontrowersyjna pozostawałaby sprawa co z tym 50k Aurelii? Planuję zrobić to 4-5.03. Gdzieś tak powinno się udać. I dla świętego spokoju wolałbym wyruszyć na naprawionym a do tego przetestowanym napędzie - czy na pewno wszystko jest OK i nic się nie stanie. No i cóż, z Dąbrowej wracaliśmy przez Karsk pod Nowogardem. I długa długa powrotna podróż nas czekała. Długa ale za to szybko mijająca - w przeważającym obszarze z dużymi prędkościami (>20 km/h)! Ale JS dawała. Stanąłem za Błotnem aby wymienić akumulator w kamerce i później jej dogonić nie mogłem. Dogoniłem ją dosłownie po kilku km... To się działo na dzisiejszej trasie! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)