31.12.2017
Jazda nr: 185

Tagi: tr_przygod, drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa, siłą rzeczy, i siłą kalendarza zresztą też ;) Ostatnia trasa mijającego właśnie 2017 r., moja ostatecznie ostateczne duże wyzwanie, wyzwanie, które podzieliłem na dwa dni. Wyzwania by nie było gdyby nie małe przeziębienie co dopadło mnie w tym ostatnim tygodniu roku. Dopadło mnie to przeziębienie, i pokrzyżowało moje plany. Może byłoby inaczej gdybym w roku więcej jeździł, ale skąd miałem kilka msc temu wiedzieć, ile wyciągnę kilometrów w tym roku, jak się te rowerowe sprawy potoczą, skąd miałem wiedzieć, że tyle osiągnę i o mało co nie osiągnę 5000 km w roku?! Co jest dla mnie bardzo dobrym wynikiem :) Będzie ciężko ten wynik pokonać, co nie oznacza, że w przyszłości nie będzie to wykonalne. W końcu wola walki coraz większa, coraz więcej sił mam do tego jeżdżenia. A o tym jak bardzo znacząca jest wiara we własne możliwości i to, że wypracowany efekt, nie idzie na marne, przekonałem się o tym dzisiaj, gdy potrzebowałem zrobić nieco ponad 50 km, by dobić do 5000 km. Jeszcze wczoraj (30.12), sobie tak myślałem, że wczoraj zrobię z 30 km, dzisiaj nieco ponad 30 km i dobra tam :) Jednak życie okazało się okrutniejsze i takie proste rozwiązania nie są niestety do zaakceptowania. Wymyśliłem więc sposób, pojadę sobie 2x na trasę "20-stkę", co da mi na finiszu, ok. 35 km, a pozostałe km, nabiję na mieście. Z tego rozwiązania zrezygnowałem jednak dość późno, dzisiejszego poranka wpadłem na lepszy pomysł. Zainspirował mnie do niego, kończący się w porannych godzinach przetwarzany przez projekt FILMOŻER, film. Film z 24.08.2017, gdy zrobiłem 150 km, mimo niesprzyjających warunków pogodowych, wielu niepewności i obaw. Postanowiłem się jednak im nie poddawać i pojechałem. Postawiłem wszystko na jedną kartę, na porządną trasę, która ma 54 km długości - wiedzie przez Golczewo, Upadły do Mechowa i tam przez Gacko, Popiele na Gryfice i powrót z Gryfic przez DW109. Taki plan zrealizowałem, postanowiłem nie bawić się w durne zabawy jeżdżenia w kółko jak jakiś niedojrzały pasjonata ;> Postanowiłem zrobić normalną trasę. W jej realizacji pomaga mi kilka czynników, znam bardzo dobrze te tereny, znam każdy metr tych dróg, byłem na nich w końcu setki tysięcy razy w ostatnich latach. Więc bez problemu ustawię sobie kolejne małe wyzwania na zasadzie metody: Dziel i Rządź! Małe kroczki, które zaczęły się od wyzwania: Dojechać do Golczewa. Gdy już byłem w Golczewie, dojechać do Upadły, itd. itd. Aż dojechałem pod dom, szczęśliwy i uradowany, że podołałem, i trochę zdziwiony, skąd we mnie tyle sił, skąd tyle energii by tak nic z tego ni z owego, w środku zimy zrobić trasę tak długą, jak prawie 55 km wyjazd?
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 186

  • Trasa nr [łączna]: 271
  • Trasa nr [na blogu]: 185
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 10
  • W tym roku: 121

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 267 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 181 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 3498.42 km
  • Stan Licznika Końcowy: 3553.15 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3237 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 3291 km

  • Maksymalna prędkość: 31.2 km/h

  • Przejechałem: 54.73 km
  • Przejechałem [msc]: 259.26 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5004.19 km
  • Przebieg roweru [suma]: 10870.81 km

  • Przejechalem w 2017: 5004.19 km
  • Podroż dookoła świata (2017) 12.5105 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 27.177 [%] km

  • Czas jazdy: 03:12:04 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 467:04:21 h
  • Czas Jazdy Suma (2017): 331:25:25 h
  • Czas Jazdy Suma (grudzień): 18:27:21 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 690:30:29 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:50:44 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:43:00 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:52 h

  • Średnia: 17.1 km/h
Dzisiejsze ostatnie wyzwanie jest dla mnie, było dla mnie kluczową sprawą. Od tego zależało czy zrobię te 5 000 km w roku czy nie podołam, będę musiał się przywitać z porażką i w końcu ją zaakceptować? Co czego zresztą nie przywykłem. Bardziej budujące są dla mnie małe zwycięstwa, które zbliżają mnie do realizacji jeszcze większych wyzwań rowerowych, które czekają mnie już wkrótce, po nowym roku. Tak więc tuż po godzinie 10 rano, ruszyłem w moją trasę. Przygotowałem się należycie do niej, zjadłem większe śniadanie, wczoraj się też sporo opychałem jedzeniem, i słodyczami by mieć siły. I ruszyłem żwawo, tęgo i prędko, w mokrym, szarym, i brzydkim świecie dookoła wjechałem na DW108, mijałem błotne krainy, dookoła pól, stojące na polach całe hektolitry wody, tworzące lokalne jeziora. Ruszyłem przez Sowno, Mechowo i Truskolas po Unibórz. było ciężko ale się nie poddawałem, jechałem żwawo, prawie cały czas utrzymując prędkość ponad 20 km/h, bardzo rzadko niższą i tak do Uniborza, gdzie sił na taką szybka przejażdżkę nieco mi zabrakło. Gdzie jeszcze przed Uniborzem widziałem szerzącą się coraz szerzej zarazę, mającą na celu wygołocenie całych lasów, jakie porastają te ziemie. Nie da się opisać wielkości zbrodni jaka się tutaj dokonuje, z każdym dniem coraz większa, coraz więcej drzew pada ofiarą tych ludzkich działań, jest tu coraz brzydziej, puściej, i w taką niesprzyjającą pogodę hula tu frywolnie wiatr, gdzie w poprzednich latach takiego zjawiska nie było. Pogarszająca się pogoda, i coraz więcej anomalii pogodowych nie bierze się w końcu znikąd. Tylko czemu do ludzi to nie dociera?! Nie dociera do nich, że niesprzyjających pogodowych zjawisk będzie coraz więcej, jak się ludzie w końcu nie opamiętają, ile jeszcze ludzkich istnień musi natura zabić aby do nich doszło co robią?! Im dalej tym gorzej, bo te cholerne zjawisko przeszło także za Unibórz, w las koło Golczewa. Coraz więcej drzew jest tam wycinanych, w środku lasu coraz większa pustka. Ma to także negatywny wpływ na zwierzęta, które nie mają gdzie się podziać, tak szybko nie są wstanie przystosować się do nowych warunków i będzie coraz więcej wypadków. Na chwilę przerwę ten wątek negatywny o niszczeniu przyrody, gdy mijałem Unibórz, pogoda pozytywnie mnie zaskoczyła, zaczęło się robić coraz słoneczniej, przyjemniej :) Ciekawie wygląda także droga DW108 tuż za rondem (skrzyżowanie z DW106) przed Golczewem, gdzie będą wymieniali nawierzchnię drogową do samego Golczewa. W tej chwili zewnętrzna warstwa drogi została zdjęta, i jest taka chropowata powierzchnia, oj, dziwnie się po tym jedzie :) Jednak wolałbym dużo po takich powierzchniach nie jeździć, nie ma dobrej przyczepności kół na tym i można wyrżnąć, nie czułem się pewnie, i tak do samego Golczewa, gdzie została stara, zniszczona droga. W Golczewie nie jechałem na DW106 aby odbić na trasę alternatywną nad morze, skręciłem od razu w prawo koło marketu Polo i tak ul. JP II dojechałem na ul. Niepodległości, wkrótce ruszyłem w stronę wsi Upadły. Słoneczko wciąż świeciło na niebie, pięknie, przyjemnie! A tuż za Golczewem, coraz mniej pięknie :( Kilka drzew wycharczanych w różnych miejscach i pojawiające się działki budowlane na sprzedaż, co informuje o tym, że kolejne tereny będą urbanizowane (oczywiście kosztem lokalnej przyrody), nieustannie życie się będzie zmieniało. Takie już są smutne koleje życia. Nie zważając na nie, cieszyłem się aktualną chwilą, nigdy w przeszłości w okresie zimy nie byłem w tych stronach, w tych przepięknych stronach, o tej bujnej przyrodzie, którą cholerni ludzie (niech ich piekło pochłonie !!!), za wszelką cenę chcą zniszczyć. A gdyby tego było mało, to jakaś wścieklizna na drodze. Jechałem wojewódzką 108 do Golczewa, prawie żadnego samochodu a na gminnej drodze z Golczewa w stronę Stuchowa przez Upadły i Mechowo, to samochodów od zajebania! Co się wściekli jakoś?! I prawie same BMW, Mercedesy i zapierdalają tak, że im koła do kabiny podskakują.. To nie jest droga taka, aby w ogóle na nią samochody wpuszczać. Jeszcze nie dawno byłem zdania, że powinno się drogi remontować, ale remont może oznaczać, że znikną drzewa, klimat i urok tych miejsc się zmieni. To nie.. Lepiej zamknąć drogę dla samochodów, niech się na rowery przesiądą, będzie zdrowiej, bezpieczniej... :) Tak dojechałem w okolicę Mechowa, chodź już w Wołowcu się źle działo, ofiarą ludzi padło kilka drzew, krzaków, a w Upadłym ktoś na własnej posesji też drzewa powycinał : I oszpecił okolicę. Ale już przy Mechowie to naprawdę ..... znika cały kilku hektarowy las. Z miesiąca na miesiąc coraz mniej drzew w lesie, teraz praktycznie tylko niedojebki zostały (gdzie nie gdzie) pojedyncze drzewa. W samym Mechowie nie lepiej, ofiarą ludzi padły ogromne dęby, które na oko kilkaset lat miały. Nie może być tak, że takie zbrodnie są bezkarne. Powinno się wyłapać wszystkich urzędników i skurwysynów co na ich decyzjach chcą się dorobić. W Mechowie skręciłem na wieś Gacko, co dziwne tu też panował spory ruch aut, co jest nieco niepokojące. Zamordowane kolejne drzewa. Kawałek za wsią Gacko, pooznaczane do wycinania krzaki, a tuż obok pozalewane całe łąki - które też są oznaczane do sprzedania (pewnie jako działki budowlane) -.- A kto się będzie przejmował, że to podmokły teren. Przecież wytnie się drzewa, krzaki to na pewno pomoże :) Im dalej tym gorzej, i tak po same Popiele, co jakiś czas, jakieś wydarzenia, incydenty, ile można o nich wspominać, to wspomnę o innych sprawach. Już w okolicy wsi Gacko, słonko się obraziło, i zaszło. Zrobiło się nieco chłodniej a ja miałem do domu ponad 20 km. Było już coraz ciężej, zmęczenie dawało o sobie znać, a ja wciąż walecznie dążyłem do przodu, do realizacji swych celów. Nie poddałem się, dojechałem do Popielic, minąłem je i wjechałem na DW105, mijałem rozrastające się wsie, najbliższe okolice Gryfic. Było już całkiem chłodno, szaro, zbiera się na deszcz. Ale się tym nie przejmuję. Mam teraz jeden cel, dojechać do Gryfic, minąć je i tuż za Gryficami zrobić sobie mały postój. Wkrótce tak uczyniłem ale nie zatrzymałem się na ul. Żwirka i Muchomorka. Jak to zwykle robiłem, jakoś dziwnie dobrze mi się jechało przed tą ulicą, i jakoś dziwnie źle tuż po minięciu zjazdu na ulicę Żwirka i Muchomorka jechało się źle -.-. Zatrzymałem się dopiero na przystanku autobusowym w Baszewicach. Z Baszewic jeszcze ok. 8 km do domu. To był mój ostatni postój, innych już nie było. Jasno wyznaczone cele, i wyzwania. Miałem jeszcze kilka km, pod górkę przejechać. Szło mi ciężko, ale coraz bardziej motywowało mnie to, że coraz bliżej, coraz bliżej do celu, do upragnionego celu. I w końcu dojechałem. Wypompowałem z siebie wszystkie siły, ale dojechałem. Udało się! I pokonałem granicę 5000 km!

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa31grudnia2017zdj1.jpg trasa31grudnia2017zdj2.jpg trasa31grudnia2017zdj3.jpg trasa31grudnia2017zdj4.jpg trasa31grudnia2017zdj5.jpg trasa31grudnia2017zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)