Dzisiejsza trasa jest moim pierwszym przyjazdem do szkoły! Te już robię coraz szybciej. Nie ma co się dziwić. W końcu nastała wiosna to można wiosennie jeździć. A, że ile można tak jeździć to jest już drugorzędna sprawa. Bo jak się okazuje, wcale tak dużo jeździć się nie da. To trzecia z rzędu trasa i jestem wykończony. Mimo, że nie bywały te trasy jakoś nadmiernie długie. Jakoś jednak jestem już zmęczony i raczej jutro odpuszczę sobie kolejne jazdy. Gdzieś ten jeden dzień przerwy się przyda. I działamy dalej! Jeździmy dalej póki się da jeździć na obecnym napędzie i nie będę musiał przymusowo (nawet na 2 dni!) oddać Aurelii do naprawy. No myślę, że 2 dni to maks. No więcej raczej nie dam rady jak się na poważnie wkręcę w te jeżdżenie w tym roku! A na razie się na to zapowiada. Oczywiście nie myślę o dniach, czy sytuacjach podczas których jestem na tyle chory, że nie jestem wstanie jeździć. Takie absencje potrafiły być długie. Z perspektywy (JA, TERAZ) trudno mi sobie wyobrazić jak to się udało. No nie mniej - utwierdzam się w przekonaniu i pomyśle, że warto by było na obecnym napędzie dobić do 50k Aurelii. A na ewentualną wymianę napędu zawieść ją dopiero w ferie. To będzie dla mnie korzystniejsze. Już o tym myślałem. Choć mam chwile zwątpienia jak dziś, gdy przez większość tej niedługiej trasy tak źle, tak ciężko mi się jechało. Podejrzewam jednak, że z dużym prawdopodobieństwem to wina kół - mam wrażenie, że hamulce nie odbijają mi z lewej strony i te klocki mocno się ocierają o obręcze kół. Co dziwne problem tyczy się i przedniego i tylnego koła. A wcześniej była mowa tylko o tylnym. No dobra - nie mniej koła sam sobie ogarnę. A reszta już nie duży zakres działań pozostałby dla serwisanta. To w ferie się powinien ogarnąć. A nie jest to taki czas, że miałby być tam nie wiadomo jaki ruch. No bez przesady. Zresztą już te nowe zamysły rozważałem (póki co, sam ze sobą) na trasie: Sylwester 2022. Dzisiaj do nich wracam. W końcu do tego granicznego terminu (20.01) z którym się trzymam i nie jest mi za pan brat, jest coraz bliżej. I ta myśl nie zbyt mi się podoba. No chyba, że coś na tyle walnie, że się zdecyduję. Tylko jak znam życie to pewnie tak nie będzie.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1169
Trasa nr [łączna]: 1248
Trasa nr [na blogu]: 1162
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 2
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1236 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1150 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 12391.3 km
Stan Licznika Końcowy: 12414.26 km
Stan Licznika Końcowy2*: 12339.26 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 24932 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 24955 km
Maksymalna prędkość: 33.5 km/h
Przejechałem: 22.96 km
Przejechałem [msc]: 59.41 km
Przebieg roweru [rok]: 59.41 km
Przebieg roweru [suma]: 49113.66 km
Przejechalem w 2023: 59.41 km
Podroż dookoła świata (2023) 0.1485 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 122.7842 [%] km
Czas jazdy: 01:21:32 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3112:10:33 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2888:44:25 h
Czas Jazdy Suma (2023): 04:02:37 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:02:37 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:01:19 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:01:19 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:16 h
Średnia: 17.01 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego mimo, że krótka i męcząca to i fajna. I fajnie tak po paru dniach wolnego wrócić do szkoły. Dzisiaj fajnie nie było ani nauczycieli ani dzieci to fajnie. I spokojnie. I jakoś miałem wenę do działań. A trochę działań muszę podjąć. Mimo, że miałem nadzieję, że uporam się z tym wszystkim przez kilka dni wolnego w okresie świąt to nie udało mi się uporać ze wszystkimi działaniami aby zakończyć i zamknąć 2022 r. Więc dzisiaj nadganiałem. Co mogę to robię - ale czas i możliwości dzielę również z robieniem bieżących spraw, jak kolejne wpisy na blogu. Tym razem dotyczące obecnego 2023 r. No nie mniej dzisiaj nie było mi dane zbyt dużo podziałać. I trochę ganiania ze zbędnymi jak dla mnie i nie potrzebnymi pracami. Bo sobie zawsze ktoś na kierowniczych stanowiskach coś wymyśli i później cała odpowiedzialność za jego wymysły spada na inne osoby... A dzisiaj mi się niezbyt uśmiechało targać się z meblami i innym gównem. Od wczoraj (Noworoczna trasa) mam mały uraz. I jeszcze mi nie przeszło -.- I tak szczerze to wolę ten spokojniejszy czas poświęcić bardziej ambitnie. I na ile się dało to na tyle tak go poświęcałem. A po szkole, do której jechałem niestety po nocy. I to mimo tego, że dziś mieliśmy na godz. 8. Więc w trasę wyjeżdżałem koło 7:20. To i tak było ciemno... A jakbym jechał normalnie na 7:30 czyli wyjeżdżał ok. 6:40-6:50?... Ten mrok już w listopadzie i grudniu dawał mi się we znaki (wtedy głównie po południami). I teraz znowu się to ma dziać? A możliwe, że dojazd rowerem będzie wręcz wskazany! Po noworocznym cudzie jaki zrobili skurwysyny na cenach paliwa - na dzień 31.12 obniżki niepotrzebne, złe i szkodliwe do 7.19 zł/L ON. A od 01.01 wskoczyła cena 7.99 zł/L ON. No cóż, ktoś teraz musi zapłacić za tą promocję. Wracając jednak do głównej myśli - po szkole wracałem nieco dłuższą ale za to ciekawszą trasą. A tak spodobały mi się powroty przez Mechowo. Więc sobie tak wróciłem. Ze względu na zmęczenie i na to, że mam jeszcze do wykonania inne ważne projekty i zadania i tak nie miałem w planie się nigdzie wybierać. Dzisiaj skorzystałem z tego, że jest luz-blus w szkole. Więc przyjechałem sobie rowerkiem. Nie mniej, w granicach rozsądku chętnie częściej bym tak dojeżdżał. A byłbym jeszcze chętniejszy na to gdybym z rana jechał za dziennego światła a nie tylko po tej nocy i nocy...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)