02.06.2024
Jazda nr: 1427

Tagi: drzewa, KW, RF, WG, wiejskie_przygody, zach_slonca |

Trasa z dnia dzisiejszego jest "prawie" najdłuższa w tym roku. Nie wiele brakowało aby pobić rekord. I nic na jej początku nie wskazywało jak długa tak naprawdę będzie i ile się na niej tak naprawdę wydarzy. A wydarzyło się sporo... To nie tylko km i fajna przygoda ale także tytułowe problemy z pogodą. A te przecież w Polsce trwają od wielu dni, jednak moje rejony omijały jak dotąd i gdybyśmy wybrali inny kierunek drogi prawdopodobnie również ominęlibyśmy problemy z pogodą - a tak trafiliśmy w jej środek. W wielkie zawirowania i poważne skutki, które za nimi stały: Zalane tereny i domy w gm. Banie. Było czuć dzisiaj od rana taką niepewność w pogodzie. Z jednej strony niby ciepło z drugiej silniejszy podmuch wiatru. Nie spodziewałem się jednak, że wpakujemy się w taką sytuację przez którą miała miejsce duża obsuwa czasowa całego wyjazdu... A to przecież i tak nie była mała trasa. Bardzo trudna i wymagająca - i jedna z większych przygód, jakie opisuję na tym blogu. To właśnie jeden z takich wpisów, dni o których będzie się wspominać. A z drugiej strony może dobrze, że jest już po trasie? :) Nie wiem ile jeszcze dałbym radę jechać. Noc trochę zaskoczyła i przy zmroku wiatr wcale nie odpuszczał a rosło zmęczenie. Problemem był również mały zapas wody i jedzenia. Nie szacowałem jednak tak długiego wyjazdu i miałem nadzieję, że dwie butelki po 1.5L starczą... A to poszło... I w zasadzie ostatnie kilometry (ok. 40 km) robiłem bez wody. Jedynie ratowałem się colą i dobrze opatentowanymi sztuczkami, które pozwoliły przetrwać i dojechać. Tak, tak będę wierzył, że to patenty pozwoliły dojechać a nie koniecznie regularne jeżdżenie, które pozwala budować formę :) W końcu to mój 79 wyjazd w tym roku, i prawie 2.5k km bez dzisiejszej trasy... Przechodząc już jednak właściwie do dzisiejszej trasy - zaczęła się z małą obsuwą czasową... Początkowo mieliśmy się widzieć o 9. I z tego co zrozumiałem to mieliśmy się widzieć na wyjeździe z Płoni, gdzie jest taka zatoczka autobusowa i zaczyna się droga rowerowa w stronę Starego Czarnowa. Swoją drogą - byłem na jej oficjalnym otwarciu: Rajd na Stare Czarnowo - jeszcze w 2019 r. Trzeba będzie od dzisiaj umawiając się na jazdy precyzyjniej ustalać gdzie się spotykamy ;) Nie mniej nic się tak naprawdę nie stało prócz tego, że wyjechałem prawie o godz. 11 niż o 10 czy chwilę po godz. 10... Kierunek był dobry... Czas nie sprzyjał. A prócz czasu jechałem nie wypoczęty już na starcie zmęczony. Miałem ciężką noc z soboty na niedzielę, i wieczorny wyjazd... Do domu wróciłem po godz. 1 w nocy. Wcześniej (jeszcze w sobotę) się nie przespałem. I już taki padnięty byłem. Silniejszy wiatr nieco przeszkadzał i już od początku trasy jechało mi się dość ciężko i bez sił. W końcu ruszam.. Bliżej wspomnianej godziny 11. Gdy jestem już pod Czarnowem na koniec Płonii czy to już Jezierzyce są? Dojeżdża ekipa... WG, KW i dla mnie nowy, do dzisiaj nie poznany RF. Nim dojechali to postanowiłem wyjechać im na spotkanie i się wracam z pod Czarnowa mając przekroczone 8 km na liczniku. Tak myślę, spotkamy się w pół drogi w jakieś 12 km? A gdzie tam... Ja zrobiłem 3 km a ekipa 5 km w tym samym czasie tak gnali :) I póki co tyle co się widzieliśmy to na dojeździe do Starego Czarnowa po DDR. Skąd obiliśmy na drogę DW119 prowadzącą bezpośrednio do Pyrzyc. Nie goniłem nikogo bo to bez sensu... Obładowany, i tak było ciężko jechać.. :) Nie było sensu gonić bo i tak się spotykaliśmy po drodze i na większym postoju w Pyrzycach. Gdzie były loty dronem przy Pyrzyckiej Baszcie i okolicy murów obronnych miasta: Pozostałości murów obronnych z 4 basztami - Pyrzyce - zabytek.pl. Klimatyczne miejsce. Samo miasto też - i jak nie było mi do tej pory znane tak nie jest bo tak naprawdę trzeba by było poświęcić cały dzień tylko na miasto i ew. bliską okolicę. A tym czasem czas dzielony był na dojazd do Pyrzyc, i do Swobnicy a także powrót do domu. I cały dzień na to jak się okazuje to trochę mało... Wzniesienia są wykańczające. I całe miasto choć nie duże to wymaga czasu by je lepiej poznać. W Pyrzycach odbyły się małe loty dronem - choć trochę utrudnione - za daleko się nie polata przez duże zakłócenia sygnału. Urok miast... Prawda? A jak chodzi o zakłócenia tworzące urok miast to tak sobie skojarzyłem: Zakłócenia w Toruniu. I to dość świeżo opisywana sprawa. Więc pewnie zjawisko będzie nabierało na sile wraz z rozwojem sieci 5G a wkrótce (prawdopodobnie po 2030 r.) także sieci 6G. Do tego dochodzą nowe silniejsze standardy sieci WiFi: 6 czy WiFi 7 - te na chwilę dzisiejszego wpisu dopiero nadchodzi. A jeśli czytacie wpis w "przyszłości" może jest to już obowiązujący standard... Także Pyrzyce zaliczone choć krótko. Chętnie jeszcze wrócę w te rejony. Po Pyrzycach pojechaliśmy do Swobnicy przez drogę DW122. Dłużyła się i była ciężką przeprawą. Panowała już teraz duchota a w oddali przechodziła burza - co jakiś czas było widać i słychać pioruny przecinające niebo. Nie było słońca tylko szaro, i duszno. Wiatr mocniej wiał. Zmęczenie dawało się we znaki. Droga do Bani (wzdłuż DW122) była wielką przeprawą. Chętnie bym się poddał :D Nie mając już sił do walki, i w sumie nie wiem jak dotarłem ale jakoś dotarłem... Może po prostu przeżyłem kolejne kryzysy w jeździe i dotarłem do Bani. Tu większy postój, jakieś gastro. I od razu lepiej! Tak dojechaliśmy do Swobnicy. Ostatniego punktu na mapie dzisiejszej wycieczki. Tutaj loty dronem i właśnie... Przymusowy postój prawie 2h jeśli nie ciut dłużej. Przechodziły ulewne deszcze i burza. To ta burza, która momentalnie zalała Banie i całą gm. Banie w tym czasie właśnie 2h. Mijaliśmy te pobojowisko po przejściu armagadenowej pogody - wracając z Swobnicy na Banie a dalej z Bani po DDR w stronę Gryfina. Czekała nas tutaj wielka przeprawa pokonując kilka złamanych drzew... Co to jednak dla wprawionych w boju? Coś o tym wie WG ale czy pamięta? Zresztą w dalszej części wpisu mu przypomnę... Bo mieliśmy już do czynienia na tej drodze z takimi problemami. Może nie na taką skalę jak dziś ale jednak! Dzisiaj to już przesada - multum połamanych gałęzi, wyrwane drzewa. Zalane pola i drogi... Kto by się spodziewał, że przejdzie tutaj taka katastrofa i będziemy w jej środku stając się niejako naocznymi świadkami toczących się tutaj wydarzeń... Nasza wspólna podróż dobiegała końca. Pod Chwarstnicą się rozstaliśmy. Pomimo tego, że WG proponował abym pojechał z nimi na Gryfino i wrócił przez Zdroje... Zdecydowałem się wracać na Płonia inną drogą - przez Żelisław po drodze DW120. Wstępnie miałem wracać przez Dobropole Gryfińskie ale nie widziało mi się pchać się w szpony Puszczy Bukowej po nocy... Lepiej mi było zrobić jakieś 5 km więcej i pojechać do Starego Czarnowa skąd pozostało tylko 10 km.. Może trochę mniej... Wzdłuż drogi rowerowej - którą dojechałem prosto do Płoni. Mając dodatkowe pokłady sił w postaci napojenia się colą, nie schodziłem z prędkości 24-26 km/h na tej ostatniej prostej... :) Czy byłoby mi lepiej jechać tak jak proponował WG? Teraz nie wiem... Wiem, że nie było tak źle z tą drogą a przy okazji jak na przygodę przystało zobaczyłem nowe rejony i drogi a mianowicie wsi Sobieradz i Drzenin. Nie miałem okazji być w tych rejonach. A już po zachodzie słońca, w idącym zmroku, i będąc wykończonym dniem, pogodą. Bez wody i jedzenia - to przecież idealne warunki aby sobie robić wycieczki prawda? A gdyby tego było mało to odkąd wyjechaliśmy z Swobnicy dookoła nas i tak przechodziła burza. Było ją widać i słychać. Gdy jechałem na Sobieradz i potem na Drzenin widywałem jeszcze pojawiające się błyskawice na niebie, w oddali... Wróciłem całkowicie wykończony... Przewracając się z tym rowerem pod samochodem... Jakbym wrócił jakiś taki piany... :) A może napoiłem się przygodą po której czuję się jak po dobrej libacji?... :)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1435

  • Trasa nr [łączna]: 1513
  • Trasa nr [na blogu]: 1427
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 1
  • W tym roku: 79

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1500 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1414 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 21592.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 21707.27 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 21569.47 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 0 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 114 km

  • Maksymalna prędkość: 36.6 km/h

  • Przejechałem: 114.67 km
  • Przejechałem [msc]: 114.67 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2548.52 km
  • Przebieg roweru [suma]: 58407.1 km

  • Przejechalem w 2024: 2548.52 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 6.3713 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 146.0178 [%] km

  • Czas jazdy: 06:20:26 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3501:33:19 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 161:03:24 h
  • Czas Jazdy Suma (czerwiec): 06:20:26 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3724:59:27 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 06:20:26 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:02:19 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:24 h

  • Średnia: 18.11 km/h
Dzisiejsza trasa i przygoda z pewnością będzie nie raz wspominana w różnych okolicznościach. To także jedna z fajniejszych przygód, które odbyłem z WG i KW. Na dzisiejszej przygodzie poznałem także nowego kolegę RF. I od razu taki debiut w bardzo trudnej trasie, w wykańczających warunkach. A do tego okoliczności nie sprzyjały... Nie mogę mówić za innych więc mówię za siebie... Bez spania trochę trudno. I tak czułem jeszcze w drodze do Pyrzyc, że dziś nie mój dzień. Zakładam, że cała trasa zamknie się tak w 90-100 km. A to prawie do tych 120 km doszło... Ustalając trasę kolega KW tak wspominał, że gdzieś tak będzie... I jakby wiedział... :D Zresztą mogło tak być... Sam bardziej się skupiłem na tym, że z Płoni na Pyrzyce nie jest daleko ale nie wziąłem pod uwagę innych punktów wyjazdu jakimi był dojazd do Swobnicy i późniejszy powrót... Gdyby nie ta pogoda i więcej czasu (za dnia) to pewnie wracałbym przez Gryfino z chłopakami. A tak postawiłem na łatwiejszy wariant - w tym krótszy, który stanowił odległość ok. 30 km (w rzeczywistości wyszło bliżej 40 km) odkąd kończyły się problemy z przejazdem na tejże drodze rowerowej. Było to jakieś 13 km za Baniami - gdzieś przez taką skromną odległość mieliśmy tyle przygód, że najbliższe miesiące wystarczy. I chodzenie przez drzewa... W kilku przypadkach samemu nie szłoby się przeprawić... Pomoc dwóch czy nawet trzech osób dla jednego roweru była nie oceniona... No i to jest najlepsze w takich grupowych wyjazdach, ma się wsparcie i pomoc współtowarzyszy :) Dzisiejszy wyjazd przynajmniej dla mnie zaczyna się dość ciężko - już na dojeździe do Pyrzyc miałem dość tej trasy, czułem się padnięty. I, że dziś nie mój dzień na jeżdżenie. Czasem tak bywa... Wiatr robił swoje, obciążenie Aurelii swoje. Brak spania - i może właśnie to... Zmęczenie fizyczne to one robiło tutaj najwięcej problemów. Nie mniej po dojechaniu do Pyrzyc było lepiej. Fajnie było zaliczyć nowe strony, nową miejscowość i drogi. Po czym trafiliśmy do wsi Banie w gm. Banie. Ta droga ostatecznie mnie wykończyła. Jednak skromna strawa w Bani poprawiła sytuację i dała energii do dalszych działań jakimi był dojazd do zamku Joanitów w Swobnicy. Miejsce gdzie już byłem - pierwszy raz z WG i KW: Zamek Joanitów a raz tylko z WG: Zamek Joanitów 2. I to właśnie na tej drugiej podróży były trudności w postaci powalonych drzew na drodze rowerowej Gryfino - Banie. Jednak ta sytuacja niczym się ma do dzisiejszej... No ale tak... Z Bani dojechaliśmy do Swobnicy. I tak się chmurzyło i chmurzyło. Do ostatniej chwili byłem pewny, że przejdzie bokiem a to nie... Jak się rozpadało to na całego. A wraz z deszczem tak się ochłodziło, że masakra... A po deszczu dość szybko robiło się znowu duszno i gorąco. I do samego wieczora było ciepło... Przymusowo zostaliśmy nieco dłużej w Swobnicy gdzie przez ostatnie 3 lata trochę się zmieniło... Zamek nie jest już dostępny do zwiedzania. Nam - KW i WG było jeszcze dane go zwiedzać... Obiekty przy zamku popadają w ruinę... Będąc tutaj nieco dłużej narodził się nowy pomysł. Aby przyjechać tutaj na jesień aby typowo przejechać okolicę samej Swobnicy. Nie przejmować się dojazdem do niej a z niej zacząć przygodę i w niej kończyć. Tutaj są fajne strony, lasy, jeziora... To co najbardziej lubię :3 Jeśli oczywiście towarzysze trasy będą chętni to możemy jechać razem. A jeśli nie to pojadę sam. Po tym dłuższym czasie oczekiwania w końcu przestało padać. Pogoda się poprawiła ale to były pozory bo w okolicy Pyrzyc dalej padało i trwała burza. Było ją widać jak jechaliśmy co chwila pioruny przecinały niebo. Nasz szlak był jednak bezpieczny... O ile można nazwać to bezpiecznym... Skutki nawałnicy widziane były dopiero w Baniach gdzie zalało całą wiochę, drogi. Wszędzie stały wozy strażackie walczące z nawałnicami. Mijaliśmy ten apokaliptyczny obrazek jadąc nieco szybciej w stronę Gryfina... Nadrabianie straconego czasu... Nie było jednak ciężko jechać z prędkością 20 km/h czy nieco ponad 20 km/h+. Może dlatego, że popadało, tarcie mniejsze? Czy po prostu chęć powrotu była tak silna, że dobra... Pędzimy póki można! Długo jednak nie można było... Gdy DDR odbił od drogi DW121 zaczęły się problemy. Pierwsze drzewa jeszcze były do przejścia, ale kolejne stanowiły coraz większe wyzwanie. I konieczność współpracy zespołowej bo samemu byłoby to praktycznie nie wykonalne przez rów pełny wody... i zawalone na całej szerokości pokaźne drzewa. Tysiące złamanych gałęzi nie stanowiło większego problemu. Na trasie pojawiały się martwe albo dogorywające kijanki... Trochę ich szkoda ale w sumie nie ma jak im pomóc. I ich los jest przesądzony. Te problemy trwały dosłownie przez jakieś 5 km? Ten krótki odcinek drogi pokonywaliśmy z godzinę jak nie dłużej. Nie dość, że te drzewa... To komary... Było ich od zajebania i tak tym komarom odwaliło... Latali jak opętane atakowały jak opętane... Z zimnych objęć trudów jakie minęliśmy nie dało się wyrwać bez skazy... Zgryzieni, brudni, i poranieni... I nikt nie powie, że nie toczyło się boju o przetrwanie przygody! I tak w okolicę Chwarstnicy a może trochę szybciej - już pod Borzymem było lepiej. Tutaj jednak pod Chwarstnicą kończyła się wspólna część przygody. Ja odbiłem w Chwarstnicy na Sobieradz i potem Drzenin do Żelisławca a chłopaki pojechali dalej. Była tutaj zasadnicza różnica - oni wracali w różne rejony miasta a ja na prawobrzeżną część Płoni - gdzie miałem auto. Więc moja podróż z nimi dalej oznaczałaby więcej kilometrów. Wybrałem krótszą drogę i nową przygodę w nieznanych stronach... :) Było fajnie. Pewnie każdy wariant byłby fajny no ale nie ma to jak wpakować się w nie znane drogi przy końcu dnia... Nie raz mi się tak zdarzało zrobić i tym razem też tak zrobiłem. Nie jechałem jednak przez Puszczę Bukową. Zrobiłem jakieś 5 km więcej ale wróciłem przez Stare Czarnowo. Wspominałem również o pewnym patencie na którym dojechałem jakoś do auta... Wykorzystałem go dopiero na drodze z Czarnowa do Płoni. Zostało mi trochę Coli. Wypiłem co miałem na pusty żołądek aż do momentu aż "zemdli". Z tymże trzeba postarać się nie z rzygać. Bo inaczej co to da? Jest po tym nie dobrze, mdli. Ten napój przelewa się w ścianach żołądka ale w końcu dostaje się do krwioobiegu dając energię z przetwarzanego cukru... Wykorzystałem to aby szybciej i jakoś dojechać. Doczłapać się wręcz do samochodu i doczłapałem. W cale nie tak złej prędkości bo tak 24-26 km/h gnałem. I co prawda kilka razy na tym krótkim odcinku drogi przystanąłem... No ale dojechałem... Ostatecznie śr. prędkość powyżej 18 km/h na tak trudnej trasie to naprawdę niezły wynik. Oczywiście jak dla mnie :) Bo jak wiecie z wielu wpisów to jestem słabym zawodnikiem... I nic na to nie poradzę... :) Jeżdżę słabo bo jeżdżę turystycznie i dla siebie... Gdzie mnie tam do możliwości jakie ma WG czy KW... To nie osiągalne wręcz - te prędkości czy dystanse. Dla przykładu właśnie WG, KW i nowy RF - zrobili dzisiaj okolice 150 km... To już naprawdę coś! Nie takie 114 km jak ja :) Chociaż i tak uważam, że to sporo. W tych warunkach, w terenie... Fajna przygoda pomimo tego pogodowego armagedonu - mogłoby go nie być to może i byłoby ponad 120 km trasy jeśli nie lepiej... :) I można by było spokojniej jechać. A tak było jak było - ważne, że wszyscy dali radę dojechać. Sam kończyłem trasę dość późno bo po godz. 22. Zwykle nie jeżdżę o takich godzinach. Było więc coś nowego, co tworzy fajną przygodę - bo takiej nie da się do końca zaplanować i wszystkiego przewidzieć.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)