Trasa z dnia dzisiejszego jest moją drugą w tym dopiero rozpoczynającym się roku. Druga, ale dająca kolejne kilometry. A więc idę do przodu, rozwijam się i walczę o ten rok już od samego jego początku co na pewno jest dobre. No i w tym roku będzie łatwiej niż w 2020 r. :) Mimo, że pogoda gorsza a to utrwala mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem, że zmniejszyłem sobie postanowienie noworoczne - w 2020 r. miałem robić min. 500 km w każdym msc. W tym roku zadowolę się 400 km. I tak nie pisanie chciałbym robić po 7 tyś km rocznie. Oczywiście więcej jak najbardziej. A mniej.. Jeśli wyjdzie coś w przedziale 5-7 tyś, no to cóż - może w kolejnych rowerowych latach będzie lepiej. A póki co, od rana wszelkie możliwe prognozy pogody i mapka radaru deszczu - straszyła idącą nawałnicą. A ja od rana tak w ogóle zapracowany w swoich zajęciach. Porzuciłem jednak to wszystko by możliwie jak najszybciej udać się w trasę. Aby przejechać ją jeszcze przed deszczem! ;) W trasę udało się ruszyć przed godzinę 10. Nie jechałem sam. Z matką, którą udało mi się wyciągnąć na ten dzień w trasę. Jakoś nie chce mi się jeździć samemu. A szczególnie w ten trudny rowerowo czas. Pogoda nie zachęca i pierwszy raz od paru lat jest coś na wzór faktycznego ataku zimy. Choć jej zabielone od śniegu oblicza ustępują szarości niczym nie odróżniającej zwykłej szarości tego ciągnącego się życia.. Coraz mniej śniegu, którego wczoraj jeszcze trochę było. A już nie mówiąc o: Trasa Noworoczna. Niestety. Wczoraj nie mogłem się cieszyć śnieżną aurą. Większość dnia przebolałem z atakiem migreny. A dzisiaj dzielnie wracam do gry, wracam do walki o kilometry. Walczę także z sobą aby od pierwszych dni nowego roku nie wspominać o drzewnym problemie, który był faktycznie sporym utrapieniem minionego, lecz nadal pamiętanego 2020 r.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 747
Trasa nr [łączna]: 828
Trasa nr [na blogu]: 742
W tym tygodniu: 7
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 2
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 819 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 733 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8033 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8054 km
Maksymalna prędkość: 34.2 km/h
Przejechałem: 21.38 km
Przejechałem [msc]: 42.2 km
Przebieg roweru [rok]: 42.2 km
Przebieg roweru [suma]: 32053.56 km
Przejechalem w 2021: 42.2 km
Podroż dookoła świata (2021) 0.1055 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 80.1339 [%] km
Czas jazdy: 01:29:27 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1803:27:57 h
Czas Jazdy Suma (2021): 02:54:17 h
Czas Jazdy Suma (styczeń): 02:54:17 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2026:54:05 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:27:09 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:27:09 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:51 h
Średnia: 14.41 km/h
Dzisiejsza krótka wyprawa przypominała tą z Noworocznej trasy zarówno z obecnego (2021 r.) jak także już minionego, lecz w pamięci nadal pozostającego (2020 r.): Trasa Makowice-Słudwia z 04.01.2020 r.. Widać, że powtarzam utarte i dobre schematy. No ale swoją drogą w taką i to na dodatek niepewną pogodę co miałbym innego zrobić i jakie inne plany rowerowe zastosować?! No nie ma innych pomysłów. Z tymże, że miałem jeden aby jechać przez Słudwia i wracać przez Makowice, i bynajmniej nie oglądałem się na to, z której strony wieje wiatr. No ale matka wolała przez Makowice, a potem gdy zmieniła zdanie to było już za późno. Ja poczułem wiatr w skrzydłach. Nowe powstanie, nowe nadzieje, ciągle na nowo odkrywaną niezwykłą i niepowtarzalną wiarę. Wiarę w rower, sukces i stojące bezkresie możliwości. I tak wystartowałem trzymając się zwykle prędkości znacznie przekraczającej 20 km/h. Na Płotowskim rondzie, prowadzącym albo na Makowice albo na Resko, nudziłem się czekając na matkę więc kręciłem sobie tutaj bączki ;) Liczyłem, ale już nie pamiętam ile tych okrążeń zrobiłem - ale chyba ze 4 albo nawet 5. I dalsza droga na wiochę, tam odebraliśmy wiejskie jajka. I trasa przez lotnisko. Na lotnisku w dwóch miejscach wyczaiłem pozostawiony bez opieki śnieg ;) Takiej pokusie nie mogłem ulec, i trochę w śniegu pojeździłem. A potem już normalnymi szarymi jak mijające moje życie drogami.. Aż do momentów gdy znów zachował się śnieg, którego jest coraz mniej. A idąca zawierucha, raczej nie zmieni tego stanu rzeczy - w końcu temp. jest na plusie. Jest ok. +1℃. Więc nic się nie utrzyma. Ostatnie śnieżne zabawy i powrót przez wieś Czarne. Na chwilę do wsi zajeżdżaliśmy w której w tym roku zabrakło dorocznej szopki, którą zwykle na święta Bożego Narodzenia tutaj wystawiano.. I dalsza droga.. Powrót przez Dobiesław, i Słudwia. Kierunek wyboru trasy niezbyt udany. Z wiatrem w twarz.. I trzeba się mierzyć z tym co niesie przekorny los.. Ostatnie kilometry.. I po trasie. I nie pada..! Deszcze i śnieżyce się nieco spóźniły. Zakładałem, że znacznie szybciej do nas dotrą. Pod domem byłem jeszcze przed godziną 12. I to znacznie, a pogorszenie pogody, przed którym chciałem rano zdążyć dotarło dopiero o godzinie 14:05.. No ale zostało do późnego wieczora.. Było nieprzyjemnie i nie ładnie za oknem..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)