Trasa z dnia dzisiejszego ma dość ciekawą nazwę - za chwilę wyjaśnię skąd ona się w ogóle wzięła. To nie koniec wieści, czy dobrych? No nie wiem. Mam mieszane uczucia. Staram się tego nie robić, bo potem nie jestem wstanie kontrolować tych "przedsięwzięć", ale wiele wskazuje na to, że dzisiejsza trasa będzie trasą cykliczną. Wciąż brakuje mi na blogu odpowiedniej funkcjonalności - porównywacza w [%] śladów GPS, która pozwoliłaby wyeliminować ewentualne błędy czy wskazać do tras cyklicznych inne, często robione przeze mnie dystanse. Do tego szanownego grona dołączyć może dzisiejsza trasa - zrobiłem ją w sumie dwukrotnie na początku 2021 r. I to jej debiut. Choć pomysł na nią jest starszy bo zdaje się, że pochodzi z 2020 r. może wcześniejszych lat. Tego nie pamiętam. Jednakże nie kojarzę bym coś takiego robił, aczkolwiek mogę się mylić. I tu taki porównywczas mógłby mi bardzo pomóc. W końcu trasa przechodzi przez dość dobrze znane mi strony, które w takich czy innych okolicznościach nie raz pokonywałem. Może najrzadziej jeździłem drogą DW105, i po okolicznych wioskach, ale pozostałe przemierzane w ramach tej trasy drogi, są takimi, które nie raz gościły na blogu. Wróćmy jednakże do genezy, przynajmniej tej, której jestem w miarę pewny - bowiem dotyczy wydarzeń zaledwie z przed 9 miesięcy: Odwilż. Z jakiegoś powodu we wpisie #773 , nie wspominam, że robiłem podobną trasę czy coś. A jestem pewny, że na pewno coś było. Kojarzę to tak jakbym w tym roku już dwukrotnie tak jechał, właśnie raz przy tej odwilży. Ale nie znalazłem wcześniejszych wpisów, więc być może gdzieś w 2020 r. jechałem. Nie jestem wstanie wszystkiego pamiętać. Blog, a przy tym moje wspomnienia dość mocno się rozwijają, to już prawie 1000 wpisów! No dobrze, ale jednak nadal nie wyjaśniłem skąd przeświadczenie o 70 km. A no stąd, że bodajże w tą zimę, w Lutym 2021 r., wybierając się na tą trasę powiedzmy po raz pierwszy (choć jest to wątpliwe), zakładałem, że będzie miała ona 70 km. I teraz też w to wierzyłem. W końcu to się wydaje, że to taki kawał drogi. Jedzie się i jedzie. Prawda jest jednak taka, że nawet głupie 60 km nie wychodzi. Co prawda nie wiele brakuje. Jednak co do zasady tych 60 km nie osiągam na tej trasie. A, że znów dałem się omamić temu przeczuciu, że ta trasa ma 70 km (choć, znów to podkreślę: nie ma) - pomyślałem sobie o nazwaniu trasy "fałszywą 70-tką". I być może z takim tagiem będzie występować ona jako cykliczna trasa. Jest tu pewny potencjał, który mógłbym wykorzystać. Choć wolę się nie uzależniać od tych cyklicznych tras. Bo przyjdzie co do czego i się okaże, że ja nic innego nie robię poza jeżdżeniem cyklicznymi trasami. A w końcu będzie ich tyle, że przejechać chociaż raz w roku każdą może okazać się problemem. Więc wolę nie iść w tą stronę, to nie jest dobry pomysł.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 941
Trasa nr [łączna]: 1022
Trasa nr [na blogu]: 936
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 196
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1012 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 926 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3877.13 km
Stan Licznika Końcowy: 3933.59 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3933.96 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16500 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 16556 km
Maksymalna prędkość: 35 km/h
Przejechałem: 56.46 km
Przejechałem [msc]: 227.02 km
Przebieg roweru [rok]: 8614.77 km
Przebieg roweru [suma]: 40626.13 km
Przejechalem w 2021: 8614.77 km
Podroż dookoła świata (2021) 21.5369 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 101.5653 [%] km
Czas jazdy: 03:18:04 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2332:38:42 h
Czas Jazdy Suma (2021): 532:05:02 h
Czas Jazdy Suma (listopad): 13:23:25 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2556:04:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:54:46 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:42:53 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:44 h
Średnia: 17.11 km/h
Dzisiejsza trasa, w całości miała szansę odbyć się za dnia. W luźny weekend, gdzie nie wiele robiłem. I w sumie nie wiele jest się wstanie robić. Ta pogoda, zbyt szybko zapadający zmrok. Po prostu się odechciewa wszystkiego włącznie z tym aby żyć. I jeszcze brak słońca w tych dniach. A nawet jak jest to i tak nie można się nim cieszyć bo co to za radość w dni pracujące. Za późno się wychodzi, i nic się z tego nie ma. Korzystając jednak z tej okoliczności, że dziś mamy weekend - pojechałem w tą trasę. Tak sobie zaplanowałem zrobić coś dłuższego. Ale z drugiej strony nie przesadnie długiego. Taka trasa nawet faktycznie do 70 km byłaby idealna. Choć pewnie męcząca. Po tych w sumie nie całych 60 km, wróciłem taki trochę padnięty. Jeszcze te dodatkowe 10 km pewnie bym zrobił. No ale potrzebowałbym dodatkowych przerw. Najbardziej zniszczył mnie pierwszy odcinek trasy, gdzie niespodziewanie w stronę Czarnkowa, Skrzydłowa miałem pod wiatr. Tak mnie się dłużył ten odcinek drogi. I był taki ciężki. A na koniec okazał się taki smutny. Bowiem w te strony na wiosnę tego roku przyjeżdżałem - zwiedzać dawne zakłady pracy w Skrzydłowie, które obecnie są jedynie wspomnieniem. Gnoje pierdolone, wszystko wyburzyli: Szlakami historii - właśnie z tym wpisem sobie uświadomiłem, skąd w mojej głowie trwało przeświadczenie o robieniu Oszukanej trasy 70-tki dwukrotnie w tym roku. No właśnie z tego wpisu to wynika. A byłem pewny, że było to wcześniej.. Więc najwidoczniej kwiecień przyniósł ten dzień, gdy drugi raz wybrałem się w trasę tą drogą. Obecnie w Skrzydłowie nie ma już tych budynków. We wsi dalej Smokęcino nadal jest opuszczona gorzelnia, popadająca w coraz większą ruinę, a także ruiny dawnego dworku, znajdującego się na prywatnej posesji, o który nikt nie dba, więc z biegiem czasu popada w coraz większą ruinę. I tak smutno, przeplatają się losy naszego życia z dawnymi wspomnieniami, z zetknięciu z tym jak obecnie wygląda nasza współczesność. Szkoda. Wraz z tym wydarzeniem ze Skrzydłowa narodziła się u mnie taka myśl, że gdyby się udało któregoś dnia skończyć dzień w szkole znacznie szybciej, to ja bym chętnie tutaj przyjechał. Właśnie na teren tej firmy. Pokazać co się dzieje obecnie. Jak wyjadę odpowiednio szybko to zdążę jeszcze za dnia. Tyle, że powrót już pod osłoną nocy, do czego niestety muszę się przyzwyczaić bo tak będą wyglądały najbliższe tygodnie w moim jesienno-zimowym rowerowaniu. To w sumie nie daleko. Jest tu tylko 20 km w jedną stronę. Da się radę! Jestem pewny, że za jakiś czas nadarzy się ku temu odpowiednia okazja. A tym czasem, gdy skręciłem już w Czarnkowie na Brojce a dalej na Gryfice, dostrzegłem całkiem inny świat. Jechało się o wiele lżej i przyjemniej. I pomimo tego, że narastało we mnie uczucie tego, że nie jest za ciepło pomimo tego, że było ok. +8℃, z tendencją spadkową do nawet +3℃ w nocy. No ale było na razie ciepło, to jednak zdawało mi się, że im dłużej jechałem tym robiło się chłodniej i mniej przyjemnie. Jednak dość szybko bez większych przebojów dotarłem do Gryfic, i jakoś na tzw.: "ostatniej prostej" powróciłem. Choć faktycznie byłem trochę zmęczony. Wobec tego moja ambicja na trasę 70 km czy dalej, może być przedwczesna. Prawda jest taka, że do tego jeżdżenia nie dawno wróciłem po tej przeciągającej się chorobie. A ta cholerna pogoda, i zbyt krótkie dni, nie pozwalają mi się zbyt szybko odbić, aby wrócić do tego co utraciłem :( Najbardziej chciałbym wrócić do nadziei, że da się jeszcze zrobić te 10 000 km w tym roku. Choć między prawdą a tym co piszę tutaj na blogu - chyba sam w to nie wierzę. Jeszcze w okresie wakacji mógłbym podjąć próbę aby w 1,5 msc zrobić 1500 km ale nie w zimę :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)