Trasa z dnia dzisiejszego jest wykorzystaniem panującej z każdym dniem coraz piękniejszej pogody. Z każdym dniem jest coraz dłużej jasno. Tylko wciąż te przymrozki dają się we znaki :( Dzisiaj akurat nie miałem w planach jechać nigdzie dalej. Późno skończyłem swoją służbę w szkole. Była taka sytuacja, że musiałem do godziny 15 zostać. Jednak nie chciałem rezygnować z rowerku. Więc wybrałem się do mojej Narnii, w której faktycznie w niej od dawna nie byłem. Choć już o niej wspominałem, kilka jazd temu: Śmierć Narnii. Wówczas jednak nie udało mi się wjechać do samej Narnii. Zalane pole całe w wodzie skutecznie mnie do tego zniechęciło. Obecnie - choć nadal pola są pełne wody, choć nadal są miejsca wprost zatopione sytuacja jest już nieco lepsza. I choć dojazd tą polną dróżką przy torach jest jakąś masakrą, wjechać do Narnii się da. A właściwie do tego co po niej zostało. Dzisiejszy wpis nie bez powodu niesie taki tytuł. Spodziewałem się, że będzie to trudna wizyta. I naprawdę sporo się tam złego (w Narnii) mogło zadziać odkąd ostatni raz w niej byłem: Dziadowskie tereny. Jednak nie spodziewałem się takiej fali skurwysyństwa. Wycięte, wyrwane a mówiąc wprost: wymordowane kolejne hektary tych pięknych terenów. Doszczętnie zniszczone leśne drogi. Narnia już nigdy się nie odrodzi i nigdy nie będzie taką jaką ją poznałem te wiele lat temu. Moje pierwsze zdjęcia z niej, wówczas jeszcze nazywanej "moim miejscem" pochodzą z telefonu Nokia n95 a potem n95 8gb z lat 2012-2013 r. To jest bez mała 9-10 lat temu. Pierwszy raz rowerem byłem tam jak mnie pamięć nie myli w 2014 r. W 2015 r. na pewno więc o nim nie wspominam. Jestem z tym miejscem bardzo związany. I bardzo mnie smuci to co się tam wyprawia. Jak ludzie je niszczą. Nieustannie niszczą. Każda moja wizyta w Narnii jest coraz trudniejsza...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 990
Trasa nr [łączna]: 1070
Trasa nr [na blogu]: 984
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 28
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1060 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 974 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5263.29 km
Stan Licznika Końcowy: 5278.61 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5278.98 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 17880 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 17895 km
Maksymalna prędkość: 22.4 km/h
Przejechałem: 15.32 km
Przejechałem [msc]: 138.66 km
Przebieg roweru [rok]: 723.89 km
Przebieg roweru [suma]: 41978.2 km
Przejechalem w 2022: 723.89 km
Podroż dookoła świata (2022) 1.8097 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 104.9455 [%] km
Czas jazdy: 01:27:54 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2418:11:49 h
Czas Jazdy Suma (2022): 47:17:38 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 10:05:09 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2641:37:57 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:01:02 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:41:21 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:33 h
Średnia: 10.57 km/h
Dzisiejsza trasa, wyprawa na Narnię jest wyjątkowa. Nie chodzi o to, że to być może moje ostatnie wizyty tutaj, bo w przyszłości już raczej nie będzie do czego wracać. Bo nic z niej nie zostanie... A chodzi o szczególne miejsce w którym byłem. Mała, można powiedzieć dziewicza część Narnii usadowiona po lewej stronie (jeśli patrząc od strony Gyrfic, skąd przyjechałem) i z prawej jeśli patrząc od strony Płotów. Prawo / lewo względem torów. Dotąd z rowerem nie byłem po tej stronie Narnii. Nie miałem takiej możliwości się tam dostać. Przynajmniej od 2016 r. tak nie jechałem. Czy wcześniejszych latach byłem z Aurelią? W zasadzie tylko 2015 r.? Nie pamiętam. Czy starym rowerem? Nie pamiętam. Sądzę jednak, że nie. Dzisiaj się tam wybrałem tylko dlatego, że skurwysyny, ci mordercy jebani wyrżnęli krzaki przy torach, które wcześniej uniemożliwiały takiej podróży. Jednak ten krótki odcinek pokonany na pieszo był jakimś nie porozumieniem. Ta ziemia była tak mokra... Męczyłem się z tym, ciągnąłem rower, zapychał mi się w błocie. Jednak widoki, uroki Narnii wynagradzały mi ten trud! Jednak nie sądzę, że będę chciał tak prędko wrócić tu z rowerem. Po mile spędzonym czasie niestety nie długim - wraz z zachodem słońca, idącym mrokiem i chłodem trzeba było wracać odkrywałem kolejne zbrodnie. Ich jest jednak tyle, że nie byłem wstanie tego dzisiaj fotografować i się tym zajmować. Postanowiłem, że wrócę tu jutro. Za dnia porobię zdjęcia tego co się obecnie wyrabia... Dzisiaj jednak kilka zdjęć zrobiłem. I bardzo zdenerwowany, i smutny wróciłem do domu wraz z nadchodzącym coraz odważniej mrokiem, który niósł kolejne przymrozki...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)