03.07.2016
Jazda nr: 26

Tagi: tr50stka, wiejskie_przygody |

W dniu dzisiejszym odbyłem następują trasę - tzw. 50-tkę i zrobiłem ją znów w znanym stylu - styl, że jadę do ronda na Golczewo i dopiero zjeżdżam na wieś Grabin, mijam Sikorki i kieruję się na Wołowiec za Glickiem. Dzisiaj w ogóle nie miałem w planie jechać na rower - planowałem zrobić to wczoraj wieczorem - zrobić to 02.07 - ale może bardzo dobrze, że się tak nie stało i pojechałem dzisiaj - bo dzisiaj miałem znacznie więcej atrakcji niż miałbym wczoraj. Jak już wspominałem 30.06 podczas mojej ostatniej trasy po chorobie i w trakcie jej (bo tak naprawdę dalej pewne przykre konsekwencje się mnie trzymają), pogoda przez wakacje jest tragiczna. Chłodno ciągle pada itd. Nie inaczej miało być dziś gdy wybrałem się na moją 50-tkę. Gdy się już na nią wybrałem i pełny nadziei spokojnie jadę sobie drogą nr 108 widzę nadchodzą od Golczewa burzę - była w okolicy Uniborza może kawałek dalej - ja dojeżdżałem do Lisowa. Nawet nie zamierzałem się cofać - pojechałem w zaparte. Gdy już minąłem Unibórz i znalazłem się w lesie przed rondem na Golczewo a w drugą stronę Nowogard drogi 106 - zaczęło padać. Przystanąłem tam na chwilę - dosłownie na kilka minut aby się przebrać i odsapnąć. Jechał w ten inny rowerzysta swoją kolarzówką. Miałem włączone cały czas radio - aby dobrze słyszeć i być świadomy tego, że zbliża się burza i spore ulewy które były już na obwodnicy Parłówka przed S-3 ze Świnoujścia na Szczecin. Mimo,że padało - zawziąłem się i pojechałem. Minąłem tego rowerzystę i nie zdążyłem jeszcze dobrze zjechać z ronda w stronę Nowogardu jak on też ruszył i mnie wyprzedził. Ja sobie spokojnie dalej jechałem a jego spotkałem ok. 1 km dalej gdy stał pod jakimś drzewem w lesie. Cwany był ale jak zaczęło mocniej padać to się schował a ja się nie poddałem i cały czas w tej ulewie jechałem. Nie jechałem wczoraj wieczorem (02.07) bo mi licznik w rowerze padł. Dzisiaj niedziela, więc nie miałem gdzie kupić nowej baterii - a tamta już była stara wiele lat miała i przepracowała kilka tyś. godzin. To i tak dobrze, że padła mi przed wyjazdem a nie w trakcie. Tylko na dziś dzień wyciągnąłem baterię z innego licznika - mojego pierwszego licznika rowerowego z którego korzystałem wiele wiele wiele lat temu gdy byłem jeszcze dzieckiem. Niestety ta bateria w trasie też padła - a prawda jest taka, że nie lubię białego nowego licznika, potocznie zwanego licznik 2 - bezprzewodowe gówno które kupiłem w dniu zakupu roweru - wyłącza się ten licznik, nie zawsze łapie i sam się nie załącza gdy koła się przekręcą - co sprawia, że często o nim zapominam - więc korzystanie z niego jest bez sensu i jest bez celowe i z niczym nie pomocne ! Także jak wspominałem jechałem w sporej ulewie, rozpadało się na dobre, nie minęła minuta w deszczu jak byłem kompletnie przemoczony i padało i padało a ja jechałem dalej nie zważałem na to, utrzymywałem wysoką prędkość ok. 20km/h i gnałem dalej dopiero gdy minąłem wieś Grabin trochę się uspokoiło, padało o wiele mniej i słabiej - tuż przed wsią też zaczęło się przejaśniać. A dalej będąc już na drodze w stronę Wołowca - pojawiło się słońce, zrobiło się cieplej i przyjemniej. A będąc już za Wołowcem - tuż za nim - przystanąłem na dłużej i miałem przepiękne widoki - słońce już rozgoniło chmury mimo wszystko przez parę minut padał drobny deszczyk przepięknie mieniły się jego krople w promieniach słońca, i ten zapach zmoczonego zboża .. Zaś ja obserwowałem przepiękną tęczę wychodzą za ciemnych chmur a tuż za nią pojawiła się druga i było rzadkie zjawisko podwójnej tęczy - coś pięknego - a dla mnie także ogromny symbolizm. Symbolika czegoś takiego jak, że nie ważne jakby było źle, jak długo to po burzy zawsze będzie znacznie lepiej ... Ta chwila to wspomnienie, to zjawisko wiele dla mnie znaczyło. Trzeba było znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie - to musiało coś znaczyć, że spełniłem te odpowiednie kryteria by tu być by tu się znaleźć. Dalsza droga była już spokojniejsza - przed Truskolasem ściągnąłem przemoczoną kurtkę. Miałem problem z kamerką bo stojąc w miejscu gdzie obserwowałem tęczę i inne piękne zjawiska pogodowe zmieniałem także baterię i po prostu wodoszczelna obudowa kamerki zaparowała wodą i parowała na obiektyw przez to jakość nagrania zmalała. Tuż przed Truskolasem zrobiłem sobie kolejną dłuższą przerwę - gdzie obserwowałem piękne przygotowanie do zachodu słońca, kończącego się dzisiejszego dnia. Dalej wracając już drogą 108 do domu - było mi nieco chłodniej, pojawiło się zmęczenie ale nie poddawałem się i dalej spokojnie jechałem. Jeszcze kilka razy stawałem by obserwować piękne chmury w dziwny sposób przysłaniające słońce - tworzące piękny widok.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 26

  • Trasa nr [łączna]: 112
  • Trasa nr [na blogu]: 26
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 1
  • W tym roku: 26

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 112 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 26 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 0 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 5708.1 km
  • Stan Licznika Końcowy: 5757.3 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: brak km

  • Maksymalna prędkość: 30.1 km/h

  • Przejechałem: 49.2 km
  • Przejechałem [msc]: 49.2 km
  • Przebieg roweru [rok]: 794.94 km
  • Przebieg roweru [suma]: 4542.54 km

  • Przejechalem w 2016: 794.94 km
  • Podroż dookoła świata (2016) 1.9874 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 11.3564 [%] km

  • Czas jazdy: 02:40:07 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 51:30:42 h
  • Czas Jazdy Suma (2016): 51:30:42 h
  • Czas Jazdy Suma (lipiec): 02:40:07 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 274:56:50 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:40:07 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:58:52 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 01:58:52 h

  • Średnia: 18.45 km/h
Dzisiejsza jazda chodź wymagająca i męcząca dała mi sporo radości i szczęścia. Było ciężko i wymagająco ale nie żałuję. Jakbym wiedział, jak będzie ciężko na trasie nim bym na nią wyruszył - podjąłbym taką samą decyzję, że bym pojechał - przywiozłem z trasy wiele nie zapomnianych i przepięknych wspomnień - a także parę zdjęć obrazujących co tu pięknego widziałem. I wciągu jednej trasy tych załóżmy 3h - działo się dosłownie wszystko - było szaro, chłodno - była przelotna burza i spora ulewa, przyjemny deszczyk i sporo sporo słońca a także tęcza jedna, druga a także podwójna tęcza i zachód słońca, i znów nieco chłodniej. Wiele się wydarzyło, ale co najważniejsze zdrowotnie dzisiaj nie było tak źle, także dawałem radę. Było także spore wiatrzysko i jeszcze przed Uniborzem jadąc w pierwszą stronę - zdmuchnęło mi czapkę i od tamtej pory jechałem już całą trasę bez czapki - przemokłem w deszczu dosłownie wszędzie. Miałem zalane buty - gdy już byłem w domu - nogi miałem dosłownie całe białe - od chłodnej wody i trzymania ich tyle czasu w wodzie - wszystko mi przemokło - ja także przemokłem ale mimo wszystko jak na takie warunki pogodowe uzyskałem bardzo ładny czas i dzisiaj czułem się po trasie szczęśliwy :) Było fajnie chciałbym znów przeżyć takie piękne chwile ... te ulotne, ale tak znaczące do których tak często się wraca.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa03lipca2016zdj1.jpgtrasa03lipca2016zdj2.jpgtrasa03lipca2016zdj3.jpgtrasa03lipca2016zdj4.jpgtrasa03lipca2016zdj5.jpgtrasa03lipca2016zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)