W dniu dzisiejszym, zrobiłem zaplanowaną jakiś czas temu bardzo fajną trasę. Poznałem podczas niej dużo nowych dróg i terenów i jak to bywa w nowych miejscach znowu pomyliłem drogi będąc w Natolewicach chciałem wyjechać w Pniewie a wyjechałem w Brojcach (droga nr 105) w stronę Kamienia Pomorskiego. Jechałem tą drogą - ale to specjalnie, podczas trasy: Trasa Natolewice-Brojce. Zaplanowany przebieg trasy. Dzisiaj znalazłem się tam bez zaplanowania. W ogóle przed wyjazdem dzisiaj jakoś tak słabo się czułem i poddawałem w niepewność to czy w ogóle uda mi się dzisiaj wyrobić trasę. Postanowiłem jednak spróbować, najwyżej jakbym nie był wstanie jechać to bym skrócił trasę, wrócił - no trudno. Czasami się zdarza i tak. Jednak do niczego takiego nie doszło o dziwo jakoś szło. Jechałem całkowicie rekreacyjnie. Powoli, spokojnie - dokąd miałbym się spieszyć? :) Wyjechałem z rodzinnych stron aby znaleźć się na drodze nr 109, która ciągnie się przez moją mieścinę aż do krajowej 6-tki. Dzisiaj nieco większy ruch pojazdów. Znaleźli sobie porę aby wracać z cholernych dni wypoczynku. W ogóle po cholerę ci tępi ludzie i banda nierobów gdzieś wyjeżdżała aby teraz masowo wracać?! W radiu ostrzegali przed korkami i jeżeli chodzi o jazdę nad morze czy powrót to zalecali trasy alternatywne czemu jestem zawsze przeciwny ... Gdzie jak gdzie ale w trasach nad morze i miejscowościami nadmorskimi powinny być już ścieżki rowerowe dawno porobione. Stan dróg też powinien być o wiele lepszy niż jest. Stan dróg alternatywnych jest w opłakanym stanie. Oczywiście chodzi o drogę z Golczewa przez Upadły, Mechowo do Stuchowa drogi krajowej 105 aby ominąć korki na S3, które na pewno są - tam jest tak zawsze gdy jest większy ruch samochodów. Cholerne sezony i inne zbędne wymysły. Znaleźli sobie byle okazję aby jeździć byle gdzie - właśnie w początek tego cyrku byłem na rowerze - tu w północne strony ode mnie, miejscowości przy trasie drogi 6, wkrótce także trasy S6, gdy powstanie i obejmie ona swoim zasięgiem obwodnice tych wsi, w których wcześniej nie bywałem. Chciałem poznać nie mniej te tereny. Z dzisiejszą trasą poznałem także tereny na północ od Reska. Miejscami jechało się naprawdę ciężko - i pogoda, np. pod wiatr, infrastruktura drogowa - pod górkę, i jeszcze ten cholerny rower. Coś się mną stop co jakiś czas blokuje w nim i tak ciężko się jedzie i już nie wiem co. Na dobrą sprawę już dawno chciałem wymienić suport i wiedziałbym czy to jego wina czy czego innego. Jak czego innego to już nie wiadomo czego szukać, jedyne możliwości, że to może hamulce. Koła nie są proste i może gdzieś trze, hamulec trzyma i tak jest. Ale w takim razie te klocki hamulcowe powinny się już dawno zedrzeć i problemy nie trwałyby przez 2 tyś. km. i dalej. To się chyba jednak skończy na nowym rowerze dla sezonu. Jeszcze nie wiem jakim czy trekkingu czy kolarzówce. Dzisiaj sporo o tym myślałem. Nie jest to głupi pomysł. W końcu stary rower zjeżdżony - ponad 7600 tyś km. to trochę jest. Ja też jeżdżę dużo i robię długie trasy więc potrzebuje czegoś sprawnego i dobrego a coś takiego nadawałoby się dla amatora co robi w miesiącu do 300 km i to też w takich sezonach gdy jest ciepło. Jemu powinno odpowiadać i na dłuższą metę nie powinny problemy przeszkadzać jakie są z tym rowerem. Oczywiście, nie rozważam nawet możliwości jego sprzedaży - zbytnio związany jestem z tym rowerem :) A inny powód, dość typowy - jest to po prostu nie opłacalne. Nikt mi nie zwróci nawet za części jakie wsadziłem (nowe części) - które dużego przebiegu nie mają jak do tej pory lekko ponad 600 km ale co to jest na nowe, lepszej jakości jak zrobi się całkiem więcej. W tym rowerze to już nawet pedały są wymienione. Jedyne co nie wymieniałem to przedniej opony, tylnej i przedniej przerzutki, sztycy, suportu, i wspornika kierownicy. Wspornik kierownicy by się przydało - jest dość mocno wyrobiony i już żadne sztuczki nic nie pomogą. Nie wymiany był także oczywiście widelec i sama rama. Tylne oryginalne koło jest jednak sprawne. Także nie wiem. Stary rower - 3 rok mu leci, przebieg coraz większy. W najgorszym wypadku ten sezon jeszcze przejeżdżę - być może. Chyba, że to się całkiem popsuje tak, że się jeździć już nie da. Tylko kwestia co to takiego się psuje. Nikt nie jest wstanie mi pomóc, ani na forum rowerowym, ani w serwisach napraw rowerowych - żadnych kompetencji nikt nie ma. Więc nie widzę racjonalnie innych możliwości jak nowy rower co pozwoli na jakiś czas zaoszczędzić sobie problemów z tą denerwującą ciężką jazdą. Chodź tak w 90% jestem przekonany, że może suport jest w rozsypce. Niepokoi mnie jednak to, że nie ma on żadnych luzów ani nic. Coś jednak te problemy powoduje - no chyba, że sobie wymyślam bo tak sugerują błazny w serwisie ! Mniejsza już jednak o te narzekania. Dzisiejszą trasę rozpocząłem jadąc drogą nr 6 do skrzyżowania na Gostyń i Kocierz. Sam wybrałem się do wsi Kocierz, niezbyt fajną drogą ale za to fajne widoki :)) Sama wieś Kocierz też taka sobie, minąłem ją i miałem okazję jechać przepięknym odcinkiem drogi. Bujna natura - wiele zieleni, różnorodnych drzew. Cudownie tu. Gdzieś w głębi tej natury był jakiś zakład, jakaś interakcja ludzi musi być a jakże, a same zarośla i gęste drzewa pokrywają bagna. Dość bagnisty teren pełny także bioróżnorodności organizmów. Widziałem tam kilka bardzo fajnych robaków. I te fajne robaczki co wyglądają jak liść klonu :D Fajne są :) Można było sobie je poobserwować w naturalnym środowisku. Droga powiodła mnie dalej - aż do skrzyżowania na Łęczną. A ja sam udałem się w stronę Gryfic gdzie dojechałem pod Gryfice i odbiłem w stronę Modlimowa.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 118
Trasa nr [łączna]: 203
Trasa nr [na blogu]: 117
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 53
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 200 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 114 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 220.96 km
Stan Licznika Końcowy: 319.73 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 342 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 438 km
Maksymalna prędkość: 37.7 km/h
Przejechałem: 98.77 km
Przejechałem [msc]: 448.67 km
Przebieg roweru [rok]: 1770.77 km
Przebieg roweru [suma]: 7637.39 km
Przejechalem w 2017: 1770.77 km
Podroż dookoła świata (2017) 4.4269 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 19.0935 [%] km
Czas jazdy: 06:20:17 h
Czas Jazdy Suma (blog): 259:59:48 h
Czas Jazdy Suma (2017): 124:20:52 h
Czas Jazdy Suma (czerwiec): 28:07:23 h
Czas Jazdy Suma (ever): 483:25:56 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:07:29 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:20:46 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:12:12 h
Średnia: 15.6 km/h
Spokojnie, rekreacyjnie sobie jechałem. Po drodze widziałem sporo bocianów, pełno ich na polach i w różnych zaroślach. Tak dojechałem do skrzyżowania na wieś Charnowo, gdzie czekała mnie pierwsza trudna trasa dzisiaj - najpierw kamienne płyty, które nazywam kocimi łbami a później kilka km. aż do Natolewiczek - starodawnej drogi składającej się z samych kamieni. Znak zamierzchłych czasów gdy wszędzie były takie drogi. Co prawda ja tych czasów nie pamiętam, ale może ktoś z was czytelnicy, pamięta gdy wszystkie drogi w Polsce takie były a na drogach jeździły głównie powozy konne, maluchy i stare ople. To były czasy :) Jak widać, znak przeszłości gdzieniegdzie pozostał. I jak się dzisiaj okaże, im dalej na północ tym takich miejsc będzie coraz więcej. Minąłem już Natolewiczki i wkrótce wjechałem do Natolewic - mijając przepiękną drogę, której zbocza są porośnięte bujną naturą. Rosną tam takie krzaki z żółtymi kwiatami co wygląda bardzo pięknie. Takie romantyczne miejsca :) I w końcu Natolewice. Pierwszy raz gdy w nich byłem chciałem wyjechać w Pniewie. Ale powinienem przejechać przez wieś i dopiero skręcić a ja skręciłem od razu po wjeździe na wieś i wyjechałem także na drodze S6 ale wyjechałem w Wicimicach a nie to miałem w planie. Dzisiaj naprawiłem błąd. Przynajmniej tak myślałem ale to nie prawda - bowiem znów źle pojechałem. Minąłem całą wieś Natolewice. Miałem spytać o drogę czy dobrze jadę ale moja pewność siebie mnie zgubiła bowiem nie miałem racji iż jadę dobrze. Pojechałem taką dość dobrą gruntowną drogą - mijałem pola uprawne, taki prawdziwy klimat wsi aż dojechałem do jakiegoś lasu. Wjechałem do niego a tam czekały na mnie jego obrońcy. Pełno komarów. Na domiar złego w lesie jest dość wilgotno i było sporo ogromnych kałórz, błota. I nie dało się dość szybko i sprawnie przejechać. Na szczęście sam las nie ciągnął się zbyt długo. Wyjechałem z lasu i zaczęła się jakaś wieś. Dojechałem do głównej drogi ale nie wyglądała jak droga 6. Dziwna sprawa. W pierwszym momencie nie wiedziałem gdzie jestem. Gdy minąłem tablice z miejscowością a tam pisze: Brojce. Myślę... Brojce coś mi to mówi. Ale od razu się nie skapnąłem, że jestem na drodze 105. Co prawda widziałem znak, że tam dalej 12 km do Gryfic, i 10 km do Rzesznikowa. Pojechałem więc do Rzesznikowa mijając Kełpino i plac budowy obwodnicy Kełpina, jednej z bardzo wielu obwodnic trasy S6, która powstaje na moich oczach. Tak w miarę spokojnie chodź już nieco zmęczony dojechałem do Rzesznikowa, skąd skierowałem się - wzdłuż drogi rowerowej oczywiście, do Rymania. W Rymaniu skręciłem na miejscowość Bukowo. Nie było żadnego oznakowania drogi nic więc w Rymaniu pierwszy raz pytałem miejscowych jak jechać. I pojechałem wskazaną drogą - cały czas prosto. Jechałem dobre parę km. Na początku tylko pola uprawne a później ogromne hektary lasów, niezliczona ilość cholernych much, upał a ja jadę. Przepięknie tu jest. Jakby nie te cholerne muchy to chętnie bym tutaj został :) Wiele lasów, wiele nie znanych terenów - i tak jechałem i jechałem aż do jechałem do wsi Powalice skąd skierowałem się do Międzyrzecza. Droga do Międzyrzecza taka tradycyjna - wysoko pod górę się podjeżdżało, kamienna droga. Dookoła same naturalne tereny, typowa Polska wieś. Przepięknie było. Z Międzyrzecza skierowałem się na Ząbrowo do którego w miarę szybko dojechałem. Ale już z Ząbrowa asfalt się skończył i znów tradycyjnie, kamienne drogi. Nieco ciężko się po tym jechało. Było to męczące i wciąż atakujące robaki też były denerwujące. Jednak przepiękne widoki mi to wynagradzały. Zrobiłem dziś kilkanaście pięknych zdjęć, przepięknych terenów w których do tej pory nigdy się nie znajdowałem. W Ząbrowo to piękna wieś. Dużo ruin tu mają. Warto byłoby przyjrzeć się tym zabytkowym miejscom. Coś podobnie jak w Iglicach. Jest dość zabytkowo. Z Ząbrowa znów musiałem pytać o drogę bowiem nie były dobrze oznakowane drogi, a ja się tutaj nie orientuję. Chciałem po prostu jechać do Lekowa ale tego na znaku nie było, był Świdwin - nie daleko w sumie 12 km. I okazało się, że właśnie mam się na Świdwin kierować i tak zrobiłem. Mijałem kolejne piękne tereny - gęsto zalesione, aż wyjechałem na wsi Kartlewo. Zaraz za Kartlewem było Lekowo - dokładnie 6 km. Połowa drogi do Świdwina ;) Z Lekowa skierowałem się na Bełtno. Od razu też nie poznałem tej miejscowości. W końcu Ząbrowie też pisało aby na Bełtno jechać. A przez Bełtno przejeżdżam to przecież wieś na drodze 152 ze Świdwina do Reska ! Hah. Jaki ten świat mały a od razu się nie skapnąłem o co chodzi i po prostu tego nie poznałem. Ale dojechałem do Bełtna - kilometrów zrobionych coraz więcej. Coraz późniejsza godzina! Ale jak fajnie. Już dawno trasy rowerowe nie przyniosły mi tyle szczęścia co dziś. Tyle widziałem fajnych rzeczy. Jednak najfajniej było w Bełtnie. Ktoś trzyma konia na podwórku :D i bryka ten koń dookoła domu. Nim zdążyłem przejechać to 2x przebiegł, istotnie zaciekawiony kto to jedzie :D I tak - minąłem Bełtno. Znalazłem się na drodze 152 i ruszyłem do Starogardu. Po drodze jeszcze rower kilka razy dawał się we znaki. Na szczęście tu mam więcej z górki niż pod górkę to jeszcze jakoś przeżyłem. Dojechałem do Starogardu, który wkrótce minąłem i tuż przed Prusinem zrobiłem sobie dłuższy postój. Tu się okazało, że dalszego nagrania nie będzie z dziś. Po prostu wszystkie akumulatory są rozładowane ! Ale to bardzo dziwne bowiem wyjeżdżając z Międzyrzecza podłączyłem do ładowania akumulator do powerbanku. Chcę z niego skorzystać i nie mogę - nie działa. Żadna bateria nie chce mi się ładować, mimo, że powerbank jest w pełni naładowany. Jeszcze mi jedna bateria, przy którymś zmienianiu z rąk wypadła i się lekko odkształciła na ziemi. Wsadziłem ją do kamerki i już wyciągnąć nie mogłem -.- Ale spoko. Poradziłem sobie z tym w domu. Okazało się, że to chyba powerbank padł. No bo co innego. Sprawdzę to. Kupię jakiś najtańszy powerbank dla testu i się zobaczy jak on się sprawdzi i co się stanie. Tym czasem musiałem jechać dalej. Nie chciałem aby ten problem zniszczył mi dzisiejszy bardzo fajny dzień, spędzony aktywnie na dworze. Ruszyłem dalej. Minąłem Prusinowo, Resko. Zrobiłem sobie jeszcze 3 postoje w drodze powrotnej. Ohh. Nieco zmęczony jestem :D Z czasem będzie jednak lepiej. Moja kondycja jest coraz lepsza. I dojechałem do domu w późnych już godzinach, 21 minęła. Finalnie zrobiłem dziś prawie 100 km. Z czego dużo po ciężkich drogach, w terenach. I zobaczyłem wiele nowych miejsc. Bardzo pięknych i spędziłem fajnie czas! Naprawdę było warto pojechać - nie żałuję, żałować mógłbym gdybym nie spróbował bo mimo, że myślałem, że może być źle to tak nie było. Wszystko się udało :-) Wszystko się dobrze skończyło. Oby tak dalej, oby. To jeszcze coś z tego roku 2017 r. wycisnę !
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)