Dzisiejsza trasa, o której pomyślałem jeszcze wczoraj na trudnej, choć nie wielkiej 50 km trasie: Trasa "50-tka": chciwość i natura, miała nieco inny niż oryginalny przebieg Trasy Buszującego w Zbożu. A to nie było w ogóle planowane, to nie było w ogóle celowe działanie! Otóż, dzisiaj przed południem jeszcze wybierałem się do Gryfic. Sama droga długa i męcząca - w sensie, że połowę trasy może nawet więcej bez problemu się przejechało do skrzyżowania na Baszewice ale już odcinek z Baszewic do samych Gryfic (ok. 4 km) trwał ponad 20 min, a może nawet bliżej 30 min. Nagle bez powodu, logicznego sensu, nagle w tym tygodniu robole od przebudowy drogi DW109 wzięli się za kończenie inwestycji! Ale czemu nie robili tego w Czerwcu!? Gdy na to czekałem.. Miałem nadzieję, że do końca Czerwca temat będzie ogarnięty. A tym czasem jest obsuwa wynosząca miesiąc czasu. Jest jednak nadzieja, że nie tyle co do końca Sierpnia bieżącego roku a do końca miesiąca problem zniknie -> Trzebiatów: "remont DW109". Może nie zniknie tak całkowicie, że w ogóle tych pajaców już nie będę oglądał, ale droga będzie w całości przejezdna i będą robić jakieś niedoróbki.. Malowanie pasów - przecież to też nie zapowiada się jakoś szybko. Na razie na drodze jest sporo kamieni, które sypane są na świeży asfalt. Nawet nie rozjeżdżane tylko tak pozostawiane. I to się tak sypie, i odbija od jadących samochodów. Zwracałem już na to uwagę. A problem nadal występuje.. Nawet ostatnio, kilka dni temu zaglądałem na remontowaną drogę DW109, sprawdzając co tam się dzieje: Brodnikowa "remontowana DW109"
& Rurowa inwazja. I nic mądrego się tam nie działo. Od połowy Czerwca grzebią i grzebią nieustannie przy zjeździe na Baszewice. Jak nie stawiają tam światła, to stawiają jakiegoś pajaca do kierowania ruchem.. I tak cały miesiąc. W końcu coś się musiało wczoraj (13.07) ruszyć.. Bowiem jechałem tą drogą w niedzielę (12.07) i nie było asfaltowanego dalszego odcinka drogi - od Baszewic po granice miasta. A dziś się tak dzieje. Związku z czym, nie mogłem pozostawić tego tematu samego sobie.. Musiałem zareagować.. Musiałem tu pojechać z Aurelią i zobaczyć co się dzieje. Nie chciałem jednak rezygnować z planów robienia trasy Buszującego w Zbożu. No bo jednak zdecydowałem, że moją klasyczną trasę 100 km zrobię albo pod koniec tygodnia albo w przyszłym tygodniu. W tym mam już pewne rowerowe plany. Załatwiłem więc przejazd po remontowanej drodze DW109 do samych Gryfic, gdzie faktycznie widać postęp prac. Nowy asfalt, już wylewają i szykują się do prac. Gigantyczne utrudnienia w przejechaniu.. Na małym odcinku drogi od Baszewic po Brodniki, gnałem z prędkością blisko 40 km/h mną stop, ale się zmachałem, zmęczyłem i zrobiłem sobie chwilowy postój, czekając w tym czasie jak przejedzie sporo aut, które były za mną, i sam wyjechałem już z przebudowywanego odcinka, który jest przebudowywany do granicy z Brodnikami (w zasadzie zjazdu na Brodniki) no bo między drogą a tablicą miejscowości jest jeszcze 50 metrów ;) Nieco zmian, i dalsze prace są w samym mieście w Gryficach, gdzie przesunięto lekko granicę (ok. 100-200 metrów) drogi, która będzie przebudowana w mieście. Gdyby nie te nowe fragmenty, w zasadzie mogliby wkrótce otwierać wjazd do miasta bez większych problemów. Jeśli nie mniej chodzi o asfaltowane odcinki to asfaltowane są jedynie do Brodników. Od Brodników do granic miasta (ok. 1,5 km) - nie jest robione! Ale jest zamalowane zieloną farbą. Jest nadzieja, że może łykną ten odcinek od razu. To sprawdzę już wkrótce. Planuję w czwartek (16.07) zrobić trasę na Brodniki, i zahaczyć o Gryfice aby zobaczyć co się tutaj wyprawia. Jeśli mam rację, prace powinny dalej postępować. A już wkrótce powinien się skończyć ten trwający miesiącami wielki problem.. Tylko co im odbiło aby tak nagle się wziąć do pracy, skoro do tej pory odpierdalanie szło im najlepiej.. Nie zważając na to, będąc już w Gryficach ruszyłem na szlaki Buszującego w Zbożu. Czekała mnie zmienna pogoda - trochę słonecznie, trochę się chmurzyło.. Raz wiał silniej wiatr, raz lżej. Raz jechało mi się lepiej a raz gorzej.. Raz mi lepiej działała tylna przerzutka i jej manetka a raz gorzej ;) O tym mankamencie jeszcze wspomnę.. Bo to ciekawa sprawa.. Z Gryfic jechałem prosto na Golczewo przez Jabłonowo, Jasiel, Ościęcin. Dopiero w Uniborzu (DW108) wjechałem na tradycyjne szlaki Buszującego w Zbożu. Powoli, spokojnie.. W ogóle nie będąc zmęczony upałem i wczorajszym dniem pojechałem.. Mijając Golczewo, Upadły, Wołowiec, Mechowo, Stuchowo.. Wjeżdżając w końcu na drogę DW105, na nowo wjechałem do Gryfic, skąd skierowałem się na Łopianów. I buszowanie w zbożu, bliżej końca tego pięknego upalnego dnia - można było zacząć :) Było przepięknie, i cudownie. Jedynym mankamentem było sporo robactwa.. Muchy końskie, jakieś inne stworzenia.. Nie mniej widoki, urok tych stron.. Rekomendował każde ukąszenie, każde zadrapanie, i każdy trud z przejazdu po polu.. A wcześniej polnej drodze. To jest najważniejszy fragment trasy. Najważniejszy i najtrudniejszy. Po nim było już łatwiej.. Ostatnie kilometry.. I pod domem okazało się, że nie wiele mi zabrakło, aby ujrzeć piękny przejechany wynik wynoszący 85 km..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 639
Trasa nr [łączna]: 721
Trasa nr [na blogu]: 635
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 115
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 712 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 626 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3212 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3296 km
Maksymalna prędkość: 40.3 km/h
Przejechałem: 84.67 km
Przejechałem [msc]: 450.89 km
Przebieg roweru [rok]: 4732.02 km
Przebieg roweru [suma]: 27297.75 km
Przejechalem w 2020: 4732.02 km
Podroż dookoła świata (2020) 11.83 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 68.2444 [%] km
Czas jazdy: 05:05:18 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1499:42:07 h
Czas Jazdy Suma (2020): 301:18:47 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 27:04:58 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1723:08:15 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:00:33 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:12 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:49 h
Średnia: 16.66 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego wzbogaca, a może uzupełnia wzmianka o drodze DW109. Rozważałem kilka wariantów jak wyjść z tej patowej sytuacji. Bo skoro przypadkiem się dowiedziałem, że coś dalej kombinują, robią to nie mogłem pojechać, nie zbadać tej sprawy. To byłoby zaprzeczenie tych wszystkich jazd związku z remontem tej cholernej drogi. Jakbym tak na finiszu sobie wątek darował. No pół biedy jakbym nie wiedział, że się coś dzieje.. No bo skąd miałbym wiedzieć, że się coś dzieje? ;) Przecież codziennie całe szczęście do Gryfic nie jeżdżę a to właśnie z tej prostej przyczyny.. Wnerwia mnie to co się tutaj wyprawia. nie mogę patrzeć na tą przebudowę, na tych debili, którzy potrzebują prawie 2 lat aby zrobić 10 km odcinek drogi, i nawet to jest niemożliwym osiągnięciem. Z kilku wariantów zdecydowałem się na jeden. Myślę, że najoptymalniejszy. Nie chciałem wracać już tą cholerną drogą z Gryfic do Baszewic. Spory ruch aut, problem z przejazdem, jak ruszę wąskim jednym pasem drogi, to nikt mnie nie wyprzedzi. A nie pojadę drugim pasem, który jest świeżo asfaltowany bądź przygotowany do asfaltowania (leją tam wodę), zastawili wszystko maszynami. Wiele piachu, i kamieni, które sypią na tą drogę. I tylko świstają te kamienie jak pociski na wojnie.. Już w pierwszą stronę była to niebezpieczna sytuacja. Pewniej wyniosłem się na prowadzenie, przecisnąłem między autami, miałem nadzieję, że zaraz skoczę na lewy pas. W końcu jak jechałem tu godzinę temu autem, to pas był wolny. I pocisnąłbym bezpiecznie dalej. Sytuacja się jednak zmieniła.. A ja zostałem w czarnej jak wylewana smoła dupie. Depnąłem mocniej, korzystając z tego, że jadę lekko z górki, i z wiatrem.. Chwilowo osiągałem prędkości bliskie 40 km/h bądź większe.. Ale szybko się zmęczyłem, tuż przed końcem wahadła, kończy się jeszcze na trochę przed skrzyżowaniem na Brodniki, zjechałem na kilka minut na pobocze. Nim auta przejechały dłuższa chwila minęła, za nimi sam pojechałem.. Już do Gryfic nie stawałem, ale też się mniej działo. W samych Gryficach na wahadle też była zmiana. Do tej pory i tak było od tygodni jechało się lewym pasem, a prawy był "zamknięty" miałem nadzieję, że zaraz się w niego wsunę i polecę. A to zonk.. Prawy pas otwarty dla ruchu a lewy jest przygotowany pod warstwę ścieralną (ostateczna, która się jeździ po drogach) -.- Eh. Przed końcem tego cyrku, oczywiście prawy pas pozamykany. To są nowe fantazje budowniczych, którzy niespodziewanie po mojej trasie: Trzebiatów: "remont DW109" - przesunęli teren budowy. To oczywiście nie wiele zmienia. Wprowadza teraz niepotrzebne utrudnienia, jakby od razu nie mogli przygotować całego odcinka... Tylko wszystko tak bezmyślnie.. Nie wiele zmienia w tym sensie, że droga do ronda w Gryficach i tak w całości nie będzie naprawiana. A jest pełna dziur, ubytków, pęknięć.. No po prostu.. Eh. Brak słów. Jadę więc dalej. Już wiem, że wracać nie będę, odbijam więc na drogę do Golczewa.. Przez Jabłonowo, potem Kołomąć po Jaciel i Ościęcin. Nim jeszcze wyjeżdżam z miasta to czeka mnie mała tragedia. Oczywiście, znowu po lewej stronie sakwy, pękła mi butelka z wodą. Większość się zdążyła wylać nim miałem szansę zareagować.. Co jest kurwa z tymi butelkami albo tą sakwą?! Sytuacja powtarza się po lewej stronie tylko. To nie może być przypadek.. Kryzys zażegnany a ja jadę dalej. Ogromny ruch aut, i debilizmu był dzisiaj na porządku dziennym. Wpychanie się na trzeciego, niebezpieczne wyprzedzania. I tym samochodowym bandytom budować drogi?! Jeszcze czego! To nie dość, że tych debili tyle to jeszcze ciężko mi się jedzie.. Pod wiatr. I jakoś tak ciężko. Miejscami lepiej, potem znowu gorzej.. Gorzej nie tylko wjeździe zrobiło mi się pod Komorowem. Jak trafiłem na skurwysynów wycinających gałęzie, a kto wie czy nie całe drzewa! W takim zalesionym niewielkim terenie, który ciągnie się wgłąb pola w stronę Rzęsina. Skurwysyny jebane.. Wszystko zniszczyć, zaorać. Moje reakcje może i są stanowcze, ale trzyma mnie to co widziałem wczoraj.. Takiej fali skurwysyństwa już dawno nie spotkałem.. Po drodze dużo myślałem o tej przyrodzie, o zmianach w życiu i na świecie.. Tym czasem pewne trudności z działaniem sprawia mi tylna manetka. Choć ja osobiście sądzę, że to raczej wina przerzutki ewentualnie linki. Otóż manetka ma nie odbijać przełożeń. Na razie był problem z przełożeniem "2". Jeśli schodzę "3-2" to na "2" na manetce mi wejdzie, ale mieli na kasecie, nie ustawia się łańcuch. Po jakimś czasie wejdzie. I to raczej nie jest wina manetki. A dziś coraz częściej ten problem obserwowałem w okolicy "5" biegu. Tylko zejście tj: "6-5". Pomaga zejście niżej "6-5-4" i wbicie w górę "4-5" i wtedy się już ładnie układa. Tylko zastanawia mnie czy to nie wina manetki? Bo tak prawdę mówiąc ten problem w układzie "4-5-6", zauważyłem wczoraj. To tak mniej więcej na środku kasety.. Albo górnej jej części.. Tylko wczoraj nie zwracałem na to tak dużej uwagi. Dziś się powtarza to zwracam. Jest też okazja wspomnieć o manetce, która miałaby się rzekomo kończyć. Ja o tym słyszałem w tym roku 3x. A w zeszłym raz. Dwa razy w serwisie rowerowym "Konik" w Szczecinie (ul. Ku Słońcu), raz u pewnej kurwy z Gryfic (HobbyBike), i od mojego zaufanego serwisanta z Nowogardu. No aż tyle osób, i różnych serwisów (w tym 2 dobre) nie mogą się mylić. Nie mniej dalej trudno mi uwierzyć, że to jest wina manetki a nie ustawienia przerzutki - a może linki, linka dziwnie wygląda. Mimo, że wymieniana była w Kwietniu.. To może jakaś licha i tak może być.. No nie wiem. Póki co temat jest do obserwacji, a jak będzie dalej jak będzie bądź gorzej to choć niechętnie ale wymienię tą cholerną manetkę. Bo tak szczerze mam dość inwestycji w Aurelię w tym roku. Licząc od Kwietnia do Czerwca to co miesiąc coś się działo, i ładowałem kasę. Najwięcej w Kwietniu co powinno zamknąć temat. Wizyta w serwisie (HobbyBike Gryfice) jednak nie zamknęła tematu a doprowadziła do większych kosztów i problemów.. I tak szczerze do końca roku nie chcę nic robić. Nawet klocków hamulcowych zmieniać. Pierdolić to. I tak pierdoląc to jechałem dalej, w słońcu, wietrze. I zmiennym zmęczeniu. W końcu wyjechałem w Uniborzu. Byłem już na prawdziwych szlakach Buszującego w Zbożu i mogłem mijać Golczewo, i drogę z Golczewa przez Upadły, Ciesławice do Stuchowa. Po drodze kilka postoi. W zasadzie mam częste postoje, szybko rozładowują mi się akumulatorki, ładowarka w sakwie się rozłącza i nie trzyma.. I takie przymusowe postoje się zdarzają. A nie każde są piękne.. Jak las, a raczej wspomnienie o lesie pod Mechowem (gm. Świerzno).. Od zbrodni mija już wiele miesięcy a wciąż szokuje mnie ten widok.. To jest po prostu nieopisane skurwysyństwo co się tutaj wyprawia.. Przejdę szybko dalej aby się nie wkurwiać.. A dalej znowu się wkurwiam. Gdy mijam już Mechowo i jadę na Ciesław, i widzę te cholerne wiatraki, które nielegalnie w tym roku zamontowali.. Szpeci to widok, i jest po prostu złe.. Znacznie lepiej było już dopiero w Stuchowie jak jechałem do Gryfic.. Spokojniej mimo wielu samochodowych wariatów. I prawie cały czas świeciło słońce. A ja już powoli zacząłem myśleć o tym, że wkrótce dojadę do Łopianowa. Tam jest tak pięknie i spokojnie.. I tak się stało. Po trudach podróży dotarłem.. A trudy były i to jakie! I ta droga na Łopianów, coś strasznego.. Wielokrotnie majstrowali przy niej, a tam dziur znowu coraz więcej i coraz większe te dziury. A na domiar złego całe ary, jak już nie hektary lasów idące do Łopianowa są wyżynane..! Smutno mi się strasznie robi jak na to patrzę. To już nie te same miejsca, które przed laty odwiedziłem.. To już nie te same.. Nie chcę się jednak smucić, więc przejdę dalej. Łopianów.. Prawie kończy się dzisiejszy dzień.. Późne po południe.. Słonecznie, pięknie i owadowo ;) Atak owadów! ;) A ja mimo wszystko jadę! Kawałek polnej drogi i widok na żółte pola pszenicy.. Cudnie.. Już teraz czułem, że było warto tu jechać. I tak staję do walki z ostatnim wyzwaniem. Przejazd przez dwa pola do Bądkowa.. Ciężko ale stabilnie. Dało się jechać, więc jechałem.. Podziwiając naturę, i tonąc w marzeniach.. Mam nawet plany na niedaleką przyszłość, by bliżej zachodów słońca robić trasę Buszującego w Zbożu.. Aby sam zachód słońca podziwiać przed Bądkowem na tym polu.. Byłoby to takie piękne i romantyczne! :333 Niestety teraz przytłaczająca rzeczywistość a z nią wyjazd z Bądkowa do drogi DK6.. Pustej.. Bez aut.. Smutnej, i zmienionej, dokąd jest ta cała droga S6.. Życie stąd jakby uciekło. A może tylko zamilkło w głośnej mowie zmian, które na co dzień nas otaczają. To moja nie pierwsza trasa Buszującego w Zbożu, ale każda jest niezwykła. Ta na domiar jest wyjątkowa przez realizację w jej trakcie projektu, który będzie - znaczy był, ale dla mnie uwięzionego w chwili trwania tego wpisu i dzisiejszej trasy - jest, chwilą trwania projektu przebudowy drogi DW109. Najważniejszego tematu 2019 r. i 2020 r., gdzie w 2020 r., ten temat w końcu się kończy.. Kończy się jak w 2019 r. skończył się temat budowy drogi S6, szeroko komentowany przez 2018 r i nieco mniej ale kluczowo w 2019 r. kontynuowany. Tym czasem kończy się trasa a wraz z nią trwająca jej historia.. Pozostaje mi marzyć, i mieć nadzieję na kolejne wyjazdy! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)