Dzisiejsza trasa kontynuuje moje ambitne plany na te dni, w których nie tylko jeżdżę po już znanych ale także odkrywam nowe drogi i miejsca. I to w sumie w okolicach których już byłem. I tam jest ciągle coś do odkrycia i coś nowego, niesamowitego. Tak było na dzisiejszej nie łatwej trasie, po nieco irytującym dniu w szkole. Ciągnie się taka sprawa nie subordynowanych uczniów, wobec których nic nie można zrobić. Rzeczą jednak całkowicie nie dopuszczalną jest to, że uczeń ustawia sobie nauczycieli, dyrekcję, sąd rodzinny jak małpy po swoim cyrku, i wszystkich tak traktuje. I nic mu nie można zrobić za to co robi - wielotygodniowe absencje, unikanie obowiązku szkolnego. A na koniec i tak się z naruszeniem prawa jemu pomaga aby zdał... A nie, żeby uwalić i pokazać gdzie jego miejsce, że tej szkoły wcale skończyć nie musi. Właśnie sobie dzisiaj podliczyłem absencje tego śmiecia (nie nazwę go uczniem). Za dużo odwala i szkoła mu dalej na to pozwala. Wręcz odnoszę wrażenie, że z naruszeniem prawa chcą go wypchnąć i pozbyć się problemu. A tak z roku na rok się go uczy tego zachowania. I wciąż powtarza ten sam schemat i wcale na tym źle nie wychodzi - wręcz przeciwnie... No dobra nie wchodząc w szczegóły tego śmiecia, któremu bym udowodnił, że będzie nikim i do 20-stego roku życia szkoły nie skończy, no chyba, że sam odejdzie... Jego absencja na chwilę obecną przekracza 600h, ma dokładnie jakieś 602h z tego co pamiętam. To stanowi ponad 52% wszystkich godzin do odbębnienia w kl. VII (36 tygodni nauki po 32h). No po prostu dramat z którego w oczy rzuciła mi się ta liczba 600h... Zainspirowała mnie jak niegdyś liczba 300 (300 tras później): Trio trudu: "300 tras później". Dzisiaj czuję się zainspirowany liczbą 600 dni (tras) później. Jeśli to przeliczyć to na moją miarę rowerową (dni rowerowe lub trasy) to mogłoby to dawać ciekawy rezultat - takie 600 tras później licząc od dzisiejszej. Dzisiejsza bo dzisiaj narodził się ten pomysł. To pasuje aby dzisiejsza była pierwszą. I takie 600 tras później czy dni rowerowych - to jeszcze do uzgodnienia. W takim wypadku dzisiaj mam trasę: 1213. To do wpisu i opisu okresu "600 dni lub tras później" wróciłbym dopiero na trasie: 1813. Ciekawe jaki będzie ten czas, co przyniesie, jakie przygody i kilometry? W sumie to byłaby już jakaś sensowna liczba - coś oznaczała prawie 2000 tras na blogu. A nie takie skromne to co mam teraz. Czy te skromne kilometry przejechane z Aurelią (nieco ponad 50k km). Może to mało a może nie to jednak jakoś nie wydaje się "dużo". Nie na tyle aby w jakiś sposób podkreślić, że to naprawdę dużo. Na dzisiejszej wyprawie sporo sobie o tym myślałem podziwiając nowe nieznane strony znanych mi Iglic. W tytule wpisu wspomniane jest o trudach. A tych trochę było. I pogoda (wiatr) i wcale nie wysoka temp. ma na to ogromny wpływ. A do tego jeszcze zmęczenie. To moja trzecia ambitna trasa pod rząd - od niedzieli jeżdżę od trasy: Trasa buszującego w zbożu przez Tajemnice Truskolasu po dzisiejszą, która przynosi nowe przygody i trudy. Jeśli chodzi o dystans to może nie widać w tym niczego ambitnego, jednak te dwie poprzednie trasy i pogoda... Ma to już jakiś wpływ. Jednak się nie poddawałem i walczyłem dalej. Zdążyłem wrócić do domu dzisiaj, zjadłem szybko obiad. I nie myślałem o trudnościach, które napotkam. Tylko ambitnie pojechałem w zaplanowaną trasę. No dobra nieco mijam się z prawdą, nie było tak strasznie zimno. Momentami było naprawdę przyjemnie. Jednak pod wieczór temp. spadała. A co by nie mówić ten wiatr wykańczał. Mnie osobiście jeszcze wykańczała sytuacja w lasach... No ale o tym wspomnę w drugim akapicie nieco więcej.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1220
Trasa nr [łączna]: 1299
Trasa nr [na blogu]: 1213
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 53
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1287 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1201 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 14139.4 km
Stan Licznika Końcowy: 14190.79 km
Stan Licznika Końcowy2*: 14115.79 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 26613 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 26664 km
Maksymalna prędkość: 36.4 km/h
Przejechałem: 51.39 km
Przejechałem [msc]: 520.1 km
Przebieg roweru [rok]: 1835.82 km
Przebieg roweru [suma]: 50890.07 km
Przejechalem w 2023: 1835.82 km
Podroż dookoła świata (2023) 4.5895 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 127.2252 [%] km
Czas jazdy: 03:40:39 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3010:41:13 h
Czas Jazdy Suma (2023): 125:59:25 h
Czas Jazdy Suma (kwiecień): 32:22:25 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3234:07:21 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:14:15 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:22:38 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:04 h
Średnia: 14.02 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była zaplanowaną wyprawą ku nieznanemu w Iglicach. W sumie nastawiłem się na zrobienie pewnych nieznanych dróg przy Iglicach a dokładnie przy Bagnie Iglickim. Chciałem to połączyć z odwiedzeniem nieznanej mi do tej pory wsi Gozdno. Przejeżdżałem kilka razy w tych stronach, widziałem zjazd na te Gozdno jednak nigdy tam nie wjeżdżałem aż do dziś. Przypadek sprawił, że udało się przejechać prawie całą wioskę, w szczegółach został kawałek drogi do objazdu przy jednym z gospodarstw. I w zasadzie dzisiaj bym to ogarnął... Tylko zrezygnowałem przez wielkie psika, które kręciły się przy niskim ogrodzeniu, które w żaden sposób nie gwarantuje bezpieczeństwa. Ludziom po prostu odpierdoliło i to równo odpierdoliło.... Trzymają wszędzie po kilka niebezpiecznych psów i niby w majestacie prawa "chronią swoją prywatność i własność". Tylko robią to z pogwałceniem praw i wolności społeczeństwa, które może jak najbardziej przebywać w przestrzeni publicznej i czuć się w niej bezpieczny. A póki co, z roku na rok czuję się coraz mniej bezpiecznie... To jest jakieś nie wiem, nie zrozumiałe i nie spotykane zjawisko, że ktoś jeździ by zwiedzać okolice? A tak wszystko jest zabarykadowane, ludzie przeciwko sobie stają i ogradzają się na innych. No po prostu pierdolnięty świat. Może stary nie jestem jednak z tego co pamiętam to w dawniejszych lepszych czasach tak nie było. A teraz co wioska to takie zjawisko. Wszędzie tych psów tyle trzymają. Gdzie są jakieś służby, które by to regulowały?! To nie jest normalne jak ktoś nieadekwatnie mocno chroni swoją własność i prywatność. To wręcz świadczy o tym, że jest czemuś winny a zgromadzone środki nie pochodzą z legalnego źródła. Tej patologii wokół jest sporo jednak Gozdno to wszystko przebija. Ze względu na te psy to niechętnie chce tam wracać. Jednak okolica jest naprawdę piękna i mało naruszona ludzką chciwością. Składają się na to liczne polne drogi, łączące Iglice, Potuliny czy Starą Dobrzycę z nieco większymi osadami jak np. Gardzinem czy Łabuniem Małym / Wielkim. Fajne strony, na pewno je jeszcze odwiedzę. Tylko co z tymi psami... Nie ma wyjścia trzeba mieć coś przy sobie aby móc się bronić w razie wydostania się tych krwiożerczych pomiotów ze swych zagród. Moją dzisiejszą podróż zacząłem od przyjazdu do Reska (wzdłuż DW152), a potem dojazdu do Gardzina przez Prusin. I to była jeszcze w miarę dobra droga. Nie było tak źle, nie było zimno. Kierunek wiatru w miarę mi sprzyjał do Prusina bynajmniej bo skręcając na Gardzin już jechałem pod wiatr. Dalej nie było tak źle. Na miejscu zrobiłem objazd koło Gozdna i po całej wsi, na której widzę trochę opuszczonych domów (po niemieckich prawdopodobnie). Cała wioska to jest jakiś zlepek domostw, które budowane są bez ładu i składu. Oczywiście na każdej posesji tych psów tyle... Pierdolnięci ludzie na tej wiosce mieszkają. Moja łatwość drogi w Gozdnie się zakończyła. Teraz pozostawało przebijać się przez piaszczyste, rozjechane i zniszczone leśne drogi. Rekompensatą trudu były piękne widoki. Jednak i one ginęły pod piłami. Wszędzie masowe wycinki, prowadzące do zniszczenia leśnych dróg. Pozalewane w błocie. Tu pod Iglicami nie było jeszcze tak źle... Tu tylko walka z wiatrem była przeszkodą... Ale już za Iglicami gdy jechałem z boku Iglickiego Bagna... Tam było bardzo ciężko. Zalana droga, grząsko. I powalone drzewa które stanęły na mojej drodze. Przejście przez jedno zwalone drzewo było dość dużym problemem, z którym sobie jednak jakoś poradziłem. I to naprawdę nie wiele brakowało bym wrócił bardzo wkurwiony z trasy. Bo przenosząc Aurelię prawie, że pionowo... musiałem ją jakoś oprzeć a nie moglem inaczej niż w swoją stronę. A to kończyło się ryzykiem oparcia o przerzutkę, co mogło prowadzić do jej uszkodzenia. Szczęśliwie jednak jakoś się udało. Pokonałem drogę przy Iglickim Bagnie. I kierowałem się w stronę już znanych mi dróg na Dąbie. Tu jednak pokonała mnie wielka nielegalna wycinka drzew, która doprowadziła do ogromnych problemów. Wielkie błoto, po kolana, zniszczona zjechana droga. Bokiem przez ten smętarz drzew też się nie dało iść. Próbując go tak pokonać, wbiłem się stopą w drzewo... No kurwa. No po prostu zajebiście. W końcu gdy się przedostałem na utwardzone drogi mając bliżej do 30 przejechanych km (dopiero) a dzień powoli się już kończył i robiło się chłodniej... Dopadało mnie zmęczenie. Pokonałem jakoś te leśne kilometry w stronę Dąbia. Tu było o tyle dobrze, że nie walczyłem z wiatrem. Wyjechałem z Dąbia w stronę Modlimowa, i pognałem w moją ostatnią prostą. Na zachód słońca się dzisiaj nie załapałem. Parę minut do niego brakowało - zachód jest już po godzinie 20!... Jednak nie chciało mi się na niego czekać. Było nieco zimno... Przez silny wiatr. I ten zachód nie był pewny, tak się chmurzyło na koniec dnia, że sobie odpuściłem. A jednak słońce się przebiło. A ja nim wróciłem do domu jeszcze ostatkiem sił zajechałem na myjnię. Aurelia była tak uwalona, że bezwzględnie trzeba było się za nią na świeżo wziąć. I tak po jej umyciu do zachodu słońca dalej było jeszcze sporo czasu... A więc postanowiłem wrócić. Po dzisiejszej trasie będę pilnował terminu 600 dni rowerowych... Ciekawe co przyniosą pozostałe wyjazdy a tych jeszcze 599... Jaka pogoda i jakie zmagania mnie czekają?... W dniu dzisiejszym niestety nie mogłem nie myśleć o pewnym incydencie z zeszłego roku (2022 r.): Nieudane wojaże: Świnoujście. Tak pomyślałem o tym wydarzeniu w kontekście 600 dni. Gdyby od tego wydarzenia minęło te 600 dni rowerowych... To może bym już o tym tak negatywnie nie myślał?... To było na trasie 1067. Dziś mamy trasę 1213. Czyli od tego przykrego wydarzenia minęło dopiero 146 tras... Gdzie tu do tych 600-set mi czekać?... No może jednak do tego czasu już o tym nie będę tak myślał, i nie będzie te zdarzenie powodować u mnie tak negatywnych emocji jakie obecnie powoduje?... Któż to wie. To wszystko się okaże wraz z kolejnymi wpisami i trasami.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)