Dzisiejsza szczęśliwa trasa wcale się tak dobrze nie zaczynała. Jestem po męczącym, zarzynającym mnie tygodniu, w tej pierdolonej pracy. Co prawda tak źle nie było i w minionym tygodniu się nie dopierdalali ale jednak.. Niesmak i tak pozostaje, niesmak, ta nie chęć do tej pracy, do życia w mieście. Coraz trudniejsza sytuacja na świecie, w Polsce. I jakieś chore wymysły.. Od kilku tygodni jest dużo pierdolenia o jakimś "koronawirusie" i ludziom odpierdala i w tej pracy też im odpierdala. Miałem problem z dostaniem klucza do internatu. Jeszcze zrobili sobie dezynfekcje w kuchni i nie miałem dostępu do kuchni. Z dnia na dzień dzieje się coraz gorzej. Chodzą słuchy, że w ogóle mają zamknąć wjazd / wyjazd ze Szczecina. I przed zamknięciem tego pierdolonego miasta wolałbym być poza nim.. Nie chcę być zamknięty w Szczecinie ;) I tu siedzieć w jakieś kwarantannie.. No bo nie wiadomo jak ta chora sytuacja się potoczy.. Kilka dni temu pisali o tym nawet na portalu TwojaPogoda.pl: Koronawirus w Polsce.. Nie wiem mnie te pajacowanie, ta propaganda zaczyna już wkurwiać. Ale jak na jej podstawie mogę dostać kilka dni wolnego od pracy to chętnie skorzystam! ;) Wolny czas oczywiście przeznaczę na rower i na zajęcie się swoimi sprawami.. No nie mniej po takim dziwnym, męczącym dniu.. W końcu następuje weekend! I w końcu mogę wrócić.. Oczywiście powracam z tą nadzieją, że po weekendzie do tego cholernego Szczecina już nie będę jechał.. A nie jest mi tu dobrze.. Z każdym tygodniem mam dość tego miejsca coraz bardziej.. Nie nadaję się do życia w mieście. Ale czy do pracy się nadaję?! No raczej praca u "prywaciarza" to zweryfikuje ;) Bo podobno miałbym już dawno wylecieć.. Jakbym pracował w prywatnej firmie.. No wolę to jednak zweryfikować i dłużej się nie męczyć.. Nie może być tak, że ja tylko czekam na weekend, na weekend aby stąd wyjechać, będąc mocno przemęczonym.. Ja tu nie jestem wstanie spać, skupić się na niczym, wypocząć.. Nic po prostu. I ta historia powtarza się z tygodnia na tydzień. A nie zamierzam zostawać tu na 2 tygodnie! O nie! Tak samo było tydzień temu: Deszczowy Powrotu Czas. Mocno zmęczony, zajechany - wróciłem.. A po weekendzie nie chciało się wracać do tego życia w tym mieście. Jakoś w tym tygodniu trzymało mnie tylko to, że mieliśmy praktykantów, to skurwysyny z sekcji się nie dopierdalali do mnie. Żarli się między sobą, ja miałem spokój, jakoś tydzień przetrwałem. Ale z końcem tygodnia odwołano praktyki, pozamykano szkoły i uczelnie.. Akademiki też.. Nie wiem jakaś wojna idzie czy jaki chuj?! W gwoli ścisłości nie mam zamiaru brać udziału w tym cyrku związanym z tym całym: "koronawirusem"..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 567
Trasa nr [łączna]: 649
Trasa nr [na blogu]: 563
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 43
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 640 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 554 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3799.39 km
Stan Licznika Końcowy: 3817.51 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3812.66 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 0 km
Maksymalna prędkość: 32.8 km/h
Przejechałem: 18.12 km
Przejechałem [msc]: 277.75 km
Przebieg roweru [rok]: 1393.45 km
Przebieg roweru [suma]: 23959.18 km
Przejechalem w 2020: 1393.45 km
Podroż dookoła świata (2020) 3.4836 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 59.8979 [%] km
Czas jazdy: 01:11:25 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1289:59:38 h
Czas Jazdy Suma (2020): 91:36:18 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 17:40:05 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1513:25:46 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:12:31 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:07:49 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:16:30 h
Średnia: 15.31 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego miała mocno zmienną i bardzo nie przyjemną pogodę. Aura pogodowa nie była dzisiaj na tyle tragiczna co wczoraj, ale w pełni idealna też nie była. Początek dnia przywitał mnie dość mroźno.. Odzwyczaiłem się od takich mrozów, niekorzystnej pogody. Czasami się zdarzają takie poranki i jedzie mi się wtedy szczególnie źle.. Ciężko, nie przyjemnie. Z rana jestem jeszcze zaspany, zmęczony. Do wszystkiego zniechęcony. A tu jeszcze ten chłód, dający się w niekorzystny, nieprzyjemny sposób we znaki.. Co tylko mnie spowalnia "paraliżuje". I właśnie taki był dzisiejszy poranek. Chłodny, nie przyjemny. Ja jeszcze musiałem ze sobą zabrać parę rzeczy.. Chwilę mi to zajęło. Byłem pewny, że dzisiaj do pracy się spóźnię. A jednak nie :) O dziwo zdążyłem choć wcale się nie spieszyłem bo mam to w dupie. Tak bardzo zależy mi na tej pracy, że nawet dzisiaj mógłbym podpisać wypowiedzenie. Z rana miałem problem z dostaniem się do rowerowni. Portier co siedział, coś biadolił, że jest podejrzenie zarażenia się "koronawirusem" u dwóch mieszkańców tego burdelu. Nie wiadomo czy nie zrobią tu kwarantanny czy nie sprowadzą wojska, a wtedy będę musiał się wynieść. Moja przyszłość stoi pod wielkim znakiem zapytania czy za kilka dni będę miał gdzie mieszkać, czy będzie w ogóle możliwe wyjście / wejście tutaj. Oczywiście powiedziałem w pracy o tym absurdzie, to co niektórzy stwierdzili, że jestem nieodpowiedzialny, nie powinienem do pracy przychodzić xDD Masakra. Ludzie naprawdę są pojebani. No dobra jakoś ten dzień przetrwałem, choć było w nim pełno wahań pogody, i bardzo silnego wiatru! Nawet do 100 km/h! Znowu ten wiatr cholerny. Przez kilka godzin ulewnie padało.. I wracałem w takiej mokrej aurze, trochę słonka było, trochę chmur. Mocno się pogoda zmieniała.. I nieustannie wiało.. Mocno wiało.. Miejscami wszystko zalane na tej pseudo ścieżce rowerowej wzdłuż ul. Gdańskiej.. I tak się w jednym miejscu wpierdoliłem.. Miałem przeciążony rower, ogromne kałuże, błoto, Bóg wie co jeszcze, jeszcze ciężarówka tam zajechała przejazd, omijałem ją i w jednym momencie jak mnie pociągnęło w bok.. Nie wiele brakowało abym się tu wypierdolił.. Naprawdę masakra co się dzieje w tej pogodzie, co się dzieje w tym świecie. Oczywiście zaczyna się weekend to oczywiście pogoda musi się psuć! Tylko tak szczerze, mam to w dupie.. I tak biorę rower na weekend, i tak wracam na weekend. Mam plany rowerowe, które będę (przynajmniej spróbuję) realizować niezależnie od pogody i zobaczymy co z tego wyniknie.. Jakoś dojechałem do samochodu dzisiaj, robiąc znowu tą krótszą trasę powrotu tylko do ronda w Dąbiu, wzdłuż ul. Goleniowskiej.. Tylko 18 km.. Dodam tylko, że goniły mnie podejrzane ciemne chmury z których NIE LUNĘŁO. A na to się zanosiło. Ale podobno obficie padało w drodze do Szczecina.. Więc może po prostu dzisiaj mi się udało :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)