Dzisiejsza trasa a w zasadzie spory wyjazd i problem logistyczny to taki zaplanowany spontan. Na Facebookowej grupie: "Rowerowy Szczecin" pojawił się w dniu 13.05 wpis - zaproszenie do wycieczki z Jeziorek Wałeckich (w gminie Wałecko, powiat Tuczno) do Białogardu. W myśl organizatorów wycieczki miała być to trasa podzielona na 2 dni. No nie skomentuję robienia 100 km w dwa dni, ale też godzina rozpoczęcia jazd pozostawiała sporo do życzenia (pociąg ze Szczecina, który zatrzymuje się w Jeziorkach) dojeżdża tu planowo dopiero o godzinie 11:51. Robienie tak późno tak długiej trasy nie jest rozsądne i kłopotliwe, no przynajmniej dla mnie - bo tu jako jedyny robiłem całą trasę dzisiaj, choć planowałem zrobić dłuższy przejazd i wrócić do Karlina, to miałbym na to za mało czasu. Ostatecznie trasę skończyłem po godzinie 21. Ale nieźle zapierniczałem pod koniec, bo w zegarowe 2,5h zrobiłem 46 km.. Co jest niezłym wyczynem, a trasa i tak daje się we znaki. Nie mniej, w miarę możliwości chętnie powtórzyłbym trasę w okolicach Drawskiego Parku Narodowego, czy w okolicach Połczyna (Połczyn Zdrój). Tutejsze strony są naprawdę piękne i warte odwiedzenia. Także logistycznie trudna trasa po zastanowieniach i ignorowaniu niekorzystnej pogody (dzisiaj temp. maksymalna oscylowała w okolice +13℃) ale do tego był boczny wiatr, o maksymalnej sile przekraczającej 40 km/h. To utrudniało jazdę, obniżało odczuwalną temperaturę. Jednak najbardziej przeszkadzała mi częściowo leśna część trasy. Jazda po takich drogach nie była fajna, tutaj wyraźnie zostawałem w tyle, jakoś ciężko mi się jedzie po piachu, nie umiem na nim gnać, zakopuję się. Deszczowe ostatnie dni na nie wiele się zdają, warunki do jazdy terenowej są ciężkie i mało przyjemne. A niestety takie się zdarzyły i ciągnęły się od jeziorek po Mirosławiec a dalej kawałkiem za Mirosławcem Górnym wzdłuż 12 Komendy Lotniska aż pod okolice wsi Żeńsko, Żabin. Swoją drogą ciekawie usytuowane wsie, w pobliżu lasy, polne drogi i ciągnące się strefy zamknięte, strefy wojskowe gdzie wstępu nie ma.. Dalsza część trasy już lepsza, drogi asfaltowe do Złocieńca i dalej trasa rowerowa (w zasadzie autostrada) asfaltowa, szeroka droga prowadząca aż do Połczyna. Z moimi towarzyszami, co przyjechali ze Szczecina aż do Połczyna czy samego Białogardu nie dojechałem. Zrobiłem z nimi w sumie 55 km co było mocno czasowo kosztowne, rozstaliśmy się po trasie w okolicy wsi Gawroniec, skąd w dalszą drogę do Połczyn-Zdrój a dalej drogą DW163 do Białogardu udawałem się samotnie, walcząc ze zmęczeniem, z pogodą i dającą o sobie co jakiś czas znać dziwną przypadłością Aurelii. Co prawda ten defekt pojawia się rzadziej, ale pojawia się i jest męczący. Mam wrażenie które powoli przeradza się w pewność, że przyczynę należy szukać przy przednim kole. Jeśli nie chodzi o samą piastę (ta jest wszak nowa, podobnie jak obręcz) to całkiem możliwe, że coś się dzieje przy amortyzatorze na widelcu. Trzeba ten problem rozwiązać. Jest intrygujący, męczący, frustrujący. A co zrobić jak kilometry trzeba nabijać! Skoro zrobiłem dzisiaj kawał dobrej trasy to szkoda mi było się poddać i mimo wszystko nie ciągnąć dalej. Pierwotnie miałem dojechać do Karlina. Nie spodziewałem się jednak, że stracę na dzisiejszej wyciecze tyle czasu z towarzyszami dwóch kółek. Bardzo powolna, choć miejscami w okolicy 20 km/h+ średnia prędkość.. Tylko to wszystko zabijają częste i niestety długie postoje.. A to kosztuje czas, który jest istotny w przypadku długich tras. No rozumiem, że niektórym się nie spieszyło, mieli w planie zrobić ok. 60 km, do miejscu postoju, noclegu.. A ja musiałem się liczyć z tym, że mam do zrobienia jeszcze dodatkowo 40 km, a wyszło mi dokładnie 46 km tylko do Białogardu, do Karlina byłoby ok. 55 km. Zrobić bym zrobił tylko kiedy bym dojechał?! W Białogardzie byłem po godzinie 20:30. A dzisiejszą trasę na początku Białogardu skończyłem o godzinie 20:41. I raczej do godziny 21:30 bym do Karlina nie dojechał. Tzn. mógłbym dalej próbować walić z niezłą prędkością jak do tej pory, ALE muszę się liczyć z tym, że co 2-3 km potrzebowałbym małego postoju, a każdy taki postój to chociaż z 3 minuty czasu a zegar tyka.. Mało przemyślana koncepcja trasy pod tym względem :) Co innego gdybym z kompanami spał w namiocie to spoko, to się nie dziwię, że im nie zależy, mają czas i mogą na spokojnie dojechać nawet na godzinę 19 czy później. Rozstawić się za dnia i załatwione.. Szkoda, że na trasie spotkaliśmy się tylko we 3. Pierwotnie miały jeszcze 3 osoby ze Szczecina to w sumie byłoby nas 6. Pewnie pozostałych wykosiła niepewna pogoda. Co prawda wiało, miejscami wiało jak skurwysyn, ale boczny wiatr nie dawał się tak mocno we znaki. Przelotnie było pochmurnie ale zdarzały się także słoneczne epizody.. A na koniec dnia.. Uuu na koniec dnia w nagrodę za wszystkie trudy pojawił się przepiękny malowniczy zachód słońca.. :)) Warto było się udać na tą dzisiejsza trudną logistycznie wyprawę.. Trudną no bo dojeżdżałem autem ponad 100 km z Płotów do Jeziorek. Auto już beze mnie pojechało do Karlina kolejne ponad 100 km. A potem wróciło do mnie do Białogardu robiąc kolejne kilometry. I na koniec powrót z Białogardu do Płotów ponad 60 km autem.. To w sumie nabiłem ponad 250 km autem. Z czego część kilometrów robił ojciec, który pojechał do Karlina i tam siedział te godziny, w których ja byłem w trasie, odkrywając przepiękne malownicze miejsca, które z pewnością ja i Aurelia odwiedzimy jeszcze :) Jak nie w tym roku to w kolejnych latach, ale na pewno powrócę gdzie jak gdzie ale w okolice Połczyn-Zdrój na pewno!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 607
Trasa nr [łączna]: 689
Trasa nr [na blogu]: 603
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 83
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 680 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 594 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 631.93 km
Stan Licznika Końcowy: 733 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1701 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1802 km
Maksymalna prędkość: 42.2 km/h
Przejechałem: 101.07 km
Przejechałem [msc]: 472.88 km
Przebieg roweru [rok]: 3178.5 km
Przebieg roweru [suma]: 25744.23 km
Przejechalem w 2020: 3178.5 km
Podroż dookoła świata (2020) 7.9462 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 64.3606 [%] km
Czas jazdy: 06:00:42 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1402:41:06 h
Czas Jazdy Suma (2020): 204:17:46 h
Czas Jazdy Suma (maj): 29:51:26 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1626:07:14 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:43:56 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:27:41 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:39 h
Średnia: 16.85 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego pełna przygód, i zawierania nowych znajomości. Pojawiało się na Faceookowm forum, ogłoszenie, zaproszenie do takiej nietuzinkowej wycieczki. W końcu nie często się w moim przypadku zdarza abym zaczynał trasy w innym miejscu niż miejscu zamieszkania. W historii moich wszystkich rowerowych tras, już nawet nie mówię, że z Aurelią ale ogólnie takich wypadów było w sumie kilkanaście może kilka.. To wyjątek, który może się stać nową tradycją, że wykorzystując to, że mam auto i możliwość przewożenia roweru, będę co jakiś czas sobie jeździł w dalsze strony gdzie normalnie byłoby mi trudno dojechać - no bo jakbym chciał robić całą trasę rowerem z Płotów do Jeziorek i jeszcze wracać to by się na 200 km nie skończyło.. A to nie są dystanse, które można od tak sobie zrobić. Zresztą nawet dystanse 100 km nie są takimi dystansami, które można sobie od tak zrobić, bo nie można.. To jednak kawał drogi, i trzeba mieć do trasy szacunek ;) Dzisiejszy wyjazd, co też nie jest częste nie był samotną wyprawą. Poznałem dwóch rowerzystów, mniej lub bardziej zapalonych do jazd, jeden z nich, przewodnik dzisiejszej wycieczki i to przewodnik z prawdziwego zdarzenia (miał nawet papierową mapę! :O), mocno mi zaimponował on i jego kross, nieco starszy, ponad 10-cio letni kross, który przejeździł kawał świata i dystans ponad 30 tyś km. I co więcej, większość części prócz oczywiście opon, napędu czy pedałów ma oryginalne! W tym oryginalne są piasty. Ma on podobną jak nie taką samą piasto-prądnicę, jaką ja też miałem w Aurelii.. Co podkreśla fakt, że powinna ona wytrzymać dłużej niż faktycznie wytrzymała. Nie chcę wracać do tego trudnego tematu. To wina pseudo serwisanta z Gryfic, który tą piastę uszkodził.. Zamiast pomóc to zaszkodził, a co gorsza, nie wiem jeszcze zepsuł.. Bo dalej mam dziwną dolegliwość przy Aurelii, powoli ustępuje, staje się rzadsza ale może zwiastować jakąś większą drakę, jak się coś zepsuje.. I co najgorsze to nie wiem o co chodzi.. Pojawiający się taki dziwny dźwięk w trakcie jazdy, cięższe kręcenie, zwalnianie roweru nawet na jeździe z górki. Nie dzieje się tak cały czas, ale co jakiś czas te negatywne symptomy występują i dzisiaj mnie nie ominęły. Dzisiaj nie ominęło mnie również piękno wsi i trudy jazdy terenowej, które dość szybko nastąpiły. Trasę zaczęliśmy od przejazdu z miejscowości Jeziorki w stronę Mirosławca. Po drodze mijało się tutejsze piękne wsie, i leśne ścieżki, szlaki na których można spotkać żubry ;) I tak dojechaliśmy do słynnego, znanego Mirosławca. Jest tu muzeum wojskowe i sporo pamiątek po wojsku, czołgi, samoloty. No jak ktoś lubi takie klimaty to byłby w niebo wzięty! ;) Trasa trwała dalej, już mniej prowadziła po terenowych ścieżkach, ale i tak nie było łatwo, sporo wzniesień, wiatr... Dawał się we znaki.. Tak było z dojazdem do Mirosławca Górnego i objechanie lasem, a potem polnymi drogami tutejszej bazy wojskowej, lotniska samolotów bezzałogowych.. Kolejne wiejskie ścieżki i w końcu trochę cywilizacji na drodze do Złocieńca. Po drodze jakaś gminna droga prowadząca przez piękną miejscowość Osiek Drawski, w której projektanci estetyki przeszli samych siebie. Chodniki były z takich okrągło kształtnych kamyków zrobione, zaś sama jezdnia brukowa.. Już wolałem jechać chodnikiem choć było to mało przyjemne, tym bardziej, że jechałem pod górkę.. A dalej już nieco lepiej, taki leśny teren, i prosty dojazd do Złocieńca, gdzie były ostatnie większe postoje.. Na żarcie, na zdjęcia. Ostatnie dłuższe przerwy, które były najsłabszym elementem trasy. Zbyt wiele długich przerw a czas uciekał, a nabitych kilometrów było nie wiele.. A do celu podróży, przynajmniej dla mnie wciąż daleko. Wyjeżdżając ze Złocieńca, moja sytuacja się nieco pogorszyła. Co prawda już długi czas coś mi się psuły pedały przy rowerze, a teraz się ukręciło łożysko i to ponownie lewego pedała. Mówię, że podobnie bo wiele kilometrów temu i lat (bo to jeszcze 2017 r.), po pierwszej wymianie napędu padło łożysko w lewym pedale. Teraz sytuacja jakieś grubo ponad 18 tyś km później się powtarza. I to powtarza się przed nie łatwym odcinkiem trasy. Nie liczyłem dokładnie ale to jest około 30 km trasy od Złocieńca do Połczyn-Zdrój.. Po takiej eleganckiej ścieżce rowerowej, która przecina między innymi miejscowość Cieszyno, biegnie obok jeziora Siecino.. To takie piękne tereny, dzisiaj nie miałem za wiele czasu aby je podziwiać, czas gonił i ja też goniłem. To właśnie na tej ścieżce rowerowej, w okolicy miejscowości Gawroniec a nawet jak patrzę na mapę to chyba szybciej (okolice Chlebowo, Stare Worowo) nasze drogi się rozeszły. Kumple od jazdy, pojechali robić zaopatrzenia i do lasu gdzie będą spali, a ja pognałem co sił w nogach dalej. W miarę możliwości starałem się jechać jak najszybciej, mając przed sobą do zrobienia i tak kawał drogi (46 km) a było już po godzinie 18.. Czas mnie gonił, prędkość mi sprzyjała, przynajmniej do wspominanego wielokrotnie Połczyna. Choć nie ukrywam, że ta droga daje się we znaki. To jednak około a może i ponad 30 km ścieżki rowerowej, ale jedzie się w jedną stronę, mija podobne strony. To zaczyna irytować, nudzić, niewiele się tu dzieje. I miałem szczerze dość tej drogi, wciąż mi było do tego Połczyna daleko i daleko, a po drodze mijałem nie wiem nawet ile przecięć ścieżki rowerowej z innymi miejscowościami. I oczywiście nic nie oznakowane, nawet nie wiadomo gdzie się jest i czy jeszcze daleko. Taka trasa to fajna sprawa. W przyszłości ma taka droga w pełni asfaltowa powstać również z Połczyn Zdrój do Białogardu. Kawałek jej widziałem, jest zrobiona ale nie wiem na ile jest gotowa, to już tam nie wjeżdżałem bo może jest fragmentami przygotowana i tylko bym się wpakował. Już wolałem wracać drogą wojewódzką, wyjeżdżając na końcu miasteczka Połczyn-Zdrój. Wielka szkoda, do miasta nie miałem okazji wjechać, wyjeżdżałem i jechałem przez jego obrzeża, skąd zostało mi dosłownie 30 km do Białogardu. I tak miałem do pokonania z końcem dnia w tą szarówkę i ucichającym wiatrem 30 km wzdłuż drogi DW163. Mijałem tutaj różne miejscowości, tereny raz górzyste raz płaskie. Jednak w miarę dobrze mi się jechało, miałem więcej z górki niż pod górkę. W miarę możliwości starałem się trzymać prędkość na poziomie +20km/h. A miejscami wychodziło mi nawet 25-30 km/h. I tak gnałem.. Bliżej Białogardu zrobiło się naprawdę ładnie, pojawił się zachód słońca, promienie słońca mieniły się w pozostałych kałużach.. Dziwna sprawa.. Bo podobno w Karlinie, Białogardzie deszcz padał. A tam gdzie ja jechałem nie padało. Co prawda takie chmury były i jakieś pojedyncze kropelki spadły ale na tym się skończyło. Deszcz mnie nie chwycił.. I bezpiecznie dojechałem.. Zdołałem nabić w sumie ponad 100 km. A to też ciekawa sprawa, bo mi się dzisiaj śniło, że jadę i to właśnie bardzo szybko z prędkościami 20+ km/h... Jakąś dłuższą trasę, co miała mieć ok. 100 km długości! Mimo zmęczenia gnałem, gnałem dalej i dałem radę! :) Jeszcze będą ze mnie rowerzyści, no podobno będą! ;) W tym roku jestem nieźle wyjeżdżony lepiej niż w poprzednich latach a to daje nadzieje, że w tym roku może uda mi się pokonać kolejne moje słabości i być może osiągnę życiowy cel, moje życiowe marzenie w postaci 300 km trasy! A z tym wyzwaniem mógłbym się zmierzyć już w Czerwcu bądź maksymalnie w Lipcu. Wcześniej chciałbym zrobić trasę Płoty-Poznań (230 km).. Co i tak będzie wyzwaniem. A gdyby się udało to mógłbym podjąć próbę zaliczenia 300 km dystansu. Dobrze opracować sobie ciekawą koncepcję trasy i ruszyć w nią, pełny nadziei, że uda mi się. A w tym roku mam na to szansę. Nabiłem już sporo kilometrów, zrobiłem chyba JUŻ TERAZ więcej tras o długości 100 i powyżej 100 km, niż przez cały rok w którymkolwiek poprzednim roku. Trzeba jednak stopniowo przygotowywać się do wyzwania. I najpierw podjąć próbę przejechania 230 km dystansu i go pokonać. Wtedy można myśleć o ok. 2 tyg odpoczynku na robieniu krótszych tras i ruszyć w 300 km wyprawę, która byłaby moją maksymalną życiówką, której nie dałbym rady nigdy więcej pokonać! Na to liczę, że zrobię taką trasę. W końcu marzy mi się 300 km trasa, odkąd pierwszy raz w życiu (11.09.2014 r.) zrobiłem 100 km dystans.. Marzy mi się pokonanie poziomu 300 km i nigdy nie miałem na to takiej szansy jak w tym roku. Po prostu muszę spróbować podjąć te wyzwanie, pojechać i dać radę! Na razie cieszę się jednak z dzisiejszego wyjazdu, to też niezła próba i niezła trasa na której udało mi się podbić średnią prędkość z zaledwie ok. 14,4 - 14,5 km/h do 16,8 km/h. I zamknąć czas jazdowy w 6h 01 min. Co jest naprawdę niezłe, niezłe jest także to, że w 2h zrobiłem 46 km. Nie licząc przerw, to właśnie 2h z hakiem zajęło mi zrobienie nie małego i nie łatwego dystansu, a to napawa sporym optymizmem na nie daleką przyszłość w przyszłość, która bardzo rowerowo się rysuje! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)