09.08.2020
Jazda nr: 652

Tagi: Niemcy, , AG, Gryfus, sw_cykliczne, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest drugim dniem wielkiej przygody, która rozpoczęła się wczoraj: Szlakiem Muru Berlińskiego z Gryfusem - dzień 1. Dziś trudów wcale nie mniej, choć prostsza w opisie trasa będzie ;) W końcu nie jechaliśmy dzisiaj tyle miastami, że te opisy takie skomplikowane.. I te niemieckie nazwy ulic, dzielnic, i miejsc! No ale do rzeczy. Dzień i trasa zaczyna się po słabo przespanej i ciężkiej nocy. Jakość tej noclegowni pozostawia sporo do życzenia, nie jest za dobrze. Nadal jest gorąco, a do tego dzień się tak powoli zaczyna.. Ja już od dawna nie mogę spać i się tylko nudzę.. Z rana o 7:30 śniadanie. Bufet, szwedzki stół. I pewny problem z nim związany. A mianowicie: kto późno wstaje, ten jeść nie dostaje. Niemcy, którzy przyszli na śniadanie gdzieś tak 7:40 a nie daj boże później już się na nic nie załapali, bo już nic nie było. Wszystko zabrane, wybrane ;) No trudno. Kto śpi ten nie je. Ale to też takie głupie rozwiązanie, obsługa bufetu powinna uzupełniać brakujące rzeczy.. No nic, śniadanie ważna rzecz tym bardziej, że od wczoraj nic nie jadłem to się mocniej napchałem, przygotowałem rower do wyjazdu. I w drogę. Mieliśmy ruszać o godzinie 9 a jak zwykle się lekko przesunęło. Dzisiaj na trasie już na samym początku zrezygnowałem z jazdy w kasku. Źle mi się w nim jeździ, wczoraj jazda w kasku się dla mnie źle skończyła. Dzisiaj temp. wcale nie niższa, może wg. wskazań pogodowych nie wyższa ale wydawało mi się, że nie jest tak dobrze jak powinno być.. Dzisiaj w Berlinie coś w granicach +35℃. Ale już z rana chwila jazdy i cały spocony, cieknie ze mnie, te pierdolone paski od kasku całe mokre, nieprzyjemne to.. A pierdolę taką zabawę! Jechałem bez kasku.. Początek trasy to też mały problem z kamerką. Jedna bateria coś nie chciała łączyć w kamerce i z chwilą otwierania kamerki przerywało nagrywanie.. W ten sposób ściachany mam plik GPS, ślad trasy.. Eh.. Sam ślad jeszcze odzyskam, odbuduję go na podstawie śladu trasy Gryfusa (pliki GPX) ale to czego nie odzyskam to informacja o prędkościach itd. Przynajmniej tych moich, bo kopiować te Gryfusowe to bez sensu. No dobra.. Jedziemy w końcu! Początkiem wycieczki było zwiedzanie Postdamu wielu zabytkowych miejsc, które tutaj są. Pałacyki, obiekty kultu jak np. Flatowturm. Jest tu wiele pięknych miejsc, położonych w malowniczych obrzeżach rzeki Trefier See. Zwiedziliśmy tak kilka obiektów: Schloss Babelsberg i inne. Mijaliśmy te wyspy łączące Postdam. Piękną i wielką miejscowość z wieloma zabytkami i pięknymi miejscami. W ten sposób powoli opuszczaliśmy już tą miejscowość mijając jej kolejne dzielnice: Berliner Vorstadt, Neuener Vorstadt.. A tych innych trudniejszych nazw nie będę próbował pisać ;) Cywilizacja powoli się kończyła wraz z mijaniem miejsca: Park Sanssouci. Odbijaliśmy polnymi leśnymi drogami na obrzeża Postdamu, do to chyba Park Narodowy albo coś takiego co się zwie: Königswald. A dalej coraz więcej takich nielubianych, już wczoraj mnie to denerwowało a dzisiaj jest tego jeszcze więcej.. Coraz więcej takich leśnych dróg, przez jakieś obrzeża i totalne zadupia jak Sacrow skąd wracaliśmy na drogę B2 i pędziliśmy w stronę cywilizacji.. Niewielkie względem wczorajszego dnia miejscowości jak np: Wilhemstadt czy dalej Staaken.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 656

  • Trasa nr [łączna]: 738
  • Trasa nr [na blogu]: 652
  • W tym tygodniu: 6
  • W tym miesiacu: 7
  • W tym roku: 132

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 729 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 643 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 4204 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 4290 km

  • Maksymalna prędkość: 39.1 km/h

  • Przejechałem: 85.92 km
  • Przejechałem [msc]: 536.81 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5725.9 km
  • Przebieg roweru [suma]: 28291.63 km

  • Przejechalem w 2020: 5725.9 km
  • Podroż dookoła świata (2020) 14.3147 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 70.7291 [%] km

  • Czas jazdy: 05:25:56 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1562:32:40 h
  • Czas Jazdy Suma (2020): 364:09:20 h
  • Czas Jazdy Suma (sierpień): 32:58:09 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1785:58:48 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 04:42:36 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:45:32 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:55 h

  • Średnia: 15.86 km/h
Mimo, że dzisiaj było nadal upalnie i gorąco jechało się jakoś lepiej. Może myślami byłem już w domu na końcu wycieczki? ;) Choć jeszcze był kawał drogi przed nami.. Wiele wiele kilometrów. W końcu dzisiaj wyszło 86 km w sumie. Rozłożone to na cały dzień, bardzo nie miarodajnie. Do tego dzisiaj Gryfusy przeszli samych siebie. No jeszcze wczoraj się jakoś hamowali.. Ale dzisiaj pędzić, pędzić. Nie dać nikomu odpocząć, napić się i tylko pędzić i pędzić. I jeszcze wiceprezes fundacji miał czelność zwrócić mi 2x uwagę, że jadę bez kasku. A niech kurwa spierdala. Nie mam zamiaru się męczyć w jeździe w kasku, w którym się źle czuję, do tego ten upał i te dopierdalanie bez opamiętania, bez myślenia.. To proszenie się o nieszczęście. Dopierdalają po leśnych drogach, po polnych, po asfaltach. Nic nie myśląc tylko dopierdalać, dopierdalać aby szybciej się nachlać piwska i dalej dopierdalać. No co za towarzystwo.. Jazda na kilka dni z Gryfusem to nie jest dobry pomysł.. To nie jest grupa dla normalnych ludzi. Mało kto chce z nimi jeździć i nic dziwnego, skoro tak dopierdalają.. Bezmyślnie zresztą.. No dobra, dzisiaj również mijało się wiele pięknych miejsc, jak wczoraj. I również nie było za wiele czasu na robienie zdjęć :( Mijało się już wspominany Staaken, w stronę Falkenhöh. I tu zaczął się najgorszy odcinek dzisiejszego dnia. Kilka kilometrów po lesie, gdzie dopierdalali, dogonić ich nie można było. A co pomyślicie, że skoro taki upał to w lesie chłodniej i przyjemniej?! A wcale, że nie! Można rzec, że nawet gorzej. Ten cały mijany Spandauer Forst, tak był nagrzany od kilku dni prażącego słońca, że masakra.. Wszystko parowało z niego i było jeszcze goręcej. Już w tych stronach odczułem, że się chyba odwodniłem. Nie mieliśmy jeszcze zrobione nawet połowy trasy (połowę liczyłem na 85 km) czyli 42,5 km. Wciąż brakowało do 42,5 km kilku kilometrów.. Niedługo jednak miała być przerwa obiadowa, coś koło 20 km jeszcze.. Jakoś się przemęczyłem. Choć czułem się już gorzej. A to nie była tylko wina pogody, a sposobu jazdy. I tak zostawałem w tyle grupy, nie cisnąłem tyle co oni. Co jakiś czas ktoś się pytał jak się jedzie, jak idzie, czy daje się radę. Co oni myślą, że skoro jadę wolniej to nie daję rady? No ja jestem wstanie przejechać 200 km w jeden dzień. Ale nie w 8h.. Jak co niektórzy.. No ale jestem. Oszczędzam siły, nie będę dopierdalał. A już na pewno w nie tak skrajnie niekorzystne warunki pogodowe. W taką pogodę, w takie upały często jeździłem w minionych dawno latach, w takim np. 2015 r. wiele tras i to długich odbywało się w upałach.. Potem miałem migreny, przegrzany organizm. Już mniej jeździłem tak w 2018 czy 2019 r. Teraz jestem coraz mądrzejszy i starszy.. I już nie daję rady tak jeździć. No dobra do tej przerwy obiadowej jakoś dotrwałem. Na niej jakoś odżyłem, choć dalej nie było idealnie, wciąż sporo do przejechania i coraz ciężej. Przerwę obiadową mieliśmy już wspominanej miejscowości: Wilhelmstadt. Nie widząc znaków, nie wiedząc gdzie jestem - powiedziałbym, że to Berlin. Patrząc na to w ten sposób, wszędzie były tablice, że tam Berlin _coś tam_, tam Berlin _coś tam_.. No w końcu Berlin się ciągnie kilometrami. Ale może bez przesady ;) Tu obiadek, w KFC. Dobry nie powiem, że nie. Za 10 Ojro.. Ale się najadłem. Tylko nie miałem za bardzo czasu na to, obiad w KFC. Mieliśmy mieć godzinę czasu na zjedzenie.. I jedziemy dalej. Ta.. Tyle, że ja 40 min czekałem na zamówienie, kolejki takie, że masakra, ludzi tyle, że masakra. Nie wyrabiają tam, nie ogarniają co i jak.. Wziąłem taki gotowy zestaw. Nie pamiętam jego nazwy ale były tam kawałki kurczaka (chyba 4), sałatka a powiem, że dobra, nie wiem co to było ale zjadliwe, chessburger, i frytki pełne soli i pieprzu. Czekając w kolejce na zamówienie wypiłem 2 kubki (niby 0,4 L) PEPSI.. I do zamówienia wziąłem kolejny kubeczek. Tutaj w Niemczech udziela się ten cały koronakryzys i pierdolec. Każdy kto coś zamawiał wpisywał się na karteczce - imię, nazwisko, telefon. XDD Ta, ale ktoś stał w kolejce, i się wrócił to już nie.. No rozsądne. I tak nie wpisałem prawdziwych danych. Pierdolę ich i ich wirusa. Nie mniej wracając do żarcia - dobre i syte. Ale jednak udzieliło mi się to, że byłem odwodniony. Piłem i piłem na umór i dalej bym pił i pił. Do tego za potrzebą (wc), gdzieś w krzaki czy coś, to prawie wcale nie chodziłem. Wszystko i tak organizm zużywał.. A jeszcze w tej masakrze do zrobienia parę kilometrów było. Przerwa się oczywiście przedłużyła.. To było do przewidzenia dlatego nie miałem ciśnienia, że się spóźnię czy coś. W dupie to mam - jak byśmy nawet mieli wyjechać 5 min później i dotrzeć 15 min później to co miałoby się związku z tym stać? Ja nie rozumiem tego. Przecież nie spieszymy się na pociąg. Autobus na nas poczeka.. A jak chcieli szybciej dojechać to mogliśmy szybciej wyjechać.. A nie pędzić... No dobra.. Mijaliśmy ten cały Wilhemstadt. I ostatnie proste.. Głównie takie wiejskie tereny, obrzeża. Głównie asfaltowe drogi, ale także po lasach.. i polach.. Właśnie wracaliśmy przez ten Spandauer Forst, i miejscowości Hennigsdorf, Frohnau. Nadal boczne uliczki.. Jeszcze się pogoda psuła. Grzmiało.. Szło na burzę. Mijając Frohnau w stronę Hohen Neuendorf - robiłem zdjęcia pola, natury.. I chwilę później tam na polu walnął piorun - trzy pioruny koło siebie.. No po prostu piękne. Gdybym postał tam chwilę dłużej z rowerem to może bym coś załapał a tak niestety.. No i dobra.. Ostatnia prosta, i dojechaliśmy. Uff.. Udało się.. Przez dwa dni w sumie ponad 190 km. I to w taką pogodę. Jestem zmęczony i to na maksa.. Chowaliśmy rowery, jeszcze parę zdjęć i wkrótce wracaliśmy na Szczecin. W drodze powrotnej te pijusy i alkoholicy z Gryfusa oczywiście stawali na cepeenie, aby brać kolejne piwska. Robić niepotrzebną przerwę.. To tylko czas się traci, którego widać brakuje. Bo gdy dojechaliśmy do Szczecina, mijając Gumieńce przy rondzie Uniwersyteckim kierowcy autobusu coś pierdolnęło do łba. Niebezpiecznie wyprzedzał auto przed rondem, zaczął szaleć, mocno szarpać i ostro skręcać tym autobusem na boki.. Było spore ryzyko, że poprzewracają się rowery, coś się stanie.. A jakby się coś stało Aurelii to bym zajebał! Gdy po godzinie 22 wróciliśmy w okolice Wałów Chrobrego skąd wczoraj startowaliśmy to od razu sprawdziłem czy wszystko z Aurelią w porządku, przejechałem się z nią kawałek. I sam się już spakowałem do wyjazdu i pojechałem - zmęczony, śpiący.. Po drodze prawie przysypiałem.. Wróciłem do domu chwilę po godzinie 23.. No może jeszcze przed godziną 23:15.. W końcu dojechałem. Mega zmęczony, odwodniony ale szczęśliwy, że się udało mimo kilku problemów technicznych (kamerka, manetka).. Dojechałem.. :) Na koniec zapraszam do przejrzenia zdjęć i opisu miejsc, które dzisiaj odwiedziliśmy - mijaliśmy: Odwiedzone miejsca wzdłuż Muru Berlińskiego z II dnia.. . No i tradycyjnie do zobaczenia na kolejnych trasach, przygodach. Choć tak myślę, że z Gryfusem nie prędko pojadę. Oni są po prostu niereformowanie pierdolnięci - ukrywają brak rozumu pod grubym kaskiem.. A wystarczyłoby rozsądnie jechać to nie byłoby problemów..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa09sierpnia2020zdj1.jpgtrasa09sierpnia2020zdj2.jpgtrasa09sierpnia2020zdj3.jpgtrasa09sierpnia2020zdj4.jpgtrasa09sierpnia2020zdj5.jpgtrasa09sierpnia2020zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)