29.10.2022
Jazda nr: 1124

Tagi: JS, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego prowadziła mnie i JS, piękną historią w niezwykłych dotąd nieznanych stronach, brzegami Parsęty. W wielu miejscach przepływa ta niezwykła rzeka, ciągnie się przez Kołobrzeg i Karlino i spływa dalej w dół Polski aż do okolic Połczyna Zdroju. A to też swoją drogą piękne strony jeszcze mocno przez ludzką chciwość nie zniszczone... Tak wygląda mapa rzeki gdyby był ktoś zainteresowany: Mapa rzeki Parsęta. Dzisiaj było nam dane poznać kawałek tej pięknej historii, która nie spodziewanie i w ogóle nie planowanie zaprowadziła nas do Karlina! A ruszyliśmy z pod Kołobrzegu, dokładnie byliśmy pod wsią Pustary w gm. Dygowo. Tą samą wsią w której odbywa się akcja: Pewnych przygód, pewnego lata - mojego autorstwa. Chciałem nieco lepiej poznać te strony gdyż skupiłem się jedynie na okolicach mostu między Ząbrowem a Pustarami i samym obszarem idącym do Kołobrzegu. A przecież te strony skrywały znacznie więcej niezwykłych historii! Miło było je odkrywać. Aż chciałoby się tak poznawać i kolejne i kolejne historie - jednak niestety dzień bywa za krótki :( I tak się nie da. Nie mniej i tak było warto tu przyjechać! Z pewnością w przyszłym roku tu powrócę Aby jeszcze lepiej poznać te miejsca i jeszcze więcej tutaj pojeździć! W sumie na dzisiaj nie mieliśmy niczego konkretnego zaplanowanego - żadnej konkretnej trasy. Tylko jechać ku nieznanemu! I tak jechaliśmy! Raz asfaltowymi drogami a innym razem odbijało się przez pola i wsie na nowe strony. Opierając się jedynie na wątpliwej orientacji, że skoro wyruszyliśmy stąd to jak tam jakoś pojedziemy i skręcimy dojedziemy z powrotem pisaliśmy tą piękną historię w sumie nie świadomie poruszając się blisko przepływającej Parsęty, która na odcinku od Kołobrzegu do Białogardu nie idzie tak mocno prosto - tylko jest tak mocno powyginana, pozakręcana. Nie mniej ta dzisiejsza przygoda ma również swoje drugie dno. A jest nim odwiedzone miasto Karlino, które pamiętam z dziecinnych lat. Wtedy było lepiej, świat był piękniejszy. A ta przestrzeń nie wydawała się taka obca i opustoszała - gdy przyjeżdżało się do babci, którą pamiętam - dziadka nie. Wujkowie byli jeszcze - jeszcze żyli. Teraz rodzinę się ma głównie na cmentarzu i tak jakoś nie fajnie się tu czuję. Widzę tą rzeczywistość przez pryzmat przeszłości, te dwa światy się tak na siebie nakładają. Może zbliżający się dzień 1.11, i coraz wyraźniejsza jesień daje o sobie znać. Nie wiem jakoś tak dziwnie było tutaj. Mimo usilnej woli nie myślenia o tym, przejawiała się myśl, że mógłbym dożyć dni w których tak będę widzieć swoje rodzinne miasto, które będzie dla mnie całkowicie obce i osamotnione gdyż wszyscy którzy stanowili ważne wypełnienie tej mojej życiowej przestrzeni w tych młodzieńczych latach po prostu odejdą. Osoby z mojego rocznika również a to się przecież dzieje, coraz młodsi odchodzą od czasów tzw. plandemii 2019-2021 r. - duża umieralność dotyczy osób w wieku 30-50 lat. A więc w zasadzie grupa do której będę wkrótce należał. Choć mnie osobiście jeszcze nie dotyka tak ten problem jednak umieralność w grupie 20-30 lat, również stale rośnie. A więc te wyobcowanie w tym zmieniającym się na coraz gorsze świecie jest czymś nieuniknionym. Mimo, że było dzisiaj naprawdę fajnie i sympatycznie te podłe myśli gdzieś się pojawiały. Chwile zadumy powodowały. Przejazd przez Karlino tylko przywoływał niektóre wspomnienia, ze spokojniejszych dni, które już nigdy nie wrócą. W tym miejscu nie pozostaje nic innego jak zacytować klasyczne słowa jednego z bardziej znanych utworów Bułata Okudżawy "Puszkin": Co było nie wróci, i szaty rozdzierać by próżno. Cóż każda epoka ma własny porządek i ład. A przecież mi żal(...) - no i każdy może dopowiedzieć co komu - Puszkinowi akurat dawnej Moskwy. A mnie tych dni, które zostały daleko za mną, skrywane wspomnieniach. A dla was czytelnicy pewnie coś innego, w zależności od waszych własnych doświadczeń. No cóż - ciekawa była historia dzisiejsza i mimo, że przejazd przez Karlino był jaki był, to tak się złożyło, żeśmy w nim dwukrotnie wylądowali! A jak się to stało to w tym drugim bardziej szczegółowym akapicie wyjaśnię! :)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1130

  • Trasa nr [łączna]: 1210
  • Trasa nr [na blogu]: 1124
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 16
  • W tym roku: 168

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1198 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1112 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 11166.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 11232.04 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 11225.88 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 23780 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 23846 km

  • Maksymalna prędkość: 33.6 km/h

  • Przejechałem: 65.44 km
  • Przejechałem [msc]: 612.81 km
  • Przebieg roweru [rok]: 6677.14 km
  • Przebieg roweru [suma]: 47931.45 km

  • Przejechalem w 2022: 6677.14 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 16.6929 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 119.8286 [%] km

  • Czas jazdy: 04:13:25 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2811:11:35 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 440:17:24 h
  • Czas Jazdy Suma (październik): 40:54:25 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3034:37:43 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:33:24 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:15 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:16 h

  • Średnia: 15.52 km/h
Dzisiejsza trasa prowadziła nas pięknymi wiejskimi terenami przez takie wsie jak Pustary, Dębogard w którym odbiliśmy na Świelubie. W zasadzie dzisiejsza podróż jak wspominałem nie miała narzuconego celu ani kształtu no może poza tym małym wyjątkiem, że w Dębogardzie od razu chciałem skręcić w prawo w stronę wsi Świelubie. W przeciwnym kierunku w lewo dojechałoby się do drogi DW163 i czekałoby nas nic innego jak powrót do Kołobrzegu. A tego chciałem uniknąć wolałem jechać w tą nieznaną stronę. Gdyby jednak zdarzyło się tak, że korzystałoby się w sposób skuteczny z nawigacji w telefonie lub lepiej znało te tereny w każdej chwili można byłoby wrócić do drogi DW163, która prowadziłaby nas na Białogard a dalej do Wałcza. Jednak nie są nam jeszcze tak mocno znane te strony! Jechaliśmy tak jak prawie zawsze ja jeżdżę: na pałę. No gdzieś się wyjedzie nie? To czym się przejmować! Ważne, że pogoda dopisuje. Choć mógłby być mniejszy wiatr. Ten stwarzał takie odczucie, że jest chłodniej niż faktycznie. I te temp. dochodzące do +17℃ nie były tak mocno odczuwalne. Jednak jak się jedzie tego się aż tak nie odczuwało. I tak piękna historia trwała dalej. Wybranie kierunku na wieś Świelubie okazała się dobrym pomysłem! Na wyjeździe ze wsi znajdowały się takie dawne zabudowania gospodarcze (prawdopodobnie jakieś chlewnie) jeszcze drewniane. Miały pokryty mchem na zielono dach, na którym swobodnie leżały zżółkłe i zbrązowiałe liście. Pięknie wkomponowywało się to w wciąż pozostałe pożółke liście na rosnących tu dębach. Zrobiłem tutaj fajne foty! A dalsza droga również zapowiadała się bardzo ładnie. Przy drogach drzewa, często jeszcze ze sporą ilością liści! Pięknie to wyglądało. A nie jest to wcale taki oczywisty widok. Współcześnie panuje jakieś chore przekonanie, że drzewa atakują kierowców i ich mordują. Najwidoczniej robią to zbyt słabo. Co jakiś czas jakiś cwel co nie potrafi jeździć w swoim złomie, który nie powinien na drogi wyjeżdżać z racji tego ile razy te samochody były klejone po jakiś norach na wypizdowach, się rozbija, ginie. I jest wielkie larum, że trzeba drzewa wycinać. A ci durnie włodarze tego dokonują i to z wielką radością! Z roku na rok przybywa takich ofiar. Miejsc i dróg gdzie było pięknie a jest pusto. I już nigdy tak ładnie nie będzie - a przykłady się mnożą choćby najczęściej odwiedzana przeze mnie droga DW108 - na odcinku Płoty - Mechowo. Na jesień 2021 r. wyrżnięto wszystkie drzewa, które śmiały tam rosnąć. Pozostały tylko wspomnienia. Dawne zdjęcia w starych wpisach na blogu i robione przy innych okazjach. A w miejscach które mijaliśmy - nie widać tych zbrodniczych akcentów! Tu jest nadal pięknie i oby tak pozostało! Tak nasza historia z Świelubie nieświadomie odbiła w stronę Karlina. Gdy nagle zjechaliśmy z drogi, którą jechaliśmy w leśne ścieżki. Na drodze były zresztą strzałki! Na drzewach też! Te strzałki kazali nam tak jechać! I tak dojechaliśmy do dróg pełnych kasztanowców! Do wsi Włościbórz a potem Kłopotowo. No taka wymowna nazwa. Czyżby któryś z uczestników dzisiejszej wycieczki miał popaść w kłopoty? :D Z Kłopotowa dalej nieświadomie jechaliśmy równolegle do drogi DW163. To tak fajnie na mapie wygląda. A w rzeczywistości się wcale tego nie czuło. I mimo, że bywałem w tych stronach (na DW163, DW162) to jakoś się nie skapnąłem gdzie jestem do ostatniej chwili! Następnym przystankiem naszej trasy była znana w Karlinie miejscowość Lubiechowo. Piękny dwór który tu się znajduje i ciekawa okolica. I mimo, że byliśmy tu dziś dwukrotnie to jakoś pod ten dwór nie zajechaliśmy :( A warto i następnym razem na pewno go nie ominiemy! -> Dwór w Lubiechowie. A wspomniałem, że dwa razy! Bo raz pojechaliśmy drogą gminną a raz drogą dla rowerów! A kto by pomyślał, że jedna i druga ścieżka prowadzi w te same strony! Nie wiedząc gdzie prowadzi droga dla rowerów zdecydowaliśmy się jechać asfaltem. I wyjechaliśmy pod Karlinem. Na drodze między Karlinem a Gościnem. I w sumie z perspektywy czasu wydawało się, że najlepszym rozwiązaniem było skręcić od razu na Gościno. A zamiast tego pojechaliśmy zrobić objazd po Karlinie. Wyjeżdżając z Karlina drogą rowerową planowałem zaraz wjechać w drogę DW163, i pokazać JS miasto górą. Jednak się nie udało bo aby było to możliwe to trzeba było z drogi rowerowej odbić w prawo w pewnym miejscu - było tam co prawda skrzyżowanie. Ale to nie opisane nie wiadomo o co chodzi. Pojechaliśmy prosto. I jedziemy, jedziemy. Kolejne skrzyżowania, kilka wiosek. Droga się zaczyna powoli dłużyć. I tak nie spodziewanie wyjechaliśmy w Lubiechowie. No cóż - dalej nie świadomi tego co robimy, jedziemy drogą rowerową prosto aż do wsi Chotyń. A w zasadzie kawałek za. I zamiast stąd jechać dalej drogą rowerową na Gościno - nieświadomie wróciliśmy do Karlina. I to w tą samą drogą, którą kilka godzin wcześniej wjechaliśmy ze wsi Lubiechowo (jadąc ulicą) XDD No świetnie prawda? Najlepsze było to, że do Karlina jechaliśmy fajnie z górki. A teraz do Chotynia trzeba było wrócić (ok. 5 km) i to pod górkę, z wiatrem. No nie było wyjścia. Przygoda trwa i tak wróciliśmy do punktu wyjścia. I pojechaliśmy stąd już dalej prosto do Gościna - jadąc jakby nie patrzeć równolegle do drogi DW163. Wjechaliśmy w końcu na nią w Gościnie. A stąd już ostatnia prosta do Ząbrowa. A ostatnie proste bywają najgorsze. Złapał mnie problem z bateriami z kamery, problemem z ładowaniem tych cholernych baterii... No i tak się kawałek śladu GPS ucięło. Ale tam... Dzień czy w zasadzie trasę i tak nerwowo zacząłem. Od wczoraj było nie fajnie i to tak się mnie trzymało... :( Na szczęście dłuższe spotkanie z JS i wspólna trasa w tych niesamowitych stronach chociaż na jakiś czas rozproszyły te złe myśli i nie akceptowalne emocje, które mną targały od wczorajszego dnia. Na koniec dzisiejszej wyprawy zrobiliśmy sobie niezwykłego grilla ;) Planowałem to już kilka dni. Zwykłego grilla ogrodowego podstawić pod ognisko i tak upiec kiełbaski i kurczaka! Związku z tym, że nie udało mi się wczoraj niczego lepszego dorwać to piekliśmy podłudzia ;) I wcale nie trwało to długo tak na dobrą sprawę 75-80 min i było gotowe i wyszło całkiem nieźle! :) Dobry pomysł miałem. Na naszym grillu złapała nas już noc. I w takich mrocznych warunkach przyszło nam wracać do rodzinnych stron... Ta ciekawa historia nie tylko Parsęty ale i nasza, pozostanie na pewno na dłużej - do wspomnień - z tamtych lepszych, wspanialszych lat!

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa29pazdziernika2022zdj1.jpgtrasa29pazdziernika2022zdj2.jpgtrasa29pazdziernika2022zdj3.jpgtrasa29pazdziernika2022zdj4.jpgtrasa29pazdziernika2022zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)