23.05.2022
Jazda nr: 1028

Tagi: JS, urbanizacja, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego po kilku dniach przerwy od roweru, w tą różną pogodę, a potem zniechęcenie i realizowanie pewnego projektu filmowego w Przemysławiu na który nastawiłem się na jednej z fajniejszych (ale niestety samotnych) tras jakie przyszło mi przejechać w tym roku rowerowym: Trasa na Unimie. Okres ostatnich dni począwszy od 20.05 do wczoraj (dosłownie), był odwiedzaniem kilka razy Przemysławia i tamtejszego bloku, nigdy nie ukończonego: Ogary piekieł. O ile jeszcze na wspomnianej trasie #1033 miałem jakiś tam większy cel o tyle kolejna próba która miała miejsce już 20.05 była rozpaczliwą chęcią zrealizowania nieudanego projektu. Nie udało się :( Pogoda nie dopisała. Nie było jakoś strasznie chłodno. Mogłem jechać nawet rowerem tego dnia i kto wie czy nie byłoby to lepsze rozwiązanie niż kolejny zawód, który przerodził się w paskudną sobotę (21.05) i zażegnał tym samym moje plany, które dojrzewały od jakiegoś czasu na ciekawą trasę ze Szczecina. W ogóle tego dnia nie brałem roweru do Szczecina co nie było wcale takie dobre. Za dużo jeżdżenia po tym cholernym mieście doprowadzało mnie tylko do kurwicy. I mimo, że to sobota to takie korki, za dużo tych pierdolonych samochodów. Na dłuższy czas mam dość tego zasranego miasta. Wkurwia mnie na nowo. Szczecin to nie jest miasto do życia. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem tych co potrafią żyć w takim miejscu. Wszystko co złe wiąże się z tym miastem. I mimo, że od soboty do dzisiaj minęły kolejne dni. Niby wraz z nimi przybyły nowe doświadczenia itd. To jednak nadal trzymają się we mnie negatywne emocje związane z tym sobotnim wyjazdem. Nie potrzebnie jeździłem tam po tym cholernym mieście z jednego Media Markt do drugiego. Poszukując prezentu na dzień matki. W zasadzie to coś znalazłem i wybrałem. Ale to była pozycja z ekspozycji troszku zniszczona. Więc próbowałem wjechać na parking koło Kaskady ale bez szans. Pojechałem więc na os. Słoneczne. A tam też tylko się wkurwiałem. Wróciłem jednak do Kaskady ale tam nie mieli. Potem znowu na Mieszka I, skąd byłem. No trafiało mnie. Tak bardzo żałowałem tylko tego, że nie pojechałem z Aurelią a chciałem. W mieście nie czuć było wcale wiatru. A ten rollerkoster z pogodą? No trudno. Lepsze to niż żyć w mieście i poruszać się po nim samochodem. A te błazny mieszczuchy tak właśnie codziennie czynią. No przecież kurwicy idzie dostać przy tym. No dobrze. Weekend bez roweru nie mijał dobrze. Za to lepiej minął wczorajszy dzień! W dniu 22.05. powróciłem kolejny raz na Przemysław. Nie spodziewanie wieczorem, jak wyjeżdżałem to już naprawdę późno się robiło. Bo była już godzina 19 czy nawet po. Więc nie było czasu na zabawę. Szybka decyzja, przyjazd po JS. I w drogę... :) Było magicznie. Czego efekt możecie zobaczyć sami: Accelerated sunset. Niestety z filmem się nie wyrobiłem więc ogarnąłem go dopiero 24.05. I dokleiłem linka do wpisu ;) Na szczęście wpis i tak nie był opublikowany zgodnie z datą jazdy więc nic się nie dzieje. Więc te kilka dni bez roweru. Dawały się we znaki. Za to miałem inne dobre chwile. I spotkania :) Ale to tylko dla wtajemniczonych. Za to dzisiaj. Dzisiaj pogoda zrobiła sobie przerwę od bycia chujową i była fajna. I nawet ciepło. Nie powiem tego z przekonaniem ale chyba w najcieplejszym momencie dnia koło +20℃ było. Cała trasa nie była jednak taka ciepła. No chyba, że mówimy o cieple ze złości na wybór dróg. Bo w co ja się władowałem dzisiaj. Nie spodziewałem się, że koło przyszłej strefy ogromnej urbanizacji jaka rysuje się przy Rzęskowie, Gryficach i tutejszej przyszłej dzielnicy Gryfic (Borzyszewo) mogą nadal istnieć takie drogi. To jest skandal jakiś. Droga, która niegdyś mogła być naprawdę fajna i w ogóle. Teraz taka nie jest. Zbudowana z płyt jumbo, wzdłuż rozbudowanej melioracji. Zarośnięta, zniszczona. Wprost niebezpieczna i nieprzejezdna. To nie była tym nie dużym fragmentem od Rzęskowa to dosłownie ile to było z 4-5 km? To nie była jazda a męczarnia... A gdyby tego było mało to w tym konkretnym czasie nie czułem się za dobrze. Potem mi przeszło. Ale teraz nie czułem się za dobrze :(
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1034

  • Trasa nr [łączna]: 1114
  • Trasa nr [na blogu]: 1028
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 13
  • W tym roku: 72

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1103 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1017 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 7083.74 km
  • Stan Licznika Końcowy: 7107.79 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 7108.16 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 19696 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 19720 km

  • Maksymalna prędkość: 24.6 km/h

  • Przejechałem: 24.05 km
  • Przejechałem [msc]: 596.21 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2553.07 km
  • Przebieg roweru [suma]: 43807.38 km

  • Przejechalem w 2022: 2553.07 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 6.3827 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 109.5185 [%] km

  • Czas jazdy: 02:26:45 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2765:14:45 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2541:48:37 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 170:54:26 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 39:54:31 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:04:12 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:22:25 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:30 h

  • Średnia: 9.88 km/h
Dzisiejsza wyprawa jest jedną z ostatnich z cyklu Gryfickiej Urbanizacji. W zasadzie lepiej już poznałem Gryfickie strony, porobiłem foty z obecnego stanu urbanizacji. Jestem gotowy na nadejście dużego zadania, bardzo dużego od strony logistycznej jakim jest budowa obejścia Gryfic do Jabłonowa. Czy z stamtąd pójdzie do drogi DW109? Ciężko powiedzieć. Jeśli od razu nie zostanie przygotowane tak duże zadanie to śmiem wątpić. Na każde czeka się latami. To lepiej jeśli ma coś się dziać to aby się działo. Bo inaczej to jest niepotrzebne zawracanie dupy. I nie wierze w bzdury takie jak dzielenie zadania na III i kolejną część. Już absurdalne i złe było dzielenie zadania na część II. A to co się dzieje... Dookoła... Jak wszystko jest niszczone jest po prostu skandaliczne. Skandaliczne jest też to jak wyglądają potem te drogi. Leśne czy polne. Zaniedbane czy zniszczone. Pod samymi Gryficami, rozciągają się ciekawe tereny. Z jednej strony graniczą z Rzęskowem z drugiej strony z Borzyszewem. Już ostatnio się im przyglądałem, na takiej trasie z cyklu Gryfickiej urbanizacji: Gryficka Urbanizacja 2. Chodzi o ciekawy system melioracji, nawadniania pól. Niemcy z tego słynęli. Obecnie w nie wielu miejscach ta melioracja się zachowała. Tutaj - owszem. Do czasu pewnie. Dalsze zmiany, i zabudowa tych terenów spowoduje, że już tak nie będzie jak jest. I wszystko będzie tylko wspomnieniem, widzianym przez nic innego jak dawne fotografie. Szkoda. A tak jeszcze wtrącę, że w Rzęskowie oglądaliśmy z JS stary niemiecki cmentarz z XIX w. Gnoje go rozwalili, zniszczyli. Nawet nie ma tabliczki informacyjnej co to za miejsce. Jest zaniedbany i zniszczony. Ja wiem o co chodzi. Pewnie chodzi o to aby przygotować teren pod budowę kolejnych domów. Pewnie o nic innego. No cóż, dzisiejsza nie łatwa trasa prowadziła nas na Wilczkowo. W samym Wilczkowie naprawdę było sympatycznie! Warto było tu przyjechać. I koniki były! <333 Jednak droga: masakra. Być może druga droga będzie lepsza... Ta którą chciała jechać JS, jednak postawiłem na wyborze, którego dokonałem już ostatnio - we wspominanym wpisie: #1027. Nie zmieniłem zdania. I nie było to dobre. Droga masakra. Wiem, że się powtarzam... Ale takie akcje zniechęcają mnie od jeżdżenia po czymś innym niż asfalt. A wkrótce i tak taki los mnie czeka. Gdyż przednia opona w Aurelii zbliża się nieubłaganie do wyniku 30k km. Pamiętacie o co chodzi? Trasa Koszalin - Łazy: "1000 dni rowerowych" a także: Zdradliwe oblicza lasów. Szczególnie wpis #1025. Jestem już zmęczony jeżdżeniem po lasach i nie wiadomo czym. Zirytowany tym byłem również w dalszym wpisie #1026: Zdradliwe oblicza lasów 2. Dzisiaj czuję się tym na nowo zmęczony. I chyba na dłuższy czas mam dość takich dróg. Nie długo będę mógł oficjalnie ich unikać. A póki co nie mogę. Póki co to czeka mnie prędzej trasa: 45k km z Aurelią (45 000 km z Aurelią). Ta nastąpi wciągu najbliższych tygodni. W końcu dużo mi do niej nie brakuje 1217 km - bez dzisiejszej trasy oczywiście. A więc już nie długo. Gorzej z tym 30k przedniej opony bo brakuje mi do niej jeszcze: 2305 km. No dobrze to jednak patrząc od Rzęskowa pod Wilczkowo przez ten cyrk to nie było daleko no może z 4 km. A czuję się jakbym zrobił nie wiadomo ile. Dalsza część trasy była spokojniejsza choć nie obyło się bez zmian i pomyłek :) A także zaczepiania milicji z KPP Gryfice, którzy suszyli w Zaleszczycach. A tutaj poszło o tą cholerną ul. Rolną w Borzyszewie. Już od dawna chciałem w nią wjechać. Udało się za trzecim podejściem. No dobra drugim ale to nie był ten wjazd. Pierwszy traf się nie powiódł bo wjechaliśmy w ul. Leśną. Bez przejazdu wg. mapy (w Borzyszewie). Drugi traf poprawny ale to nie ta odnóża ul. Rolnej. To była normalna. Rzekomo kończąca się przy domach. Szkoda tylko, że trafili się nienormalni jeźdźcy co pojechali nawet tam gdzie nie ma drogi. Wjechaliśmy w strasznie niebezpieczny rejon. Mimo wypryskania się MUGGĄ i tak był postrach. Młody las brzózkowy. Świetna lokalizacja. Ale tam było aż czarno od komarów. Trzeba było szybko stąd zwiewać. Niespodziewanie za tą lokacją, kawałek po polu prowadząc rower (tam w sumie dało się jechać) taki dojazd do pola wyjechaliśmy znów na ul. Rolnej, blisko ul. Żytniej. Tym razem jednak nie było to już Borzyszewo a Jabłonowo. Postanowiłem z JS pojechać do końca ul. rolnej z tej strony i zobaczyć co zrobiliśmy źle, że nie wyjechaliśmy poprawnie. Spodziewałem się z ul. Rolnej wyjechać na ul. Żytnią w Jabłonowie. Ten cel pozostanie do ogarnięcia na następny raz. Gdy inną trasą, mam nadzieję, że lepszą pojedziemy do Wilczkowa. Teraz już się musi udać! :) A skoro już tu wróciliśmy to wróciliśmy przez ul. Owocową do miasta. Po drodze zaliczyliśmy słynną Łysą Górę w Borzyszewie. Trudno powiedzieć, że to Gryfice. To już jest za Gryficami. Ciekawa lokalizacja. Naprawdę ciekawa. I ładne z niej widoki się kreują. Szkoda, że widoki na przyszłość (postępująca urbanizacja) nie jest już taką piękną wizją. Zło które siedzi w ludziach nigdy nie zaprzestanie swojego popędu, dążącego do niszczenia wszystkiego dookoła. Wszystkiego co piękne i wartościowe. W końcu spotykam się z takim uzasadnieniem tego co się dzieje: Ludzie muszą gdzieś mieszkać. Muszą? Naprawdę? I to kosztem natury? Kiedy się zatrzymamy, kiedy ktoś kto może coś zrobić powie: STOP? Bo ja sobie mogę mówić STOP. To się skończy dwojako. Na przymusowym leczeniu za bycie antysystemowcem lub 2 metry pod ziemią. Osobiście wolałbym ten drugi wariant... No ale co poradzić. Tą dzisiejszą piękną trasę zakończę taką szantą. Dość tematyczną odnośnie moich ostatnich słów we wpisie: Szanta - sześć błota stóp.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa23maja2022zdj1.jpgtrasa23maja2022zdj2.jpgtrasa23maja2022zdj3.jpgtrasa23maja2022zdj4.jpgtrasa23maja2022zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)