Trasa z dnia dzisiejszego nie należała do najprostszych. I jeszcze ta pogoda taka zniechęcająca... Miałem w planach i ostatecznie się przełamałem i pojechałem. No ale było ciężko bo już rana było tak szaro, mglisto i chłodno. A gdyby tego było mało to znowu zaczyna się taka wietrzna pogoda. I to najbardziej przeszkadza w tym wszystkim - ten wiatr. Od rana mnie to zniechęcało. A do tego wcześnie się dzień dla mnie zaczął. Już w okolicy godziny 3 nad ranem spać nie mogłem. Długo walczyłem z sobą: jechać czy nie jechać. Ostatecznie koło 6 rano stwierdziłem, że jadę. Co będzie to będzie. Na prędko przygotowałem sobie takie dwuczęściowe śniadanie do szkoły. To co zjem w szkole musi mi starczyć na cały dzień. Bo w sumie nie wiem o której wrócę - pewnie koło 17 - pewnie nie szybciej. A gdy wrócę to zaraz jadę dalej, jestem od wczoraj umówiony z koleżanką JS, na miłe po południowe spotkanie - jak sama zadeklarowała gdzieś nie daleko Gryfic. Więc ze względu na te plany jadę do szkoły dzisiaj rowerem po to aby zaraz po godzinie 14 ruszyć... W trasę. I zobaczyć te może znane a może nieznane drogi przy Truskolesie. I wtedy wrócić do domu i pojechać dalej. Miałem dzisiaj zamiar sprawdzić pewną drogę przy Truskolesie i pewną prawdopodobną drogę przez Zatocze w stronę Wołowca (gm. Płoty) lub Łęcznej. Zamiary przekułem w realizację tych celów mimo tych jak na wiosnę naprawdę trudniejszych warunków. Od samego rana było dzisiaj tak nieciekawie i można powiedzieć, że zimno. Jednak się nie poddawałem. I skoro z rana wyjechałem na trasę to temat trzeba było pociągnąć do końca - z sukcesem! To co chciałem to sprawdziłem i przy tym odkryłem ile jeszcze odkryć przede mną... I to tylko w już dobrze znanych stronach w których w końcu bywałem nie raz.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1219
Trasa nr [łączna]: 1298
Trasa nr [na blogu]: 1212
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 52
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1286 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1200 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 14098.5 km
Stan Licznika Końcowy: 14139.38 km
Stan Licznika Końcowy2*: 14064.38 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 26572 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 26613 km
Maksymalna prędkość: 35.2 km/h
Przejechałem: 40.88 km
Przejechałem [msc]: 468.71 km
Przebieg roweru [rok]: 1784.43 km
Przebieg roweru [suma]: 50838.68 km
Przejechalem w 2023: 1784.43 km
Podroż dookoła świata (2023) 4.4611 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 127.0967 [%] km
Czas jazdy: 02:44:14 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3007:00:34 h
Czas Jazdy Suma (2023): 122:18:46 h
Czas Jazdy Suma (kwiecień): 28:41:46 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3230:26:42 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:11:18 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:21:08 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:00 h
Średnia: 14.96 km/h
Dzisiejsza trasa miała ten problem, że mogła się nie odbyć ze względu na tą nie przypominającą upragnionej wiosny pogodę. Zdarzają się pojedyncze dni, że jest naprawdę fajnie: Urbexy Zalewu Kamieńskiego. A są takie dni, że ciężko się zmotywować. Jednak mimo tych oczywistych problemów - podjąłem walkę o tą trasę. Wyruszyłem z rana w trasę mimo, że było nieprzyjemnie wiało... A przez to było tak chłodno. To się niestety nie zmieniło wciągu dnia. No ale skoro wyruszyłem to pojechałem dalej. Już po szkolnych godzinach udałem się do Truskolasu przez Grębocin. Jadąc przez wieś Truskolas udałem się do drogi w stronę wsi Wierzchy. I tam przystanąłem na chwilę pierwszy raz... Po drzewie jakby nic, wspinał się czarny dzięcioł. Stanąłem jednak za blisko, musiał mnie zauważyć i nim wyjąłem aparat już go nie było :( Kilka minut na niego czekałem a on nie powrócił. A więc pojechałem dalej, pod pewne leśne skrzyżowanie dróg, które dobrze znam. Byłem tam ostatni raz w miniony piątek (14.04) - na spacerku. I w sumie z tego względu dziś przyjechałem bo na tym dłuższym spacerze, na którym szedłem podobną drogą co na trasie: "Zima w lesie" w jakiś nie zrozumiały sposób znalazłyśmy się z JS po drugiej stronie Wrzosów. W ogóle nie oznaczona na mapie leśno-polna droga, przecinająca ten domek i idąca w głąb lasu - stąd można było dotrzeć tylko w jedno miejsce. Pod Imno. Oczywiście pieszo się na to nie zdecydowałem to jak na moje możliwości no i czas potrzebny na te przechadzki było nie osiągalne. Sprawdziłem jednak jaki dystans pokonałem w ten miniony piątek! Będąc pod tym domkiem we Wrzosach, skąd wracało się tak samo jak przyszło - zrobiłem wtedy dokładnie: 2,65 km - w jedną stronę. Czyli w dwie strony to już 5,3 km! Zaś mój objazd przez Imno i powrót do drogi za Wrzosami wyniósł 7,92 km. To nawet fajny motyw na taki dłuższy spacerek z koleżanką :) No i teraz pozostało odkryć tajemnicę drogi na Zatocze, gdzie próbowałem to zrobić na trasie z przed kilku tyg ale wtedy mi się nie udało: "Odnaleźć sens". O drodze na Zatocze wspominałem jeszcze na trasie z 19.02 bieżącego roku: Magia nieznanego. Po tylu latach i kilometrach, odkryłem, że rzekomy przejazd na mapie to jest jakaś farsa. Jest tutaj mocno zalany teren. A to nie jedyny problem. Drogę przecina rzeka Rudka. I przejazd po tym mocno zalanym polu nie jest możliwa. Niechętnie, z poczuciem porażki musiałem się wycofać i wrócić do chłodnej, z hulającym wiatrem drogi DW108, którą pokonałem te ostatnie kilometry do domu. A miejscami było dość ciężko jechać. Taki już powoli wypruty z sił dojechałem. Jednak chwilę odpocząłem i ruszyłem na drugą część dzisiejszych przygód - te równie piękne i miłe jak te na rowerze... ♥
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)