Dzisiejsza trasa to znów rekord odległości jaki biję w tym roku - i odtworzenie jednych z fajniejszych tras jakie zrobiłem w 2015 r. Trasa przez Węgorzyno, Łobez i Świdwin. Co prawda bardzo wymagająca ale piękna trasa i dająca wiele radości z pokonania tych odległości, mimo wielu nie sprzyjających czynników na które nie mam żadnego wpływu - tj. pogoda, która pogodą letnią nie jest ale do tego już się raczej idzie przyzwyczaić i wiadomo, że na to się nic nie poradzi, że nie będzie ciepłego lata w tym roku, ciągle tak będzie paskudnie, zimno i źle ale czy to jest jakieś usprawiedliwienie aby nie ćwiczyć, nie jeździć - wciąż się rozwijać? No nie! To żadne usprawiedliwienie. Więc mimo mało sprzyjających warunków wybrałem się w dzisiejszą podróż. Wyjechałem jeszcze po 9 rano było dość chłodno, mimo, że przeważnie było słonecznie to było chłodno, zmagałem się z silnym wiatrem gdy pojechałem na sam pierw do Reska drogą nr 152. Tak rozpoczynała się dzisiejsza przygoda - najpierw do Reska, co na początku nie było jeszcze męczące chodź już od początku zmagałem się z wiatrem, niekorzystną pogodą. W Resku pojechałem w stronę Nowogardu drogą wiodącą przez wsie Łosośnica, Kulice. To jedna z fajniejszych dróg jakimi przemierzałem tereny :) W tym roku jednak byłem tutaj tylko raz, dziś jechałem po raz drugi - wciąż wiele się tu zmienia na gorsze. Tereny leśne np. przy wsi Miłogoszcz pustoszeją. W wielu miejscach pustoszeją lasy, są coraz bardziej wycinane :( Ten smutny widok towarzyszył mi w dalszej drodze do wsi Kulice. Robiła się z biegiem czasu późniejsza godzina - było trochę cieplej, bardziej przyjemnie i słoneczniej. Gdy już minąłem Kulice skierowałem się na Dobrą Nowogardzką drogą nr 144. Podróż pełna wspomnień - szczególnie, że podobnie wiodła jedna z moich najlepszych tras, późnym sierpniem 2015 r. Ostatni trening przed finałem wakacji, trasy 200 km. Jadąc właśnie wspominałem tą trasę z przed 2 lat - trasę którą w zasadzie robiłem z dwoma podejściami i udało się ją zrobić dopiero za drugim podejściem. Pierwsze podejście skończyło się niepowodzeniem z powodu przebitej dętki. Nie posiadałem zapasowej dętki i utknąłem przy Dobrej Nowogardzkiej i trasa przepadła w bardzo upalny dzień :( Jednak powróciłem do trasy przy kolejnej okazji i zrobiłem całe 150 km co było moim właściwym treningiem przed ostateczną próbą 200 km. Moje obecne treningi też mają na celu przygotowanie się kondycyjnie do zrobienia 200 km a nawet więcej niż 200 km. W moich marzeniach wciąż pozostaje pojechanie na Mazury (ok. 500 km w jedną stronę) co byłoby także moją pierwszą trasą która trwałaby kilka dni. Na Mazury <3 I później powrót i tak podczas jednej wycieczki zrobione ponad 1000 km - wiadomo, że po samych Mazurach też bym pojeździł. Jak to jednak będzie - czas pokaże. Ewentualny czas na realizację takich marzeń mam, bo na pewno nie będę wstanie realizować ich wcześniej niż we wrześniu. Do tej pory jednak muszę wciąż trenować i to regularnie trenować co będzie dawać mi siły i większą wytrzymałość a to pozwoli zrobić trasy > 200 km. Czy finał wakacji 2017 r - trasę 300 km. Taką trasę mam już zaplanowaną - może być ciekawie, i właśnie marzenia trzymają mnie przy treningach mimo wielu innych przeciwności losu o których wspominałem wielokrotnie - jak problemy techniczne z rowerem, które zaczęły się 09.09.2016 r. Opisywałem je w opisie trasy: Trasa Stuchowo-Ciesławice. Było to dla mnie drażniące zarówno w 2016 r. Jak i w 2017 r. Zacząłem się z tym godzić, że być może musi tak być, po wymienianie połowy części w rowerze, od trasy: Nowy osprzęt - test. Z czasem przestałem narzekać mimo, że regularnie jest źle. Dzisiaj też tak było, miejscami jechało się OK, miejscami - szczególnie na nierównym terenie, lub pod górki jechało się wyjątkowo źle, aż chciałoby się pod każdą górkę używać cały słownik niecenzuralnych słów.. A jednak, każde małe zwycięstwo przynosi mi ogromną chwałę i tym samym czuję, że mogę coś osiągnąć, że jeszcze wiele przede mną i to daje mi dalsze siły i motywacje by walczyć dalej! Siły i motywacje płynął także ze wspomnień z tych najpiękniejszych stron jak droga na Dobrą Nowogardzką. Chodź było jeszcze przeważnie chłodno, wiał wiatr.. i nie było czuć tego klimatu wsi, tych terenów od Nowogardu na południe Polski, to jednak starałem się czerpać z tych miejsc jak najwięcej się da, jak najwięcej inspiracji do dalszych walk do dalszych jazd. Tak sobie przypominam jak jeździłem tutaj 2 lata temu, jak było wtedy fajnie! Teraz też tak może być a może nawet lepiej.. Wciąż jeszcze jest tyle do odkrycia, wciąż jest tyle do zobaczenia, wciąż jest tyle do przejechania :) Jeszcze wszystko przede mną, jeszcze całe życie przede mną i możliwość odkrywania wciąż na nowo moje ulubione trasy i miejsca, w których bywałem, bywam najczęściej i tak za każdym razem. Chodź z początku wydaje się to ciężkie, męczące myśli się: "o nieee znowu tą drogą, to jeszcze daleko", ale z czasem odległość się pomniejsza i wysiłek procentuje w fajnie spędzony czas i nie zapomniane wspomnienia.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 131
Trasa nr [łączna]: 216
Trasa nr [na blogu]: 130
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 66
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 213 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 127 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 957.97 km
Stan Licznika Końcowy: 1098.03 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1052 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1192 km
Maksymalna prędkość: 46.7 km/h
Przejechałem: 140.06 km
Przejechałem [msc]: 549.62 km
Przebieg roweru [rok]: 2549.07 km
Przebieg roweru [suma]: 8415.69 km
Przejechalem w 2017: 2549.07 km
Podroż dookoła świata (2017) 6.3727 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 21.0392 [%] km
Czas jazdy: 08:05:05 h
Czas Jazdy Suma (blog): 307:41:32 h
Czas Jazdy Suma (2017): 172:02:36 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 33:24:47 h
Czas Jazdy Suma (ever): 531:07:40 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:10:36 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:36:24 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:56 h
Średnia: 17.33 km/h
Dojechałem do Dobrej i mimo, że znam wieś, to postanowiłem pojechać przez nią na około niż najkrótszą drogą prowadzącą do drogi nr 146. To taki akt wspomnienia, gdy bywałem tu lata temu i taka chęć dobicia więcej km. Co ciekawe w Dobrej buduje się sklep sieci Dino. Na moim zadupiu też od jakiegoś czasu go budują, miał być otwarty końcem maja ale do dziś go nie otworzyli i wciąż go kończą i wciąż kończą. Patrząc na stan zaawansowania prac to podobnie jak u mnie - w zasadzie wykończenie, parking i można wprowadzić wszystko do środka i zapełnić pułki. Ale myślę, że z tą opieszałością tak szybko konkurencji dla Biedronki nie będzie. Jeszcze przynajmniej na moim zadupiu sobie taką lokalizację tego sklepu obrali - tuż przy biedronce. Gdzie jest jakiś nie duży parking i zalążek meneli i teraz lokalny biznes przyjeżdża na ten parking zagradza tam miejsce ... Pewnie będą musieli ich stamtąd pogonić bo co to ma być. Jako takiego rynku miejskiego już nie ma co jest jednym ze smutniejszych aspektów nieustannych zmian i rozwijania się miast co przekłada się po prostu na to, że wszystko się z czasem zmienia i to co znamy z młodzieńczych lat nie jest już koniecznie takie samo :( Durnota jakaś z tymi sklepami, jak nie biedronki to jakieś Dino, skąd to cholerstwo się wzięło i po co to robić?.. Dziwne to.. Ale długo o tym nie myślałem, myślałem o tym aby jechać dalej. Czekało mnie kolejne wyzwanie. Zmierzyć się z większą górką u wyjeździe z Dobrej na drodze nr 146 do Siedlic. Z górką trochę się pomęczyłem ale dałem radę ! :) I jechałem kawałkiem drogi nr 146 do wsi Siedlice. Piękne tereny .. dość malownicze .. <3 Moje ulubione tereny wiejskie, które odwiedzam po raz kolejny w tym roku ! I mam nadzieję jeszcze nie raz tu zajechać - szczególnie w okresie jesieni gdy będzie tu najpiękniej. Zresztą sama Jesień to najpiękniejsza pora roku :) Do Siedlic dojechałem w miarę szybko. Przed Siedlicami doczepił się do mnie jakiś pies z tutejszej wsi. Dłuższy kawałek za mną leciał i ujadał XD Ale skurwiel inteligentny się zrobił biegł po drugiej stronie ulicy nim ja jechałem a jak żaden samochód nie jechał to schodził na ulicę, wyprzedzał mnie i przecinał mi drogę abym musiał wyhamować -.- Chodź nie wiem czy to inteligencja czy chamstwo ;) Nie zważając na tą przeszkodę pojechałem dalej aby minąć już Siedlice z których odbiłem na Węgorzyno. Do Węgorzyna było już nie daleko, raptem kilka kilometrów w malowniczych stronach naszego pięknego kraju i drodze po której już dawno nie jeździłem ! W Węgorzynie nie byłem co prawda już 2 lata ... (przynajmniej rowerem) :) Do Węgorzyna szybko dojechałem skąd udałem się drogą nr 151 przez Łobez do Świdwina. Bezpośredni dojazd. Z Węgorzyna 30 km. Długi męczący dystans, szczególnie, że często miałem pod wiatr, ale za to miałem też dużo z górki, czasami pod większe górki podjeżdżałem ;) Lubiłem tą drogę, chodź jechałem nią tylko raz rowerem i raz w życiu - dziś jestem tu po raz drugi. Bardzo urokliwe miejsce i ciekawe, ciągnie mnie aby tu przybywać, aby tu być. Co prawda jest tu trochę daleko aby dojechać ale warto! To na pewno będzie moją motywacją by odwiedzać te miejsca częściej, pola, łąki, wsie, i lasy <3 Czego więcej do szczęścia potrzeba ?! :)) Spokojnie mijał mi czas, i z każdym kolejnym krokiem byłem coraz bliższy celu czy realizacji mniejszych celów jak dojechanie do Łobza i przejechanie przez cały Łobez. Łobez na wyjeździe do Świdwina (na drodze nr 151) jest w fragmentach w remoncie. Ruch wahadłowy sterowany światłami. Ciekawe - takie same cyrki widziałem przed Łobzem jadąc drogą nr 147. Widać, że okres wakacyjny to nie bez powodu ulubiony okres drogowców aby naprawiać drogi, psuć inne przy okazji itd... ;) Oczywiście większy ruch pojazdów, większe utrudnienia ! Z dzisiejszej trasy dość dobrze wspominam sam przejazd przez większą mieścinę: Łobez, skąd kierowałem się do Świdwina. Czasami w snach, jeździłem po tych drogach, po tych znanych miejscach :) Na wyjeździe z Łobza w stronę Świdwina, pozostał mi ostatni fragment znanych mi terenów i dróg. Tu było już zdecydowanie ciężej jechać. Tu miałem więcej pod górki niż z górek i musiałem się z nimi mierzyć co nie zawsze było łatwe i przyjemne ale sama satysfakcja z podjechania mimo zmęczenia robiła swoje i ciągnęła mnie dalej abym wciąż i wciąż się rozwijał i jechał dalej. Teraz robiły się już godziny popołudniowe, było po godzinie 15. Wkrótce miała być już godzina 16. Coraz więcej słońca, już bez zachmurzeń i coraz przyjemniej, cieplej.. :) I tak do dojazdu do Świdwina, już na wyjeździe ze Świdwina było przyjemniej. I zrobione coraz więcej km. Na początku mieściny Świdwin miałem zrobione już 100 km w całkiem niezłym czasie (dokładnie w 5h 40 min), ze średnią 17,6 km/h. Biorąc pod uwagę pogodę i inne czynniki to bardzo ładnie. I zdaje się, że to mój najlepszy czas na 100 km w ogóle ! Bowiem w 2015 r. ustanowiłem rekord na poziomie 5h 59 min. A teraz pobiłem go o 19 min! To jednak sprawiło, że z początku gdy mijałem dystans 100 km, mijając już Świdwin drogą nr 152 - jechało mi się ciężko. Miałem nawet takie myśli, że być może nie dam rady! Ale nie to minęło i przy ok. 110 przejechanych km. szło już dobrze. Ale problem z kondycją i siłami powrócił - do tej pory jednak cieszyłem się trasą, dniem, i widokami ! Tak dojechałem do wsi Starogard gdzie kontynuowałem jazdę drogą nr 152 do Reska. Na wyjeździe z Reska było już ciężko - zrobiłem sobie dłuższy postój, posiliłem się słodyczami. Miałem zrobione 130 km. I na tyle na dziś, na tyle i mam dość, już straciłem sporo sił i jest mi ciężko. Myślę, że to wina tego, że wczoraj tak lekkomyślnie wybrałem się na trening (18 km) i dziś robię dłuższą trasę i jest nieco ciężej. No nie mniej nie poddawałem się i jechałem dalej - minąłem Resko, za wsią Czarne zrobiłem sobie ostatni postój na dziś - rozważałem jeszcze jeden ale nie. ! Postanowiłem silnie, dojechać, minąć Jarzysław, dojechać do domu - gdy już byłem w rodzinnej wsi i byłem coraz bliższy 140 km, jechało się coraz ciężej ale wiedziałem, że wkrótce dojadę i dojechałem - licznik wskazał 140 km i 60 metrów gdy dobiłem do klatki schodowej rodzinnego bloku! Udało się! Jestem bardzo zadowolony z trasy i wyników.. Mimo, nie sprzyjającej pogody - ta poprawiła się dopiero w popołudniowych godzinach gdy zrobiło się bardzo słonecznie i ciepło. Dałem sobie radę, teraz wiem, że stać mnie na jeszcze więcej - tzn. np. takie 160 km na dzień dzisiejszy nie stanowi wyzwania. Ciekawe jak do tego będą miały się inne, dłuższe trasy gdyż na przyszły tydzień planuję trasę już w okolicy 170 km - może nieco ponad 170 km - ciekawe co z tego wyjdzie ! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)