Trasa z dnia dzisiejszego to planowany wyjazd w ramach "Kampanii Wrześniowej 2023". Miałem na tej trasie połączyć brakujące ślady w Białogardzie - i chyba się udało, połączeniem będzie skrzyżowanie ul. Kołobrzeskiej z ul. Koszalińską. Chodzi o moją dawną już trasę: Trasa Karlino-Koszalin-Białogard i nieco bliższą: Trasa Jeziorki Wałeckie - Białogard. Jak widać w Białogardzie czy w okolicach często nie bywałem. Pomysł jednak fajny i wydaje się sensowny. Przyszedł mi do głowy wraz z trasą: Pojezierze Drawskie - gdy jeździłem w tych stronach. To oczywiście nie koniec zwiedzania tych miejsc. Może na ten rok już tak... Jednak w ogólnym ujęciu? Ciekawą perspektywą byłaby np. trasa ze Świdwina na Białogard. I tam jakiś powrót, nieco inną niż dotychczas drogą. No coś takiego, aby zahaczyć o coś gdzie się było a przy okazji poznać nowe miejsca. Realizuję przy tym jeden z moich celów - a mianowicie: połączenie śladów tras aby nie było jakiś dziwnych "dziur". W większości mam takie ślady połączone, choć wciąż będą problematyczne miejsca jak np. trasa z Poznania, czy z Kościerzyny. To jednak da się naprawić czy mówiąc bardziej dosadnie: "wyeliminować" - tak samo jak dziury w lasach ;) I multum nie poznanych leśnych dróg. Wymaga to jednak dużego zaangażowania... A te wymaga znowu czasu i funduszy. Dochodzi do tego też taka prozaiczność jak siły, możliwości - nie zawsze mam możliwości jeździć długie trasy. Jak to się stało, że dziś takie były to nie wiem. Jednak były i dałem radę jechać. Także prawda jest taka, że stosunkowo od nie dawna wziąłem się na serio za takie jeżdżenie gdzieś dalej. A gdzieś sobie dojadę autem i pojadę. Zrobiłem tak dziś. I tylko na takim podejściu mogę zwiedzać więcej i być gdzieś dalej. A wiadomo, że kilkuletnich zaległości od razu nie nadrobię - więc efekt będzie widoczny dopiero po latach. Ta kolejna trasa - to kolejny mały krok w celu nadrobienia tych poprzednich lat rowerowych, gdzie się dopiero rozwijałem rowerowo i wmawiałem sobie, że zazwyczaj muszę rozpocząć trasę od domu i tam skończyć. To ograniczało i to bardzo te jeżdżenie. Przełom następuje dopiero od roku 2020. Mam już własny samochód. Jeżdżę więcej i więcej zwiedzam. Trend kontynuowałem w kolejnych latach - i w końcu przynosi to jakieś małe korzyści. Na razie małe ;) Jestem jednak pewny, że za kolejne 5 lat, będę mógł z dumą pokazać mapę przejechanych dróg (taką zbiorczą). I z pewnością do tego czasu połączę obecne "dziury". Czy w sposób celowy (specjalnie pojadę aby to zrobić) czy w sposób poboczny (przy okazji innej celowanej trasy). No dobra - dzisiaj jednak skupiłem się na obszarze Białogardu i Połczyna. Trasa miała lecieć właśnie przez Białogard, zahaczając o już znane mi drogi i doprowadzić mnie do Połczyna. Na niektóre regiony jak ten Połczyn Zdrój czy Białogard i tak trzeba by było przemyśleć osobne wyjazdy. To duże obszary i za jednym zamachem nie da się tego zrobić. Plan na dziś był taki i wynikał z Kampanii Wrześniowej 2023 r. - jechać z Białogardu do Połczyna i jakoś tam bokiem wracać :D Na szybkiego znalazłem jak chcę wracać - i wracałem przez Tychowo. Cała trasa miała zamknąć się w ok. 80 km. Nie szykowałem się na nic ambitniejszego. Dzisiaj też pogoda taka - słabsza - co miałoby być efektem Ex-Niżu... To on miał popsuć pogodę w dniu wczorajszym: "Światowy Dzień Bez Samochodu". Mówią o tym jakoś dziwnie: Ex-Lee: Ex-LEE - Twoja Pogoda.pl. Na szczęście jego efekt nie będzie długi i ograniczy się co najwyżej do trwającego weekendu. Oczywiście weekendu szkoda, no ale poza tym, że jest trochę chłodniej i mniej przyjemnie to nie jest tak źle. Przynajmniej w moich regionach. Tu nie pada i jest na tyle dobrze. Właśnie - dzisiaj się zetknąłem się z tym chłodem... A przyzwyczaiłem się do ciepełka... A gdyby tego było mało to następowało zetknięcie z absurdalnie dużym ruchem aut na drogach. Czy to w wyniku tych jakże niskich cen paliw?! Na Orlenie w Białogardzie cena 5.99 zł /L/ON/95. Nieco drożej w Połczynie było na Moya (6.02 za 95 i 6.00 za ON). Czy odwrotnie (że ON droższy o te 2 gr niż 95) - nie pamiętam - nie istotne. To tylko 2 grosze. Jeśli przeliczę to na swój zbiornik w Citroenie to jest 80 gr różnicy (mam 40 L zbiornik). Jak ktoś ma większy nawet 100 L to nie jest to dalej jakaś różnica - raptem 2 zł. Dla kogoś kto wlewa 100 L paliwa to nie ma to żadnego znaczenia przecież... :) Także na głównych drogach czyli na DW163, DW172 bardzo duży ruch aut. Widać wiele osób wracało lub wręcz jechało nad morze. Jednak zdaje się, że powrotów było więcej... W końcu pogoda się nieco zepsuła - po co tam siedzieć. No nie oszukujmy się - gdyby było dalej po +26℃ a z takimi temp. kończyliśmy ten roboczy tydzień (jeszcze w czwartek 21.09) była taka pogoda - to ruch nad morze byłby większy. A ewentualne powroty to byłby problem niedzielnego dnia, w którym się tutaj znajduję i raczej nie znajdę. A przez to znalazłem się w tym większym ruchu, do którego przyzwyczajony nie jestem. Bo nawet na mocno kontrowersyjnej DW109 nie ma takiego ruchu aut jak na DW163. Na DW172 mniejszy ale też byłem tam mniej. A gdyby udał mi się przejazd z Połczyna (nie zamierzony!) to w ogóle by mnie na DW172 nie było bo od razu skoczyłbym na DW167. I teraz tak w gwoli wyjaśnienia - DW163 już nie raz robiłem. I zawsze to była przejebana droga ze zbyt dużą ilością aut (ciągnie się od Kołobrzegu przez Białogard po Wałcz). Droga DW172 jest z Połczyna przez Barwice do Szczecinka. To też taka mocno uczęszczana trasa. Zaś wspominana droga DW167 mimo, że wojewódzka i główny szlak (od Połczyna do Koszalina) to nie jest tak mocno uczęszczana. Trochę samochodów jeździło. Jednak nadmiarowości nie było. Wśród tylu mijanych aut - a tych w setkach było - zdarzały się nawet pojazdy elektryczne - które ze względu na ich rosnącą popularność powinny stanowić realny odsetek mijanych aut. A tak nie jest. Na rowerze widziałem ich słownie i dosłownie: 2 sztuki. Jadąc samochodem może i kolejne 2 sztuki. To i tak dużo jak na standard ich widywania. A tych elektryków jest już ponad 80 tyś (art. z lipca 2023 r.): Samochody elektryczne w Polsce wyborkierowcow.pl. Już kilka razy o tym temacie myślałem i co wymyśliłem? Skoro tych elektryków jest tyle, to powiedzmy, że na każde 100 mijanych aut (nie ważne w którym kierunku względem kierunku w którym jadę) - powinienem spotkać się z co najmniej jednym elektrykiem. A zazwyczaj tak nie jest. Za to - ciekawostka - z całą pewnością spotkam benzynę czy częściej diesla który nie powinien po drogach jeździć (dymi na czarno), jest uszkodzony. Tu co najmniej jednego na 100 mijanych aut spotkam... Co świadczy, że dobitych, starych i uszkodzonych (głównie niestety diesli) jest więcej niż tych nowoczesnych i "proekologicznych" elektryków... A przecież tych elektryków powinno być znacznie więcej niż faktycznie jest. A więc wciąż stanowią jedynie promil wszystkich aut, które można na drogach spotkać. A tak jakoś mnie na to naszło - może ze względu na to, że trochę tych aut (różnych) od producentów, marek po kolory - dziś widziałem? To była cała gama różnorodności, podobnie jak różnorodnie zmieniała się dziś pogoda. Szaro, słońce i tak w kółko. Miejscami nawet niebo przyjmowało dziwne barwy (takie czerwone czy różowe wręcz) - od takich można powiedzieć "złowieszczych" po takie "łagodniejsze".
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1311
Trasa nr [łączna]: 1390
Trasa nr [na blogu]: 1304
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 144
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1378 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1292 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 17909.2 km
Stan Licznika Końcowy: 18010.9 km
Stan Licznika Końcowy2*: 17891.5 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 30386 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 30487 km
Maksymalna prędkość: 39 km/h
Przejechałem: 101.7 km
Przejechałem [msc]: 618.84 km
Przebieg roweru [rok]: 5656.29 km
Przebieg roweru [suma]: 54710.54 km
Przejechalem w 2023: 5656.29 km
Podroż dookoła świata (2023) 14.1407 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 136.7764 [%] km
Czas jazdy: 05:58:02 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3262:40:29 h
Czas Jazdy Suma (2023): 377:58:41 h
Czas Jazdy Suma (wrzesień): 37:02:48 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3486:06:37 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:28:11 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:29 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:19 h
Średnia: 17.04 km/h
Dzisiejsza trasa już trochę wspominana - wydaje się dość ciekawa. I nieco dłuższa niż planowana. To wyjazd w ramach Kampanii Wrześniowej 2023 r. Dla ułatwienia może będę uogólniał, że Kampania Wrześniowa. Bo wiadomo, że pewne nie udane plany z poprzednich lat, będę mógł zrealizować jak nie na przyszłą jesień to przecież wcześniej. A tak będzie, że części planów nie zrealizuję. A zaraz pojawią się nowe pomysły. I zaraz pojadę te nowe pomysły realizować. Czyli będą miały pierwszeństwo przed tymi co były - to mi z informatyki przypomina kolejkę LIFO (Last In, First Out). O i mamy zastosowanie teorii informatyki w rzeczywistym świecie. No ale dobra, przechodząc do dzisiejszej trasy - w pierwszej wersji miałem w planie stanąć w Połczynie i z stamtąd ruszać. Tylko tak sobie pomyślałem, że skoro jadę do Karlina i stąd na Białogard (DW163) to czemu mam stąd jechać do Połczyna a potem po trasie wracać?... Bez sensu nie. Więc zmieniłem nieco założenie, że zostawię auto w Białogardzie. To stąd ruszę i tu wrócę. Jak zamyśliłem tak uczyniłem rozpoczynając trasę chwilę przed godz. 10. Rozpoczynałem ją dokładnie z osiedla Olimpijczyków przy ul. Feliksa Stamma. Tu miałem początkowy dość duży entuzjazm do miasta Białogardu. Jednak się okazuje ten entuzjazm jest iluzyjny. Tworzy fałszywą rzeczywistość w której szanuje się rowery. Początkowo to tak fajnie wygląda, mnóstwo oznakowanych ścieżek dla rowerów. A to nie do końca tak. Miasto idzie na łatwiznę, i tworzy CPR prze znaki C16/C13. Co jest szkodliwe społecznie. Bo to tworzy chodnik, z pierwszeństwem pieszego, który robi co mu się podoba - co zwykle kończy się mocnym odwalaniem, zajmowaniem całej przestrzeni i niestety zgodne z prawem dopuszczanie dzieci do tej przestrzeni (to w końcu chodnik)! Rozsądniejszy jest podział (C13/C16). Rower i pieszy mają osobne pasy po których idą. Tylko żadna fizyczna zapora ich nie dzieli co najwyżej namalowana linia czy inny kolor nawierzchni. Co jest masowo ignorowane przez tych ignorantów, którzy się sami rowerami nie poruszają więc im to nie przeszkadza... Tak zbudowana jest cała przestrzeń Białogardu, przez którą dziś jechałem. Nawet te CPRy znajdują umocowanie prawne, bo na drodze stawia się znak: B-9 (zakaz wjazdu roweru) i zadowoleni. Początkowo może nie stanowiło to problemu - był też mniejszy ruch na mieście. Gdy wracałem to było znacznie gorzej. Piesi czują się całkowicie bezkarni... A ja po raz kolejny myślę o tym, że przydałaby mi się jakaś trąbka czy coś... Aby ich odstraszać. Bo ja na rowerze nie mam dzwonka. A w takich sytuacjach by się przydało. No ale dobra - zaczynam trasę - mijam powoli miasto. Spotykam się z tym odpychającym chłodem. Jest niby okolica +15℃. No ale jest zimno, względem tego do czego się przyzwyczaiłem. Zaraz za miastem miałem naciągnąć na siebie jeszcze jedną termo koszulkę. Ostatecznie jednak rezygnuję z tego zamysłu. Jadę spokojnie. I do Połczyna było naprawdę ciężko - niby 30 km. No ale droga się dłużyła, te auta nie pomagały. Wiele wzniesień i innych problemów - jak np. przejazd w sumie trzech wozów strażackich. Na kamerce mam złapane dwie, bo one skręcały na DW169 do Tychowa. A ja jechałem dalej. Zaraz za spotkaniem z nimi, spotykałem sporą ilość grzybiarzy - już łażą... Ledwo wczoraj popadało i już łażą. Jednak nie oni byli dziś najgorszym szkodnikiem. Tylko pewne kurwy a nie ludzie, śmiecie a nie ludzie. Te osobniki zagrodzili sobie część lasu, uzurpując sobie do nich prawo. A co najgorsze, poogradzali to wszystko drutem kolczastym. Niosą zagrożenie dla nieświadomych ludzi czy zwierząt, które mogą w męczarniach zdychać bo ktoś jest jebanym ignorantem aby się tak zachowywał. Jak będę wstanie to jeszcze dziś zgłoszę to do Urzędu Miasta Białogard oraz do jednostek broniących praw zwierząt na terenie gminy / powiatu Białogard. W dalszej części trasy już mnie takie przykre niespodzianki nie spotykały. No chyba, że mówimy o braku drogi... No ale to co innego. Jechałem po dość ruchliwej (DW163) w ciemnościach, dopiero bliżej Połczyna przebijało się na dłużej słońce. Miałem cały czas pod wiatr, zimno i ciężko. Sporo wzniesień. Dłużył mi się ten odcinek drogi. Do Połczyna wkroczyłem taki wykończony. Jednak tam szybko mi przeszło, odwiedziłem starówkę, i słynną alejkę z parasolami. No dobra... Jadę na Tychowo! Oznakowanie dróg było tu na tyle niepewne, że postanowiłem się posłużyć nawigacją. I prawdopodobnie miałem włączony ruch jak rowerem a nie autem. A więc z centrum Połczyna, ze starówki a dokładnie z Placu Wolności ruszyłem ul. Zamkową na ul. Powstańców Warszawskich. Nawigacja wyprowadzała mnie na ul. Chopina, poza granice Połczyna do wsi z nią zlepioną (wręcz sąsiadującą) - Łężek. Tam trafiłem na drogi na które bym nie chciał w obecnych warunkach trafić. Rozjebane i zniszczone przez ciężki sprzęt (rolnicy i te kurwy leśnicy). Taka kamieniami utwardzana droga, cała rozjebana... Potem takie polne drogi, przy tych leśnych terenach. Mam dość dobitą przednią oponę (ponad 38,5 tyś km przejechanych ma), mam rozjebany przedni amortyzator (widelec). To nie jest rozsądne wpierdolić się w coś takiego. No dobra, ktoś mi zarzuci, że przecież jeżdżę takimi drogami! No owszem - tylko, że w okolicy swojego domu, gdzieś blisko. I zazwyczaj auto mam pod blokiem. W razie czego ma mnie kto zgarnąć. A tu? Jeśli coś by pierdolnęło to byłby problem... No ale dobra... Nie pierdolnęło. Jadę po omacku dalej, mijając swoją drogą naprawę urocze miejsca... :3 W innych okolicznościach zostałbym tu na dłużej. Dziś się jednak spieszyłem i gnałem do Tychowa. Jechałem więc, a częściowo prowadziłem po tych polnych drogach nie wszędzie utwardzonych - w stronę Buślarki. Dookoła lasy, rzeki (rzeka Wogra, Dębnica). I sporo lasów właśnie. W ogóle nie znam tych stron ale jest - był - przejazd z Buślarki na DW167 w stronę Tychowa, przez rzekę Dębnica. Wg. nawigacji jest przejazd. Ale go nie ma. Mostu nie ma. I nie ma przejazdu. A być na pewno był bo po drugiej stronie jest znak do miejscowości (Buślarki 0,5 km) i zamiast jeszcze przejechać te 0,5 km i być już na miejscu to byłem gdzieś z godzinę drogi w plecy. Kilka km również. Nie miałem wyjścia jak nie wracać na wkurwie do Połczyna znów po tej kontrowersyjnej drodze... I wjechać tam dopiero na drogę w stronę Szczecinka (DW172) a z niej odbić na te opisane co prawda DW167. Tam szukałem zjazdu na ten zwalony most i okazało się, że chwilę za szybko zjechałem bo ten zjazd był opisany... No jednak bez przejazdu... Nie znalazłem informacji co tam się stało i jak długo ten stan rzeczy trwa... No dobra. Nie miałem wyjścia - nadrobiłem niepotrzebnie kilometrów. Straciłem czas. No ale jadę dalej na te Tychowo, mijając fajne nowe strony. Klimat wsi... I spokojna droga. Spokojna ale podobnie jak do Połczyna tak się dłużyła. W końcu i tu dojechałem. Obrałem drogę powrotną na Białogard - kontynuując ją drogą DW167 w stronę Koszalina. Z tej drogi (dalej spokojna, mały ruch aut) zjeżdżałem dopiero do miejscowości Zaspy Małe. Jednak do nich dzieliło mnie sporo kilometrów - obecnie rzadko spotykanych dróg, gdzie są np. drzewa przy drogach, gdzie są jeszcze lasy! Choć w wielu miejscach i tak niszczone (włącznie z miejscem gdzie wjechałem i gdzie byłem pod tymi całymi Buślarkami). Kolejne kilometry niestety pokonywałem pod wiatr. Kierunek wiatru się zmienił i jak w pierwszą stronę (do Połczyna) tak i z powrotem miałem pod wiatr. Nieco ciężko, zmęczenie też dawało o sobie znać. Robiłem częstsze postoje. Te jednak nie wynikały z faktu zmęczenia a z szybko rozładowującego się akumulatorka... Szybko mi padały te baterie. Trasa trwała. Byłem coraz bliższy Koszalina, nim odbiłem na te Zaspy Małe. A tam ostatnia prosta. Na moje szczęście - więcej z górki i płasko. Więc w miarę przyzwoicie wróciłem. Mijając kolejne piękne widoki i miejsca, które otulają Białogard. Dalej pogoda była "w kratkę". No może nie pogoda ale zachmurzenie. Miejscami się mocno chmurzyło a potem słońce i tak ciągle i tak ciągle. Było to męczące nie mniej niż trasa, na której bliżej Białogardu zbliżałem się do tych 100 km. Nie wiedziałem ile dzieli mnie do samochodu, postanowiłem sobie jednak, że nie będę dobijał do wyniku 100 km. I w sumie nie musiałem bo tyle naturalnie wyszło. Przejazd przez Białogard od strony Pomianowa, okazał się kilkukilometrową trasą. I co ciekawe - byłem skazany wracać tak samo jak przyjechałem. Padała mi po raz kolejny bateria. A nie chciało mi się znowu jej zmieniać. Dojechałem na empty batery... W ostatnie chwile... Pędząc równo po mieście - miejscami >30 km/h. I lawirując po między nieodpowiedzialnymi pieszymi, których było sporo na tych CPRach. Zawłaszczają tą przestrzeń jakby była ich. Widzą rowery i w ogóle a to nie zejdą, stoją czy lezą całą szerokością tej drogi. Chory system w chorym państwie... Tutaj się żadne CPRy ani takie wymysły nie sprawdzą. A w sumie nie mógłbym inaczej jechać przez ten Białogard nawet jeśli bym chciał... Bo miasto jest przedzielone wielką siecią kolei. I nie ma po prostu dróg, które by mi to umożliwiały. Nie licząc drogi, którą jechałem (DW163) są tylko dwie ulice, które przecinają się przez te tory - ul. 1 Maja włączająca się w ul. Koszalińską i ul. Szpitalna. Jednak na tyle dobrze nie znałem tych stron aby kombinować. Wróciłem tak jak przyjechałem (bo i tak najszybciej) i tak wiedziałem gdzie jechać. I tak się kończy ta kolejna fajna przygoda. Jak na pierwszy dzień kalendarzowej jesieni to nie jest źle. Trochę chłodno, ten wiatr... Jednak pocieszające jest to, że w tygodniu znowu będzie ładnie!... :) A więc na pewno sobie pojeżdżę... :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)