Dzisiejsza trasa odbyła się w nieco mniej wiosennych i nieco mniej przyjaznych warunkach. Nie mówię, że było źle, ale nie było tak ciepło jak np. wczorajszego dnia. Bo wczoraj to faktycznie było ciepło. Tylko, że padało cały dzień. Dzisiaj jest wyraźnie zimniej (maks +2℃) ale za to słonecznie. Czuć w powietrzu jednak chłodny powiew jesieni. Czyżby ostatni ziew zimy?! Powiało chłodem i od razu się źle zrobiło i nieprzyjemnie. A tak już ładnie i zachęcająco wyglądała pogoda.. I w końcu pojawiła się oczekiwana słoneczna pogoda. W końcu jest ładnie, słonecznie, ciepło. W końcu wiosna! Chcę tylko wierzyć, że to takie niewinne chwilowe powroty zimy, nie zakłócą bardzo wczesnej wiosny, którą cieszyłem się na początku miesiąca, na trasie: Trasa "50-tka": powiew wiosny, która zresztą była pierwszą trasą 50-tką w tym roku! I wyjątkowo nie odbyła się w piątek. Aż do dzisiejszej. Dzisiejsza trasa odbyła się w piątek - powrót do projektu: jak co piątek, trasa 50-tek. Pytanie tylko czy projekt długo się utrzyma przez zbliżające się zmiany w moim życiu, zgodnie z którymi mogę już w Marcu podjąć moją pierwszą pracę w Szczecinie. Wówczas więcej moich rowerowych wojaży i tras odbywało by się właśnie w Szczecinie. To w Szczecinie musiałbym szukać możliwości, i rozwijania nowych cyklicznych tras. No zobaczymy jak to będzie. Jakaś nowość w życiu, nie znane mi drogi, które wplatają się w coraz lepszą moją rowerową formę, coraz częściej i coraz więcej jeżdżę. Nie chciałbym z tego rezygnować. Ani z powodu pracy ani miejsca zamieszkania (akademik, gdzie się strasznie czepiają o rower). Tym bardziej, że rowerowe wojaże wnoszą szczęście do mojego smutnego życia. Czuję się szczęśliwy, fajnie jest, jak się trochę przejadę, lepiej się fizycznie czuję. I mam z tego wszystkiego rezygnować bo co?! Bo jakaś kurwa na portierni ma problem z tym, że wprowadzam rower?! No tak kurwa nie będzie. Praca w żadnym razie nie może wpływać na moje rowerowe wojaże.. i na mnie.. na coś co daje mi szczęście, co sprawia, że rzadziej jestem smutny, że z otwartością patrzę w przyszłość, snując dalekie plany na dalszą część życia.. Eh. Teraz mi tak smutno i w sumie żal, że w poprzednich latach (2015, 2016, 2018) nie korzystałem z roweru tak często zamieszkując w akademiku. No może darujmy sobie ten 2018 r, bo w sumie często bywałem w domu i robiłem co mogę, aby jeździć jak najwięcej. Sam rok 2015 dopiero mnie kształcił na sportowca, rok 2016 nieco nie wyszedł mi.. Chodź do Czerwca na spokojnie mogłem jeździć. No trudno. Co było, minęło. Wpływ mam na to co będzie. Dlatego staram się jak najczęściej jeździć. I nie wyobrażam sobie teraz sytuacji, że cały tydzień chodzę do pracy, i nie jeżdżę rowerem w tygodniu. Co najwyżej w weekendy. Taka sytuacja nie może mieć miejsca. Zbyt wiele poświęciłem dla Aureli, aby się teraz poddać, aby stracić formę, i marzenia. I znów się stać smutnym człowieczkiem, jakim byłem w przeszłości.. Ten sport, ten rower, dla mnie wiele znaczy..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 364
Trasa nr [łączna]: 447
Trasa nr [na blogu]: 361
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 20
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 442 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 356 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 10300.4 km
Stan Licznika Końcowy: 10349.51 km
Stan Licznika Końcowy2*: 10258.48 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 10059 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 10108 km
Maksymalna prędkość: 34.3 km/h
Przejechałem: 49.11 km
Przejechałem [msc]: 351.89 km
Przebieg roweru [rok]: 519.17 km
Przebieg roweru [suma]: 17667.16 km
Przejechalem w 2019: 519.17 km
Podroż dookoła świata (2019) 1.2979 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 44.1679 [%] km
Czas jazdy: 02:33:33 h
Czas Jazdy Suma (blog): 888:13:42 h
Czas Jazdy Suma (2019): 31:56:36 h
Czas Jazdy Suma (luty): 20:12:29 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1111:39:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:01:15 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:35:50 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:25 h
Średnia: 19.26 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już wspominałem jest kolejną trasą 50-tką. Przynosi ona smutne i pozytywne wieści. Te pozytywne opiewają na oznakach wiosny - widziałem bociany :)) Pojawiają się pąki na drzewach (bazie kwitną). Jest słonecznie, chodź dzisiaj chłodno i mało przyjemnie. Sam się jednak zdziwiłem, że mimo chłodnego powietrza, było w miarę ciepło, i udało mi się pokonać trasę! Co prawda nastawiłem się na to, że zrobię dzisiaj trasę 50-tkę, ale zakładałem to, że może się nie udać. A jednak się udało :) I super. Dzisiejsza pogoda, dzisiejsza trasa, na myśl sprowadziła mi trasę: Trasa 50-tka z 06.03.2017 r., która była dość ciężkim wyzwaniem wówczas, mimo dodatnich temperatur. Było zimno, ciężko. Stanowiło to wyzwanie. Te wyzwanie nie mniej nijak się ma do aury pogodowej z początku 2019 r. Dzisiaj chłodno, ale dało się radę. Przed godziną 11 ruszyłem na trasę. Nim ruszyłem wynosiłem śmieci do śmietnika przy bloku. I wyszedłem już ubrany w strój rowerowy i tak zimno mi się wydawało, takie ostre powietrze. Więc chcąc nie chcąc, dodatkowo założyłem bluzę na długą koszulkę i dopiero kurtkę rowerową, i tak pojechałem. W takim zimowym stroju. Spokojnie ruszyłem przez rodzime osiedle i wydało mi się, że jest ciepło. W myślach już rozważałem powrót. Powrót z SUKCESEM ;) Początek i koniec trasy odbywał się po drodze DW108, na której panował spory ruch samochód, głownie ciężarowych. Stałe zjawisko, zjeżdżania z pasa drogi, przez samochody ciężarowe aby omijać dziury i koleiny -.- Chamstwo. Nie zważając na to jechałem dalej aż pod Truskolas. Jeszcze przed Truskolasem zwróciłem uwagę na bociana na polu, na kwitnące bazie.. Wiosna! Gdy w Truskolesie skręciłem w stronę Wierzchów, zatrzymałem się na chwilę - aby na pamiątkę uwiecznić sobie baziowe drzewko :) I wkrótce ruszyłem dalej. Aż pod Sikorki, a w zasadzie na koniec wsi Sikorki nie spotykała mnie żadna niespodzianka - prócz większego tempa jazdy - do Truskolasu jechałem tak 17-18 km/h. Teraz wyraźnie przekraczałem 20 km/h i gnałem dalej. A za Glicko do Sikorek - to już nawet 26-28 km/h jechałem! I właśnie mijałem Sikorki, gdy ujrzałem tą gorszą część trasy. Trwała właśnie wycinka tutejszych wielkich drzew. CHAMSTWO I SKURWYSYŃSTWO bez granic, niszczyło tą piękność przyrody.. Nie mogłem przejechać obojętny. Oplułem samochód tych śmieci, i ich zwyzywałem, mijając miejsce przestępstwa aby wkrótce odwiedzić Grabin i ruszyć wzdłuż drogi DW106 do skrzyżowania z DW108. Tuż po wjechaniu na DW106, jeszcze nie minąłem małej osady z nadajnikiem sieci GSM (53.761992, 15.024616), rozległ się dźwięk piły i mordowanych drzew. Kolejne mordowane drzewa wzdłuż drogi DW106. Jestem już tak zmęczony tym tematem. Od 2 lat poruszam temat zbrodni, który nieustannie się poszerza. Zwyzywałem tych gnoi, krzycząc do nich różne niecenzuralne słowa.. i pojechałem dalej. Wkrótce wjechałem w las, gdzie zrobiłem sobie dłuższą przerwę. Do domu zostało mi ok. 20 km. Nawet nieźle mi szło. Postarałem się utrzymać tą wysoką kadencję.. Cisnąć ile mogę.. Aż do końca trasy. Z różnym skutkiem zresztą, raz szybciej, raz wolniej. Na sam koniec, uzyskałem jednak zadowalający wynik czasowy, i co najważniejsze - lepszy niż miało to miejsce 09.02, na pierwszej trasie 50-tce w tym roku ;) W drodze powrotnej, gdy byłem przed Mechowem zrobiłem sobie ostatni postój. Tak mnie tknęło aby sprawdzić telefon. I dzwonili z pracy, do której składałem papiery :) Jestem już zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną i test.. To pewnie wkrótce zacznę moją pierwszą pracę, po tym okresie, po którym nie jestem już studentem. A studentem nie jestem już po 20.02, gdy złożyłem pracę dyplomową, to formalnie zakończyłem studia. Została tylko obrona. Zostało mi tylko zacząć, nowe nieznane życie :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)