16.02.2024
Jazda nr: 1370

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest ogólnie ujmując piękną historią po tych wielu dniach z deszczami i brzydką pogodą. W końcu jakaś poprawa, bliżej wiosny! I robi się tak lepiej... A w strony Czaplinka lubię przyjeżdżać - jako odkąd odkryłem te strony w 2023 r. To aż chce się tu wracać... :) Dzisiaj w końcu sprawdziłem dwie miejscówki - jedna to rzekomo opuszczone domki wczasowe w Starym Drawsku - nie, nie były opuszczone. A druga to mocno reklamowany półwysep w nie wielkiej miejscowości Uraz: Półwysep Uraz. Myślę jednak, że ów miejsce słynie jedynie z Agroturystyki - nie wiem na jakim jest poziomie ale mnie te miejsce jakoś szczególnie nie zachwyciło. Trochę się zawiodłem, spodziewałem się nieco więcej po dwukrotnym nie powodzeniu w zajechaniu tam: Nieudany Czapliński wyjazd i Udany Czaplinek. Dwukrotne nie powodzenie w planach a więcej nie powodzeń było z odwiedzeniem rzekomo opuszczonych domków letniskowych - to miał być fajny urbeks! Wieści o tym miejscu miałem już na trasie: "55 000" Aurelio !:" - Jezioro Czaplińskie. I właśnie 4 listopada 2023 r. miałem wstępnie to sprawdzić a się nie udało. Te kilka dni później na kolejnej trasie także nie udało się zajechać (czas gonił). Dzisiaj na spokojnie zajechałem zmieniając nieco taktykę... Tym razem zacząłem od przyjazdu do Starego Drawska i sprawdzeniu miejscówki, która wg. mapy OpenStreetMap nadawała się do urbeksu. Nie były to jednak domki opuszczone. Jak najbardziej użytkowane podobnie jak większość turystycznej infrastruktury Starego Drawska, którą przy okazji zwiedziłem. Zwiedzając co ważniejsze: w pięknych okolicznościach natury - szczególnie z rana było tak ładnie - mgły i przebijające się za nimi słońce. Przez niedługi czas większość nieba była czysta. W tym czasie zrobiłem kilka lotów dronem w Starym Resku. I wkrótce udałem się na półwysep Uraz. Tam się zawiodłem - drugi raz na dzisiejszej trasie. Nie było urbeksu, niedługo potem okazuje się, że nie ma również ładnych widoków.... Jeszcze się łudziłem bo dzień się nie kończył, że jeszcze coś z dzisiejszego dnia pozostanie... Niestety... Dzisiejsza trasa jak głosi tytuł wpisu jest wyjazdem na którym wiele rzeczy ani nie było ani się nie wydarzyło - czyli nie było urbeksu, ładnych widoków na półwyspie Uraz i nie wydarzył się zachód słońca na który długi czas liczyłem. Piękny zachód słońca na tle Czaplińskiego jeziora... Tak wiem... Staję się nudny i przewidywalny... :) Jednak z dronem jeszcze takich historii nie przerabiałem a to dla mnie jak kolejna młodość - taką samą przerabiałem w 2021 r. Jak zacząłem korzystać z aparatu Sony DSC HX350. Też wszędzie z nim jeździłem. I wszystko było takie nowe, dawało więcej możliwości... Teraz po kilku tysiącach zdjęć początkowa satysfakcja nie jest taka wielka jednak nadal korzystam ze sprzętu. Tak samo będzie pewnie z dronem. Moim priorytetem na dziś miał być jednak ten zachód słońca... A tego prostu nie było. Już przy wyspie Uraz zaczęło się chmurzyć. Dzień jednak trwał. Kolejne trudy nie łatwej trasy dawały się dalej we znaki - a tam te napierdalające tylne koło, problemy z hamulcami - słabo działają o ile w ogóle można powiedzieć, że działają... I wiatr. Z wiatrem jako przeciwnikiem mierzę się często. Wspominając to, czy patrząc na ten czynnik z perspektywy "po trasie" nie czuje się tych samych emocji i trudów z jakimi wiązało się pokonywanie tych kilometrów... Wiatr jako czynnik sprzyjający lub wręcz przeciwnie: utrudniający jest często nie doceniany a to błąd. To trudny przeciwnik, z którym w pierwszej części trasy ledwo dawałem sobie radę. W dalszej części trasy doszły czynniki związane z terenem po którym jechałem - dość turystycznie a przy tym dość trudne drogi sobie obrałem do przejechania. Wiódł mnie jednak cel! A tym celem było dojechanie do kamiennych kręgów: "W kamiennym kręgu" - jeziorotajemnic.pl. Przeglądając mapy okolicy natrafiłem na tą atrakcję turystyczną. Niestety i do niej nie było mi dane dojechać. Byłem blisko ale i tak nie trafiłem. Po tylu kilometrach zmagań i trudów... Układałem sobie w głowie jakiś zarys dzisiejszego wpisu i tytuł tej historii: o Czaplinku, w którym nic się nie wydarzyło ani nic nie było. Te słowa wydają się jednak być trochę na wyrost... W końcu coś było... Kolejna piękna przygoda, co za nią idzie piękna historia. I obietnica dana sama sobie, że jeszcze tu przyjadę. Z myślą pojechania na te kręgi a może gdzieś dalej np. w stronę Barwic czy Bronego Sulinowa? Wydają się to ciekawe tereny do zwiedzenia...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1378

  • Trasa nr [łączna]: 1456
  • Trasa nr [na blogu]: 1370
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 8
  • W tym roku: 22

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1443 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1357 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 19697.3 km
  • Stan Licznika Końcowy: 19773.25 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 19653.85 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 32177 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 32253 km

  • Maksymalna prędkość: 28.9 km/h

  • Przejechałem: 75.95 km
  • Przejechałem [msc]: 260.56 km
  • Przebieg roweru [rok]: 614.3 km
  • Przebieg roweru [suma]: 56472.88 km

  • Przejechalem w 2024: 614.3 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 1.5357 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 141.1822 [%] km

  • Czas jazdy: 05:15:35 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3381:56:35 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 41:26:40 h
  • Czas Jazdy Suma (luty): 16:32:05 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3605:22:43 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:04:01 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:53:02 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:15 h

  • Średnia: 14.47 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego odbywa się po wielu dniach ulewnych deszczy. Można powiedzieć, że miesięcy... Jeszcze wczoraj (15.02) padało - co spotykało się z dużą irytacją: Trasa do szkoły - "mokre mgły". Ile będzie padać... To jest przesadne co się dzieje. I tak wszystko jest zalane, pola, łąki, drogi... Wszystko. Stan rzek spory - mamy do czynienia z powodziami a w poprzednich latach dużym problemem były susze. No to się odwróciło - a jak się coś dzieje to oczywiście zarówno w nadmiarze jak i z dużą przesadą. A tak się właśnie dzieje... Efekty tych potopów widziałem już od pierwszych chwil na dzisiejszej trasie, gdy ruszyłem przy Czaplińskim jeziorze w stronę drogi D163. Jezioro Czaplińskie aż się przelewało. A mimo to i tak było pięknie. Widać idącą wiosnę. Budzi się przyroda do życia, coraz więcej ptaków i zwierzyny! Na całym jeziorze spotykać można było łabędzie i inne ptactwo. Ja jednak jechałem dalej mając przed sobą cel oddalony raptem o kilka km od Czpalinka - Stare Resko i tutejsze rzekomo opuszczone miejsca. Gdy dojechałem do Starego Czarnowa od razu ruszyłem w kierunku urbeksu... Już go czułem! Już szykowałem drona i aparat do działania a to niestety. Nic tu opuszczonego nie ma... No nie powiem trochę się zawiodłem bo tak szczerze jeszcze w 2023 r. W okolicach października 2023 r. się nastawiłem, że tu przyjadę i będę zwiedzał te opuszczone letniskowe domki. A tu takiego... Jednak skorzystałem z czasu, który miałem i przepięknej pogody - z niej skorzystałem również pod Starym Reskiem robiąc wyjątkowe zdjęcia konikom we mgle, która była oświetlana (od tyłu) słońcem - wiem jak to brzmi :P No ale spokojnie - mgła była podświetlana od tyłu... A uściślając: dupsko konia też... :D Niestety - natura bywa okrutna. Foty jednak piękne i zrobione "od przodu", nie ukrywam jednak, że końskie tyłki z pewnością wyglądały zajebiście w tym świetle. Nie mniej pięknie co ciągnące się tutejsze jeziora - gdzie nie gdzie jeszcze mgłą otulone. Zrobiłem loty dronem, pięknie... Kilka zdjęć i ujęć video. I niestety czas ruszać dalej... Jechałem prosto na półwysep Uraz mijając już znane mi drogi, które zahaczają o Drawski Park Krajobrazowy. Jak już wspomniałem w pierwszym akapicie dzisiejszego wpisu - półwysep Uraz nie przypadł mi do gustu. Nie wiem czego się spodziewałem ale spodziewałem się czegoś więcej. A tym czasem co dostaję? Małą, zaniedbaną wieś, której najważniejszy punktem jest hotel dla bogatszych i agroturystyka. Cała wieś wygląda gorzej niż wsie PGRowskie - wszędzie syf, błoto i wszystko zalane. Gdy stąd wyjechałem nie mniej zrobiłem loty dronem ale dupy nie urywają te widoki. I światło się popsuło - nieco więcej chmur i było gorzej. A do tego zaczęło mocniej wiać... Zawiedziony ruszyłem dalej w jeden z najtrudniejszych epizodów dzisiejszego wyjazdu czyli drogi do Złocieńca. Niemiłosiernie się dłużyła to było kilka kilometrów nie łatwej trasy - wiele wzniesień mniejszych i większych, napierdalające tylne koło, te cholerne brzęczenie szprych doprowadzające mnie do kurwicy... I nieustannie napierdalający prosto we mnie wiatr. Nie dało się szybko jechać - więc trasa się dłużyła. Nieco lepiej zrobiło się dopiero w Złocieńcu no ale nim dojechałem... To sporo czasu minęło. Wiele sił straciłem. Jednak dojechałem! Trzymała mnie myśl, że wkrótce będę pod Kamiennymi Kręgami. Miałem tam przebyć rzekomą drogę 20 km. Co do zasady wydaje mi się, że przejechałem znacznie więcej i nie wybrałem łatwiejszej trasy... Zrobiłem sobie oczywiście małą rundę po Złocieńcu i ruszyłem dalej... W Złocieńcu odbijałem na Bobrowo. A to była masakra. Początkowo nie było tak źle - zjechana droga, spoko. Trochę błota - spoko. No ale w pewnym momencie drogi nie było. Wszystko rozkopane, zalane, i zjechane. Mogłem się spodziewać ale mam coś takiego, że nigdy się nie poddaję. A skąd się spodziewałem? To też ciekawa historia - chociaż mniej niż może się wydawać. Otóż, gdy wyjeżdżałem ze Złocieńca - zgodnie z planem zmierzałem w stronę Bobrowa. Zajechałem na stację paliw, bo tylko tam mogłem bezpiecznie zostawić Aurelię i zaopatrzyłem się w dodatkową wodę i napój. Niby wziąłem ze sobą wodę ale nie spodziewałem się, że tyle pójdzie - wziąłem połowę butelki 1.5L i poszła. I zaopatrzyłem się w kolejną butelkę a przy okazji w napój Coca-Cola. Sprzedawał taki dziwny gościu co tam zagadał czy daleka trasa i takie tam. To mu mówię, że już nie daleko, że na kamienne kręgi się wybieram przez Bobrowo i na Czaplinek wracam. Jak usłyszał, że na Bobrowo - to zaczął mówić, że tam drogę robią, że tam gliniana ziemia i błoto takie - aż się przeżegnał na tą myśl co tam jest. I może to mnie zachęciło? Skoro jest taka chujnia to wręcz: MUSZĘ się w to wpierdolić. I się wpierdoliłem. No ale czy było aż tak źle, żeby się żegnać na tą myśl? No bez przesady. Serio. Gorsze drogi widziałem i w gorszych warunkach się przedzierałem. Nie mniej nie było łatwo ani przyjemnie. A gdy już myślałem, że to koniec moich trudów i teraz cywilizacja będzie mnie prowadziła - normalna droga za Bobrowem się skończyła we wsi Wąsosz. Kolejne kilometry i to długie kilometry robiłem przedzierając się przez w ogóle mi nieznany las. Już po pierwszym kilometrze, dwóch miałem tego dość. Jakoś się dzisiaj nie czułem komfortowo w lasach. I dopóki drogi w miarę były to może nie było tak źle. Nie mniej to ogromne leśne tereny - oczywiście wyżynane jak wszędzie. Dłużyło się to, było ryzyko, że gdzieś nie tak pojadę i nie dojadę. Tym lasem ze wsi Wąsosz miałem wbić się w drogę DW177. A mogłem od razu na nią pojechać ze Złocieńca. Byłbym szybciej nieco dalej ale szybciej niż przedzierać się po tych pobojowiskach, mokradłach i błocie. A na końcu leśne ścieżki w których gorsze momenty również mnie czekały - całkowicie zjechane i zniszczone drogi. Tu się jechać nie dało - pozostawało jedynie prowadzenie roweru... Wiele dróg, kuszących aby zjechać i się zgubić. Jakoś jednak dałem radę. Dojechałem do główniejszych dróg w lesie, tu akurat młody chłopak jechał. Jak się okazało jechał z Czaplinka. Ja jedynie nie byłem pewny gdzie mam skręcić bo mi oczywiście nawigacja w telefonie szalała... No ale dobrze skręciłem. Zresztą w każdym kierunku dałoby radę wyjechać. Fajnie by było znać te strony to byłoby łatwiej. Nie mniej dało radę wyjechać w końcu na drodze DW177. A tu dzida... Jadę wraz z powoli kończącym się dniem, korzystając z osłony lasu od wiatru i terenie "spadkowym" dla odmiany. W drugą stronę byłoby ciężko bo mną stop jechałoby się pod lekkie wzniesienie. Teraz los mi sprzyjał. Do celu miałem coraz mniej ale i tak źle pojechałem we wsi Pławno, w której to wsi objeżdżałem jezioro Krzemno. Nie z tej strony objechałem jezioro, byłem za daleko od tych kręgów. A, że dnia już mało. Wkrótce będzie po zachodzie słońca (którego i tak nie było) to odpuściłem sobie. I tak zrobiłem tutaj małą rundę przy jeziorze Krzemno. Wiem na czym stoję. I wiem, że droga która tu prowadzi to jest chujnia. W pewnym momencie jest tak rozjechana przez te kurwy co wycinają te lasy..., że się w ogóle nie da jechać. Przez to nie wracałem do drogi DW177 aby z niej wrócić na Czaplinek. Zaryzykowałem i wróciłem bocznymi drogami. Dla odmiany - asfaltowe. Strony bardzo fajne, takie wiejskie klimaty które tak bardzo lubię. I tak wracałem przez wieś Łąka, w okolicach Niwki. Czyli w stronach w których byłem z JS... :) Piękne strony tak swoją drogą. I wkrótce Czaplinek. Ostatnie wyzwanie, jak zjechać do Czaplinka z górki, z ul. Kamiennej i się nie zabić. No bo tylny hamulec mogę na maksa trzymać. I tak to nic nie da. Jedynie będzie mnie irytowało koło, które sobie tak skacze na boki (tylne koło). Przedni słabiutko. Jakoś dałem radę to jest jednak problematyczne - trzeba zrobić te cholerne hamulce. No tak być nie może... Zjechałem prosto na jezioro Czaplińskie. Czyli do miejsca z którego startowałem i w którym kończyłem dzisiejszą przygodę. Piękne strony... Piękna przygoda. Na pewno jeszcze tu wrócę. Tym kręgom nie odpuszczę podobnie jak przeżyciu zachodu słońca na tle Czaplińskiego jeziora. Z pewnością będzie to piękne i niezapomniane przeżycie... :) A może uda się je przeżyć z JS aby nie było, że przeżyję je samemu?... :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)