Dzisiejsza trasa nieco ciężka i krótka ale co by nie mówić nie jeździłem od 9 dni a jeszcze ostatnie - szczególnie weekend był taki dobijający... W końcu jednak wracam do formy a okres zachorowania uważam za skończony. Jednak ładnie mnie rozłożyło pod koniec zeszłego tygodnia: Gryficka Trasa Pracy & Trasa z JS. A tak czułem, że coś się dzieje... I w weekend przyszło z każdym kolejnym dniem coraz gorzej. Ostatecznie 17.03 nie pojechałem z JS na zaplanowane nasze "co 2-tygodniowe" spotkania na rowerze. Nie czułem się na siłach... Kolejne dni minęły słabiej aż w końcu wylądowałem u lekarza i ostatecznie na antybiotyku od 21.03. Z KW i WG również nie pojechałem. W ogóle się na to nie czułem taki osłabiony - z każdym dniem coraz gorzej... Kolejne dni były pod wieloma względami bardzo ciężkie. W poczuciu samotności włącznie. I takie sprawy osobiste przeważały nad tym, że czułem się jeszcze słabiej. W ogóle nie skorzystałem z tych dni, nie będąc w szkole od piątku (22.03) - nie skorzystałem nic, nic więcej nie zrobiłem dla siebie, ze swoich spraw. Po prostu minął ten czas. Jakoś do formy wracać zacząłem dopiero w ostatnich dniach - gdzie z dnia na dzień ciut lepiej i ciut lepiej. Ostatecznie postanowiłem się dzisiaj przejechać. Ile można nie jeździć? Aż się chciało... To tak dla zdrowia psychicznego musiałem. Oczywiście nie mogło być inaczej jak w tym dniu w tej chwili gdy jadę musiała psuć się momentami pogoda i przechodziły takie nie groźne nie wielkie opady deszczu. Mimo wszystko - to nie poważne podejście - ja tu po chorobie wracam do świata do żywych a tu taka pogoda mnie zaskakuje. Jakby nie dość ciężko mi było w ostatnich dniach (dokładnie po 15.03)... Coraz gorzej było... Mam wydarte z życiorysu te dni, spędziłem je na prymitywnych rozrywkach. A może potrzebowałem się odciąć i odpocząć? Grałem sobie w klasyczne gierki, które pamiętam z dzieciństwa: Alien Shooter 1, Alien Shooter 2. I dodatek, nowa część oparta na Alien Shooter 1 z 1997 r.: Alien Shooter: Last Hoope z 2020 r. Oglądając filmy, seriale, nawalając w gierki i dużo śpiąc - tak mijały mi te dni. A po powrocie do szkoły nie mogłem się jakoś skupić na tych szkolnych sprawach ani na swoich... Po prostu potrzebuję paru dni na odpoczynek... Aby sobie te wszystkie sprawy poukładać...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1394
Trasa nr [łączna]: 1472
Trasa nr [na blogu]: 1386
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 38
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1459 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1373 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 20194 km
Stan Licznika Końcowy: 20205.83 km
Stan Licznika Końcowy2*: 20086.43 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 32674 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 32686 km
Maksymalna prędkość: 28.6 km/h
Przejechałem: 11.83 km
Przejechałem [msc]: 250.83 km
Przebieg roweru [rok]: 1046.95 km
Przebieg roweru [suma]: 56905.53 km
Przejechalem w 2024: 1046.95 km
Podroż dookoła świata (2024) 2.6174 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 142.2638 [%] km
Czas jazdy: 00:43:40 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3409:20:51 h
Czas Jazdy Suma (2024): 68:50:56 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 16:28:37 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3632:46:59 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:49:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:48:43 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:45 h
Średnia: 16.51 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest powrotem do żywych. Tyle dni bez rowerowania, w ogóle bez większych aktywności. W końcu lepiej się czuję, jadę. Chociaż spróbuję. A na powrót taka krótka trasa jak na wiochę Makowice do krzyża i z powrotem co w sumie nie daje nawet 12 km... To żadna trasa. Jednak momentami było mi ciężko jechać. Tylne koło napierdala. I wkurwia. A przedni amortyzator już w zasadzie w ogóle nie działa. Czyżby WG miał rację? -> Brak "Dobrzyckiego zachodu". Dość szybko to się wszystko rozpierdoliło. Miałem nadzieję, że jeszcze trochę podziała a to niestety. Moje nadzieje opisywałem na trasie z początku miesiąca: Trasa 50-tka: zmierzch domku. Nie zdawałem sobie jednak wtedy sprawy jak się te życie i kolejne trasy po komplikują... Te zachorowanie jest mi mocno nie na rękę. Czemu nie może być tak, że przez miesiące czy lata nie będę chory. A zamiast tego po kilka razy w roku się wysypuję... A jak się nie wysypię na dłużej przez choroby to migrena popsuje plany. I uniemożliwi zajęcia się czymś fajnym. A znowu gdy nie migrena to inne złożone aspekty życia będą odgrywały tu kluczową rolę... Przytłaczające to wszystko - nie mniej - minęło dosłownie kilka tras. Dzisiejsza jest 7-mą od 02.03 - gdy pisałem o tym, że nie wiemy co przyniesie przyszłość, co będzie za te 5,10 czy 100 tras. Na tę chwilę mogę powiedzieć, że nic dobrego te 5 tras później mnie nie czekało... Wszystko się sypnęło i tak to wygląda. Pozostaje otwarte pytanie co będzie dalej - bo już wiemy "czego" z nami nie będzie - pewnych osób, których już nie ma, czy części przy Aurelii które skończyły swój żywot. A wytrzymały naprawdę sporo - takie 60k km na amortyzatorze przednim (tzw. widelec) to naprawdę ładnie. Nie jest jednak mu dane dalej trwać. Ustawiam się z WG na wymianę. Szykuję się także na wymianę kół - szczególnie tego tylnego. Tak mnie wkurwia... Jak tak napierdala... Myślałem jeszcze do nie dawna, że wymienię wszystkie szprychy ale przypadkiem na serwisie: Spontaniczna: Szkoła & Serwis, że obręcz to złom i kwalifikuje się do wymiany. To ta myśl mi przeszła. Nie mam innego rozwiązania jak wymienić koła - wraz z nadchodzącą a w sumie już rozpoczętą wiosną w tym roku - szykują się kolejne wydatki i serwis Aurelii. A miałem nadzieję, że przetrwam z rok może dwa bez większych inwestycji w końcu w poprzednim roku sporo zainwestowałem i zrobiłem naprawdę poważny serwis... Z którego jedynie napęd się trzyma - zresztą nie ma wyjścia - musi się trzymać. A pozostałe rzeczy się sypią... Myślę, że zbyt szybko. Wracając jeszcze dzisiejszej przejażdżki jak już mówiłem: padało. Nie mówiłem jednak o tym, że nie zdążyłem wyjść z domu i kropiło. Jednak się nie cofałem ani nie rezygnowałem. Trzeba walczyć. Mimo, że się nie chce i jest ciężko to trzeba walczyć co czynię... I walczę! Mam swój cel i do jego realizacji dążę -> 100k km z Aurelią. Brakuje mi jeszcze sporo kilometrów. Jednak z każdym rokiem będę coraz bliższy osiągnięcia tego celu - który prawdopodobnie zajmie mi jeszcze jakieś 6-7 lat. Kawał czasu... Z czym jeszcze w te lata przyjdzie mi się zmierzyć? A któż to wie.. Prawda?.. Tymczasem... Wracam do gry ponownie! W kilka dni powinienem odbudować formę i wrócić w miarę możliwości do regularnego jeżdżenia.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)