Dzisiejsza trasa jest planowaną od kilku dni wyprawą, nad morze! :) W fajne miejsce, o którym się przypadkiem dowiedziałem w dniu 18.04 po 4 rano.. Wyświetliła mi się, bądź czegoś szukałem na Facebooku i wszedłem na grupę Project Invisible, gdzie natknąłem się na post: Post z Pałcykiem. Bardzo spodobało mi się to miejsce! A, że było ono w zachodniopomorskim.. To sprawdziłem nieco jego historię, i tak odkryłem pałac w miejscowości Dreżewo, bardzo blisko wsi Pustkowo (ok. 4 km): Pałac Dreżewo. Piękne miejsce, do którego postanowiłem pojechać jak tylko zrobi się nieco lepsza pogoda. I takowa miała być dzisiaj. A to tak średnio wyglądało. Spore choć ciągle malejące nadzieje. Niem a co sobie wmawiać, że będzie dobrze, że będzie ciepło. Bo tak nie będzie. Jeśli już zdarzają się jakieś dni z lepszą pogodą to są one tak naprawdę epizodyczne. Mamy już prawie Maj, a ja w tym roku ani razu nie jechałem w letnich ciuchach na rowerze, w krótkich spodenkach.. Co najwyżej w samej koszulce, ale to w długiej polarowej, z czapką z daszkiem. I tylko tyle. Nadzieje pewne rodził dzisiejszy dzień, podczas którego już z rana spakowałem się na wyjazd i pojechałem do pracy rowerem. A wszystko po to aby od razu po pracy pojechać do Dreżewa. Rozważałem kilka możliwości dojazdu tutaj. Jest parę nieznanych mi dotąd dróg, którymi mógłbym dojechać. W konsekwencji jednak ze względu na kurczący się dzień, dość mało czasu sobie dzisiaj na tę trasę wygospodarowałem, zmieniająca się pogoda nie pomagała.. Wiało i nie było wcale za bardzo ciepło.. Postanowiłem jechać krótszą drogą. Już i tak straciłem czas na to aby zajechać na kebaba do Gryfic. Jakbym miał jakieś żarcie to bym od razu jechał na tą trasę. A tak zajeżdżałem po żarcie, robiłem przerwę aby je spożyć i dopiero jechałem dalej. A dzisiaj jakoś nie czułem się na siłach aby jechać nie wiadomo ile. Szło mi to topornie. Dość ciężko się jechało. W powrotną drogę wcale nie lepiej, dłużyły mi się te kilometry. Przyjechałem taki zmęczony, wykończony całą podróżą.. A przecież już nie długo na weekend szykuje mi się kolejny poważny rowerowo wyjazd! Przypadkiem znalazłem inne fajne miejsce do zwiedzania, które ma być niestety wkrótce sprzedane. A chodzi o zamek Jonawitów w Swobnicy. Już mam nawet ustaloną trasę aby tam jechać! A dzisiaj nie całe 100 km tak bardzo mnie dobiło a jak to będzie z trasą, która ze Szczecina będzie liczyć około 120 km? No może być ciężko.. Póki co jednak się tym nie przejmuję :) Póki co cieszę się z udanego wyjazdu, bo ten dworek / pałac w Dreżewie jest naprawdę wyjątkowy! I w bardzo dobrym stanie! Oczywiście część pomieszczeń ma zawaloną podłogę, i podłoga na strychu nie jest pewna.. Jednak jest w dobrym stanie! Z piękną wierzą widokową, chronioną przez mocno kręte schody w wierzy, a na końcu drabinie. No może sam tam dzisiaj nie wchodziłem, ale jak niedługo byłaby ze mną jakaś ekipa, to możliwe, że wszedłbym tam :) Warto. Wycieczka jednym słowem udana, choć kosztowała mnie sporo sił.. I ta cholerna pogoda.. Jakby nie mogła być wiosenna. Tego się już oczekuje, że pogoda będzie wiosenna a ta taką nadal nie jest..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 822
Trasa nr [łączna]: 903
Trasa nr [na blogu]: 817
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 77
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 894 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 808 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 10601 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 10698 km
Maksymalna prędkość: 35.8 km/h
Przejechałem: 97.21 km
Przejechałem [msc]: 898.39 km
Przebieg roweru [rok]: 2701.95 km
Przebieg roweru [suma]: 34713.31 km
Przejechalem w 2021: 2701.95 km
Podroż dookoła świata (2021) 6.7549 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 86.7833 [%] km
Czas jazdy: 06:39:18 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1973:46:42 h
Czas Jazdy Suma (2021): 173:13:02 h
Czas Jazdy Suma (kwiecień): 56:36:19 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2197:12:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:08:41 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:14:58 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:04 h
Średnia: 14.62 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest nie tylko moim pierwszym w tym roku wyjazdem nad morze a także trochę problematycznym ze względu na finanse - incydentem. Już nie tak dawno temu, opisywałem pierwsze odkryte poważne uszkodzenia na przedniej oponie Aurelii: ZS: Niezdobyta baza. To dzisiaj niestety muszę wspomnieć, że kolejne uszkodzenia i pęknięcia pojawiły się na tylnej oponie. Tylko po przeciwnej stronie. Poszycie z prawej strony tylnej opony, a jeśli chodzi o przód to poszycie z lewej strony. Ta prawa strona roweru jest nie tylko taka felerna ze względu na na ta oponę, ale także sakwę, którą aktualnie mam. Nie dość, że to wielkie, ciężkie - choć po tylu kilometrach co z nią jeżdżę to zdołałem się przyzwyczaić.. Ale sypie się coraz bardziej. Pęka, jest niewygodna, i załamuje się pod ciężarem górnej części. Jest nieudolnie połapana opaskami, i tylko ciągle się poranię o nie, i trudno mi coś tam wsadzić. Dzisiaj musiałem się np. męczyć aby wsadzić tam reklamówkę z ciuchami na przebranie. A w zasadzić jakąś butelkę z wodą czy cokolwiek na tą prawą stronę sakwy to po prostu zapomnij.. Więc, chcąc nie chcąc szykują mi się dodatkowe wydatki. Tą cholerną sakwą nie cieszę się za długo i długo się nie pocieszę, bo trzeba będzie wyjebać co najmniej te boki z niej i zamienić je na jakieś crosso np. Powinno być to lepsze, i trwalsze rozwiązanie. A zostawię sobie oczywiście górę na jakieś drobniejsze rzeczy. I to będzie dobre rozwiązanie. Tylko znowu wydatki.. Nie dość, że zbliża mi się wymiana napędu, po dzisiejszym dniu już wiem, że opony też muszę zamówić bo nie wiadomo ile jeszcze podziałają.. A przecież jeżdżę coraz więcej, więc coraz mniej jest mi na rękę jakaś ewentualna awaria na trasie.. No to jeszcze trzeba nowe sakwy kupić. I tylko bulić bulić.. I pod tym względem tak smutno w tej zmiennej pogodzie mijała trasa. A zaczynała się całkiem ok. Z rana jak jechałem po godzinie 7 do pacy było całkiem ok i ciepło. Potem się sytuacja trochę pogorszyła. Zaczęło mocniej wiać, i się chmurzyć.. A to nie jedyny problem z jakim się dzisiaj mierzyłem, kolejny to wszędzie te nieustanne nielegalne, niemoralne wycinki drzew i całych lasów. Od tego tematu też nie mogę się uwolnić. Wszędzie gdzie nie spojrzę tam ma ona miejsce. Pod Pustkowem, dalej - no po prostu kurwa wszędzie.. Nie mam już na to sił. To zabija we mnie radość z jeżdżenia i odkrywania nowych dróg. A dzisiaj tylko kilka odkryłem. Miałem więcej jechać nowymi drogami ale nieee. Postawiłem na już znane strony :) W pierwszą stronę do Dreżewa jechałem przez Gostyniec pod Gostyń, skąd odbiłem na polną drogę, częściowo nie przejezdną dla mnie - zbyt grząsko w stronę Janowa. I stąd prosto do Dreżewa. I tylko ten pałacyk to fajna sprawa! Naprawdę fajna. Widać, że zadbany, ktoś próbował o niego zadbać, wyremontować go. Ale najwidoczniej porzucił ten cel.. Spędziłem tu ponad godzinę czasu. Dokładnie go zwiedziłem i miałem wracać przez Janowo do Karnic. No ale.. Zachciało mi się zajechać nad morze.. Zajechałem więc na plażę. W samym Pustkowie jednak na plażę nie zszedłem. Miałem za ciężki dzisiaj rower aby iść po schodach, więc zjechałem na plażę dopiero w Trzęsaczu. A tak wiało, że ja.... No tak wiało, że aż Aurelię mi przewróciło. Pusta plaża.. Żadnych ludzi. I coraz mocniejszy wiatr towarzyszący mi na części drogi DW110 w stronę domu. Na szczęście już za Rewalem trochę się uspokoiło, i jakoś coraz bardziej zmęczony dojechałem. Już mnie odcinało od sił w Gryficach, w których zaczął się kończyć dzień. Było około godziny 20. Ściemniało się. Pojawił się zachód słońca, który podziwiałem aż do Barkowa, gdzie kilka razy stawałem aby zrobić mu parę zdjęć. Coraz chłodniej i szybko zapadający zmrok, był ostatnim ze wspomnień jakie towarzyszyło mi na dzisiejszej trasie.. Nadziei na wiosnę, ciepło lato już praktycznie u mnie nie ma.. Najważniejsze jednak jest to, że kolejny rowerowy wyjazd jakoś się udał :) Dreżewo spodobało mi się na tyle, że jeszcze tu wrócę. Zresztą moi drodzy czytelnicy znacie mnie.. Ja lubię wracać tam gdzie byłem.. Przecież wiele razy wracam w te same strony, w te same miejsca, robiąc wciąż te same trasy.. W końcu może chodzi o to, że lubię nabijać kilometry. Ale o tym ciiii :))
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)