26.09.2021
Jazda nr: 918

Tagi: wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego kontynuuje nieudany trend weekendowy zapoczątkowany w zeszłym tygodniu jak w ogóle nic mi się nie udało, po obecny tydzień, po obecny weekend - gdzie owszem: jeździć - jeżdżę. Niekoniecznie jednak coś z tego wynika. Z wczorajszej trasy wynikają same smutne informacje: ZS: Pożegnanie Wiskordu. Koniec pewnej epoki. Znanego dość dobrze Wiskordu. Miejsca przez niektórych nawet kultowego. Skoro trwało ono tyle lat, to można było domniemywać, że będzie tak nadal. A to niestety. Chciwość przezwyciężyła. A to oznacza niestety zmiany. To było jednak wczoraj. Dziś inne smutki, inne problemy się mnie trzymają. Pogoda robiła się naprawdę ładna. Mimo, że dość długo było szaro, trochę mglisto ostatecznie zrobiło się naprawdę przyjemnie i ciepło. Temp. przekraczające +20℃. Ładna pogoda. A mnie trzymało się od rana zmęczenie, bóle głowy. W ogóle się tak jakoś nie czułem za dobrze. A do tego byłem cały pogryziony przez te pierdolone komary. Ile tego dziadostwa w tym pierdolonym szczecinie było. To jest po prostu coś nie do opisania. Z powodzeniem mogę powiedzieć, że tylko na nogach mam widocznych! A więc wyrośniętych ponad 20 ugryzień. Kilka na rękach. A z ilu po prostu nic nie wyszło - tego nie wiadomo. To jest po prostu coś nienormalnego co się w tym świecie dzieje. A podejrzewam, że to wszystko to wina nieustannego niszczenia natury. Ta mnogość nielegalnych wycinek drzew. I inne tego typu tematy. To się mści. Tylko czemu to się mści także na takich co ja, co nie zawinili?! Te komary i inne robactwo powinno żywcem zżerać tych wszystkich co przykładają się do niszczenia natury! Takie obrazki mijam nieustannie. Nie jestem jednak jednoznacznie wstanie stwierdzić, które z tych zmian powstały kiedy. Czy w ostatnich tygodniach, miesiącach czy od ostatniej mojej jazdy po tej konkretnej drodze. Po prostu tyle się dzieje, że nie ogarniam wszystkiego. Gubię się w tym życiu. Potrzebuję kilku dni na reset. Potem spokojniejszego życia. A teraz takiego nie ma. Ciągle coś. Jak nie w pracy ten cholerny Librus i problemy z nim związane to ciągle jakieś programy pomocowe dla szkół, granty itd. Wszystko mocno się wybiło w tym roku, po tych wakacjach. Wszystko oczywiście jest politycznie sterowane w ramach tzw. Nowego Ładu, o którym nie będę się tu rozpisywał. To jednak polityczna zagrywka, pod oficjalną publiczkę "czasów po covidowych". Tyle, że te czasy o ile w 2020 r. mi sprzyjały - dzięki nim nie pracuję w KWP Szczecin. Nie męczę się z tymi błaznami i takim życiem. To tyle teraz po wakacjach w szkole trochę przeszkadzają. W okresie wakacji nazbierało mi się trochę zaległości. I to głównie w takich bieżących zadaniach. Nie mogę sobie jednak w natłoku kolejnych dni z tym wszystkim poradzić. Tego jest za dużo. Tych wszystkich projektów, spraw do opisania do ogarnięcia. Do tego dość mocno trenuję, sporo jeżdżę. Więc cały czas poświęcam na rower. Cierpi na tym blog. Nie jestem wstanie regularnie go uzupełniać ani zajmować się innymi zagadnieniami. I to wszystko mnie tak dodatkowo dobija. I być może to w jakiś sposób wpływa na to, że w ostatnich tygodniach jeśli nie miesiącach mam coraz częstsze bóle głowy. Nie radzę sobie z niczym. Pomogłoby mi w nie opisany sposób to, że wreszcie byłbym na bieżąco ze wszystkimi swoimi sprawami - Filmożerem, raportami Filmożera, zaległymi raportami Citroena C3, a także spisywaniem listy realizowanych zadań w pracy i tygodniowymi podsumowaniami. A także byłbym na bieżąco z katalogowaniem zdjęć i filmów z telefonu oraz zdjęć z aktualnie używanego aparatu Sony DSC HX-350. Perspektywa jednak najbliższych dni nie pokazuje, że tak miałoby się stać. Liczę na to, że to tylko okres przejściowy we Wrześniu, że w Październiku się to trochę uspokoi i w końcu będę miał więcej czasu dla siebie... I w końcu dojdę do ładu z tym wszystkim. Wtedy wystarczy nie dopuszczać do tego aby zaległości znowu się pojawiały. I będzie wszystko dobrze... Ładnie to brzmi, być może tylko na papierze prawda? Tak samo ładnie wyglądają moje plany. Zbliża się trasa 40 000 km z Aurelią, zbliża się X Rajd Dookoła Zalewu Szczecińskiego. Kończy się rok kalendarzowy. Coraz więcej mam spraw na głowie i coraz mniej czasu aby sobie z tym wszystkim poradzić.. W sumie konkluzja tego wywodu będzie inna. Co z tego, że na ten weekend sobie zaplanowałem dwie świetne trasy, skoro żadna z nich mnie się nie udała. Jestem do tyłu z kilometrami i ze wszystkim innym. Można śmiało rzec, że z niczym sobie nie jestem wstanie poradzić w tych ostatnich dniach - być może nawet tygodniach.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 923

  • Trasa nr [łączna]: 1004
  • Trasa nr [na blogu]: 918
  • W tym tygodniu: 6
  • W tym miesiacu: 19
  • W tym roku: 178

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 994 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 908 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 3107.79 km
  • Stan Licznika Końcowy: 3172.36 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 3172.73 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 15730 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 15795 km

  • Maksymalna prędkość: 35.7 km/h

  • Przejechałem: 64.57 km
  • Przejechałem [msc]: 995.01 km
  • Przebieg roweru [rok]: 7853.54 km
  • Przebieg roweru [suma]: 39864.9 km

  • Przejechalem w 2021: 7853.54 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 19.6339 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 99.6623 [%] km

  • Czas jazdy: 03:56:25 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2288:46:45 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 488:13:05 h
  • Czas Jazdy Suma (wrzesień): 57:54:44 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2512:12:53 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:02:53 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:44:34 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:47 h

  • Średnia: 16.42 km/h
Dzisiejsza trasa weryfikuje moje życiowe plany od tego co mogę osiągnąć. Tak rzadko udaje mi się zmierzyć z fantastyczną trasą 100-tką. Zaplanowałem sobie, że po planowanej na wczoraj trasie na Schwed zmierzę się z tą właśnie trasą 100-tką. A to nic z tego :( Od rana nie czułem się za dobrze. A mimo wszystko poszedłem. Miałem nadzieję do ostatniej chwili choć wiedziałem, że może się to skończyć tak jak się skończyło. Wziąłem kilka tabletek po drodze jednak nie wiele to zmieniło. Już zmęczony i otumaniony zaczynałem jazdę z pierwszymi kilometrami mojej klasycznej trasy 100 km, którą ostatni raz zrobiłem w dniu: Trasa "100-tka". Prób jej pokonania miałem więcej. To nie moja pierwsza porażka na tej trasie. Już się zdarzyło, że chciałem ją przejechać i się nie udało. Tym razem dojechałem do Nowogardu ale było ciężko. W samym Nowogardzie sobie jednakże za dobrze nie poradziłem. Wyjeżdżałem już w zasadzie z Nowogardu w stronę Karsk. Jednak postanowiłem zrezygnować. Przegrałem z tym jak się źle czuję. A przede mną byłoby jeszcze sporo, sporo kilometrów. Szansa na przetrwanie była nie wielka i jakim kosztem. Po co się tak męczyć. Zrezygnowałem więc, i zamiast normalnie wracać drogą do centrum miasta to skręciłem na osiedle nowo budowanych domków. W zasadzie minąłem je będąc pewny, że wyjadę gdzieś pod koniec miasta. I w sumie wyjechałem ale nie od razu. Znalazłem się na takiej przepięknej polanie, gdzie dookoła buduje się coraz więcej jednorodzinnych domków. Jednak jest tu pięknie, zielona przestrzeń, gospodarstwa rolne. Tą sielankę przecina jedynie obwodnica Nowogrdu, wzdłuż trasy S6. Za nią ciągnie się już wieś Karsk, i kolejne wiejskie strony idące w te najczęściej przeze mnie odwiedzane - w stronę szlaków Trasy 50-tki. W stronę Golczewa. Jednak ta pewna przestrzeń mocno mnie zachwyciła. Mogę żałować jedynie tego, że dziś byłem na tyle zmęczony i na tyle nie przytomny, że nie porobiłem żadnych zdjęć. Jednak jestem pewny, że tu powrócę. To jest zbyt fajne miejsce aby nie odwiedzić go na nowo. Pierwszą drogę jaką wybrałem przez tą drogę poprowadziła mnie na pola, i prywatne gospodarstwa, skąd przejazdu żadnego nie było. Ale szybko znalazłem drogę do miasta, którą przejechałem obok nowo wybudowanej biedronki w Nowogardzie. Czując się z każdą chwilą coraz gorzej, spożytkowałem ostatnią dłuższą przerwę na zjedzenie kebaba, popijając go czerwoną orenżadą z biedry, którą wożę od kilku dni w sakwach Aurelii. Posiłek jednak nie zbyt mi szedł i nie pomógł na coraz bardziej nużący, coraz bardziej męczący ból głowy. Ostatnie kilometry były męczarnią. Jedyna korzyść z dzisiejszej trasy jest taka, że mimo wszystko zrobiłem co najmniej 50 km. Ja sobie tak odliczam ile jeszcze km do tych upragnionych 10 000 km. I odliczam to poprzez odcinki 50 km. Stąd taki mocny nacisk na to aby robić po co najmniej 50 km. Jedna taka trasa przybliża mnie do celu. I tak jedna po jednej. I tak odliczam czas do 8000 km w roku, co będzie oznaczać, że pozostanie mi zrobić jeszcze 40 tras po 50 km. Jeśli do wyniku 8000 km dojdę do końca msc na co liczę to oznaczać będzie, że będę miał 3 msc na zrobienie 2 000 km czyli 40 tras po 50 km. To z kolei przełoży się na 91 dni w których muszę zrobić 40 tras po 50 km. Średnio w co drugi dzień do końca roku będę musiał robić po 50 km. Tu mocno liczę na trasę, która odbędzie się za tydzień. Oznaczać będzie ona prawie 300 km. A więc 6 tras po 50 km zaliczone w jeden weekend. No i tak można działać! :) Dzisiaj było ciężko i się nie udało. Nie udały się plany. Jednak najważniejsze jest to, że mimo wszystko w ogóle pojechałem, że zaryzykowałem. A to, że nie osiągnąłem tego co oczekiwałem - no trudno. Będzie pewnie jeszcze okazja przejechać tą konkretną 100 km, która za jednym zamachem odejmie mi 2 trasy po 50 km z pozostałego limitu do zrobienia 10 tyś km w tym roku, na co tak bardzo liczę...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa26wrzesnia2021zdj1.jpgtrasa26wrzesnia2021zdj2.jpgtrasa26wrzesnia2021zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)