02.04.2023
Jazda nr: 1204

Tagi: drzewa, urbex, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego łudząco przypomina pewne moje wyzwanie z przed 2 lat: Dobre trasy z 02.04.2021 r.. A o tym porównaniu dowiedziałem się dopiero po zakończonych dzisiejszych zmaganiach. Z rana się tak nie przyglądałem niczemu - nawet nie szukałem szczególnej inspiracji. Zdawałem sobie sprawę, że w przeszłości w nie jedną nie przyjemną pogodę jechałem i dawałem radę. A jednak zawsze coś mnie od tego odrzuca. Jest te zniechęcenie, pojawiają się wątpliwości. Nie można im jednak dać się przebić do głosu. Trzeba zawalczyć, szybciej wyjechać. I wtedy nie ma wątpliwości. I tak się tak złożyło, że to kolejny weekend z rzędu jak jadę w trasę w niedzielę. Bo tak bywa, że w sobotnie dni się za dobrze nie czuję. I tak było i tydzień temu i dwa tygodnie temu... Powtarzający się schemat. Jednak wczoraj (01.04) to wyjątkowo fatalnie się czułem. A do tego wiało bardziej i było ciągle szaro. Czy to by mnie normalnie powstrzymało? Pewnie nie. Wolałem jechać w sobotę, zostałaby mi niedziela na odpoczynek, na ogarnięcie bloga. A tak stracony czas... W zasadzie przespany, przeleżany dzień. I nic konkretnego nie udało się wciągu tego dnia osiągnąć. Co innego dziś - dziś rano jeszcze trochę tak się tak za dobrze nie czułem. No ale poradziłem sobie tabsem na ból głowy, zjadłem większe śniadanie i pojechałem. Kluczem do sukcesu było myśleć jak najmniej. W innym razie bym się zniechęcił i pewnie nie pojechał. Warunki były ciężkie a do tego byłem często narażony na ich działanie. No i sama trasa - taka nudna - droga na wprost i z powrotem. Nie planowałem jednak żadnych atrakcji, jeżdżenia po lasach itd. Z tym i tak mogłoby być trudno. W końcu wszystko dookoła pozalewane, zniszczone drogi, rozjeżdżone ciężkim sprzętem użytkowanym do mordowania drzew, wycinania całych lasów... Te negatywne zjawisko trwa wszędzie. Widziałem je dziś w niewielkich obszarach leśnych - lasów nadleśnictwa Rokita (za Wysoką Kamieńską) oraz pod samym celem podróży - wieś Piaski Wielkie. Rżną wszystko jak leci. A zapomniałbym... Za Uniborzem też. Tylko tu kurwy nawet w niedzielę świętości nie obchodzą. I rżną młody las... Młode kurwa drzewka rżną w najlepsze... Tę sytuację słusznie skomentowała koleżanka JS, że te skurwysyny nie patrzą już na nic czy to stary las czy młody. Tylko wyżynać i wyżynać... Wkurw brał co chwila na trasie. A do tego ten cholerny wiatr. Tak wiało, że się żyć odechciewa. A jak tu tyle kilometrów jechać po nie łatwych trasach (drogi DW108), kawałkiem po budowanej S3... Ale to naprawdę kawałkiem - w pierwszą stronę pojechałem obwodnicą Parłówka do Troszyna. A wracając wróciłem przez Troszyn do drogi DW107 z której odbiłem na DW108. Teren zróżnicowany ale zwykle otwarte przestrzenie. A tu pizga ten wiatr bez opamiętania... Aż chciałoby się gdzieś schować w leśnej gęścinie a nie zawsze jest gdzie... Spore wyzwanie. Miałem nadzieję, że to będzie moja pierwsza 100 km trasa w tym roku. Na nadziei się zakończyło. Co prawda myślałem o tym kilka razy, że może dobiję kilometry tak, że pojadę na Makowice, a może na krzyżówkę Resko - Słudwia. Miałem różne pomysły. Ostatecznie jednak zrezygnowałem z każdego z nich. Czułem się zbyt wyeksploatowany przez ten wiatr... A jeszcze wiało i wiało i zaprzestać nie zamierzało. Dość powiedzieć, że mnie to tylko irytowało... Bo wkurwiało również. Byłem tym cholernym wiatrem zmęczony. Przez niego jest odczuwalnie tak chłodno i nieprzyjemnie. Co innego gdybym musiał jeszcze te kilka km zrobić bo tyle mi brakuje do domu. No to ok... Jakoś zrobię, przemęczę się. A skoro miałem wybór - to zdecydowałem się nie kontynuować dzisiaj trasy. Byłem po prostu zbyt zmęczony tym wszystkim. A moim jedynym celem (przy powrocie) było wrócić i legnąć się w łóżko... Ciężka ta pogoda. Na pocieszenie mogę napisać i tak będę sobie wmawiał, że przecież dla marca czy kwietnia to normalne, że potrafi być jeszcze chłodno i wieje tak mocno. Przeglądałem swoje dawniejsze wpisy i tak przecież było w poprzednich latach. Wtedy sobie jakoś dałem radę. I w tym roku będę musiał jakoś przetrwać te ciężkie chwile...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1211

  • Trasa nr [łączna]: 1290
  • Trasa nr [na blogu]: 1204
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 1
  • W tym roku: 44

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1278 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1192 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 13670.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 13761.23 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 13686.23 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 26144 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 26234 km

  • Maksymalna prędkość: 33.3 km/h

  • Przejechałem: 90.53 km
  • Przejechałem [msc]: 90.53 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1406.25 km
  • Przebieg roweru [suma]: 50460.5 km

  • Przejechalem w 2023: 1406.25 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 3.5156 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 126.1513 [%] km

  • Czas jazdy: 05:26:01 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2983:44:49 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 99:03:01 h
  • Czas Jazdy Suma (kwiecień): 05:26:01 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3207:10:57 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 05:26:01 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:15:04 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:50 h

  • Średnia: 16.66 km/h
Dzisiejsza trasa poprowadziła mnie w nieznane szlaki. Wieści o dworze w Piaskach Wielkich są mi znane. Chciałem odwiedzić te miejsce jeszcze na trasie: Nadmorskim szlakiem: "z Singlowymi". Wtedy było jednak za późno już na to, i wykończył mnie dzień - bardziej ambitny niż dzisiejszy. Nie mniej wiedziałem, że coś tu jest a nie odwiedziłem tego miejsca ani w rzeczonym 2021 r. ani tym bardziej w 2022 r. Ciągle coś innego mi czas zajmowało. A kilka dni temu, po nieudanych podbojach w Margowie: Kamieńskie Urbexy. Przyszła taka refleksja, że te miejsce przecież też mogą nagle zamknąć. I co wtedy zrobię? Już go nie odwiedzę i już go nie zobaczę od środka :( A to będzie mnie niszczyć z tą świadomością, że przecież mogłem wcześniej się tu wybrać... I spokojnie je odwiedzić. Tym bardziej, że wiedziałem, że coś tu jest. A Margowo odkryłem przypadkiem w tym roku. Jednakże z Margowa nie rezygnuję. Może uda się "na legalu" je zwiedzić - na tyle na ile będzie to możliwe oczywiście. Liczę na to, z zewnątrz obiekt jest bardzo ciekawy i chętnie zobaczyłbym go od środka, nim całkiem w ruinę popadnie. Dzisiaj jednak skupiłem się na tych Piaskach Wielkich. Tak sobie jeszcze w zeszłym tygodniu zaplanowałem, że w ten weekend pojadę. Wstępnie to miała być sobota. A wyszło jak wyszło. No trudno. Najważniejsze, że dojechałem i pozwiedzałem...! Dzisiaj nie było fajnych warunków, więc zrobiłem tylko wstępny rekonesans. I tak wstępnie myślę, że wrócę tu 10.04. Nieco inną drogą bo przyjadę tu z JS z Kamienia Pomorskiego. I wtedy lepiej się zapoznam z tym pięknym miejscem i okolicą. Okolice są naprawdę piękne - z pałacu (dworu) rodziny von Flemming - roznosi się widok na jezioro "Piaski". Po przeciwnej stronie były - poniekąd są lasy. Nie sugerowałbym się jednak tym, że są. Bo źli ludzie dążą do tego aby ich nie było. Skutecznie swoje dążenia przeradzają w rzeczywistość... Także - w pierwszą stronę było fajnie. Gnał mnie zew przygody! Nie zważałem na trudności w nie całe 3h dojechałem. I to licząc małą przeprawę po przebudowanej drodze DK3 (w stronę Świnoujścia). W pierwszą stronę zresztą nielegalnie jechałem kawałkiem istniejącą drogą S3. Tak już niestety za wiele razy nie zrobię. Wkrótce pozostanie mi tylko jazda na Troszyn z wysokości Parłówko - Kolonia. Musiałbym skręcać na drogę DW107 (do Kamienia Pomorskiego) i z niej odbijać na dawną drogę z Troszyna. Ta istniała gdy nie było jeszcze obwodnicy (droga S3). No ale to nie ważne na dzisiejszym wpisie - temat może poruszę jak wybiorę się na trasę po budowie drogi S3, która ma być gotowa w 2024 r. Zew przygody mnie nie zawiódł - choć na początku przejechałem całą wiochę nim tu trafiłem. No ale jak już dojechałem - dwa obiekty... Niestety w katastrofalnym stanie. Może nie jest to jeszcze aż taka tragedia - po prostu ludzie do tego doprowadzili i wszystko zniszczyli... Doszukałem się paru informacji o tym miejscu, którymi się podzielę: Piaski Wielkie - polskiodkrywanie.pl oraz Piaski Wielkie - Polskie Zabytki. A także taki wpis z Facebooka: Zapomniane w Zachodniopomorskim o Piaskach Wielkich. Polecam! Wiele ciekawych informacji, zdjęcia inne niż ja zrobiłem - bo wcześniejsze. Ja niestety nie miałem szansy zrobić fajnych zdjęć :( Bo stan obiektu jest jaki jest. Nie mniej i tak jestem zadowolony z wyjazdu. Marzyło mi się od kilku tygodni, może miesięcy aby w końcu gdzieś pojechać i zobaczyć coś nowego. Pozwiedzać coś nowego - takiego większego... Bo takie małe domki, ruiny domów tak mocno mnie nie cieszą jak takie obiekty. A gdyby było to jeszcze w lepszym stanie... Nie da się jednak mieć wszystkiego. Byłem, zobaczyłem. Porobiłem zdjęcia kilka nagrań telefonem. I wróciłem z tą myślą, że jeszcze tu za kilka dni zawitam. Może do tego czasu nic się nie stanie, nie zamkną tego obiektu czy go nie sprzedadzą? :D Bo nie wiem czy wiecie ale ten obiekt jest do sprzedania: Do sprzedania dwór w Piaskach Wielkich. Tak coś czytałem jeszcze w zeszłym roku (2022 r.), ze taka akcja ma miejsce... No ale nie sądzę, że ktoś to kupi bo lekko licząc na generalny remont trzeba by było z 5M wydać... A kupić dla ziemi i czekać aż się zawali? Gdyby było to opłacalne to pewnie już dawno ktoś tak uczynił. No więc będzie tak jak jest..., że póki co to stoi i niszczeje... Szkoda, bo jeszcze kilka lat temu we dworze przyjmowano gości, spełniał swoją rolę jako hotel. A teraz?... Tylko straszy ta ruina. No i tak jak pisałem - powrót był drogą przez mękę. Pod wiatr... Miejscami jednak wiatr nie był na tyle irytujący. To dało się jakoś normalnie jechać. A bywały też takie momenty, że była to prawdziwa próba charakteru: Próba charakteru i siły. Daje mi pewną siłę i pocieszenie fakt, że na tych ponad 1200 trasach które z Aurelią zrobiłem z nie jedną pogodą już walczyłem, i jakoś dawałem radę. Nie było więc powodów aby się poddawać. Trzeba było walczyć do końca choć bywało naprawdę ciężko... Jakoś jednak wróciłem. Padnięty. I zrezygnowany z szalonego pomysłu dobijania km do wyniku 100 km... Może gdyby nie ten wiatr... A tak - dałem sobie z tym spokój. Samo to, że pojechałem to już coś! A przecież - zrobiłem nie mało - a to też się liczy!...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)