Dzisiejsza trasa jest kolejną moją podróżą do Dina! To już taki standard, wyznacznik kolejnych tygodni, w tym szybko upływający czasie, raz w tygodniu wyjazd do Dina na zakupy, oczywiście po pracy - więc wiąże się to z problematycznym dojazdem do pracy. Zwykle mi się nie chce z rana jeździć do roboty, ciężko się jeździ. W te zimowe miesiące to już w ogóle się ciężko jeździ. A dzisiaj to wyjątkowo. Nie dość, że się nie wyspałem, okrutnie z dobrodziejstwa snu wyrwał mnie ustawiony na 6:20 budzik. A mam za sobą nie przespaną noc, długo nie mogłem zasnąć, nie mogłem spać. Jak nad ranem przysnąłem to trzeba stawać -.- To był jeden z problemów rozpoczynającej się dzisiaj trasy rowerowej. Drugim była pogoda. Pragnę zaznaczyć, że wciągu dnia, a w zasadzie im bliżej wieczoru tym było lepiej, pogoda się uspokoiła.. Aczkolwiek z rana hulał bardzo silny wiatr. Było zimno, nieprzyjemnie, źle się jechało. Jechało mi się ciężko, nieprzyjemnie. Walczyłem tylko ze sobą aby zdążyć aby się znowu do pracy nie spóźnić, i tak przyjechałem niemalże na ostatnią chwilę, wyjeżdżając z pod internatu około godziny 7 rano. Nie udało mi się szybciej wyjechać. Trafiłem właśnie na silne podmuchy wiatru, było zimno i nieprzyjemnie. Spory ruch aut, sporo policji po drogach się kręciło.. Na Placu Żołnierza Polskiego trafiłem na kolizję.. Kolizja z pieszą na Placu Żołnierza Polskiego [radioszczecin.pl], na szczęście rowerem nie miałem z tego powodu problemów z przejazdem. Jak się okazuje, dzisiaj to nie jedyne przykre wydarzenie, w Szczecinie. Drugie dotyczy nieszczęśliwego wypadku, który zabrał istnienie dwóch chłopców: Śmierć chłopców na ul. Twardowskiego. Wspominam o tym nie bez powodu. Na dzień dzisiejszej trasy oczywiście o niczym nie wiedziałem. A do tego jeszcze ta ul. Twardowskiego. Dzisiaj nią wracałem do domu, gdy odwiozłem kolegę pod przejazd kolejowy na ul. Jagielońskiej, skracałem sobie drogę przez zamkniętą ul. Twardowskiego do ul. Mickiewicza. Tyle nieszczęść, tyle zdarzeń każdego dnia.. Wracając jednak do samej trasy, dzisiaj było o tyle dobrze i o tyle ciekawie, że pracę opuściłem przed godziną 15. Tak się złożyło, że jestem jedynym mobilnym pracownikiem, któremu pasuje jechać na ul. Królowej Korony Polskiej (obok ul. Mickiewicza lub z drugiej strony ul. Wojska Polskiego), odebrać zakup dla Komendy :) Skusiłem się ze względu na możliwość szybszego wyjścia z pracy. Nikt inny nie chce tam jechać. A w godzinach pracy nie będzie to możliwe, ze względu na brak samochodów XD To pojechałem rowerem, odebrałem ten zakup, szybciej pojechałem z kolegą, moim nowym Szczecińskim towarzyszem wojażów (HM) do Przecławia na zakupy do sklepu Dino. Same korzyści, wynikające z dzisiejszej trasy! Wyjątkowo dzisiaj załapałem się na piękny zachód słońca.. Zachody słońca o tej porze roku, przy godzinach o której kończę pracę.. są rzadkością. Dzisiaj wyjątkowo mi się udało! Wyjątkowo udało mi się również przed zmierzchem dotrzeć do Przecławia do Dina, co było trudniejsze niż tydzień temu na trasie: ZS: Sklep Dino z 13.11.2019 - właśnie ze względu na wcześniejsze opuszczenie trasy i dogodniejszy dojazd. Nie pchałem się przez starówkę, przez boczne uliczki do ul. Narutowicza, czy broń boże na Pomorzany aby przez pl. Szyrockiego wyjeżdżać na ul. Mieszka I. Ruszałem z ul. Boh. Warszawy, prostą drogą do pl. Szyrockiego i Mieszka I. I to w czasie szybszym niż wyruszałbym z pod komendy z kolegą. Dzięki temu, że udało się zaoszczędzić kilkanaście minut czasu, był możliwy szybszy dojazd do Przecławia, jeszcze za widna! Oczywiście ten "myk", już nie przejdzie.. przynajmniej w tym roku.. Dni coraz krótsze, pewnie normalnie będę po pracy wyjeżdżał na zakupy. Więc kolejna trasa do sklepu Dina, może się okazać: "trasą ciemności do sklepu Dino", bo już prawdopodobnie nie zdążę opuścić Szczecina nim zapadnie zmrok.. A już tym bardziej dojechać do Przecławia. Zarówno dzisiaj jak i na ostatniej trasie powrót był w całkowitych ciemnościach. I należy się przygotować na to, że do końca kalendarzowego roku, nic się nie zmieni, będzie tylko coraz gorzej.. I niebezpieczniej!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 506
Trasa nr [łączna]: 589
Trasa nr [na blogu]: 503
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 162
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 580 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 494 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 1919.92 km
Stan Licznika Końcowy: 1957.87 km
Stan Licznika Końcowy2*: 1963.14 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14192 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 14224 km
Maksymalna prędkość: 31 km/h
Przejechałem: 37.95 km
Przejechałem [msc]: 294.05 km
Przebieg roweru [rok]: 4951.55 km
Przebieg roweru [suma]: 22099.54 km
Przejechalem w 2019: 4951.55 km
Podroż dookoła świata (2019) 12.3789 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 55.2488 [%] km
Czas jazdy: 02:35:44 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1166:56:08 h
Czas Jazdy Suma (2019): 310:39:02 h
Czas Jazdy Suma (listopad): 20:05:00 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1390:22:16 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:00:30 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:55:03 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:22 h
Średnia: 14.69 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest już wspominaną kolejną trasą do sklepu Dina! Czas więc na małą ciekawostkę, od 03.07.2019 od pierwszej trasy do Przecławia do sklepu Dino, do dzisiejszego wyjazdu - 19.11.2019, zrobiłem w sumie 14 takich wyjazdów! Byłem już w Dino i Przecławiu 14 razy! Do końca roku pewnie jeszcze z raz, dwa razy może maks trzy będę. Nie planuję tak często, jak co tydzień tam jeździć. Swoje trzeba w kolejkach odstać, nie jest to bliska trasa, czasami trochę męcząca jak dzisiaj, a wszelkie chęci do wszystkiego zabija u mnie myśl, że jutro znowu do pracy. To zniechęca do bardziej męczących działań. A do tego, przynajmniej w nadchodzących tygodniach rośnie ryzyko takiej trasy. Coraz szybszy zmrok, coraz więcej durniów na drogach. Do tego te cholerne elektryczne hulajnogi, na które już w ogóle od miesięcy narzekam. Jakiś chory żart, w tej chorej modzie, na te urządzenia. Dzisiaj ich trochę widziałem. I po chodnikach, i po ulicach i po ścieżkach rowerowych sobie jeżdżą. A nie ukrywam, że się zdenerwowałem jak dzisiaj jestem trochę zmęczony, ciężko mi się jedzie, do tego bardzo mocno zajeżdżony napęd, który daje powoli o sobie znać, coraz częściej ciężko się jedzie, zaczyna mi mielić na niektórych przełożeniach, problem z zejściem / wejściem łańcucha na niektórych przełożeniach, i miejscami szczególnie pod wzniesienia ciężko się jedzie. A tu mijam taką młodą osobę płci żeńskiej co bez żadnego trudu, podjeżdża sobie pod wzniesienie na drodze rowerowej na ul. Mieszka I -.- No szlak mnie.. No dobra, pomińmy tą osobę. Wspomnę jeszcze o ludziach i samochodach a także skuterach. To wszystko potrafi pchać się na chodniki, na ścieżki rowerowe. A oświetlenie mamy jakie mamy. Mogę nadrabiać super zajebistą lampką na rowerze, to jednak nigdy nie zastąpi dziennego światła, słońca.. Czyli czegoś o czym istnieniu mogę zapomnieć.. Przynajmniej do przerwy świątecznej w Grudniu.. poza weekendami. Nie mam praktycznie szans jeździć w słoneczne dni, robić trasy przy dziennym świetle.. kończąc robotę o godzinie 15:30. Dzisiaj wyjątkowo trochę mi się udało, to jednak był przypadek, pojedyncza możliwość a niekoniecznie powtarzająca się w każdym tygodniu okazja.. A do tego, nie lubię jeździć nocami. To ma spore ograniczenia, muszę wozić ze sobą lampkę, nagrania w nocy są takie sobie. A pewnie kilka takich tras mnie będzie czekać. Co nie oznacza, że mogę sobie życie ułatwić i po prostu unikać takich wyjazdów, i tak pewnie będę robił. Także, coraz szybszy zmrok na który coraz częściej narzekam. Narzekam w kontekście pracy. Przecież w poprzednich latach też były krótsze dni o tej porze roku, tylko, że.. w poprzednich latach jak nie w ogóle (2014-2016 r.), to mało jeździłem w Listopadzie / Grudniu - albo po prostu miałem na to czas i sposobności jak miało to miejsce w 2018 r. No nic takie życie, nic nie poradzę, aczkolwiek łudzę się, że będzie lepiej w kolejnych latach. Dzisiejsza trasa się udała, i tego będę się trzymał. Jakoś się do Dina do Przecławia dojechało. Trasa powrotna była jednak trudniejsza. Jechałem z kolegą, towarzyszem dzisiejszej podróży jak zawsze przez Stobno do Dołuje, i powrót przez Mierzyn. Problemem był jednak mój towarzysz, który super przygotował się do trasy. Był ubrany na czarno, nie miał odblasków ani żadnego oświetlenia. Gdyby tego było mało to zachowywał się dzisiaj trochę niekoleżeńsko. Tym bardziej, że wspominałem jemu kilka razy, że dzisiaj jest nie mój dzień, że ciężko mi się jeździ, że mam zużyty napęd w rowerze, który też na to wpływa, oraz wracam z zakupami, z obciążeniem. On sobie jedzie na pusto, bez niczego, i sobie zapierdala miejscami (20+km/h, a może więcej), podczas gdy ja mam problem wykręcić do 20km/h. Po prostu na tym zużytym napędzie, nie jestem wstanie kręcić rekordów, jakie osiągałem jeszcze rok temu, jakich przykładem jest trasa: Trasa "50-tka" - trzech tytułów. Na obecnym napędzie, na żadne rekordy prędkości nie ma już szans. To już się czuje, że ten napęd trzeba wymienić. Coraz więcej problemów. Mimo wszystko ja się zachowałem koleżeńsko, odprowadziłem kolegę tak blisko, że on tylko z górki zjeżdża i już jest. A ja sam wracałem przez od dzisiaj okrytą złą sławą ul. Twardowskiego do ul. Mickiewicza.. Z zakupami ze sklepu Dino, zakupioną rzeczą dla Komendy.. No spoko trasa. Trochę chłodno, tylko co ciekawe im była późniejsza godzina tym robiło się cieplej, wiatr osłabiał swoje siły.. A mnie osłabiała jedynie myśl, że jutro znowu do roboty... A tak jeszcze dodam, że mnie osłabia to, że staram się napisać krótki opis do wpisu, a wychodzi jak sami widzicie niekoniecznie krótko :D Za dużo się dzieje podczas tras, i nie da się tego skrócić :D
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)