08.06.2023
Jazda nr: 1242

Tagi: JS, zach_slonca, wiejskie_przygody, drzewa, pomorskie |

Trasa z dnia dzisiejszego to pierwszy dzień z planowanych trzech (i dwóch nocy) na miejscu - z długiego czerwcowego weekendu na Kaszubach z JS... ♥. To także do pewnego stopnia odtworzenie i zwiększenie trasy, którą robiłem kilka msc temu również z JS - na 50k km z Aurelią: "50 000" Aurelio !: "Kółko jezior Raduńskich". Podobnie jak wówczas dziś również zaliczyliśmy Kółko Jezior Raduńskich i te piękne widoczki Kaszëbów. Cały dzień jednak dłużył się przez jedno to dojazd, drugie organizację. Dzisiaj wpadłem na genialny pomysł, że przecież wygodniej by było dojechać np. wczoraj na spokojnie a dzisiaj od rana byłby cały dzień... No ale skąd mieć takie myśli, skoro do tej pory takich wyjazdów nie miałem. To mój można powiedzieć debiut. No nie liczę takich pojedynczych wyjazdów z Gryfusami z jedną nocką po drodze (Szlakami Muru Berlińskiego w 2020 r. i Dookoła Zalewu Szczecińskiego w 2021 r. Tak to jest mój debiut w trasy wielodniowe, ze spaniem na miejscu. Przy kolejnych takich okazjach, które nastąpią pewnie w kolejnych latach będzie już łatwiej... Mimo wszystko wszystko się udało, choć byłem na koniec dnia taki padnięty, że nawet spać z tego szczęścia nie mogłem. W ogóle zacząłem dzisiejszą jazdę bez snu - jak się zbudziłem koło 24 - idąc spać w środę 07.06 koło 22 dopiero... tak do rana się tylko męczyłem z życiem a nie spałem. Dopadła mnie pewna dolegliwość, no dobrze, że przy poranku nieco odpuściła. I mimo pewnych zrozumiałych wątpliwości pojechałem na umówiony czas do Gryfic po JS (na 7 rano). Z małym opóźnieniem ruszyliśmy w tę niezwykłą podróż do Kaszëbów. Z czego w planach na dzień dzisiejszy było zaliczyć trasę z Kościerzyny na Kartuzy co ostatecznie się powiodło. A, że nie piszę tych wpisów na bieżąco to mogę zdradzić, że była to nasza najdłuższa trasa w tych dniach - prawie 80 km. Pozostałe dni, nie przyniosły już takich możliwości. Te kilometry jednak i dziś były do końca wielką nie wiadomą. Dojazd do miejsca spania, bazy wypadowej do miejscowości Tãgòmié przebiegł bez większego problemu. Jechaliśmy tak jak za pierwszym razem przez Koszalin na Miastko potem w kierunku Bytowa. Jednak dzisiaj przynajmniej od razu nie dojechaliśmy do Bytowa tylko odbiliśmy bezpośrednio na wieś Tãgòmié (a po naszemu Tągowie). Ta miejscowość zresztą sprawia wiele problemów bo ciągle nie można było zapamiętać jej nazwy ani dojazdu do niej. No dobra - po godzinie 10 zajechaliśmy do tego Tągowia, wkroczyliśmy na taką jakby agroturysytkę gdzie były gościnne domki, zagrody z końmi. Ładnie tu było... :) Tu pozostawiliśmy rzeczy i po krótkim rozgoszczeniu ruszyliśmy w trasę. Dłuższe rozgoszczenie nie byłoby wskazane bo nie chciałoby się później jechać... I właśnie to naprowadziło mnie na te jakże odkrywcze myśli, że może lepiej było nam przyjechać wczoraj po południu. Rozgościć się, poznać okolicę. A dzisiaj można by było działać właściwie... No ale bywa z doświadczeniem tak, że dopiero przy następnej okazji można zrobić z niego użytek. Także ruszyliśmy prosto do Kościerzyny do której mieliśmy jakieś 40 km. W Kościerzynie stanąłem na tej samej ulicy i prawie w tym samym miejscu co w marcu bieżącego roku, na ul. Stanisława Staszica. Stąd ruszyliśmy jednak inną drogą niż pierwotnie aby nie jechać tak samo czyli na Kościerzyna Wybudowanie. Jechałem jak to zwykle robię "na pałę". A gdzieś się dojedzie. Starałem się trzymać blisko drogi DW214. Bo wtedy na pewno dojadę. A pamiętam, że ta DW214 nie jest fajna. Taka górzysta mocno, i sporo walniętych umysłowo użytkowników samochodów. Pierwsze skojarzenia też są złe to była droga pod zimny wiatr... Który obniżał i tak nie wielką plusową temp. tego marcowego dnia. Wtedy zresztą zrodził się pomysł by tu wrócić na kilka dni. Koniecznie chciałem odtworzyć trasę i zrobić dokładniej przejazd przy Kółku Jezior Raduńskich co się udało. Jednak wciąż jest tu wiele miejsc do zobaczenia - tylko w tym małym regionie! A gdzie dopiero wybywać gdzieś dalej?... No cóż, piękna trasa się zaczęła a wraz z nią poboczne cele, dojazd do wsi Stężyca, gdzie odbijaliśmy na ul. Kartuzką i jechaliśmy prosto do Kartuz. Męcząca droga przynajmniej dla mnie. Byłem taki padnięty w tym czasie, ciężko mi się jechało. Ledwo co do tych Kartuz dojechałem. No ale gdy spożyłem tam pełnowartościowy posiłek w postaci pizzy Hawajskiej bez ananasa perspektywa się całkowicie odmieniła. Kierunek wiatru też sprzyjał. Więc miało się i siły i chęci do jazdy. A tych było trzeba... Bo gdyby nie kombinowanie i jak na siłę uniknąć jazdy po drodze DK20 bo się da... Bo tak jest na mapie, i wydawało się to prostsze niż w praktyce było to w miarę by się wróciło. No może powiem tak, pewna część trasy powrotnej taka zła nie była. Mijało się miejsca, które już znaliśmy między innymi Ostrzyce, za którymi w miejscowości Kolano, pojechaliśmy bliżej Jezior Raduńskich, pod stromą górę do wsi Sikorzyno. I w sumie tam trochę źle pojechaliśmy... Bo dałoby radę dojechać bezpośrednio do Nowej Wsi Kartuzkiej a my trochę odbiliśmy w stronę drogi DK20 do wsi Kaliska Kościerskie. I tu zamiast już jechać te kilka kilometrów po DK20 (jakieś 5-7 km) to jeszcze zakombinowałem po pobocznych drogach które były już na ten koniec dnia ogromnie wykańczające. Do planowanej Nowej Wsi Kościerskiej udało się dojechać! I z niej do Kościerzyny od strony dzielnicy Kościerzyna Wybudowanie. Jednak kosztowało to sporo energii i było związane z atakiem komarów a także z przejazdem przez czyjąś działkę. I po takich drogach, których już w stronę Kościerzyny miałem całkowicie dość... Takie drogi to nie porozumienie. A jest to na tyle istotny problem, że wspominam o nim już w wstępnym akapicie. I wspomnę w bardziej szczegółowym drugim akapicie. Jeździłem przez ponad 50k km po różnych drogach. W tym szutrowych. No ale tak zjebanych dróg szutrowych jak na Kaszubach to jeszcze nie spotkałem. To jest jakieś kompletne nie porozumienie. Jak drogi mogą tak wyglądać!?... Tak zniszczone, tak zjechane. Po tym się w ogóle nie da się jeździć na rowerze i oponach nie dostosowanych do terenu. A nawet jeśli ktoś ma terenowy rower to i tak nie wiele przyjemności z takiego przedzierania się będzie miał... Drogi poboczne są koszmarne. A do tego można dołożyć drugi problem: brak oznakowań dróg, dojazdu do miejscowości. Albo ktoś się świetnie orientuje w terenie (czyli nie my), albo ma przewodnika co zna te strony. Inaczej to słabo to widzę... Tu nawet GPS głupieje. I jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest mieć papierową mapę. Ta jest zawsze niezawodna. Nawet w tym zniszczonym nowymi technologiami świecie.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1249

  • Trasa nr [łączna]: 1328
  • Trasa nr [na blogu]: 1242
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 82

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1316 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1230 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 15484.8 km
  • Stan Licznika Końcowy: 15562.37 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 15487.37 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 27959 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 28037 km

  • Maksymalna prędkość: 39.5 km/h

  • Przejechałem: 77.57 km
  • Przejechałem [msc]: 176.58 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3207.75 km
  • Przebieg roweru [suma]: 52262 km

  • Przejechalem w 2023: 3207.75 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 8.0194 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 130.655 [%] km

  • Czas jazdy: 05:40:17 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3324:39:47 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3101:13:39 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 216:31:51 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 13:19:55 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:19:59 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:38:26 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:59 h

  • Średnia: 13.69 km/h
Dzisiejsza trasa w swoim trwaniu można powiedzieć obejmuje cały dzień - włącznie z dojazdem do Kościerzyny (samochodem) potem powrotem do miejsca spania (w Tągowie). Swoim zasięgiem obejmuje również wiele fajnych dróg i miejscowości w okolicy Kółka Jezior Raduńskich. Wyprawę rozpoczęliśmy od niezbyt fajnych dróg, jadąc w Kościerzynie wzdłuż pewnej drogi rowerowej prowadzącej nas wzdłuż ul. Mickiewicza do Strzeleckiej. Tutaj zamiast odbić to jechaliśmy dalej pewni siebie i tego, że trafimy w tym pięknym wolnym od pracy dniu ;) Ta pewność poprowadziła nas leśną drogą, niby szutrowa ale w takim tragicznym stanie, że ciężko mi było się po tym rozpędzić. Całe drogi te szutrowe tutaj są pofałdowane, w dziurach takich poprzecznych. I te kamienie co powinny tworzyć podstawę utwardzenia - albo są bezwładnie wysypane albo są tak zmielone, że prawie czuje się tak jakby się jechało po piachu. I tak kilka kilometrów męki, z prędkościami tak żałosnymi, że nawet biegacze nas wyprzedzali.... Tak mijaliśmy pierwsze widoki - jezioro Wieprznickie pod Wieprznicą. I fragmentami Szlak Kaszubskich Drzymalitów - Szlak Kaszubskich Drzymalitów. Nie był on w planie aby się zastanawiać czy go robić. Trzeba było działać dalej. A priorytetem było stąd wyjechać na normalne drogi. Wrócić na DW214. A to jeszcze kawałek, który przynajmniej w mojej perspektywie się przedłużał i przedłużał. W końcu się udało. Dojechaliśmy do miejscowości Skorzewo. Wyjechaliśmy przy sklepie "u Marzeny", gdzie samą Panią Marzenę poznaliśmy jeszcze w marcu ;) Właścicielkę tego lokalnego sklepu. Dalsza podróż przynajmniej do Stężycy nie stanowiła większego problemu. Tam trzeba było wybrać właściwy przejazd. I to się udało, przy drugim podejściu. Pierwsze było nie poprawne bo oznaczało wjazd na ul. Królewską, a nie ul. Kaszubską. Tą ul. Królewską dojechalibyśmy do Gołubia i nieco skrócili sobie tą ciekawą trasę, która prowadziła nas do Kartuz - do stolicy Kaszub (Kartuzë). To był oczywiście od Stężycy kawał drogi, na którym straciłem większość sił. Bezsenna noc, podróż i wykańczająca pogoda dawała się we znaki. Było dość ciepło okolice +24℃. Przeważnie bezchmurne niebo, czasem się trochę po chmurzyło. A do tego droga. Wiele podjazdów dawało się we znaki. Nieco już odpadłem od dalszej jazdy po skromnych kilometrach ile wtedy zrobione miałem gdzieś z 35? I był problem - byliśmy w Smętowie Chmieleńskim. I gdyby nie to, że do Kartuz dzieliło nas 5 km... To nie wiem czy jechałbym dalej. Jakiś słabszy dzień miałem. Trudno mi się jechało. No ale dało się radę. Wjechaliśmy w Kartuzy. A tam od razu postój przy jednym z najbardziej charakterystycznych punktów - wyłoniło się przed nami jezioro Karczemne. Podjechaliśmy tam na chwilę. A później w miasto - na starówkę, gdzie zajęliśmy się posiłkiem. Dopiero ten posiłek postawił mnie na nogi i powrotna droga do pewnego momentu, czyli póki nie kończył się dzień nie było tak źle. Wracaliśmy wzdłuż drogi DW224. Do Sławki Dolne. Skąd odbiliśmy na już znane nam Ostrzyce. A tam znane wzniesienia i piękne widoki. W tym między innymi ogromne hotele, i agroturystyka w miejscowości Kolano. Skąd rozchodzi się widok na jezioro Ostrzyckie. Wielkie garbate wzniesienia, a na nich wypasające się i odpoczywające konie. Pięknie tu jest... W tej chwili wiele bym dał, aby już tu zakończyć podróż, tu móc spać i odpocząć. A tym czasem trzeba było działać dalej, w tym podjechać do miejscowości Szymbark. Gdzie mimo oczywistej drogi do Nowej Wsi Kartuzkiej takiej od razu nie znaleźliśmy tylko pojechaliśmy jakoś na około... Ostatecznie wyjechaliśmy w Kaliska Kościerskie, skąd szybko wróciło się w chłodne a przy tym ostre objęcia lasu. Nie dość, że drogi piaszczyste to całe chmury owadów, które bez chwili zwłoki przyleciały aby atakować... I tak pojechaliśmy oznaczoną na mapie drogą, która przecina się przez czyjeś gospodarstwo. Na mapie widać normalnie drogę. A tam wszystko poogradzane. Gospodarz jednak był na miejscu i przejazd był możliwy. W innym układzie trzeba by było wracać w ten las... I jechać na około. A tym czasem mogliśmy dalej kontynuować podróż po takich byle jakich wiejskich drogach, przy porozrzucanych mniejszych i większych osadach ludzkich, wkomponowujących cię w te piękne rejony, które otaczają Kościerzynę. Jechaliśmy odtąd blisko starego szlaku kolejowego do Kościerzyny. I znowu szutrowa droga męki, w połączeniu z komarami i kończącym się dniem... Do tej Kościerzyny to mnie się to tak dłużyło. A później w samej Kościerzynie Wybudowanie nie lepiej. Nim dojechało się do głównej drogi DW214... Nie było tak łatwo przetrwać i przejechać przez te zapomniane przez cywilizację obrzeża miasta. A już w mieście jakimś cudem od razu trafiliśmy na ulicę, skąd ruszaliśmy w trasę i gdzie zostawiliśmy samochód. Ostatnim problemem w dniu dzisiejszym, gdzie trasa zakończyła się po godzinie 21. Był dojazd do miejsca gdzie śpimy do Tągowa - nie pamiętając oczywiście miejscowości... Trzeba było posługiwać się GPSem aby w ogóle tam trafić. I już taki nieprzytomny po godzinie 22 powróciłem. Na miejscu spiąłem rowery tym za krótkim U-Lockiem który mam.I do spania... Pierwszy dzień pełny wrażeń, przygód i w nadmiarze męczący dobiegł końca. Z tą chwilą zastanawiało mnie to jak będą wyglądały kolejne dni. Pierwszy dzień przygód minął. Jutro (w piątek) - 09.06 mamy do dyspozycji cały dzień. Zaś w sobotę 10.06 - powrót... Na pierwszą taką wyprawę nie chciałem jechać na długi czas... Bo to nigdy nie wiadomo jak to będzie wyglądało. I w sumie dobrze, że jedziemy na krótki czas. Cenne doświadczenie podpowie co tu zrobić i jak zrobić aby przyszłe wyjazdy były lepsze!... A tym czasem dzisiaj nie pozostało nic innego jak przynajmniej próbować spać, będąc tak zmęczonym a przy tym tak padniętym, że trudno wyrazić to w słowach...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa08czerwca2023zdj1.jpgtrasa08czerwca2023zdj2.jpgtrasa08czerwca2023zdj3.jpgtrasa08czerwca2023zdj4.jpgtrasa08czerwca2023zdj5.jpgtrasa08czerwca2023zdj6.jpgtrasa08czerwca2023zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)